Najbardziej pamiętne mecze Lecha z Ruchem w Poznaniu

Pojutrze o 18:00 Lech Poznań zagra z Ruchem Chorzów. Drużyna z Górnego Śląska w dotychczasowej historii zawsze leżała Kolejorzowi, choć jest przecież znacznie bardziej utytułowana od nas. Od lat przeżywa jednak swoje problemy co „niebiesko-biali” regularnie wykorzystują ogrywając „Niebieskich” często bardzo wysoko. Nawet czterema czy pięcioma golami jak akurat na wyjeździe w listopadzie zeszłego roku.


Jak dotąd Lech Poznań spotkał się z Ruchem Chorzów tylko na ekstraklasowym szczeblu i 7 razy w Pucharze Polski. Co ciekawe w tych drugich rozgrywkach wygrał wszystkie mecze do zera w tym jeden finałowy w 2009 roku. Dziś krótko przed kolejnym pojedynkiem obu klubów w historii przypominamy najbardziej pamiętne i domowe mecze poznaniaków z Ruchem Chorzów.

Pierwszy mecz Lecha z Ruchem w Poznaniu odbył się w sierpniu 1948 roku. Było to drugie spotkanie obu drużyn w historii, które zakończyło się naszą wygraną 3:2. Kolejorz w obecności prawie 10 tysięcy widzów przegrywał na Dębcu 0:1, lecz po hat-tricku słynnego Edmunda Białasa wygrał z ówczesnym mistrzem kraju 3:2. Rok później doszło w Poznaniu do prawdziwej strzelaniny. W pewnym momencie lechici prowadzili z chorzowianami już 6:1, by ostatecznie zwyciężyć 8:4. Na boisku w naszej ekipie brylowali wtedy m.in. Teodor Anioła, Edmund Białas czy Tadeusz Kołtuniak. Kolejne dwa mecze Lecha z Ruchem w Poznaniu zakończyły się już porażkami (odpowiednio 1:3 i 4:5). W tym pierwszym meczu lechici przegrywali nawet 0:3.

W pierwszej połowie lat 50-tych również nie brakowało ciekawych konfrontacji. W 1953 roku polegliśmy 1:3 po hat-tricku legendarnego Gerarda Cieślika, zaś dwa lata później najwyżej w historii z Ruchem u siebie. Wtedy chorzowianie zlali nas aż 5:1, choć od 18. minuty prowadziliśmy po trafieniu Teodora Anioły. Lech za ten łomot odegrał się w 1957 roku, gdy wygrał 4:0. W latach 50-tych niezwykle skuteczny był Anioła, który wręcz uwielbiał grać przeciwko chorzowianom. W latach 60-tych mecze Lecha z Ruchem w stolicy Wielkopolski nie były już tak interesujące i przede wszystkim było ich mało. W tamtych czasach Kolejorz błąkał się nawet po II i III-ligach, dlatego z „Niebieskimi” przeważnie nie rywalizował. Ponownie zaczął grać ze Ślązakami dopiero w latach 70-tych i te mecze cieszyły się ogromnym zainteresowaniem kibiców.


W połowie lat 70-tych podczas spotkań Lecha z Ruchem zasiadało na trybunach od 20 do blisko 50 tysięcy widzów. Niestety kibice oglądali wtedy mało goli, a raz lechici nawet przegrali tracąc bramkę w ostatniej minucie gry. W późniejszych latach, a konkretnie na przełomie lat 70-tych i 80-tych poznaniacy najczęściej dobrze radzili sobie z chorzowianami przed własną publicznością. Wszystkie te pojedynki wciąż cieszyły się sporym zainteresowaniem kibiców. W końcu los skojarzył oba zespoły w Pucharze Polski. W 1/2 PP 1983/1984 lechici ograli Ruch na wyjeździe 1:0, by u siebie sprać chorzowian 3:0 i awansować do półfinału. W tamtych rozgrywkach Kolejorz sięgnął zarówno po Mistrzostwo jak i Puchar Polski, zatem 1984 rok do dziś jest wspominany bardzo miło. Trzy lata później „niebiesko-biali” urządzili sobie na Bułgarskiej małą strzelaninę gromiąc rywala ze Śląska aż 5:0.

Lata 90-te mijały, a Ruch nadal leżał Lechowi, który regularnie pokonywał go w Poznaniu. Raz „Niebiescy” byli u nas blisko wygranej, ale w 90. minucie poznaniacy doprowadzili do wyrównania, zatem mecz zakończył się remisem. W końcu w 1998 roku Ruch wygrał na naszym obiekcie 2:1 po dwóch golach Macieja Śrutwy, choć to my prowadziliśmy w tym meczu 1:0. Parę miesięcy później „niebiesko-biali” odegrali się na „Niebieskich” za tę porażkę gromiąc Ruch w Poznaniu 5:0. Natomiast w pierwszym ligowym meczu Lech – Ruch w XXI wieku padł bezbramkowy remis. Poznaniacy mogli wtedy zwyciężyć, jednak w 87. minucie rzutu karnego nie wykorzystał Piotr Reiss. W 2007 roku „Rejsik” też zmarnował jedenastkę, ale akurat wtedy Lech sprał Ruch na Bułgarskiej 6:2.

Tymczasem jesienią 2009 roku przez budowę stadionu Lech podejmował Ruch we Wronkach. Poznaniacy wygrali 3:1 i był to ich najwyższy triumf w 2009 roku. Co ciekawe chorzowian prowadził wówczas Waldemar Fornalik. Kolejny pamiętny mecz Lech – Ruch również miał miejsce we Wronkach. W sierpniu 2011 roku Kolejorz musiał rozegrać jedno spotkanie nie na swoim obiekcie, bowiem na Bułgarskiej miasto zorganizowało imprezę motocrossów. Na szczęście lechici sprali wówczas Ruch 3:0.

Niemal po roku Lech grał z Ruchem już na swoim obiekcie i na ligową inaugurację zwyciężył 4:0 głównie za sprawą błysku Gergo Lovrencsicsa.

W kolejnych dwóch meczach w Poznaniu w 2013 i 2014 roku Kolejorz także wbił „Niebieskim” po cztery gole. Jesienią cztery lata temu przegrywał po bramkach Grzegorza Kuświka 1:2, ale w końcówce ruszył do przodu i wygrał 4:2. Natomiast w maju 2014 lekko, łatwo i przyjemnie zmiażdżył Ruch 4:0 pieczętując drugie w swojej historii wicemistrzostwo.

Wiosną przed dwoma laty podopieczni już Macieja Skorzy także uporali się z Ruchem w Poznaniu. Po wiosennym falstarcie i remisie w Szczecinie 1:1 za sprawą gola Paulusa Arajuuriego w ostatnich sekundach gry po paru dniach lechici mierzyli się z chorzowianami na Bułgarskiej. Lech chcąc gonić czołówkę musiał wygrać i zdobył trzy punkty, choć łatwo nie było. Kolejorz szybko wyszedł na prowadzenie za sprawą Zaura Sadaeva, a potem wynik na 2:0 podwyższył Kasper Hamalainen. Kiedy wydawało się, że Lech Poznań pójdzie za ciosem znów rozbijając Ruch oddał inicjatywę i pozwolił strzelić „Niebieskimi” bramkę z rzutu karnego. Po dobrej pierwszej połowie oraz drugiej słabej odsłonie ostatecznie Mistrz Polski pokonał Ruch Chorzów 2:1, więc swoje zadanie wykonał.

Pod koniec września lechici podejmowali Ruch u siebie w meczu 1/8 PP. Dla poznaniaków ten mecz był niezwykle ważny, natomiast chorzowianie zagrali w rezerwowym składzie. Od początku tylko się bronili nie stwarzając z przodu praktycznie żadnego zagrożenia. Na początku drugiej połowy samobójem po podaniu w pole karne Darko Jevticia podpisał się Rafał Grodzicki. Dzięki temu Kolejorz wygrał 1:0.

W październiku 2015 w debiucie Jana Urbana lechici przegrywali z Ruchem już w 1. minucie. Goście po 25. minutach, dwóch główkach Mariusza Stępińskiego i dwóch asystach Patryka Lipskiego z rzutu wolnego prowadzili nawet 2:0. Nieoczekiwanie Lech się podniósł i to mimo wyniku 0:2 co do dziś jest cudem. Jeszcze przed przerwą gola dośrodkowaniem zdobył Szymon Pawłowski. Przez całą drugą połowę poznaniacy napierali i dopięli swego, gdy w 81. minucie po zamieszaniu w polu karnym po stałym fragmencie do siatki przyszłego lechity Matusa Putnockiego trafił Marcin Kamiński.

Ostatni mecz Lech – Ruch odbył się w maju na zakończenie poprzedniego sezonu. Atmosfera po przegranych rozgrywkach była fatalna. Na nic zdała się wygrana 3:0 nad chorzowianami, którzy tak jak poznaniacy o nic wtedy nie walczyli. Warto było jednak odnotować debiutancką bramkę Kamila Jóźwiaka oraz zakończenie kariery przez Krzysztofa Kotorowskiego, który wszedł na murawę w 77 minucie.

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







1 Komentarz

  1. J5 napisał(a):

    W sobotę trzeba wygrać, i tyle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.