Po równo plusów i minusów

Mimo czwartkowego zwycięstwa wynikiem 2:0 gra Lecha Poznań w każdej formacji oraz w wielu fragmentach meczu nie zachwyciła. Przedwczoraj Kolejorz tylko momentami dominował nad dużo niżej notowanym rywalem, który na dodatek oddał więcej strzałów na bramkę gospodarzy niż „niebiesko-biali” oddali na bramkę Gandzasaru Kapan.


Zwycięstwo nad Ormianami i to u siebie nie jest żadnym dużym wyczynem. Wygrana na inaugurację sezonu 2018/2019 i z takim rywalem była co jedynie obowiązkiem Kolejorza, który najlepiej grał do 15 minuty. W tym czasie lechici zdominowali Ormian, ostro na nich ruszyli, atakowali wieloma zawodnikami, byli groźni środkiem boiska, prawą flanką, po stałych fragmentach gry, a do tego strzelili rywalowi 2 gole. Do pierwszego kwadransa w wykonaniu poznaniaków absolutnie nie można się czepiać.

W tym czasie już pierwszą swoją sytuację na efektownego gola z powietrza zamienił Christian Gytkjaer przy którego strzale bramkarz nawet nie drgnął. Sam Duńczyk chwilę później pewnym, mocnym uderzeniem tuż przy słupku wykorzystał rzut karny właściwie w pojedynkę rozbijając Gandzasar Kapan. Indywidualnie gwiazdą meczu z Ormianami był jednak Jasmin Burić, który obronił aż 9 celnych strzałów w tym 2 za sprawą efektownych parad. Przy jednej z nich w drugiej połowie czwartkowy kapitan Kolejorza ucierpiał, jednak nie jest to groźny uraz. Gdyby nie jego fenomenalna interwencja na linii po wrzutce z rzutu wolnego lechici nie dowieźliby do końca dwubramkowej wygranej.

Przedwczoraj było tyle samo minusów co plusów. Przede wszystkim Lech wygrał tylko 2:0 co nie daje mu jeszcze pewnego awansu do II fazy eliminacyjnej Ligi Europy. Poznaniacy zapewne zagrają z Szachtiorem, jednak na 100% przy zwycięstwie raptem 2 golami nie można tego powiedzieć. W czwartek blado wypadła defensywa, której opinię ratuje wspominany już wyżej Burić. Obrońcy nie dawali sobie rady przy okazji kontr przeciwnika skrzydłami. Byli wolniejsi od bocznych pomocników Gandzasaru i pozwalali im na groźne strzały.

Lech Poznań rozpoczął ostatni mecz w systemie 3-6-1, a od 46 minuty grał już w ustawieniu z 4 defensorami. Sam Ivan Djurdjević przyznał po spotkaniu, że nie był zadowolony z tego, jak drużyna prezentowała się w tym systemie. Na boisku po przerwie było wiele chaosu, strat w środku pola, nie funkcjonowały żadne schematy, a Gandzasar Kapan i tak wciąż był groźny przy okazji kontrataków skrzydłami. Na domiar złego fatalną zmianę dal Paweł Tomczyk, który tylko w wiadomy sobie sposób zmarnował setkę na pustą bramkę, by po kilkudziesięciu sekundach nie wykończyć dobrej kontry.


Plusy meczu Gandzasarem 2:0

– Zwycięstwo na początku
– Efektowny kwadrans
– Skuteczność Gytkjaera
– Postawa Buricia

Minusy meczu z Gandzasarem 2:0

– Niskie zwycięstwo nad słabym rywalem
– Bardzo słaba defensywa
– Przeciętna optyczna gra w 2 różnych systemach
– Wejście Tomczyka

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 5

  1. John napisał(a):

    Pierwszy kwadrans był efektywny 2-0,ale już w tym pierwszym kwadransie rywal wyprowadził 2,3 groźne szybkie kontry.
    Plus można po raz kolejny postawić przy Cywce,który był tak naprawdę gościem od wszystkiego,od rozegrania i od kasowania akcji przeciwnika,nikt ze ŚP mu nie pomagał w grze defensywnej ani Radut ani Gajos i tym bardziej Jevtić.Naprawdę ogarnia w tym środku pola.
    -Duży minus to 2 połowa ,gdzie to Gandzapar grał lepiej ,szybciej.Już po strzeleniu 2 bramki ,Lech stanął trochę ,zawodnicy zaczęli się spieszyć niepotrzebnie ,dużo błędów indywidualnych,niedokładności.
    Dużo,dużo pracy przed Ivanem.

    Aha i najważniejsze tylko nie wiem czy to bardziej plus czy minus.
    Postawa Raduta i Barkrotha ,plus może być taki ,że z każdym takim meczem są bliżej opuszczenia Lecha.

    • Grimmy napisał(a):

      O ile Cywka na razie sprawia pozytywne wrażenie, to byłbym wstrzemięźliwy z oceną tego transferu. Zobaczymy jaka będzie optyka po, powiedzmy, 6 miesiącach.

  2. 777 napisał(a):

    Plusem jest wygrana, reszta to milczenie.

  3. Bogumił Żatecki napisał(a):

    Nie ukrywam, że zazwyczaj jestem nader sceptyczny, bo uwielbiam jakościowy, ofensywny, kreatywny futbol, więc rzadko mam okazję chwalić grę naszej drużyny…ale, co może paradoksalne, ja widzę istotny plus w organizacji gry w ofensywie. Naprawdę sporo prostopadłych podań, ryzykownych – to prawda – ale tak właśnie należy grać, wertykalnie, a nie jak to miało miejsce ostatnimi czasy (kulminacja za czasów Rumaka i powtórka za schyłkowego Bjelicy) wyłącznie do boku i wrzutka. Doceniam to, bo bałem się że z zapowiedzi Ivana znów wyjdą jedynie stare nawyki: prostacki – sorry za dosłowność, ale tak uważam – futbol oparty na x dośrodkowaniach, lagach od bramkarza i żenującym ataku pozycyjnym wynikającym z braku pomysłu na środek pola (i umiejętności środkowych pomocników), oczywiście przedstawiany jako wzniosła koncepcja „gry skrzydłami”. Zastrzegam jednakże: ja ten mecz widziałem, nie zachwycam się, po prostu dostrzegam zmianę, w mym odczuciu, pozytywną; mówiąc wprost: podoba mi się pomysł na grę naszej drużyny. Zgodzę się, że to raczej skromny początek, zaledwie zalążek czy też przebłysk, ale wolę podnieść tę kwestię nim wielu zażąda głowy Ivana (prędzej, czy później tak będzie – oby później…). Wydaje mi się że fragmentami Lech proponował futbol bardziej ambitny niźli w ostatnich latach – tak, racja, ze słabą ekipą – ale i wykonawców-wirtuozów, aż tak znów wieli do zespołu nie przybyło (eufemizm), więc chociaż to chciałbym skomplementować. Swoją drogą trochę przykro, że tak głęboko kopiemy, aby doszukać się tych kilku chociaż pozytywów, a rok 2020 coraz bliżej…

    • arek z Dębca napisał(a):

      Ja tam nic pozytywnego nie widziałem i przypomnę, że graliśmy ponoć z bardzo słabą drużyną. Ivan to inteligentny gościu i wierzę, że jakoś to ogarnie chociaż z tym materiałem to będzie miał jak z 30 kilowym plecakiem na Rysy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.