Dawne mecze: FC Salzburg – Lech 0:1

W marcu 2012 roku poznański Lech będzie miał już 90-lat. Z tej okazji już wcześniej rozpoczęliśmy na łamach serwisu dwa cykle, które przypomną kibicom Kolejorza m.in. sylwetki dawnych gwiazd klubu, ale także wiele wydarzeń związanych z Lechem czy innych rzeczy, o których każdy fan powinien pamiętać.

> Party Poker < Nie zabraknie oczywiście wspomnień dawnych meczów Kolejorza, które w różnym stopniu utkwiły w pamięci sympatykom Lecha Poznań i które zapisały się w 90-letniej historii „niebiesko-białych”. Tym samym dziś w siódmym materiale z cyklu o nazwie „Dawne mecze” przypominamy Wam pojedynek lechitów z FC Salzburg, który odbył się rok temu. Znów nikt na nich nie stawiał

Lech w losowaniu Ligi Europy znajdował się w czwartym, ostatnim koszyku i nie jest niespodzianką, że w żadnym meczu nie był faworytem. Przed ostatnią kolejką fazy grupowej Kolejorz był jednak drugi, a Mistrz Austrii ostatni w tabeli. Mimo to, lechici nie byli stawiani za faworyta do wygranej w tym spotkaniu, bowiem kurs na nich wynosił średnio 2.95, a na zwycięstwo Salzburga 2.20.

Walczyli o cztery rzeczy

Przed meczem Kolejorz wiedział, że mimo zapewnionego wcześniej awansu, walczy w Austrii o cztery ważne rzeczy. Przede wszystkim o pieniądze (70 tys. euro w przypadku remisu i 140 tys. w razie wygranej) oraz o współczynnik, rozstawienie w losowaniu 1/16 czy polepszenie i tak dobrych już statystyk LE.

Dużo czasu na przygotowania

Mecz z FC Salzburg odbył się piętnaście dni po wcześniejszym spotkaniu Kolejorza z Juventusem. Lechici mieli więc mnóstwo czasu, aby należycie przygotować się do starcia z Austriakami, ale wiele treningów psuła im pogoda. Rok temu w Poznaniu mieliśmy zupełnie inną pogodę niż teraz, czyli mnóstwo śniegu i siarczysty mróz.

Przebieg meczu

Bój w Salzburgu rozpoczął się od ataków gospodarzy, ale w 27. minucie przebudzili się lechici. W tej sytuacji obrońcy Mistrza Austrii w ostatniej chwili zatrzymali Artjomsa Rudnevsa, ale po mocnym strzale Semira Stilicia cztery minuty później byli już bezradni i Kolejorz objął prowadzenie. Od tego momentu do końca pierwszej części meczu mieliśmy wymianę ciosów, lecz nikomu nie udało się zdobyć gola.

Tymczasem w drugiej połowie gospodarze starali się coś tworzyć, natomiast goście grali bardzo spokojnie i czekali na swoje szanse. Minuty mijały, a FC Salzburg nie potrafił przebić się przez defensywę Kolejorza. Tym samym w ostatnim kwadransie spotkania nieco śmielej zaatakowali poznaniacy i w 80. minucie niewiele brakowało, aby na listę strzelców wpisał się Sławomir Peszko. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla lechitów.

Duża niespodzianka

Kolejorz w ostatnim meczu fazy grupowej LE niespodziewanie wygrał z Mistrzem Austrii, choć ten na przełomie listopada i grudnia grał całkiem nieźle. Poznaniakom nikt nie kazał za wszelką cenę zdobyć na wyjeździe kompletu punktów, a mimo to, lechici zwyciężyli i sprawili wszystkim Wielkopolanom doskonały gwiazdkowy prezent.

O mały włos, a pierwsi

Dzięki tej wygranej „niebiesko-biali” zakończyli zmagania w fazie grupowej LE z 11 punktami na swoim koncie i z bilansem 3-2-1 11:8. Jakby tego było mało, jeszcze trzynaście minut przed końcem meczu Juve – MC, to poznaniacy wychodzili z 1. miejsca w grupie! Wszystko dlatego, że Włosi prowadzili z Anglikami 1:0, ale dzięki bramce Jo w 77. minucie gry, podopieczni Roberta Manciniego zremisowali i zajęli pierwsze miejsce w grupie A.

Grali prawie dla nikogo

Salzburg nie walczył w tamtym meczu dosłownie o nic i na trybunach stadionu mieliśmy kompletne pustki. Frekwencja wyniosła wtedy 6 tys. widzów, a mocno zawyżyli ją kibice Lecha, którzy do Salzburga wybrali się w liczbie 1100 osób. Fani Kolejorza przedstawili w Austrii także oprawę i to z użyciem pirotechniki. Szkoda tylko, że mało kto ją widział…

6. kolejka Ligi Europy 2010/2011 – 16.12.2010r. godz. 19:00
FC Red Bull Salzburg – KKS Lech Poznań 0:1 (0:1)
Bramka: 31.Stilić
Żółte kartki: Zarate, Alan, Cziommer – Henriquez, Wilk
Sędzia: Maksim Layushkin (Rosja)
Widzów: 6000 (1100 kibiców Lecha)
KKS Lech: Kotorowski – Kikut, Bosacki, Arboleda, Henriquez (36.Wilk) – Injać, Djurdjević (46.Wojtkowiak) – Krivets, Stilić (76.Bandrowski), Peszko – Rudnevs.
Rezerwowi: Burić, Wilk, Kamiński, Wojtkowiak, Możdżeń, Bandrowski, Kiełb.

Źródło: inf. własna
Autor: Arkadiusz Szymanowski
Fot: KKSLECH.com

komentarze 4

  1. Dzagud ; ] pisze:

    To był piękny okres ; ) Ta faza grupowa dostarczyła mi wiele emocji ; )
    Może trochę nie na temat i prawdopodobnie dużo osób mnie może skarcić po tej wypowiedzi, ale oglądałem dziś powtórkę meczu Lech – Śląsk. Bakero nie jest godnym trenerem dla takiej drużyny jak LECH, ale zauważyłem progres w grze naszego zespołu. W meczu z kiepskimi wszystkie piłki grane były na Rudniewa. Zwracali na to uwagę nawet komentatorzy tego meczu. Większość tych podań kończyła się głupimi stratami. W ostatnich meczach zauważyłem, że mniej piłek jest słanych bezmyślnie do Rudniewa. Pomocnicy starają się rozgrywać w środku pola. Tak, więc myślę, że jednak ten Bakero czegoś nauczył LECHITÓW, choć dalej nie jestem optymistą co do gry LECHA.
    Pozdrawiam ; )

  2. lewcio pisze:

    Sam sie zdziwilem ze wtedy wygryli, a tym bardziej, ze trenerem byl Bakero. Byl to chyba zreszta ostatni mecz Bandrowsiego.

  3. ramirez pisze:

    Wilk grał to dlatego wygrali .

  4. Valthy pisze:

    ramirez – Lech wygrał bo Wilk grał? Dobrze zrozumiałem? :P