4 lata od ostatniej euforii

W piątek, 7 czerwca mijają 4 lata od ostatniego, poważnego sukcesu w historii Lecha Poznań, który uradował tysiące kibiców. To właśnie 7 czerwca 2015 roku miała miejsce ostatnia Lechowa euforia, miał miejsce niezapomniany dzień a potem piękna długa czerwcowa noc. Nie ma już tamtego mistrzowskiego Kolejorza, nie ma radości i dumy panującej w tamtym dniu, nie ma już nic co było 4 lata temu.



Mimo upływu lat data 7 czerwca 2015 roku nie traci na znaczeniu. To ostatnia ważna, piękna i radosna data, która już na zawsze będzie miała swoje miejsce w ponad 97-letniej historii Lecha Poznań. 7 czerwca 2015 to dzień niezapomniany. Jako kibice wszyscy długo czekaliśmy na takie momenty, na takie spotkanie, na to co po nim i co wydarzy się w mieście po 37. kolejce Ekstraklasy. Lech Poznań po 5 latach miał być ponownie najlepszy w Polsce, natomiast my wszyscy mieliśmy wrócić z Placu Mickiewicza o świcie. Zmęczeni, ale dumni co działało wówczas na wyobraźnię.

null
null
null
null
null

Zapewne niejeden z Was kibiców Lecha Poznań nie mógł zasnąć przed niedzielą, 7 czerwca 2015 roku. W końcu wtedy Kolejorzowi brakowało 1 punktu lub jak kto woli – aż 1 punktu, aby zdobyć tytuł Mistrza Polski. Wydawało się, że po ciężkim sezonie 2014/2015, po kompromitacji ze Stjarnanem Gardabaer na samym początku rozgrywek, po pechowo przegranym finale Pucharu Polski i po niezwykle emocjonującej fazie finałowej Ekstraklasy nic złego już nie może się stać. Z tyłu głowy obawy o końcowy rezultat ostatniego meczu oczywiście były. Piłka jest w końcu nieprzewidywalna, w tej polskiej faworyci są tylko na papierze, dlatego przed starciem z Wisłą Kraków nie można było być pewnym wygranej.

null
null
null
null
null

Dzień 7 czerwca 2015 zapewne wielu z Was pamięta do dziś. My także, a wracając do raportu prowadzonego przez nas od północy dostępnym -> TUTAJ wracają wspomnienia, wraca to o czym się wtedy myślało, co czuło i jak to wszystko wyglądało. 4 lata temu od rana w Poznaniu było pochmurno, potem popadało, zanosiło się na burze, pogoda ustabilizowała się na 2 godziny przed meczem. Można było więc w niepokoju odliczać do pierwszego gwizdka sędziego i przyglądać się temu, jak zapełniają się trybuny. Wówczas każdy kto szedł na spotkanie z Wisłą mógł poczuć, jak ważne jest to starcie, jak wielka jest stawka ostatniego meczu i co może się po nim wydarzyć. Naprawdę fajnie jest wrócić pamięcią do raportu meczowego z 7 czerwca 2015, przeczytać go sobie, przypomnieć to wszystko i jeszcze zerknąć na Wasze komentarze oddane przez użytkowników, którzy do teraz tutaj są.

null
null
null
null
null

4 lata temu atmosfera i nastroje nie tylko w Lechu, ale także na tej witrynie były zdecydowanie inne. Nie było trupich nagłówków, nie było prochów w szambie i tym podobnych rzeczy. Było nerwowe oczekiwanie, nadzieja, wiara, oraz entuzjazm, czyli wszystkie rzeczy, których w Kolejorzu od dawna nie ma. Lech był wówczas przygotowany do fety, a my do opisania tego sukcesu. W końcu! w końcu wjechał nagłówek „Czekaliśmy na to 5 długich lat. Mistrz, Mistrz Kolejorz słyszy dziś świat!”. Zaraz po spotkaniu za pomocą jednego kliknięcia poszły przygotowane wcześniej teksty na KKSLECH.com, które po 36. kolejce przyjemnie się tworzyło, ale które mogły ujrzeć światło dzienne dopiero wtedy gdy matematycznie wszystko było już jasne. 7 czerwca 2015 był ostatnim dniem w którym komplet przygotowanych wcześniej przez nas tekstów mógł zostać opublikowany. Artykuły po finałach Pucharu Polski 2015, 2016 a przede wszystkim po finale 2017 niestety wylądowały w koszu, a jeden został wycofany nawet parę minut przed automatyczną publikacją. Szkoda, że nie mieliście okazji ich przeczytać co już nie zależało od nas tylko od Kolejorza. Dzień 7 czerwca 2015 był ostatnim w pełni udanym Lechowym świętem podczas którego mogliśmy pokazać Wam tutaj na KKSLECH.com wszystko to co chcieliśmy oraz to chcemy robić jak najczęściej.

null
null
null
null
null

Po dokładnie 4 latach oprócz wspomnień z dnia 7 czerwca 2015 roku pozostały tylko stare teksty, stary raport meczowy prowadzony od północy do końca fanatycznej nocy -> TUTAJ, setki zdjęć, filmów czy zapis konferencji prasowej ówczesnego szkoleniowca Macieja Skorży. To wszystko zostało z nami, nikt nam tego nie zabierze, aczkolwiek do tamtego sukcesu sprzed 4 lat my jak i Wy inni kibice Kolejorza nic już nie dołożymy. To było, minęło, czasem można wrócić do tego wszystkiego myślami jak choćby dzisiaj. Kiedyś było przepięknie.



Maciej Skorża po zdobyciu Mistrzostwa Polski:

„Ten mecz jak cały sezon obfitował w emocje do ostatnich minut. Wisła najgroźniejszą okazję miała w 94. minucie i przeżywaliśmy wtedy trudną chwilę. Lech często padał w tym sezonie, ale zawsze umiał się podnieść. Nie straciliśmy dziś głowy mimo nawet kontuzji Paulus Arajuuriego. Ten sezon od września to piękny sen. Kosztowało mnie to dużo zdrowia i dzięki temu mistrzostwu mam wiele optymizmu.”

„Serce drżało kibicom dziś i w wielu innych meczach. Zawsze potrafiliśmy jednak postawić na swoim. To nie były łatwe spotkania, jednak zawsze umiemy sobie z tym poradzić. Teraz potrzebujemy wzmocnień i piłkarzy, którzy pozwolą nam wejść na wyższy poziom. Oby ta drużyna nie rozpadła się, a praca skautingu przyniosła dobre owoce.”

„Potrafiliśmy wygrywać kluczowe mecze takie jak z Lechią czy Legią i to przyniosło efekt. Niestety nie wygraliśmy Pucharu Polski, gdzie zabrakło nam doświadczenia. Po zdobyciu mistrzostwa prawdziwa zabawa się jednak rozpoczyna. Teraz chcemy osiągnąć jeszcze ważniejsze cele. Zdobyłem trzy mistrzostwa i to było najtrudniejsze. Pracuję tu przecież od paru miesięcy, więc ten tytuł było zdobyć najtrudniej. Teraz zrobię wszystko byśmy realnie powalczyli o Ligę Mistrzów.”

Kartoniada „Mistrz Polski 2015”:

Oprawa „Konsekwencje nie są złe, gdy czyny są odważne”:

Oprawa „A królestwo jego nie będzie końca”:

Wrzawa kibiców po ostatnim gwizdku i powrocie mistrzostwa:

Obserwuj KKSLECH.com i przeglądaj nasze treści również na dwóch portalach społecznościowych. Nasz serwis nie posiada swojego profilu na Facebooku.

TWITTER
YOUTUBE

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 10

  1. Pawel68 pisze:

    Dzięki redakcja za przypomnienie chwil chwały Kolejorza!Niestety zimą transferów nie było bo miała być letnia ofensywa transferowa?I co mamy bramkarza i no name defensywny ?

    • John pisze:

      Spokojnie jeszcze przynajmniej 2ŚO i PO.Kto wie co się jeszcze wydarzy.
      Makuszewski na wylocie.
      Bądźmy dobrej myśli.
      Zmian w Lechu biorąc pod uwagę całość i tak zaszło więcej niż mógłbym się spodziewać.
      Teraz zobaczymy co to da.

  2. J5 pisze:

    Fajnie przypomnieć sobie tamte piękne chwile, kiedy byliśmy najlepsi a inni musieli oglądać nasze plecy. Ale ten sukces powinien być przedstawiany w pakiecie ze wcześniejszym, z 2010 roku mistrzostwem. To co stało się parę tygodni po tamtym sukcesie, było identyczne z tym co wydarzyło się po tytule a.d 2015. Był jeszcze pokaz siły w SPP, a potem piłkarze nagle zapomnieli jak się gra w piłkę, jak się walczy i zwycięża. Tak samo było w 2010 i 2015 roku. A na końcu wyleciał trener, i Zieliński i Skorża szybko pożegnali się z Kolejorzem. Trudno zdiagnozować jak został zwolniony Zieliński, przecież była to era Kadzińskiego, czy Jacek Rutkowski przeraził się tego gdzie Lech mógł zajść po tym tytule, czy maczali w tym ręce ówcześni piłkarze? Tego się nie dowiemy, ale Lech wtedy szybko się posypał i przez pięć lat nie potrafił nic wygrać. Może nieudacznik synalek miał być gwarantem tego że klub nie wywalczy już następnego tytułu, i spartaczył robotę w 2015, ostatnim roku zwycięskiego Lecha. To co zrobili wroniarze po tytule sprzed pięciu laty rozłożyło w końcu Lecha na łopatki, i choć wielu kibiców wierzy w misję Żurawia, to wydaje się że Lech w tych zgliszczach pozostanie na długo. Wroniarze już wiedzą co zrobić by nie wygrać, niestety. Chyba tylko agonia tegoż okupanta da nam okazję do następnej takiej fety

    • F@n pisze:

      W 2010 roku była inna sytuacja, bo Lech wyszedł z kryzysu. 2x 4:1 z rzędu, raz Cracovia raz Wisła i do tego świetnie graliśmy w LE. To co zrobiono Jackowi czyli zwolnienie dzień przed meczem z City to było skurwysyństwo. Miałem przeczucie, że zwolnienie Jacka to będzie koniec Lecha, a nazwisko Bakero to już w ogóle. Gość, który w Polonii miał przeciętne wyniki. I stało się. 4 lata kompromitacji. Później mistrzostwo Skorży, ale kryzys większy zdecydowanie, do tego faza grupowa LE, dobrze, że chociaż to było dobrego. I od tamtej pory znów 4 lata kompromitacji. Czyli teraz co, mistrzostwo, ale tym razem nie dojdziemy nawet do grupy LE i będziemy walczyć do końca o utrzymanie + kolejne lata kompromitacji?

  3. mati pisze:

    Ależ to był piękny dzień. Czy jest szansa na powtórkę w najbliższym czasie?? Wypada mieć nadzieję.

  4. John pisze:

    Wiadomo, że przyjdzie poczekać kolejny rok,to już będzie 5 lat,oby na tylu się zatrzymała ta zła passa.
    Szmat czasu.
    Dobrze pamiętam eufurię ,a euforia? Już co raz gorzej.

  5. inowroclawianin pisze:

    Pamiętam tamten dzień. Mieszkałem wtedy jeszcze w Inowrocławiu i baną ruszyliśmy z ziomkami do Poznania. Było pochmurno, ale humory dopisywały. Na każdej niemal stacji dosiadali się kibole, było bardzo wesoło, było pite, były pogadanki. Nawet pan Henryk Wróbel wtedy był też w banie, wracał skądś i dał mi swój autograf, opowiadał o sobie o starych czasach itd. Potem chyba taksówkami dojechalismy pod stadion i jakoś krótko przed pierwszym gwizdkiem dotarłem na trybuny. Było super. Po meczu balety na mieście i powrót nad ranem do Inowrocławia i dalsze picie w terenie :-) Szkoda, że potem zespół nie został należycie wzmocniony itd. Zabrakło upragnionego awansu do LM, No ale teraz Klub znalazł się na kompletnym dnie i nie zanosi się na rychłą poprawę. Żałoba i tyle, tak to teraz wygląda.

  6. Kosi pisze:

    Piękny czas dla każdego z nas kibiców. Wszystko wtedy dopisało. Nigdy tego nie zapomnę

  7. Siodmy majster pisze:

    Wspomnienia , wspomnienia , wspomnienia .Tyle nam kuźwa pozostało .Jesteśmy jak pan młody , który wspomina niezapomniane wesele sprzed czterech lat ,super zajebistą noc poślubną i potem 30 dni i nocy mega bzykania na Karaibach w czasie miesiąca miodowego.Teraz ten sam pan to brzuchaty koleś bez perspektyw , jego piękna kiedyś i seksowna żona to zrzędząca zaniedbana idiotka dla której największymi autorytetami są takie same kretynki z jakichś blogów oraz oczywiście jej własna mamusia.Siedzi więc sobie taki żonkoś , żłopie piwsko i czeka aż wróci wiecznie gdzieś łażąca skretyniała żoneczka .A nuż będzie po wizycie u mamuni natchniona nowymi pomysłami jak by tu spieprzyć jeszcze bardziej już spieprzone życie. Siedzi więc taki gość , niewiele dobrego już oczekuje od życia i marzy ,że jak nie hotel na Barbados to może chociaż pensjonat w Mielnie , jak nie drinki z parasolką to może chociaż zimne piwko droższe niż 2 zyla , jak nie napalona kotka , która przyciągała wszystkie męskie spojrzenia to chociaż normalna żona ,która jest najlepszym przyjacielem … Tak , to my wszyscy kochani kibice Lecha jesteśmy bohaterem tej powiastki. To my tak siedzimy i wspominamy stare , dobre czasy , w których powrót coraz słabiej wierzymy.Co dalej ? Otwieramy kolejnego browara za 1,99 zł czy bierzemy się za siebie i …żonę ?

Dodaj komentarz