90-lecie: Drugie mistrzostwo Lecha

Styczeń w pełni, a więc czas na kolejny, siódmy już artykuł z unikalnej serii „90-lecie”. W dzisiejszym odcinku przypominamy drugie mistrzostwo Lecha Poznań zdobyte w sezonie 1983/1984, w którym to lechici drugi raz z rzędu wykazali się ogromną determinacją.

> Party Poker < Ogromne osłabienia

Po mistrzowskim sezonie 1982/1983 z poznańskiego Lecha odszedł bramkarz, Piotr Mowlik, który zdecydował się na wyjazd do USA oraz przede wszystkim Janusz Kupcewicz. To właśnie on w dużej mierze przyczynił się do wywalczenia przez Kolejorza mistrzostwa kraju w 1983 roku, ale po dobrym sezonie postanowił odejść do francuskiego AS Saint-Etienne.

Czas postawić na nowych

W miejsce wspomnianej wcześniej dwójki do Lecha Poznań przyszło wtedy paru młodych zawodników, w tym obrońcy, Ryszard Szewczyk i nieco bardziej znany w obecnych czasach, Czesław Jakołcewicz. Tym samym Kolejorz uzupełniony nowymi zawodnikami miał za kolejnej kadencji trenera, Wojciecha Łazarka obronić mistrzostwo.

Rewelacyjny beniaminek lepszy od Kolejorza

Ekipa Lecha Poznań sezon 1983/1984 rozpoczęła od trzech zwycięstw z rzędu i to bez straty gola, ale w czwartej serii spotkań przyszła wyjazdowa porażka z wicemistrzem kraju, Widzewem Łódź. Do końca rundy „niebiesko-biali” regularnie zbierali jednak punkty, wygrywając nawet z Legią Warszawa i z beniaminkiem ligi, Górnikiem Wałbrzych.

Co ciekawe aktualnie mało komu znany klub z południa był na półmetku rozgrywek liderem tabeli! Górnik Wałbrzych zawdzięczał to przede wszystkim kompletowi zwycięstw w jesiennych pojedynkach na własnym stadionie, co z paroma punktami zdobytymi na wyjazdach, pozwoliło mu wyprzedzać lechitów o jedno oczko.

Zimowe czystki w Lechu

W przerwie sezonu 1983/1984 stolicę Wielkopolski opuściło kilku zawodników i to nie z własnej woli. Problemy zdrowotne mieli Józef Szewczyk oraz Jerzy Krzyżanowski, a Janusz Małek i Andrzej Strugarek zdecydowali się odejść z Kolejorza. Nie byli to co prawda piłkarze stanowiący jesienią o sile zespołu, ale zawsze byli dobrymi uzupełnieniami „niebiesko-białej” ekipy.

Przegrany mecz z wicemistrzem

Gracze Kolejorza rundę jesienną rozpoczęli bardzo przeciętnie, ale prawdziwej goryczy doznali na początku kwietnia. Wtedy poznaniacy mierzyli się u siebie z wicemistrzem kraju i najgroźniejszym rywalem do mistrzostwa, Widzewem Łódź. Lechici przegrali przed własną publicznością 0:1, a wokół tego meczu do dziś krąży wiele legend. Jedna z nich jest taka, że pojedynek obejrzał spory nadkomplet, a zniszczeniu uległa jedna z trybun (ponoć dostawiona i drewniana). Na chwilę obecną nie możemy jednak na sto procent potwierdzić tej informacji.

Co za seria!

Po porażce z Widzewem, podopieczni Wojciecha Łazarka pojechali do Gdyni i tam znów przegrali. Później jednak poznański Lech pokazał klasę i zwyciężył aż w ośmiu meczach z rzędu! Mało tego, Kolejorz znów wygrał z Legią i to w Warszawie, przez co mocno oddalił „Wojskowych” od awansu do europejskich pucharów.

Mistrzostwo obronione bramkami, a nie punktami

Fantastyczna, wiosenna seria ośmiu zwycięstw z rzędu pozwoliła Lechowi nieco odsapnąć w 29 i w 30. kolejce. W przedostatniej serii spotkań poznaniacy przegrali na wyjeździe 0:2, ale domowym remisem z Pogonią Szczecin 1:1 w dniu 13 czerwca 1984 roku, zdobyli Mistrzostwo Polski! Trzeba jednak przyznać, że poznaniacy mieli w tamtych rozgrywkach tyle samo punktów co drugi w lidze łódzki Widzew i w dodatku gorszy bilans bezpośrednich spotkań.

W sezonie 1983/1984 liczyły się jednak bramki, a lepszy bilans goli miał akurat Kolejorz i to on mógł świętować obronę tytułu. Co ciekawe w 30. kolejce szansę na Mistrzostwo Polski miał też Widzew, ale łodzianie musieli wygrać z Legią Warszawa aż 9:0. Ostatecznie zwyciężyli tylko 1:0, a to było za mało, aby wyprzedzić „niebiesko-białych”.

Sezon podobny do zeszłego

Mistrzowski sezon 1983/1984 był bardzo podobny do tego zeszłego, w którym poznaniacy także sięgnęli po tytuł. Co prawda w 1984 roku lechici mieli więcej punktów po ostatniej kolejce aniżeli dwanaście miesięcy wcześniej, ale tytuł zdobyli głównie dzięki bardzo dobrym wynikom w meczach u siebie. Zawodnicy trenowani przez Wojciecha Łazarka na 15 domowych spotkań górą byli w aż 13 meczach i w dodatku stracili zaledwie cztery bramki. To miało więc ogromny wpływ na końcowy rozrachunek.

Wisła powinna nam dziękować i to na kolanach

Lech Poznań w roku 1984 sięgnął nie tylko po Mistrzostwo Polski, ale także po Puchar Polski, gdyż w finale pokonał Wisłę Kraków aż 3:0. Tym samym przez jedyny w historii dublet Kolejorza do Pucharu Zdobywców Pucharów awansował finalista pucharu krajowego, czyli krakowska Wisła. Dla „Białej Gwiazdy” była to wielka nagroda, bowiem klub z Reymonta w sezonie 1983/1984 bronił się przed spadkiem i na koniec sezonu był dopiero jedenasty. Co ciekawe gdyby „niebiesko-biali” nie zdobyli wtedy mistrza, to Wisła nie awansowałaby do europejskich pucharów. Blisko 28 lat temu lechici sprawili jednak krakowianom duży prezent.

Lech Poznań w sezonie 1983/1984:

Miejsce: 1
Punkty: 42
Zwycięstwa u siebie: 13
Zwycięstwa na wyjeździe: 6
Zwycięstwa ogółem: 19
Remisy u siebie: 1
Remisy na wyjeździe: 3
Remisy ogółem: 4
Porażki u siebie: 1
Porażki na wyjeździe: 6
Porażki ogółem: 7
Domowy bilans bramek: 29-4
Wyjazdowy bilans bramek: 18-17
Ogólny bilans bramek: 47-21

Źródło: inf. własna
Autor: Arkadiusz Szymanowski
Fot: KKSLECH.com

komentarzy 13

  1. kks janek napisał(a):

    Powini na wysłać wtedy jakiś prezent, coś takiego jak postatnio Odense wysyłali ;)

  2. lewcio napisał(a):

    Dobry artykul, milo sie czyta. a wisla chyba lubi sobie zyskiwac cos z pomoca innych :P

  3. mól napisał(a):

    Nie tylko obronić mistrzostwo ale i zdobyć puchar taki był cel na opisany wyżej sezon. A finał Lech-Wisła w PP to był jednostronny pojedynek, Lech ten mecz mógł wygrać znacznie wyżej. Opisany mecz z Widzewem to faktycznie był nadkomplet, kibice siedzieli parę metrów od linii końcowej tam gdzie była trybuna otwarta!!!
    Wspaniałe czasy i ostatni mecz z Pogonią 1:1 i później już tylko KKS MISTRZEM JEST na blisko 40 000 gardeł!!!
    Żal tylko, że w tej chwili rządzą tym klubem nieudacznicy!!!

  4. ss napisał(a):

    jutro ceny biletów

  5. Versoo napisał(a):

    to nie temat o cenach

  6. Bachórz napisał(a):

    Druzyna miala charakatar nie to co teraz. Slaby poczatek rundy wiosennej a potem osiem wygranych swiadczy o woli walki, ktorego nie ma raczej obecny zespol. Gdyby teraz Lech zaczal wiosna przegrywac to byloby juz coraz gorzej i wszyscy by sie poddali

  7. Benat napisał(a):

    zgadzam sie z kolega wyzej, a w dodatku sadze, ze tym razem pierwszym, ktory by sie poddal bylby sam bakero

  8. rawiczfc napisał(a):

    Według „Głosu Wielkopolskiego” na meczu z Widzewem było około 45 tys ludzi (przy ówczesnej pojemności stadionu około 30 tyś.) – jest to ligowy rekord na stadionie przy ul. Bułgarskiej (wcześniej takie liczby również padały w meczach Lecha, ale na stadionie im. Edmunda Szyca). Na meczu z Widzewem był mój Ojciec – według jego relacji Lech grał nieco usztywniony tak wielką publiką (ludzie siedzieli nawet 2 metry od linii), także, ze czasami niektórzy piłkarze walcząc o piłkę wpadali niemal w ludzi… Widzew strzelił bramkę w 36 minucie i spokojnie kontrolował mecz, choć swoje okazje mieli w drugiej połowie Okoński i Miłoszewicz.
    To był niesamowity rekord. Na Barcelonie 4 lata później było „tylko” 35 tysięcy. Tyle, ze ten mecz był już w TV. A jak wspomina mój Ojciec – w 1984 nikt nie pokazywał meczów polskiej ligi, więc ogranie łodzian każdy chciał widzieć na własne oczy. Stąd ten rekord!

  9. El Companero napisał(a):

    Chyba wynika z tego ze w sezonie w ktorym Lech wygral na wyjezdzie z Legią został mistrzem Polski :) przynajmniej dwukrotnie tak bylo , rok temu przegrali wygrany mecz i poszli z torbami. Rawiczfc w tamtych latach byly dwa takie mecze:Lech-Widzew 40 tys ludzi, ktorzy przeszli przez ogrodzenie i siedzieli wzdluz linii bocznych (pamietam jako dzieciak to z jakiegos programu sportowego i pozniej taka sama sytuacja na meczu Pogon-Widzew gdzie ludzie siedzieli przy liniach i na drzewach nawet za stadionem (od strony gdzie nie bylo trybuny). Wtedy Widzew był marką i gral swietnie w pucharach – kazdy chcial zobaczyc Smolarka, Tłokinskiego, Rozborskiego i Młynarczyka. W Lechu swietnie grali Strugarek, Pawlak, Okoński, Araszkiewicz czy Oblewski.

  10. Flis napisał(a):

    Ligowy rekord na Bulgarskiej to 50 tys na Zawiszy

  11. tom napisał(a):

    Marze aby powtórzył sie taki sezon z dubletem. Blisko było w 2009 ale partacz z biedronki wszystko popsuł. P.S Z Zawisza gralismy na Warcie a nie na bułgarskiej 72rok sic!!!

  12. rawiczfc napisał(a):

    @flis
    Mecz z Zawiszą (wtedy pod nazwą Urania) był rozgrywany w sezonie 1971/72 jeszcze w II lidze na stadionie im. Edmunda Szyca, czyli Warty. Bułgarska otwarta została dopiero w 1980, a Lech większość swoich meczów rozgrywał na stadionie na Dębcu. Najważniejsze mecze natomiast rozgrywał na Warcie. Nawiasem mówiąc, przyjmuje się, ze na meczu z Zawiszą (Uranią) mogło być nawet 60 tyś. ludzi – ten mecz zadecydował o awansie Kolejorza do ówczesnej I ligi.
    Rekord ligowy na Bułgarskiej: Lech – Widzew 0:1 (1984) 45 tyś widzów
    Rekord pucharowy: Lech – Manchester City 3:1 (2010) 42 tyś. widzów

  13. ja napisał(a):

    Trybuna nie była ponoć dostawiona tylko naprawdę dostawiona i drewniana