Październikowe mecze nie do zapomnienia

W październiku 2018 roku celem Lecha Poznań będą 2 ligowe zwycięstwa i awans do 1/8 finału piłkarskiego Pucharu Polski. W przeszłości właśnie w 10 miesiącu w roku Kolejorz rozgrywał spotkania o których nie da się zapomnieć i o których każdy kibic powinien wiedzieć/pamiętać. Ostatni historyczny mecz na arenie międzynarodowej miał miejsce wcale nie tak dawno, bo 3 lata temu. Przerwa na kadrę to dobry moment, aby wrócić do miłych momentów związanych z naszym klubem, które miały miejsce w październiku.


22 października 2015 na naszych oczach wydarzył się cud. Cud pod różnymi względami osiągnięty piłkarzami, którzy w swojej karierze już nigdy mogą go nie powtórzyć. Cud na włoskiej ziemi wydarzył się w momencie w którym ze względu na ówczesną sytuację Lecha Poznań w Ekstraklasie absolutnie nikt się nie spodziewał, dlatego wygrana 3 lata temu była miłym urozmaiceniem najsłabszej od lat rundy jesiennej w wykonaniu Kolejorza.

22 października 2015 roku ostatni w tabeli Ekstraklasy poznański Lech mający 6 punktów po 12. kolejkach musiał udać się na stadion ówczesnego lidera Serie A, Fiorentiny. Kolejorz leciał do Florencji jak na ścięcie głowy. W dodatku miał problem z samolotem, więc po przylocie nie było nawet czasu na trening czy zapoznanie się z obiektem. Jan Urban dla którego był to drugi mecz w Kolejorzu zarotował wystawiając wielu rezerwowych zawodników. Po 2. kolejkach grupy I Ligi Europy lechici mieli tylko 1 oczko, ale priorytetem była wówczas Ekstraklasa, dlatego Urban oszczędzał czołowych piłkarzy na weekend, kiedy poznaniaków czekał bój z Legią w Warszawie (wygrany 1:0).

Mimo wielu zmian w składzie Lech niespodziewanie postawił się ówczesnemu liderowi Serie A. Fiorentina miała co prawda przewagę, jednak Kolejorz grał bardzo dobrze w obronie angażując się w defensywę już w drugiej linii. W końcu w 62. minucie na placu pojawił się Dawid Kownacki. 4 minuty po wejściu najpierw zapoczątkował kontrę podając piłkę na prawą stronę do Gergo Lovrencsicsa, a potem sam uderzeniem z bliska wykończył akcję golem. Fiorentina oczywiście rzuciła się do jeszcze większych ataków, lecz w 82. minucie została skarcona. Wtedy rzut wolny wykonywali poznaniacy, futbolówka trafiła do Marcina Kamińskiego, który zgrał ją na środek pola karnego do Maciej Gajosa. Ten uderzył z pierwszej piłki zdobywając lewą nogą gola na 2:0. Włosi w końcówce odpowiedzieli bramką kontaktową, ale nie zdołali już wyrównać.

Tym samym 22 października 2015 roku w meczu 3. kolejki grupy I Ligi Europy poznański Lech zajmujący ostatnie miejsce w tabeli Ekstraklasy pokonał na wyjeździe ówczesnego lidera Serie A, Fiorentinę 2:1. Coś nierealnego stało się faktem i to na dodatek w składzie m.in. z Davidem Holmanem, Dariuszem Formellą, Denisem Thomallą czy Dariuszem Dudką, który grając na stoperze trafił do „11” kolejki Ligi Europy według znanego dziennika France Football. Dla Lecha Poznań było to pierwsze zwycięstwo nad włoskim klubem w historii. Na dodatek nie licząc Pucharu Intertoto Kolejorz został pierwszą polską drużyną, która wygrała na włoskiej ziemi. To co się wydarzyło równe 2 lata temu na zawsze zapisało się w historii naszego klubu oraz całej polskiej piłki. Był to wielki szok, wielka sensacja i do dziś można to wspominać, mówić o tym czy pisać z wielkim niedowierzaniem. To jednak naprawdę miało miejsce!

22 października było wiele osób, które straciły pieniądze obstawiając na triumf Fiorentiny. W komentarzach byli kibice, którzy chwalili się, ile to postawili na wygraną Włochów i ile zgarną około godziny 21:00. Zwycięstwo Lecha Poznań w tej trudnej sytuacji klubu zszokowało wszystkich. Kolejorz wygrywając z ówczesnym liderem Serie A na wyjeździe przypomniał nam wtedy piękne pojedynki z Juventusem Turyn, Manchesterem City czy nieco wcześniej z Feyenoordem Rotterdam bądź Deportivo La Coruna. 22 października 2015 roku można było poczuć, że Mistrz Polski wrócił do Europy godnie reprezentując nasz kraj na arenie międzynarodowej i to z Thomallą, Holmanenem, Dudką, Formellą czy z Urbanem na ławce. O dziwo internauci KKSLECH.com tamte zawody w wykonaniu zespołu ocenili na 3, ale pracę trenera na 5. Najwyższą średnią notę miał Jasmin Burić (4,75). Z kolei najniższą Denis Thomalla.

3. kolejka grupy I Ligi Europy 2015/2016 – czwartek, 22 października 2015, godz. 19:00
ACF Fiorentina – KKS Lech Poznań 1:2 (0:0)

Bramki: 90.Rossi – 66.Kownacki 82.Gajos

Żółte kartki: Lovrencsics, Trałka

Czerwone kartki: 90+1 min. – Rebić (za brutalny faul)

Sędzia: Gediminas Mazeika (Litwa)

Widzów: 14293

ACF Fiorentina: Sepe – Tomović, Astori, Roncaglia – Rebić, Suarez (73.Ilicić), Verdu (65.Vecino), Fernandez, Pasqual (68.Bernardeschi) – Babacar, Rossi.

Rezerwowi: Tatarusanu, Diakhate, Vecino, Błaszczykowski, Ilicić, Bernardeschi, Kalinić.

KKS Lech: Burić – Kędziora, Dudka, Kamiński, Kadar – Trałka, Tetteh – Lovrencsics, Holman (68.Hamalainen), Formella – Thomalla (62.Kownacki, 78.Gajos).

Rezerwowi: Gostomski, Ceesay, Douglas, Gajos, Hamalainen, Kownacki.

Kapitanowie: Pasqual – Trałka

Trenerzy: Paulo Manuel Carvalho Sousa – Jan Urban

Pogoda: +14°C, bezchmurnie



Z kolei nieco ponad 10 lat temu poznański Lech rozegrał prawdopodobnie najbardziej emocjonujące spotkanie w swojej historii. Po ogromnym horrorze, który zakończył się szczęśliwie dla Kolejorza zespół prowadzony przez Franciszka Smudę awansował do fazy grupowej Pucharu UEFA, a naszym klubem zainteresował się także ówczesny prezydent kraju. Warto przypomnieć to jeszcze raz. Mecz z Austrią Wiedeń już na stałe zapisał się w historii Lecha Poznań oraz polskiej piłki jako piękny pojedynek pokazujący magię w futbolu i to, że warto wierzyć i walczyć o sukces do końca.

Przed meczem

Lech po wyeliminowaniu Khazara Lankaran i Grasshoppersu Zurych w decydującym starciu o fazę grupową Pucharu UEFA 2008/2009 mierzył się z Austrią Wiedeń w której trenerem od przygotowania fizycznego był wówczas obecny szkoleniowiec w Kolejorzu, Martin Mayer. Austria 10 lat temu liderowała w swojej lidze i jej głównym celem był awans do fazy grupowej. W Wiedniu podopieczni Franciszka Smudy przegrali 1:2, zatem chcąc wyeliminować Austriaków musieli postawić na Bułgarskiej wszystko na jedną kartę.

Trybuny

Rewanżowy bój z Austrią 2 października 2008 roku mimo dość wczesnej pory (mecz rozpoczął się o 18:15) przyciągnął na trybuny niemal komplet widzów. Wolne miejsca były wówczas tylko w sektorze gości w którym fani Austrii zaprezentowali się słabo. Do Poznania przyjechali w słabej liczbie, ale przynajmniej mieli ze sobą pojedyncze flagi i użyli pojedynczej pirotechniki. Natomiast kibice Kolejorza na IV trybunie przedstawili dwuczęściową oprawę „Siła Honor” oraz „jeden za drugim stoi, nikt się nie boi – YF ’98” z użyciem niebiesko-białych chorągiewek.

null
null
null
Oprawa kibiców Lecha

Przebieg meczu

Rewanżowy pojedynek z Austrią rozpoczął się po myśli Kolejorza, bowiem już w 10. minucie pierwszego gola zdobył Hernan Rengifo, który w sytuacji sam na sam z Safarem wpakował piłkę do siatki zachowując do końca zimną krew. W kolejnych minutach lechici dwukrotnie pokonywali bramkarza Austrii, lecz za każdym razem sędzia dopatrzył się naruszenia reguł gry. Szczególnie dziwne było zachowanie arbitra, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Rengifo po wcześniejszej bombie z daleka Rafała Murawskiego. W 24. minucie znakomitą sytuację do podwyższenia skromnego prowadzenia miał również Robert Lewandowski, który próbował uderzać tuż zza linii pola karnego. W 39. minucie bliski zdobycia bramki był Semir Stilić, któremu ostatecznie zabrakło precyzji i futbolówka poszybowała minimalnie nad poprzeczką.

W drugiej połowie Austriacy szukali okazji do odrabiania strat. W 52. minucie po ciekawie rozegranym rzucie wolnym znakomitą szansę na wyrównanie miał Emin Sulimami. W 62. minucie goście doprowadzili już do remisu. Kontrowersyjnie sędziujący cypryjski arbiter dopatrzył się przewinienia w polu karnym dyktując rzut karny. Jedenastkę na gola pewnie zamienił Milenko Asimović i na stadionie przy ulicy Bułgarskiej znów rozpoczęła się nerwówka. Odrabianie jednobramkowej straty nie udawało się ani próbującemu z dystansu Stiliciowi ani też Lewandowskiemu. Dopiero w 85. minucie trochę od niechcenia piłkę do przodu kopnął Manuel Arboleda. Ta po wcześniejszym zgraniu głową trafiła do Sławomira Peszki, a ten czubkiem buta wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. W regulaminowym czasie nie doczekaliśmy się już więcej bramek, dlatego arbiter zarządził dogrywkę.

null
I połowa w całości

II połowa w całości

Piękna dogrywka

Zanim rozpoczęła się dogrywka było wiadomo, że tylko wynik 2:1 doprowadzi do rzutów karnych. Kolejorz jednak atakował chcąc rozstrzygnąć losy dwumeczu wcześniej unikając tym samym jedenastek. W 99. minucie stadion w Poznaniu oszalał z radości. Robert Lewandowski precyzyjnym strzałem z dystansu pokonał Safara, jednak minutę później bramkę dla Austrii głową zdobył Hattenberger i było już tylko 3:2. Defensywa Kolejorza nie zachowała koncentracji. Nikt też nie zablokował wrzutki z prawej strony, a strzelec drugiem bramki dla wiedeńczyków był źle pokryty. Wynik 3:2 premiował Austrię, więc Kolejorz musiał zdobyć gola na 4:2. W końcu przyszła 120 minuta dogrywki i choć mało kto wierzył w wygraną dwoma trafieniami, to lechici na boisku wciąż tak. Akcję na prawej stronie pociągnął Peszko, który dośrodkował futbolówkę w pole karne. Tam w ogromnym zamieszaniu piłkę tracił jeszcze Arboleda, a Murawski popisał się potężną bombą po ziemi. Safar nawet nie drgnął. 4:2 dla Lecha i awans!

null
null
Dogrywka w całości

Niespotykany szał radości

Po golu w 120. minucie Rafał Murawski na sprincie podbiegł pod narożnik II trybuny i tam w otoczeniu fotoreporterów demonstrował swą szaleńczą radość. Szybko dołączyli do niego pozostali koledzy z zespołu, a jeden z nich próbował nawet przeskoczyć płot. Radość strzelca gola była ogromna, bo nie często zostaje się bohaterem w takich okolicznościach.

null
null
Fetowanie zwycięskiego gola

Feta pomeczowa

Ogromne emocje i gratulacje

Po meczu miała miejsce jedna z większych fet w historii Lecha. Na trybunach dosłownie wszyscy stali i cieszyli się, a na murawie świętowali piłkarze, trenerzy, dziennikarze i działacze. Nikt długo nie schodził z boiska, bo każdy chciał, aby piękne chwile trwały jak najdłużej. Piłkarze długo dziękowali kibicom za doping, zaś Franciszek Smuda udał się na konferencję. W sali na góra 30 dziennikarzy było ponad 100 osób i wszyscy nagrodzili „Franza” brawami. Ten przyznał, że dzwonił do niego nawet prezydent Polski gratulując mu silnego Lecha. Euforia była ogromna, a emocje podczas spotkania udzieliły się nawet panom z UEFA. Czwórka przedstawicieli Europejskiej Federacji Piłki Nożnej w czasie meczu wstawała i z zaciekawieniem śledziła wydarzenia boiskowe, gdy arbiter podejmował różne kontrowersyjne decyzje. Mężczyźni w garniturach mieli jednak kamienne miny, a kiedy w 120. minucie wszyscy wstali po trafieniu Murawskiego panowie z UEFA usiedli.

Wypowiedzi obu trenerów po meczu:

Karl Daxbacher (trener Austrii): – „Bardzo dziękuję kibicom za wspaniałą atmosferę i gratuluje Lechowi tego awansu. Bardzo boli przegrać i odpaść w takich okolicznościach, ale absolutnie nie chcę powiedzieć, że awans Lecha nie jest zasłużony.”

Franciszek Smuda (trener Lecha): – „Chciałem podziękować moim piłkarzom za charakter. Piłkarze w zespołach, w których ja pracowałem zawsze mieli charakter. Gratuluje zawodnikom zwycięstwa i mam nadzieję, że po zwycięstwie z Austrią poniesie ich euforia. W niedzielę na pewno nie będzie nam łatwo, ponieważ dogrywka kosztowała nas dużo sił.”

Smuda o telefonie od prezydenta:

„Przed chwilą dzwonił do mnie sam prezydent kraju i gratulował mi pokazu gry w piłkę! Nie kłamię! Mówię prawdę! Prezydent oglądał mecz i jego zadowalała nasza gra. W tym bałaganie jaki teraz jest w polskiej piłce to naprawdę coś wielkiego. Kibice kiedyś skandowali bym uczył się od Michniewicza. Nigdy nie będę się uczył od niego, bo tego nie lubię. Uczę się sam od siebie.”

Murawski po meczu:

„Wygraliśmy i nie ma na to innego komentarza. Zasługiwaliśmy na to. To dla mnie mecz i bramka życia. Mamy poczucie, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Było dużo emocji i sporo nerwów, ale zakończenie jak w najlepszej bajce. Wierzyliśmy do końca i udało się. Nasza ciężka dwuletnia praca nie poszła na marne. Myślę, że zrobiliśmy duży krok w kierunku Europy – zakończył strzelec złotej bramki.”

Piotr Reiss o meczu i kolejnym rywalu (Z Legią było 0:0):

„To był mecz bardzo emocjonujący i bardzo nerwowy. Walczyliśmy do końca, bo przecież należała nam się ta czwarta bramka. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i po meczu nie będziemy myśleć jeszcze o Legii. Dopiero od piątku zaczniemy o niej myśleć. Naszej radości nie ma końca i myślę, że przy takiej euforii z Legią moglibyśmy grać już teraz. Zagralibyśmy pewnie podobnie jak z Austrią. Im bliżej końca mojej kariery tym te mecze są coraz ważniejsze. Myślę, że po moim wejściu na boisko jakąś tam cegiełkę do tego sukcesu dołożyłem. Na pewno napijemy się po piwie, ale długo świętować nie będziemy, gdyż jesteśmy profesjonalistami i wiemy, że czeka nas bardzo ważny mecz z Legią. Musimy opić ten awans i powiem szczerze. Dzisiaj jesteśmy tak podbudowani psychicznie, że Legię machniemy z rozpędu.”

Co potem?

Lech w grupie Pucharu UEFA rywalizował z AS Nancy, Deportivo La Coruna, CSKA Moskwa i Feyenoordem Rotterdam. Wyszedł z grupy, a po rundzie jesiennej był również liderem Ekstraklasy. Niestety Kolejorz w 1/16 uległ w dwumeczu Udinese Calcio, natomiast wiosną po serii remisów skończył ligę na 3. miejscu. Na pocieszenie zdobył chociaż Puchar Polski.

>> Fotorelacja z meczu Lech Poznań – Austria Wiedeń 4:2 (kibice, mecz, radość) – 3 galerie i ponad 200 zdjęć! <<

02.10.2008, godz. 18:15 – III runda kwalifikacyjna Pucharu UEFA 2008/2009 (rewanż)
KKS Lech Poznań – FK Austria Wiedeń 4:2 (2:1, 1:0)

Bramki: 10.Rengifo 85.Peszko 99.Lewandowski 120.Murawski – 61.Acimović – k. 100. Hattenberger

Żółte kartki: Tanevski, Arboleda, Peszko, Kotorowski, Stilić, Reiss – Hattenberger, Acimović, Schiemer, Majstrović, Bąk

Czerwona kartka: 105 min. – Schiemer (za drugą żółtą)

Sędzia: Costas Kapitanis (Cypr)

Widzów: 23500

KKS Lech: Kotorowski – Wojtkowiak, Tanevski (112.Djurdjević), Arboleda, Wilk – Peszko, Murawski, Stilić, Injać (84.Reiss) – Lewandowski, Rengifo.

FK Austria: Safar – Standfest, Schiemer, Bąk, Majstrović – Sulimani (69.Krammer), Blanchard, Hattenberger, Acimović – Okotie (102.Diabang), Bazina (107.Madl).

Wszystkie gole

Filmik, który najlepiej wszystko podsumowuje

Autor zdjęć: Krzysztof Krause

Kibice podczas meczu Lech – Austria 4:2:

Przebieg meczu Lech – Austria 4:2:

Pomeczowa feta i radość na murawie:


We wcześniejszych latach ciekawych spotkań Lecha Poznań w europejskich pucharach też nie brakowało. Tak naprawdę wszystko na dobre zaczęło się w 1988 roku. Najpierw 5 października na Bułgarskiej lechici przypieczętowali awans do II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów pokonując w Poznaniu ekipę Flamurtari Vlore 1:0 po trafieniu Jarosława Araszkiewicza.

null

Jeszcze w tym samym miesiącu, a konkretnie 26 października „niebiesko-biali” zremisowali na Camp Nou ze słynną FC Barceloną 1:1. „Duma Katalonii” wyszła na prowadzenie w 25. minucie gry, lecz w 71. minucie wyrównał Bogusław Pachelski zapewniając tym samym cenny wyjazdowy remis dający spore nadzieje na awans.

Dwa lata później dnia 4 października 1990 roku w obecności 50 tysięcy widzów Lech Poznań przypieczętował wyeliminowanie Panathinaikosu. Mimo wyniku 0:1 do przerwy wygrał w Atenach 2:1 pokonując Greków w dwumeczu aż 5:1.


Piękny październikowy sen 28 lat temu trwał dalej, a 25 października 1990 roku Kolejorz okazał się lepszy od naszpikowanej gwiazdami Marsylii. Wielkopolanie na oczach 20 tysięcy kibiców wygrali na Bułgarskiej z Olympique 3:2.

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







1 Komentarz

  1. mario napisał(a):

    kupię wehikuł czasu, może być używany i działający tylko do tyłu. Info na kkslech.com

Dodaj komentarz