Felieton kibica: Plan 2020

Od dłuższego czasu dajemy kibicom Lecha Poznań okazję współtworzenia serwisu KKSLECH.com a nie tylko udzielania się na nim w komentarzach. Pisząc swój tekst możesz liczyć na jego publikację tutaj. Dziś prezentujemy jeden z artykułów nadesłanych do nas przez kibica.


Publikując ostatni felieton dowiedziałem się co prawda, że pisać to w ogóle nie potrafię i niech mnie pióro parzy, ale myśli to zdarza mi się formułować interesujące, a niektóre to ponoć nawet i trafne. Skoro tak – koncypowałem – to może wypadałoby referować według zasad pewnego kongresu futurologicznego – sam konkret, przysięgam! – co powinno przypasować publiczności, niemniej z uwagi na radykalizm takiego przedsięwzięcia oraz niewesołą historię związaną z tamtym kongresem, ostatecznie spasowałem. Wybrałem zgniły kompromis i proponuję felieton, który odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa, felieton na skalę naszych możliwości! Czy Państwo wiedzą co ja robię tym felietonem? Ja otwieram oczy niedowiarkom! Patrzcie Państwo to moje, przeze mnie wykonane i to nie jest moje ostatnie słowo! Proponuję zatem felieton w… punktach! I to właśnie teraz, gdy „po planowym odwrocie” (skromne trzynaście porażek) „cofnęliśmy się na z góry upatrzone pozycje”, bo przecież podium i europejskie puchary tuż-tuż, a nawet i „coś podnieść” jest szansa, i zaraz najbardziej medialny duet prezesowsko-dyrektorski w Ekstraklasie podbije do kibiców z gombrowiczowskim zapytaniem: „Jak nie zachwyca, skoro zachwyca”?!

1

Pani Pelagia i constans. Jak to jednak dobrze, że są na tym świecie pewniki. Przykład pierwszy: suma kątów trójkąta równa jest dwóm kątom prostym. Przykład drugi: zawsze po zimowej przerwie murawa na Inea Stadionie „istnieje wyłącznie teoretycznie”, zaś w pierwszej drużynie Kolejorza panuje pomór. Ech, sam w życiu nie miałem ani skrawka trawnika, przeto nie mam pojęcia jak rozwiązać problem z murawą, ale mam jej widoku serdecznie dość. Niby mam świadomość, że w klubie traktują pielęgnację murawy priorytetowo, że lampy, że greenkeeper, etc., ale obawiam się że możemy mieć tu do czynienia z zagadnieniem aporetycznym i ciekawi mnie tylko, czy ktokolwiek pociągnięty został do odpowiedzialności za wady konstrukcyjne uniemożliwiające właściwie utrzymanie murawy, czy na takie kwestie położono lachę i niech miasto – czyli podatnicy – płaci, ewentualnie niech się martwi najemca. Jako, że nie urodziłem się wczoraj, odpowiedzi się niestety domyślam. Z drugiej jednak strony nic bardziej mnie nie irytuje jak tłumaczenie fatalnej formy wyłącznie kiepskim stanem placu gry. Oczywiście nie tacy zawodnicy jak aktualni mistrzowie Polski wkurzali się kartofliskiem, na którym przychodziło im grać i na ten przykład piłkarz pokroju Andrei Pirlo – jeszcze z czasów dawnego, świetnego Milanu – miał kiedyś w trakcie okienka transferowego powiedzieć, że najbardziej to liczy na zakup… ogrodnika, gdyż jakiejkolwiek gwiazdy Berlusconi na San Siro by nie sprowadził to nie zmieni to stanu nawierzchni, na której grać pięknie w piłkę po prostu jest trudno. Ok, ale my już przed meczem często słyszymy od trenera Urbana i jego podwładnych, że sorry Batory, ale dzisiaj to nic z tego, „wicie, rozumicie” – murawa; ale jak już będzie trawka piękna i równiutka to wam dopiero oczy zbieleją, taki fest futbol pokażemy! Mecz w Sosnowcu wprowadzić musiał co naiwniejszych w konfuzję, że okrutne „męczenie buły” na które złożyły się żółwie tempo, wielokrotnie odskakująca od nogi piłka, błyskotliwe podania do tyłu i wszerz oraz pressing jednoosobowy, mogą mieć chyba inna genezę niż tylko fatalna murawa w Poznaniu. A zresztą czy aby nie przypomina to plenum titulos Czytelnikowi perorów trenera Bakero, że dopiero na wyjeździe w Bradze drużyna pokaże całe piękno gry, które tak solidnie wyćwiczyła podczas ciężkich spacerów po plaży

[UWAGA REDAKCYJNA: tekst intencjonalnie przekreślony!] zimowych obozów? Jak
wówczas było pamiętamy, było ciężko, chociaż Hochwander nie zrobił o tym 28. filmów. I żeby zakończyć ten wątek, to uważam że chyba najpiękniejszą bramkę ostatnich lat, zdobytą w stylu „team play”, Lech strzelił w 2010 r. (Lewandowski) w meczu wyjazdowym z Polonią Warszawa na boisku, którego też właściwie nie było. Wtedy również po meczu marudzili, ale wygrali grając w piłkę. I kiedy przed inauguracją ligi w nowym roku, przed domowym meczem z Termalicą, usłyszałem biadolenie trenera i zawodników – swoją drogą mając w pamięci obraz gry w tamtym spotkaniu, której to ekipie bardziej zła murawa przeszkadzała w rozgrywaniu futbolówki, hm? – te ich wszystkie antycypujące
usprawiedliwiania, to od razu przypomniał mi się fragment z nieśmiertelnego i genialnego kabaretu TEY: „Pani Pelagio, ale mistrz się inaczej pisze”.
– Lech-kontuzje, kontuzje-Lech. Proszę szanownego audytorium, był to przykład tak zwanego wyrażenia bliskoznacznego, czyli synonimu, zwanego również jednoznacznikiem, a czasem także równoznacznikiem. Na dzisiaj tyle! – zakończył przedwcześnie wykład profesor Tutka, porażony sytuacją kadrową Lecha i zmianami dokonanymi w meczu ze Śląskiem. Oczywiście nie posiadam recepty także i na problem wiecznych a licznych kontuzji w naszej drużynie. Doprawdy, albo prześladuje nas pech zupełnie nieprawdopodobny, albo ktoś nieprzychylny wynajął czarownika by rzucił na nas czar zły, albo wszyscy ci fachowcy od medykamentów, suplementów, przygotowania fizycznego, rehabilitacji powinni popaść w głęboką zadumę nad efektami swojej pracy. Kurcze pióro i motyla noga: niby to Smuda bezmyślnie zajeżdżał piłkarzy, grał najwyżej dwunastoma zawodnikami na wszystkich trzech frontach, a jednak takiej swoistej „łapanki” do składu – ba, do meczowej osiemnastki! – nie było. Skoro patronuje nam dziś w tej pogawędce duch Szwejka, to wysuwam propozycję aby klubowym lekarzem uczynić dr. Grünstein, który wiedząc o mocarstwowych i imperialnych zakusach klubu, już by tam pokazał na czym opiera się cesarstwo. A co, ma ktoś lepszy pomysł?!

2

Karol Linetty. „Piłkarz” – tyle zazwyczaj potrzebują zawodnicy z ekstraklasy, aby skomplementować innego gracza. I patrząc na ostatnie poczynania Niebiesko-białych mam silne przekonanie, że powiedzieć o Linettym po prostu „piłkarz” wystarcza, aby oddać cesarzowi co cesarskie. Nie kryję, że środkowych pomocników obdarzam największą uwagą i podziwem jeśli chodzi o futbol; że Linettego mam na oku od ho-ho, a może i dłużej, i że niezależnie od wszystkie kibicuję mu osobiście. Po pierwsze dlatego, że wygląda na jednego z niewielu zawodników naszej drużyny, który… lubi grać w piłkę. Że przekłada się to na boiskową zadziorność, na zdrowo pojętą agresywność, dążność do wygranej – to jasne i oczywiście chwalebne, ale jaką niesprawiedliwością byłoby sprowadzać grę tego zawodnika wyłącznie to owych legendarnych cech „wolicjonalnych”. Przecież jego umiejętnościom techniczno-taktycznym zawdzięczamy nie tylko kilka ładnych punktów i ważnych zwycięstw (asysta z Zagłębiem Sosnowiec – chyba pierwsze, sensowne podanie wertykalne w całym meczu; asysta z Górnikiem w Łęcznej oraz oczywiście trzy różnorodne i kunsztowne ostatnie podania w pierwszym tegorocznym meczu ligowym), ale co może nawet istotniejsze: z jego obecnością na boisku Lech zyskuje płynność w grze i różnorodność w sposobie prowadzenia natarć na bramkę rywali. Ja wiem, że nie czas to i miejsce na budowę pomnika, ale nie ma co ukrywać, że skoro mowa o wychowanku to serce rośnie samoistnie, a wszelka kurtuazja wypada dość licho. Szkoda tylko, że gdy ów wychowanek na dobre zaczął wieść prym w drużynie to już się z nią żegna. Signum temporis. Niemniej, choć nie dopuszczam do siebie teorii głoszącej, że Janowi Urbanowi „nakazano” wystawianie Linettego wyżej – żeby podbić jego cenę tzw. liczbami – to nadal nie mogę pogodzić się z jego odesłaniem na pozycję „numer dziesięć”. Żeby była jasność: nie odmawiam mu kreatywności, nader przyzwoitej techniki, przecież pisałem to już wyżej

– chociaż przydałoby z pewnością się ciut lepiej kleić piłkę przy przyjęciu i solidniej wykonywać stałe fragmenty. Po prostu w Karolu widzę nagrodę dla systemu szkolenia ostatnich lat, czyli prawdziwego rozgrywającego! Ale rozgrywającego ustawionego deczko niżej niźli tuż za plecami napastnika. Deeplying-playmaker – język angielski jak zwykle ułatwia sprawę. Takiego nawet do 1-4-3-3. Bolało mnie, gdy Linetty miał być skrzydłowym, bolało gdy miał być jedną z dwóch szóstek. Nie boli na dziesiątce, ale też nie raduje jego gra tak jak wówczas, gdy dyryguje odbiorem, gdy błyskotliwie przesuwa linie, gdy nadaje grze tempo i dba o jej rytm, i gdy biega od pola karnego do pola karnego szukając piłki, a nie zapomina przy tym o prostopadłych podaniach oraz zamykaniu akcji zaczepnych. Klasowy pomocnik. Rzadkość, nieprawdaż? Jakże miło by było piszącemu niniejsze, gdyby mógł zobaczyć w następnej kolejce grających obok siebie Murawskiego i Linettego, ale cóż… Wiele dobrego słyszałem o tym młodym człowieku od ludzi, którzy mieli z nim styczność. Że grzeczny, ułożony, z ziemią kontakt trzymający, pracowity, skromny – może aż za nadto – wręcz nieśmiały. Prawda: nie ma osobowości tak magnetycznej jak Piotr Reiss, nie ma jego wyczucia tematu kibicowskiego, nigdy też nie przebije Ivana Djurdjevićia oryginalnością i ciekawością wypowiedzi, zaiste nie będzie nigdy jego talent tak eksponowany jak Roberta Lewandowskiego, a więc – nie „legenda”, lecz „piłkarz” właśnie. Czy to mało? Nie sądzę, a może inaczej: głęboko wierzę, iż pracowitość, oddanie
i uczciwość nie podlegają kaprysom mody. Dlatego też napiszę bez natrząsania się, lecz z uznaniem, szacunkiem i sympatią: Pan piłkarz Linetty. Jeszcze zatęsknimy.

3

Kryzysowy Klub Sportowy? Dyskusja właściwie bez końca i z dziedziny raczej cyklów koniunkturalnych niźli sportu. Najszczerzej w świecie nie uwierzyłbym, że kolejne zdobyte mistrzostwo – za tego klubowego układu – znów okaże się katastrofą. Co prawda nie do końca potrafiłem zrozumieć cóż na prawdę wydarzyło się po triumfie w roku 2010, ale w porządku, był to – wszyscy polscy trenerzy chórem – „cenny materiał do analizy”. Ale żeby po raz drugi… Serio? Jak sobie przypomnę ten entuzjazm, optymizm przed i po meczu z Termalicą, nadzieje na nowe otwarcie, a zaraz potem nastroje zupełnie przeciwne: przygnębienie, wściekłość i bezradność wobec kolejnego „kryzysu”, to aż do dzisiaj serce ściska…. Ileż to już razy kazano nam w tym sezonie przełknąć zmianę priorytetów? Liga Mistrzów, yyy, jednak nie bo Liga Europy, a potem liga polska, a potem Puchar Polski, a potem… (nie daj Bóg) co? Znowu liga i wzdychanie do miejsca numer… cztery? Może i przesadzam, ale mam wrażenie, że te ciągłe wydobywania się z kolejnych kryzysów, te regularne ratowania sezonu, rozgrywek, twarzy etc., to niemal programowe w koło Macieju – a nie, już nie – przepraszam: teraz w koło Janie… – zrodziło wśród kibiców nader niebezpieczne poczucie tymczasowości wszelkich sukcesów. Sukcesów nie tyle będących prostym następstwem prowadzonej polityki klubowej, coraz lepszej gry pierwszej drużyny, tylko jakimś amalgamatem „trafienia w formę” ze słabością rywali oraz ogromnym wysiłkiem całego środowiska kibicowskiego, za którymi to osiągnięciami – i to boli zdecydowanie najbardziej – nie tylko nawet nie rozciągają się perspektywy kuszące, nie ma tam nawet ściany, ale zawsze, jak dotąd, kryje się przepaść, której nie udaje się ominąć. I znowuż kolejny kryzys, kolejne wyrzeczenia, kolejne wymaganie od kibiców ustępstw, kolejna zgoda na bylejakość, na wirtualne prężenie rzekomych muskułów, na brak ambicji… No, ale można mnie przecież swobodnie posądzić o złe intencje, bo przecież to nie tak, albowiem nad wszystkim czuwa gospodarz domu, nie da on krzywdy zrobić nikomu

[UWAGA REDAKCYJNA: tekst intencjonalnie przekreślony!] „Plan 2020” i żeruję tylko na pobudkach niskich, i zupełnie nie doceniam wypracowanych dotychczas dźwigni rozwoju, prowadzących do świetlanej przyszłości, a „już za cztery lata…”. Kryzysy to się zdarzają i o niczym nie świadczą, bo tylko ten co nic nie robi, i w ogóle to „wiemy lep jakiej propagandy kryje się za tymi nićmi!” – złowrogo na autora tych słów spoglądali klubowi działacze. Dobra, dobra, a pamiętacie porucznika Duba z „Przygód dobrego wojaka Szwejka w czasie pierwszej wojny światowej”? Jako wojskowy dyletant czuł się oczywiście w obowiązku pouczania surowo wszystkich i powołany do zaprowadzania jedynie słusznej dyscypliny. Tylko, że jedyne na co się mógł zebrać to ostro brzmiące napomnienia: „Wy mnie jeszcze nie znacie, ale mnie jeszcze poznacie!” – i dalej – „wy mnie może znacie z dobrej strony, ale poznacie mnie i ze złej!”. I tak ze sto razy bez pożądanego efektu… No wypisz wymaluj strategia akurat na rok 2020…
Na zdraví!

Bogumił Żatecki, bogumil.zatecki@wp.pl

Chcesz, by w przyszłości także Twój tekst znalazł się na KKSLECH.com? Pisz i wyślij go do nas pod adres: redakcja@kkslech.com. Jest szansa, że ujrzy światło dzienne. Więcej dowiesz się -> TUTAJ

>> Mistrzowski Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <<




komentarzy 57

  1. F@n napisał(a):

    Sorry, ale styl wypowiedzi tak męczący, że nie da się tego czytać. Gorzej niż na wykladzie z geometrii i grafiki inżynierskiej…

    • El Companero napisał(a):

      napisz po prostu że tekst dla ciebie za trudny, bo wychowany jesteś na komiksach :) Nie każdy musi wszystko zrozumieć hehe

    • F@n napisał(a):

      Nie chodzi o to. Piszesz felieton to pisz by się to przyjemnie czytało. To nie jest jakiś podręcznik naukowy czy polonistyczny by się pochwalić jaki to ja nie jestem wykształcony. Szanujmy się i nie utrudniajmy życia innym.

  2. Pawelinho napisał(a):

    Próbowałem przeczytać ale tego nie da się czytać.

  3. Marcin1242 napisał(a):

    Dobrnalem do konca 2 pkt i podziekowalem, bo meczylem sie czytajac ten tekst..ale szacunek za poswiecenie czasu :)

  4. piotr napisał(a):

    To jakiś pracownik redaktor koszernej?

  5. KKSLECH.com napisał(a):

    Tekst faktycznie czyta sie zle. Zły jest styl. Chcieliśmy dać autorowi szansę z racji ciekawego tematu, jednak styl pisania nie pasuje kibicom, dlatego to ostatni tego autora.

    • Siódmy majster napisał(a):

      Mnie się akurat styl podobał.Ironiczny ,lekko dowcipny,napisany bardzo dobrą polszczyzną, co nie zawsze się zdarza.Zaskakujący jest tylko tytuł bo w całym artykule autor ledwo prześlizgnął się nad tematem Plan 2020.Pozdrawiam redakcję,forumowiczów i pana Żateckiego :)

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      1. @KKSLECH.COM Dziwię się niezmiernie Szanownej Redakcji, że nie zgłaszała żadnych uwag do tekstu, który otrzymała w niedzielę – jedyną wiadomością zwrotną było podanie przybliżonej daty jego publikacji. Można niestety odnieść wrażenie, że w jakiś sposób chciałem wymusić, czy też wyprosić publikację niniejszego felietonu, a to nieprawda. Gdybym tylko wiedział o, rozlicznych jak się okazuje, obiekcjach do mojego tekstu, chętnie bym go wycofał. Bardzo doceniam pracę Redakcji i nie miałem pojęcia, że uważają moje dziełko za niedostateczne względem jej wymagań, raz jeszcze zapewniam, że nie przestałbym oddychać, gdybym taką informację uzyskał :) Pozwolę sobie również podnieść, że tytuł pochodzi od Redakcji, zaś formatowanie tekstu istotnie różni się od oryginału, co w moim odczuciu, mocno i negatywnie wpłynęło na przejrzystość, a zatem i odbiór tekstu, lecz – co oczywiste – nie wpłynęło w żaden sposób na treść, za którą biorę całkowitą odpowiedzialność. Cóż, pomimo tego zbytecznego zamieszania – no: „zamieszanka” – dziękuję Redakcji za możliwość dotarcia do licznej publiczności i poświęcony czas.

      2. @Siódmy majster – Dziękuję za miłe słowa, choć jak widać, podaż tak przewyższył popyt, iż po moim bankructwie nie ma już prawie co zbierać :). Również pozdrawiam.

    • Mary napisał(a):

      A mnie się podobało. Nie trać Pan ducha Panie Żatecki i pisz Pan dalej :) Pozdrawiam

    • robrob napisał(a):

      @KKSLECH.com
      Nie za ostro redakcjo? Codziennie jest kilka artykułów, dzięki czemu jesteście prawdopodobnie najlepszym serwisem klubowym (kibicowskim) w Polsce.
      Autor faktycznie posługuje się językiem trudnym i pełnym odniesień kulturowych, które w epoce FB i TT są mało zrozumiałe dla większości użytkowników. Ale to nie oznacza, że tezy felietonu są fałszywe. Mi on się bardzo podobał. Forma nieco przerosła treść (prof. Tutka, Gombrowicz itp.), ale takie są właśnie prawa felietonu. I takie jest ich znaczenie. Ma to swój smaczek. W miesiącu publikujecie ok. 180 artykułów (imponujące!). Cóż złego w tym, że raz na 180 znajdzie się tam felieton p. Żateckiego?
      Bardzo proszę Was, niczym Komisję Ligi ;) o zweryfikowanie pochopnej decyzji.

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      @robrob Dzięki za poparcie i wstawiennictwo! To naprawdę miłe i dumą napawające, niemniej suplikacje do Redakcji są bezcelowe, gdyż nie widzę sensu, aby proponować kolejne swoje teksty w niniejszym dziale. Pozdrowienia!

  6. KrewIHonor88 napisał(a):

    Ciekawe obserwacje uwięzione pod kilobajtami chaotycznej pisaniny. Szkoda.

  7. siwus89 napisał(a):

    Tak się zmęczyłem że nie dałem rady do końca przeczytać tego tekstu

  8. tomek27 napisał(a):

    no tez nie doczytałem, zbyt dużo trudnych wrazow :)

  9. RobertLech!!! napisał(a):

    Autor na siłę próbuję z siebie robić filozofa. Plan 2020 to tylko hasło, każdy z nas o tym wie i można to było ująć w znacznie przystępny sposób, z większym „prztyczkiem” w nosa Rutkowskich i Gargamela.

  10. stowoda napisał(a):

    Jakieś liczby? Rozliczenie efektów planu? Może podać warto sam plan, bo to tylko HASŁO nieco bezcielesne.
    Szkoda, nic takiego nie znalazłem :-(

  11. bombardier napisał(a):

    Oto klasyczny przykład jak można zrobić z igły widły.
    Może miało to wyglądać tak:
    1. Tylko słabi zawodnicy narzekają na murawę.
    Jest coś nie tak w przygotowaniu medycznym.
    2. Karol Linetty – największe objawienie Lecha –
    za mało doceniony.
    3. Kryzys i LECH – kto kogo

  12. fan123 napisał(a):

    Też nie dałem rady tego przeczytać. Nekrologi bywają ciekawsze. Za długie i dywagacje nie na temat

  13. tomasz1973 napisał(a):

    Dajcie spokój człowiekowi, pisał jak Mu się wydawało z przekąsem i ironią, chciał pokazać te złe sprawy w prześmiewczy sposób, po części Mu się to udało, po części trochę nas zmęczył….jak Lech.

  14. babol napisał(a):

    Nie ma planu 2020, a zarząd to fuszerka, tak podsumowuję ten artykuł, a raczej felieton. Wszystko w jednym zdaniu, argumenty każdy dobrze zna. Czytanie tego było dosyć nużące, ale doceniam autora.

  15. JR (od 1991) napisał(a):

    recepta by się przydała, na te bolączki, które trapią Nasz Klub. Poza rzecz jasna wywaleniem zarządziku na bruk. Zamiast lania wody trzeba jasno określić miejsce i rolę kibiców w kształtowaniu polityki klubu, również tej transferowej. Bo dziś to kibic jest jedynie obserwatorem.

  16. mario napisał(a):

    za dużo grafomanii w tym tekście było, choć pomysł tego i poprzedniego tekstu był dość oryginalny. Grafomania jednak wygrała i się posypało. Plus za humor.

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      @mario Wypada mi tylko podziękować, mimo wszystko, za lekturę. Widzę, że bardzo surowo klasyfikuje Pan tekst, czy też jego obszerne partie, jako grafomaństwo, a jednak – jak wolno mi wnioskować z Pana komentarza – uśmiechnął się Pan choć raz czytając. Dobre i to ;)

  17. credo napisał(a):

    auttor tego artykułu powinien go zatytułować raczej ” Mój guru , Karol Linetty „. Dla niepoznaki napisał gość o Lechu a tak naprawdę chciał wszystkich niedowiarków sprowadzić na ziemie i wpoić im , jaki ten nasz ” Karolek ” jest z jednej strony niedoceniony a z drugiej strony jaki On skromny , pracowity itd itd. Otóz Panie Żatecki- z całym ogromnym szacunkiem dla Pana ale nie mogę sie zgodzić z tym co Pan stara sie przekazać jesli chodzi o Karola. On sam w każdym wywiadzie i w każdej wypowiedzi mówi o sobie , że jest pracusiem , że jest mega zaangażowany w grę ale jak to się ma do tego w takim razie , że jest niby skromny ? Skromny czlowiek nie powtarza z uporem maniaka przy każdej okazji , że jest pracowity i nie liczy na to , że inni bedą to powtarzać a tak własnie to wygląda z osobą Karola. Po drugie – już nie pamietam – po jakimś przegranym meczu reporter Lecha zapytał Linettego jak to sie stało , że przegraliście mecz ? A na to Karol zaśmiał się i powiedział ” skąd mam wiedzieć ” i nadal usmiech nie znikał z jego twarzy. To było dość lekceważące w stosunku do nas- kibiców , którzy byliśmy wtedy załamani porażką. Takich przykładów braku skromności u Karola mozna podać jeszcze więcej ale nie o to chodzi. Zrobili z Niego gwiazdę która nie błyszczy aż tak jak mogloby się zdawać i chlopak łyknął to i wie , że nawet jak zagra przeciętnie to i tak będą pod jego adresem wygłaszane hymny pochwalne. Karol ma miła powierzchowność i na pierwszy rzut oka sprawia dobre wrażenie , przy jednak bliższym poznaniu i przyglądnięciu się jego ooobie, dużo traci. Wiekszośc ludzi pewnie nawet nie zwraca uwagi na takie ” szczególy ” ale skoro napisał Pan taki artykuł to jest ku temu okazja, by się do tego odnieść. Powtórzę tylko raz jeszcze , że Karol nie odbiega w niczym od pozostałych grajków a to , że nawet uda sie Jemu zaliczyć asystę czy strzelić gola to jeszcze nie robi z Niego piłkarza o ponad przeciętnych umiejętnościach. Czasem lepiej zagrać solidnie 90 minut spotkania niż mieć w trakcie całego spotkania tylko jeden względnie dwa przeblyski. Pozdrawiam

    • sternbek napisał(a):

      To ze nie podobal Ci sie artykul (swoja droga naprawde ciezko bylo przez niego przebrnac) nie oznacza zeby kwasic na Linettego. Znasz lepszego pilkarza w calej ekstraklasie? Poza tym swoj. O to chyba chodzilo autorowi tego wypracowania.

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      @ credo Jak pozwoliłem sobie wyżej podkreślić tytuł pochodzi od Redakcji. A dlaczego miałbym dać tytuł „Mój guru Karol Linetty” – zwłaszcza, iż nie należę do żadnej sekty, hm? Wie Pan ja nie poznałem pana Karola „bliżej”, jedyne co w życiu zamieniłem z nim parę zdań na zasadzie „O dzień dobry, czy ze zdrowiem już lepiej? – Lepiej – A to miło, do wiedzenia” – więcej grzechów nie pamiętam ;) – zatem nie wiem skąd Pana przypuszczenia, iż działam na zlecenie promowania wizerunku tego piłkarza? Po prostu uważam, i tu chyba mówimy podobnie, że Linetty wcale nie musi imponować liczbami, ma wiele innych zalet jakich jest deficyt wśród polskich środkowych pomocników (nie chcę się powtarzać). Po wtóre gra akurat najrówniej ze wszystkich i jest niekwestionowanym liderem – w mojej opinii – kiedy przybywa na boisku, a kiedy go braknie nasza gra wyraźnie siada i traci na „jakości” (nie przepadam za tym określeniem, ale wiadomo o co chodzi). Ponadto sam przyznaję, iż legendą nie będzie, bo ciężko taką się stać, gdy w wieku lat 22., max 23., opuszcza się swój macierzysty klub (tak, prawnie rzecz ujmując ma status wychowanka). Że w wywiadach zarzeka się, że jest pracowity? – a co ma mówić, że nie jest? Podniosłem też kwestię, iż nie ma silnej „medialnie” osobowości, więc pewnie jakich go tam formułek dla dziennikarzy nauczyli tak je powtarza – niestety, ale słuchać większości piłkarzy jest ciężko, mielą w kóko praktycznie te same frazesy. Nie czuje się na siłach by brylować to nie bryluje. Tako rzeczę ja, a nie Zartustra, i mam nadzieję, że nieco uspokoiłem pańskie domniemania? PS. Jedynym zawodnikiem, o którym wiem od bardzo mi zaufanej w temacie osoby, że był niedawno zawodnik faktycznie ciągnięty w klubie za uszy – Szymon Drewniak. Nie twierdzę, w tym miejscu że to dobrze albo źle – po prostu to wiem. O Karolu w tym temacie nie wiem nic. Tyle :)

    • leftt napisał(a):

      Z tą skromnością nie można też przesadzać. Jeden facet był taki skromny, że miał wzwód do wewnątrz.

  18. credo napisał(a):

    ” Swój ” jak to nazwałeś , to taki zawodnik który od najmlodszych lat grał dla Lecha i pierwsze kroki stawiał w Lechu a to , że definicja wychowanka Lecha daje prawo nazywać danego pilkarza gdy Ten gra w okreslonym klubie nawet tylko kilka lat to nie oznacza , że to faktycznie jest prawdziwy wychowanek. Linetty i Kamiński bodajże pojawili sie w Lechu grając uprzednio w innych klubach a do tego przyszli chyba dopiero w 1 klasie gimnazjum wiec wybacz ale dla mnie ktoś taki nie jest wychowankiem ani ” swoim ‚. Wydaje sie Tobie , że ” jadę ” po Karolu ? Ja tylko odniosłem się do tego co napisał autor bo cięzko sie czyta gdy ktoś pisze o kimś w samych superlatywach a na nie po prostu nawet nie zasłużył. ” Nie wszystko złoto co sie świeci „- gdy kupujesz kawałek świecidełka zwanego złotem a bedziesz gotów na to , by przetrzeć mocniej swoje oczy wtedy może przypadkiem okazać się , że pod warstwą blyskotki znajduje się zwykly metal bez wartości , którą probował Ci wmówić sprzedawca. To by bylo na tyle. Liczyłem się z tym , że za moment pojawią się ” obrońcy Linettego „. Zapewniam , że nie musicie Go bronić bo On ma takie – mówiąc oględnie ” poparcie ” , że nic i nikt nie jest wstanie tego zmienić a On sam ma na tyle wysokie mniemanie o sobie , że to co my tu napiszemy raczej Go nie obejdzie.

  19. kilo82 napisał(a):

    @credo
    Człowieku, co Ty masz do tego Karola?! Przy każdej możliwej okazji się go czepiasz. Odbił Ci dziewczynę, chodziliście razem do szkoły i Ci dokuczał? Wiem, że każdy ma prawo do swojej opinii, można za kimś nie przepadać, ale ciągłe pisanie o tym, że Karol to przeciętny ligowiec jest śmieszne. Jest zdecydowanie jednym z najlepszych piłkarzy naszej ligi, a będzie jeszcze lepszy, powinieneś się z tym pogodzić.

  20. Jam napisał(a):

    W treści sama prawda ,a styl jak to styl ,jednemu się podoba drugiemu nie.

  21. stowoda napisał(a):

    hm niedawno wysłałem tekst, nie poszedł… a było o Urbanie ( z liczbami i faktami)…
    Wniosek… szkoda sił i czasu.
    Każdy pisać może… ja już dziękuę.

  22. credo napisał(a):

    Człowieku- a o co niby Tobie chodzi ? Masz jakies ” ale ” bo ktos ma odwage napisać jak wygladają pewne rzeczy ? Poza tym napisałes , że każdy ma prawo do swojej opinii więc wprowadż te swoją tezę w czyn. Napisz mi tylko jeszcze w czy ten nasz Karol jest najlepszym w całej ekstraklasie i odpisuj to każdemu kto ma inne zdanie niż Ty na temat Karola bo o ile sie nie myle nie tylko ja nie piszę hymnów pochwalnych pod Jego adresem- gdybyś był bardziej uważny to wiedziałbyś , że zdarzaja się ludzie ktorzy nie mają bielma na oczach. Artykuł dotyczyl min Karola i dlatego sie do tego odniosłem. Piszesz , że czepiam się przy każdej mozliwej okazji a Ty dajesz ripostę za każdym razem gdy pojawi się jakaś niepochlebna opinia o Nim. Widzę , że osobiscie co niektórych dotyka to , że nie każdy ma takie zdanie jak część z Was. Trudno- ja nie jestem przytakiwaczem.

    • RobertLech!!! napisał(a):

      Własne zdanie a pisanie bzdur to dwie różne rzeczy, ty piszesz bzdury. Linetty to jeden z największych talentów ostatnich lat, nie bez powodu Nawałka powołuję go nawet gdy ten ma kontuzję. Co do jego medialności, jest on bardzo a-medialny, nie potrafi się dobrze sprzedać. W wywiadach jest zestresowany i czasami coś palnie. Co do jego boiskowej jakości, widać różnicę gdy Karol gra i gdy go nie ma na boisku, absolutnie jeden z najlepszych piłkarzy naszej ligi, który ciągle się rozwija i Rutki zarobią na nim po Euro 2016 dobry hajs.

  23. credo napisał(a):

    I jeszcze jedno- musisz czlowieku odróznić pojęcia- ” przeciętny ” , ” dobry” ” bardzo dobry ” , i ” najlepszy „. Może Karol w końcu odpali tak na powaznie bo już najwyższy czas. Ma zaufanie trenera ktore pozwala Jemu na regularne granie i harmonijne rozwijanie się a to zobowiązuje. Przypuszczam , że za jakieś kilka lat może dojdzie do wysokiejj formy dzięki systematycznym pojawianiu się na boisku ale na razie wybacz – to jest zawodnik jakich wielu.

  24. kilo82 napisał(a):

    O co mi chodzi? Właśnie o to, że Ty to bielmo, o którym wspominasz sam masz. Tak, każdy może mieć swoją opinię, ale chyba naprawdę trzeba być ślepym i nie mieć zielonego pojęcia o piłce, żeby uważać Karola za przeciętniaka. Ale ok, uważasz, że jest przeciętny albo nawet słaby – Twoje prawo. Uważasz, że jest promowany na siłę przez klubowych trenerów, Nawałkę, doceniany i chwalony przez różnej maści ekspertów, którzy tak naprawdę nie mają o piłce pojęcia – ja się z tym zupełnie nie zgadzam, ale przecież możesz tak uważać. Możesz też lubić go jako człowieka. Nie potrafię tylko zrozumieć jak można być tak uprzedzonym i przy każdej możliwej okazji można jechać po zawodniku swojego klubu, i to po takim, który, nawet kiedy zdarzy mu się słabszy mecz, a każdemu kiedyś się taki zdarzy, zawsze walczy na całego i zostawia zdrowie i serducho na boisku.
    Dla mnie Karol jest absolutnie jednym z najlepszych zawodników w naszej ekstraklasie, świetny w defensywie i bardzo dobry w ofensywie, choć oczywiście jeszcze wiele pracy przed nim. Bardzo przypomina mi Murasia, który akurat dla mnie jest MVP tego sezonu.

  25. credo napisał(a):

    No dalej panowie- uruchomcie swoich kumpli , znajomych itp i napiszcie jeszcze wiecej komentarzy jaki to ten nasz Karolek jest naj…teraz to już mnie rozśmieszyliście. Ja też rozmawiam z wieloma osobami nie tylko ze swoimi znajomymi ale też z ludżmi przypadkowymi nawet będąc na stadionie i kibicując Lechowi i musze Was rozczarować- niestety coraz wiecej osób ma takie samo zdanie jak ja i sami zaczynaja dochodzić do wniosku, że Karol troche na wyrost jest aż tak chwalony. Jak grał stricte na środku pola to miał kiepściutkie statystyki więc chwalono go za serce do gry , i za to , że dużo biega- ale stop panowie- zy tu chodzi o bieganie ? Teraz gra podwieszony za napastnikiem więc te statystyki jemu sie poprawily i własnie o to chodziło zarządowi Lecha bo jak długo mozna bylo ciafgle Go wychwalać za bieganie jesli liczby nie przemawiały za Nim ? A to , że Nawałka Go powołuje do reprezentacji narodowej to już jest wysoce delikatnie mówiąc zaskakujące tym bardziej , że zanim dostał pierwsze powołanie do kadry to zupelnie niczym szczegolnym się nie wyrózniał na boisku. Kiedyś trzeba bylo naprawdę super wyrózniać się by dostać powołanie do kadry narodowej- teraZ wystarczy , że wypisuje sie pochlebne recenzje na temat danego pilkarza , lub podkreśla się nawet to jak zawodnikowi wyjdzie jakieś jedno podanie. A jak podaje żle lub traci pilki to już przez gardło nikomu nie przejdzie bo sobie pomyślą- ” a może nikt tego nie zauważył… ” Nie chce mi się już pisać na temat Karola. Ale możecie być pewni , że gdy Karol osiągnie wysoki pułap swoich umiejetności i pokaże to na boisku chocby przez jedną rundę to ja będę pierwszym który o tym napisze i bedę o tym mówił bardzo glosno.

  26. kilo82 napisał(a):

    Wybaczam, ale w żadnym wypadku to nie jest zawodnik jakich wielu. A Ty musisz odróżnić nie bycie przytakiwaczem od bycia ślepym.

  27. credo napisał(a):

    @kilo82 i nie porównuj Karola proszę do Murasia bo Muraś to klasa sama w sobie a jeśli piszesz o odbiorach Karola to często robi to z faulem za które całe szczęscie nie dostaje kartek bo sędzia go oszczędza więc jesli ktoś nie zna się na piłce to raczej Ty. Odbiory piłek które mozna zaliczyć do umiejętności to czysty odbiór piłki spod nóg rywala a nie popychanie go rękoma lub podcinanie go równo z trawą i to dotyczy każdefgo zawodnika , który chce by mówiono o nim , że jest dobry w odbiorach.

    • RobertLech!!! napisał(a):

      Wszyscy trenerzy i wychowawcy w akademii się mylili co do Linettego, tylko ty zbawca przejrzałeś tego młodego pyszałka. Nie wyobrażasz sobie jak jesteś komiczny w swoich wypowiedziach.

    • leftt napisał(a):

      Porównajmy, jak gra Lech z Karolem a jak bez niego. Porównaliśmy? Nie mam więcej pytań.

    • kilo82 napisał(a):

      @credo
      Chyba dalsza dyskusja nie ma większego sensu, bo i tak nie przekonamy się wzajemnie do swoich racji. Ja jestem wielkim fanem talentu Karola i sposobu w jaki gra, i mocno w niego wierzę. Może kiedyś też Ciebie do siebie przekona, mam nadzieję, że już w piątek wieczorem będzie okazja, żeby go pozytywnie ocenić.

  28. BartiLech napisał(a):

    Nawet nie chce mi się tego czytać , może i dobrze

  29. Kuba napisał(a):

    Czyta się bardzo fajnie – ale żeby zrozumieć trzeba znać na pamięć film „MIŚ” :)

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      @Kuba Ależ skąd! Wystraczy przechodzić z tragarzami… :) Serdeczności.

  30. sternbek napisał(a):

    Mysle ze credo tak sie zapedzil w tym bronieniu swojego zdania ze zobaczymy go w srodku pomocy na meczu Lecha z Legia w ten piatek. Doszly mnie sluchy ze Karol bedzie siedzial na lawce a Credo jak odpali to Karolka czeka odstawienie do przecietnych rezerw. Jak wygramy mecz z Legia po fenomenalnych odbiorach I przeprowadzonych kontrach ktorych rezyserem oczywiscie bedzie pilkarz Credo jestem w stanie uznac Karola za przecietniaka:-)

  31. credo napisał(a):

    Oj jak bardzo sie mylicie……

  32. tomback napisał(a):

    Ludziska ja was pogodzę. Linetty ani nie jest przeciętniakiem ani jednym z najlepszych. Moźna się z kaźdym z was zgodzić i z tym Credo też. Oto cała prawda.

  33. Bryndol napisał(a):

    Przeczytałem powyższy felieton z przyjemnością, jakoś mnie nie znużył jak większość gawiedzi, a wręcz przeciwnie – przyprawił o uśmiech na twarzy i chwile zadumy. Pan Żatecki postanowił podzielić się z nami swoim punktem widzenia, z humorem nawiązującym do czasów PRL-u i zrobił to w osobliwym stylu wyróżniającym go z tłumu. Tłumu hejterów przede wszystkim, którzy zamiast skupić się na merytorycznej stronie felietonu, wolą pojechać po nim jak po burej suce… Bo tekst miał więcej niż dwa akapity… Bo nie znają naszej historii i nie zrozumieli przesłania… Bo ruszyć głową i się zastanowić jest zbyt trudno… Redakcja regularnie przypomina o możliwości uczestniczenia w tworzeniu strony KKSLECH.com ale jakoś niewielu się kwapi by dołożyć od siebie coś dłuższego niż: ‚Rutki won!’, i tym podobne hasła i okrzyki. A jak już ktoś coś napisze dłuższego, to trzeba go zgnoić i wyszydzić tak mocno żeby już więcej nic nie napisał. Nic dziwnego, że felietony czytelników pojawiają się tu tak rzadko…a szkoda…
    PS: Pozdrawiam Panie Żatecki, prawdziwa cnota krytyk się nie boi!

    • RobertLech!!! napisał(a):

      @Bryndol i Kuba

      Ja rozumiem sentyment ludzi do czasów PRL’u, również rozumiem sentyment do takiego filmu jak „Miś”. Mnie jednak to nie ujmuję, film widziałem – czasy PRL’u znam głównie z opowiadań i tego co wyczytałem czy obejrzałem, i nie mam zamiaru piać z zachwytu gdyż jest to kogoś młodość. Sam „felieton” po prostu źle się czyta i jest w nim mało argumentów i nawiązania do samego tematu „Planu 2020”. Także, proszę nie próbować nikomu wmówić, że to co mi się podoba musi podobać się innym – bo to wasze czasy.

  34. Bryndol napisał(a):

    Absolutnie nie miałem zamiaru nikomu wmówic, że ma się to podobać wszystkim. Mało tego, czasy PRL’u były ciężkie, złośliwe i strasznie nieprzyjemne dla takich zwykłych szarych ludzi jak ja. I nie mam do nich sentymentu, wręcz przeciwnie, żyję nadzieją, że nigdy więcej w naszym pięknym kraju do takich absurdów nie dojdzie! Ale Pan Żatecki właśnie porównał absurdy owych czasów do tego co dzieje się w naszym ukochanym Lechu! I w tym sęk, że ludzie zamiast chociażby spróbować to pojąć wolą hejtować, bo niby styl nie ten, bo niby nie na temat, bo się męczą czytając. Jak mi się coś nie podoba, np. na youtube to tego więcej nie oglądam i tyle, nie daję łapki w dól. Bo po co? Żeby autor już więcej w tym tonie nie tworzył? Myśle, że felietonów kibica byłoby na tej stronie wuchtę więcej gdyby nie hejt, który często im towarzyszy. I tylko i wyłącznie o to mi chodzi, nikogo do niczego nie zmuszam i nie próbuję wmówić, że było fajnie, bo nie było, ale teraz też nie jest fajnie z naszym Lechem więc niech chociażby kibole się nie hejtują bo niezgoda rujnuje!

  35. seniorka napisał(a):

    Mnie się felieton podoba.
    Zawarta w nim lekka ironia nie przeszkadza, a przewijający się humor łagodzi złość na opisaną Lechową rzeczywistość. „Wplątanie” w felieton Szwejka i dr Grunsteina – cudowne. Cha, cha…przypominam sobie: „Lewatywę dostaniecie na drogę , żebyście się nie skarżyli, że was tu nie leczono”. (Uwielbiam „Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Super książka na poprawę humoru. Polecam wszystkim).

    Panie Żatecki. Tacy ludzie jak Pan – piszący „inaczej” – zawsze mają „pod górkę”. Bo wie Pan – nieznane przeraża:) Proszę się jednak nie zrażać i pisać
    dalej. Pozdrawiam

    Mam nadzieję, że Redakcja zmieni zdanie.

    • sternbek napisał(a):

      Tak z innej beczki – jak seniorka lubi ksiazki na poprawe humoru to polecam Lesio Chmielewskiej. Jest to jedna z nielicznych ksiazek ktora rozsmieszyla mnie do lez. Z duza ironia, pokazujaca swiat oczami Lesia I z cala masa absurdow :-)

    • seniorka napisał(a):

      Dzięki:) Poczytam. W ogóle to kocham czytać.

    • Bogumił Żatecki napisał(a):

      @seniorka Dziękuję za ciepłe słowa i miło mi, że lektura sprawiła Pani przyjemność. Co do lektur na poprawę nastroju z „haszkowej, ironiczno-praskiej sztafety” to polecam prozę Hrabala – osobiście uwielbiam. Sam Hrabal był zresztą zagorzałym kibicem piłkarskim. Pozdrowienia!

  36. Rokefeler napisał(a):

    @Bryndol ile czasu zajęły Tobie te głębokie przemyślenia . Ale inteligent nam się trafił. Nikt nie zrozumiał artykułu tylko ty. No proszę. A co do Karola panie @lefft to byłbym bardziej ostrożny w swoich wnioskach bo Lech ma najsłabszy sezon od kilku lat i niedawno był na dole tabeli na czele z zawodnikiem o którym mowa. Najpierw Mistrz , potem spadek na samo dno i gdyby nie podział punktów to nasz ukochany Lech byłby w czarnej d,.

  37. Bogumił Żatecki napisał(a):

    Gdyby ktoś jeszcze tutaj zbłądził to pozwolam sobie na dwa słowa wyjaśnień. Otóż, w zamyśle miała być to seria tekstów opatrzonych wlasną winiętką – niejako stały dział – a pierwszy tekst „Maciek my tylko żartowaliśmy”, miał stanowić dlań tekst niejako „programowy” (szumna nazwa), bo wówczas każdy wchodzący wiedziałby czego się spodziewać, albo co szeeeeeroko omijać. Niestety nie udało mi się tego zrealizować i stąd być może osoby zniechęcone poprzednią publikacją niepotrzebnie – bez ostrżeżenia – zabrały się za lekturę niniejszego felietonu. Po wtóre, mam świadomość, że styl znacząco różni się od dominującej w mediach formy omal depeszowej, ale taki był właśnie plan i uwzględniał ryzyko klęski na polu szerszego grona odbiorców. Po prostu miałem nadzieję, że niniejszy Serwis z uwagi na jego skalę, tradycję etc. stanowić może doskonałą platformę do komunikowania się kibiców, ktorzy mocno zżyci są z Lechem, lecz poszukują czasem także innego sposbu dyskusji na te sprawy, lecz niewykluczającego ich z głównego nurtu życia kibicowskiego w internecie. Innego – nie znaczy lepszego, wynisłego, yntelygetnego-że-o-jacie, tylko faktycznie różniącego się od mielonki z tzw. portali sportowych; no może ciut bardziej wymagającego niż lektura pierwszego lepszego „newsa” lub relacji pomeczowej na stronach „Przeglądu Sportowego”… Sądziłem, że moje lub tym podobne felietony mogą pole do takiej dyskusji stworzyć. I felieton – gatunek, który na wiele pozwala, w tym na pisanie o futbolu bez futbolu;), choć wymagający, to również (wystukam nieskromnie) leżący piszącemu te słowa – wydawał się być odpowiednim zaproszeniem do dyskusji w komentarzach. Zresztą poniekąd tak właśnie było… Przecież to tylko jeden tekścik na dwa miesiące w stosunku do kilku newsów, analiz, zapowiedzi, które ukazują się codziennie na tej stronie – toż omal na granicy błądu statystycznego!, a niektórzy Użytkownicy chyba poczuli się jakbym wydzierał im możliwość lektury pozostałego, tłuściutkiego „contentu”. Ejże, to zupełnie nie tak! Ja niniejszym schodzę do blogowych katakumb – kto chętny na własną odpowiedzialność niech za kilka dni wyklika mnie w głębinach googla – a liczne grono oburzonych nie tylko sredecznie pozdrawiam – znaczy tych nie oburzonych również ;) – ale zapewniam także, że będę znów tylko biernym użytkownikiem niniejszego, zacnego Serwisu! Q.E.D.