Stałe fragmenty na plus i minus

Czwartkowy mecz Lecha Poznań z FK Pelister Bitola zakończony wynikiem 4:0 będzie bardzo dobrym materiałem do analizy dla sztabu szkoleniowego. Drużyna Kolejorza jest obecnie w trakcie przygotowań do rundy jesiennej, zatem spotkanie z Macedończykami potraktowała jako sparing w którym nie wszystko funkcjonowało jeszcze tak jak powinno.


Po meczu z Macedończykami trener Nenad Bjelica przyznał, że jego zespół szczególnie na początku nie grał dobrze, a zawodnicy Lecha Poznań mogą i muszą grać jeszcze lepiej. W czwartek można było przyczepić się do defensywnych stałych fragmentów gry. Pelister zagrał typowo jak zespół dużo słabszy piłkarsko, który może szukać swoich szans co jedynie w kontratakach oraz w stałych fragmentach gry. Tak właśnie było. W ciągu dwóch minut na początku spotkania Macedończycy dwukrotnie nam zagrozili. Raz po ciekawie rozwiązanym rzucie rożnym po którym musiał interweniować Matus Putnocky oraz po chwili po rożnym z drugiej strony boiska.

W tamtej sytuacji niestety nikt nie interweniował a powinien. Piłka dorzucona na środek pola karnego przeleciała sobie przez całe pole karne. Lech miał szczęście, że nikt z graczy rywala nie doszedł do niej szybciej i nie wpakował futbolówki głową do siatki. W tamtej sytuacji zawiodło krycie. Obrona była źle ustawiona, za mało skoncentrowana i gdyby straciła wówczas gola mogłaby mieć pretensje tylko do siebie. Na tym kończą się minusy, choć można co jedynie żałować, że przy stanie 4:0 w grze Lecha pojawiło się tyle niedokładności. Poznaniacy prowadząc czterema golami nie forsowali tempa. Trochę szkoda, bo jak najbardziej była szansa wygrać nawet 6:0 czym Kolejorz wyrównałby wynik sprzed 9 lat, kiedy w spotkaniu z Grasshoppersem odniósł najwyższe zwycięstwo na arenie międzynarodowej w swojej historii.

Sam wynik 4:0 oczywiście cieszy, gdyż daje już pewny awans do II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Głównym celem Lecha przed meczem było jak najwyższe zwycięstwo tak, aby na rewanż do Macedonii lecieć ze spokojem, bez stresu i bez konieczności gonienia rezultatu. Wynik 4:0 daje poznaniakom 100-procentowy komfort przed rewanżem z FK Pelister. Poza wynikiem mogły podobać się stałe fragmenty gry wykonywane przez lechitów. O ile w defensywie pod tym względem było przeciętnie to z przodu bardzo dobrze. Kolejorz zdobył gola z karnego, po wrzutce z rzutu wolnego, po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego oraz po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Jednym zdaniem – rozbił Pelister stałymi fragmentami.

Przedwczoraj bardzo ładnie pokazał się efektywny Mario Situm, który zdobył dwa gole w swoim oficjalnym debiucie. Dokładając do tego sparing z Hapoelem chorwacki piłkarz strzelił dla Kolejorza już trzy bramki w dwóch meczach. W czwartek podobać mogła się także gra skrzydłami naszej drużyny. Wrzutki Volodymyra Kostevycha czy Macieja Makuszewskiego sprawiały spore problemy rywalom, którzy w pojedynkach 1 na 1 z szybkimi piłkarzami Lecha Poznań mieli wiele kłopotów. W Kolejorzu jest spora konkurencja na skrzydłach, dlatego gra bocznych pomocników w kolejnych spotkaniach może być tylko lepsza.


Plusy meczu z FK Pelister 4:0

– Pewne zwycięstwo i pewny awans
– Ofensywne stałe fragmenty
– Efektywność Situma
– Dobra gra skrzydłami

Minusy meczu z FK Pelister 4:0

– Defensywne stałe fragmenty
– Mniej efektywna gra od 60 minuty

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 11

  1. Rayel napisał(a):

    A jak oceniacie grę w ataku pozycyjnym? Na tle Pelisteru mogło to chyba wyglądać lepiej, prawda?
    Mimo wszystko zadanie wykonane i powinnismy się niewątpliwie bardzo cieszyć z wyniku :)

    • tolep napisał(a):

      Źle, ale zrzucam to na karb niezgrania drużyny. Poza tym zabawnie wyglądał Tetteh jako rozgrywający na 35-40 metrze, za nim już tylko stoperzy w kole, a przed nim wszyscy inni zawodnicy obu druzyn.

  2. Nico ponad prawem napisał(a):

    Jak ludzie można było gwizdać na Robaka!!!za to Ze ambicja chciał walczyć zależało mu na walce z zespołem !!!
    To jest Polak i na swoich się nie gwizda

    • Jol napisał(a):

      Sam gwizdalem przy wejsciu Robaka. Zrobilem to dlatego, ze dosyc mam „gwiazdorow”, ktorzy mysla ze sa ponad druzyna. Lech jest najwazniejszy, a nie ambicje jakiegos pilkarzyka. Poza tym obrazil mojego kumpla Bjelice, a to zasluguje na solidna porcje gwizdow ;-)

    • Rafik napisał(a):

      Jestem przeciwnikiem gwizdania na zawodników i trenerów. W tym przypadku jenak Robakowi się należało za jego zachowanie w stosunku do trenera. Robakowi nigdy nie zależało na drużynie tylko na indywidualnych osiągnięciach. Mam nadzieję że już go nigdy nie zobaczę w barwach Lecha.

  3. olo napisał(a):

    a tam nie gwiżdże, skoro zrobił scenę z płaczem i krytyką trenera przed całą Polską publicznie to teraz musi dostać klapsa. Stary dziad a takie pomysły, zresztą po zawalonym finale PP gwizdy jeszcze długo mu się należą

  4. nikt napisał(a):

    Moim zdaniem zrobili max to co dało się przygotować w tak krótkim czasie. Postawiono na SFG, bo w takim czasie ciężko osiągnąć takie zgranie by tworzyć jakieś super kombinacyjne akcje z wieloma podaniami. Błędy przy defensywnych SFG również zwaliłbym na brak zgrania. Także nie ma co bić piany będzie tylko lepiej. ;)

  5. Nico ponad prawem napisał(a):

    To były emocje i każdy by mógł się zapomnieć schodząc z boiska. Ale ambicje ma szczun i dał nam wiele emocji strzelając bramki dla Lecha. U mnie szacunek dla Robaka za postawę a nie płakał ze za dużo gra …zależało mu na grze!!!
    Życzę mu powodzenia

    • nikt napisał(a):

      Emocjami to się może kierować młokos, a nie 35 letni facet. Dodatkowo jeśli coś się robi w emocjach to po przemyśleniu można to jakoś wytłumaczyć, przeprosić? A co zrobił Robak? Ciągnął temat dalej. Jak spierdolił Puchar Polski to emocji jakoś nie było widać. Ba FPP to jasny dowód że zależało mu tylko na sobie. Gdyby grał dla drużyny podałby w przynajmniej dwóch sytuacjach co dawałoby większe szanse na gole. I chuj mnie obchodzą ambicje którymi starasz siego bronić. Największą ambicją piłkarza powinien być sukces klubu dla którego gra bo piłka nożna to sport zespołowy a nie indywidualny. Robakinho widział to inaczej więc dostaje to na co zasłużył.

    • MłodyKibic napisał(a):

      Zgodzę się że Robak zrobił dużo, ale pytanie czy nie robił tego dla siebie (korona króla strzelców), a dla klubu niejako przy okazji. Takie zachowanie jakie zaprezentował wobec trenera jest niedopuszczalne, raz że Bjelica dawał mu sporo pograć umiejętnie stosując rotację, dwa że w Białymstoku ściągnął go w 85 minucie, a nie w przerwie, a trzy że to chyba dzięki temu sztabowi fizycznie dobrze wyglądał. Podobnie niedopuszczalne jest moim zdaniem psucie atmosfery. Jeśli mieć do kogoś szacunek za postawę, za to jakim jest człowiekiem, to pierwszy na myśl przychodzi mi Maciej Wilusz, i na nim Marcin Robak powinien się wzorować w kwestii podejścia do fachu i do trenera.
      Moim zdaniem :)

  6. Tadeo napisał(a):

    Miałem szacunek i poważanie do tego piłkarza, ale po tym jak poleciał z swoim problemem do mediów, kompletnie się zeszmacił. Mam gdzieś jego indywidualne ambicje , bo zawsze najważniejsze jest dobro drużyny. Najbardziej mnie jednak dobił,stawiając Prezesesowi warunek wyboru między nim a trenerem.Za kogo On w tym momencie się uważał? Pomimo swoich zasług w Lechu, takiego pilkarza w Kolejorzu nie chcę dalej oglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.