Na stadionie: Pierwszy gol, drugi gol, trzeci leci

W niedzielne ciepłe jak na listopad popołudnie po blisko miesiącu przerwy kibice Lecha Poznań przedostatni raz w tym roku kalendarzowym mieli okazję przyjść na Bułgarską, aby z trybun Inea Stadionu wspierać Kolejorza w walce o ligowe punkty.


20 listopada na pierwszy mecz u siebie od 29 października oficjalnie przyszło 15943 osoby. Wynik średni, a tym bardziej jak na możliwości Kolejorza i ostatnie, lepsze wyniki. Wielu mimo wszystko stęskniło się za Kolejorzem udając się na stadion dużo wcześniej. Już około 1,5 godziny przed spotkaniem w okolicach obiektu szło spotkać spore grupki idące na stadion w barwach. Podczas tego meczu 10-lecie świętował fanklub FC Owińska odpalając przed stadionem pirotechnikę nad faną, która potem wisiała w Kotle.

null

W niedzielę do Poznania pociągiem specjalnym przyjechało 683 kibiców Śląska i to mimo prowadzonej wcześniej mobilizacji we Wrocławiu. Nie jest to dobry wynik. Na sektorze goście wokalnie zaprezentowali się równie słabo i to już nie po raz pierwszy. Stracona bramka na 0:1 szybko ostudziła ich zapędy. 2 i 3 gol już w ogóle zniechęcił Śląska do dopingowania. Krótko po pierwszym gwizdku sędziego wrocławianie ukazali oprawę „Płonie w nas fanatyzm” z użyciem pojedynczych rac, ogni wrocławskich oraz stroboskopów. Trochę pirotechniki poleciało na dolne rzędy sektora. Dym z niej przerwał też mecz na około 3 minuty. Warto dodać, że goście nie musieli wędrować ulicami Poznania z Głównego na stadion, bo jednak wyjątkowo znalazły się pieniądze na dofinansowanie dla nich autobusów MPK, które przewiozły gości z Palędzia na Bułgarską. Jakoświak i spółka przekazali na ten cel 5 tys. zł.


null
null

Wczoraj ultrasi Lecha znali hasło oprawy Śląska, które było dziwnie znajome wywieszając odpowiedni transparent. W niedzielę była również barwna fana z wizerunkiem Jaśkowiaka jako psa w kagańcu „Samozwańczy bokser z Dębca”. Podczas meczu i już przed nim nie brakowało wymiany uprzejmości między kibicami obu klubów. Był też jasny przekaz – „zero litości, połamcie tym ku*wom kości”. Doping stał wczoraj na dobrym poziomie. Napędzały go oczywiście bramki, dlatego dało się utrzymać równe tempo przez pełne 90 minut. Śląska w tym czasie nie było słychać. Na zapytanie Kotła – „coście tak cicho?” goście nawet nic nie odpowiedzieli.

Przy stanie 3:0 odśpiewano starą, okazjonalną przyśpiewkę – „pierwszy gol, drugi gol, trzeci leci. Na tablicy 3:0 się świeci. Co za szał, co za szał, co za radość. Ta drużyna dla Lecha to słabość”. Po wygranym meczu tym razem pod Kocioł szybko i zwinnie podszedł cały zespół + Nenad Bjelica, który ostatnio tego nie robił. Bez wątpienia było to jedno ze spotkań, które zawsze wszyscy chcieliby oglądać. Dobra atmosfera, niezła frekwencja (musi być lepsza!), a do tego pewne zwycięstwo Kolejorza, który pnie się w górę tabeli. Niby mecz bez większej historii, a jednak wszystko wokół niego było pozytywne.

Autor zdjęć: Krzysztof Krause

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



komentarze 4

  1. bezjimienny pisze:

    Doping bez szału, ale fajnie było sobie odświeżyć przyśpiewki na okoliczność stanu 3:0.

  2. BRAGA pisze:

    Ktoś wie czemu Nenad nie podchodził??

    • kocianJanTratatam pisze:

      Spytaj może tych co poruszyli temat na spotkaniu ze sztabem szkoleniowym w ubiegłym tygodniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.