Analiza i statystyki meczu ze Śląskiem

Sobotni mecz ze Śląskiem Wrocław nie był dobrym spotkaniem w wykonaniu Lecha Poznań. Szczególnie w pierwszej połowie zespół w każdym elemencie gry radził sobie słabo mając w paru sytuacjach trochę szczęścia. Kolejny raz wynik został uratowany za sprawą indywidualnego błysku czołowego zawodnika Kolejorza.



Dzień po spotkaniu Kolejorza z drużyną Vitezslava Lavicki nadszedł czas na tradycyjną, pomeczową analizę gry Lecha Poznań w konfrontacji ze Śląskiem Wrocław.

Obrona (ocena: 2)

Po 5 kolejnych meczach bez straty gola i 4 ligowych Lech w końcu skapitulował. Patrząc na to, jak zagrał w defensywie może być zadowolony z utraty tylko jednej bramki, która została stracona zdecydowanie zbyt łatwo. Śląsk nie potrzebował wiele, by zdobyć gola na 1:0. Wystarczyło zwykłe dośrodkowanie Picha z prawej strony prosto na nogę Cholewiaka, żeby nasi obrońcy dali łatwo się zaskoczyć. Wczoraj w paru sytuacjach zawiodło krycie i koncentracja stoperów. Środek obrony nie stanowił monolitu przez co Śląsk nie musiał natrudzić się, aby stwarzać zagrożenie pod naszą bramką z ataku pozycyjnego, z kontry czy po stałych fragmentach gry. Defensywa Lecha z Dejewskim oraz Rogne sprawiała wrażenie powolnej, ospałej formacji, która często była mocno zaskoczona szybkimi atakami wrocławian. Na uwagę zasługuje jeszcze postawa Lubomira Satki, który nie poradził sobie z Przemysławem Płachetą. Słowak muszący z konieczności grać na prawej stronie wygrał najmniej pojedynków 1 na 1 z grupy obrońców (54%) i tylko 17% na ziemi. Na szczęście po akcji Śląska lewą flanką nie padł żaden gol dzięki czemu Satce upiekło się tak jak całej obronie, która rozegrała słabe spotkanie.

Pomoc (ocena: 2)

To nie był mecz drugiej linii. Wszyscy, bez wyjątku wszyscy piłkarze z linii pomocy oprócz Karlo Muhara zagrali wczoraj poniżej swojego potencjału. Kamil Jóźwiak wraz z Darko Jevticiem obudzili się dopiero po przerwie biorąc na siebie ciężar rozgrywania piłki. Mdły był tym razem Joao Amaral, który oddał tylko jeden groźny strzał na początku drugiej połowy a swojego dnia nie miał ewidentnie Pedro Tiba. Lider środka pola w Kolejorzu zaliczył wczoraj słabszy występ co z miejsca odbiło się na postawie całej drużyny szczególnie w pierwszej połowie. To ponownie Portugalczyk miał w Kolejorzu najwięcej kontaktów z piłką, oddał 2 strzały, wykonał 2 kluczowe zagrania, jednak liczba raptem 5 stoczonych pojedynków 1 na 1 i tylko 1 wygrany jest fatalnym wynikiem jak na zawodnika grającego w środku pola. Poznaniacy w pierwszej połowie mieli duże problemy z pressingiem, z odbiorem piłki i z utrzymaniem się przy niej. Tibie nie pomagał cały czas słaby Karlo Muhar, który jest hamulcowym Lecha Poznań. Słabsze mecze zdarzają się nawet najlepszym na świecie, sobota 14 grudnia nie była dniem Tiby, ale nie można słabej gry w środku pola zwalać tylko na niego. Wczoraj zawiedli wszyscy pomocnicy bez wyjątku zawalając przede wszystkim fragment między 16 a 40 minutą meczu. W tym czasie poznaniacy na boisku nie istnieli.

Atak (ocena: 1)

Christian Gytkjaer rozegrał 3 z rzędu bardzo słabe spotkanie wliczając pucharowy mecz w Boguchwale. Duńczyk nie ponosi całej winy za to, jak ostatnio wygląda w ataku. Wczoraj jedynym pomysłem kolegów z drużyny było dośrodkowywanie piłki ze skrzydeł w pole karne na walkę z obrońcami. Christian Gytkjaer rzadko wygrywa takie pojedynki wychodząc wczoraj zwycięsko tylko z 3 starć z 17 jakie stoczył. W powietrzu Duńczyk przegrał wszystkie pojedynki mając we Wrocławiu raptem 1 okazję do zdobycia gola w której oddał celny strzał. Z tak mizernym wsparciem kolegów głównie z linii pomocy nie było mowy, aby „Gyt” pokazał więcej. Gra poznaniaków w ostatnich 3 meczach nie pomagała reprezentantowi Danii notować lepszych występów.

Ogólne wrażenie (ocena: 2)

Trener Dariusz Żuraw podczas pomeczowej konferencji prasowej trafnie podsumował ten mecz dostając nawet pochwałę od miejscowego dziennikarza za trzeźwą i obiektywną opinię. Według niego Lech grał słabo notując szczęśliwy remis 1:1. Trener Żuraw nie ukrywał, że okres 25 minut w pierwszej połowie był najgorszym czasem od kiedy trenuje poznaniaków. Rzeczywiście, Lech zawalił pierwszą połowę mogąc być zadowolony z przegrywania do przerwy tylko 0:1. Po zmianie stron gra Kolejorza wyglądała już trochę lepiej, żywiej, poznaniacy w każdym kwadransie mieli większe posiadanie piłki oddając w dodatku więcej strzałów niż w pierwszej odsłonie. Nawet mimo lepszej gry w drugich 45 minutach Kolejorz znów dał się zaskoczyć tracąc już 3 gola. Na nasze szczęście bramka na 2:0 i 3:0 nie została uznana z racji spalonego dzięki czemu Lech cały czas pozostawał w grze. Po 73 minucie trener Dariusz Żuraw zdecydował się na 2 ofensywne zmiany próbując wyrwać chociaż 1 punkt. To się Lechowi udało za sprawą fenomenalnego uderzenia Darko Jevticia, który dał poznaniakom ważny wyjazdowy remis dzięki któremu Śląsk nie odjechał na 7 oczek. Z przebiegu gry Lech może być zadowolony z uniknięcia porażki w pojedynku z lepiej dysponowanym, szybciej biegającym wczoraj przeciwnikiem, który szczególnie w pierwszej połowie przewyższał Lecha lepszym przygotowaniem taktycznym. Po występie we Wrocławiu sztab szkoleniowy będzie miał bardzo dużo materiału do analizy zarówno indywidualnej jak i zespołowej. Wczoraj udało się zremisować, innym razem tak grający Lech może już nie mieć tyle szczęścia.



Składy

1-4-2-3-1

Putnocky – Dankowski, Puerto, Golla, Stiglec – Mączyński, Zivulić – Pich (85.Łabojko), Chrapek (77.Gąska), Płacheta (90.Samiec Talar) – Cholewiak.

1-4-2-3-1 przechodzące na 1-4-4-2

Van der Hart – Satka, Dejewski, Rogne, Kostevych – Muhar (73.Tomczyk), Tiba (82.Moder) – Jóźwiak, Jevtić, Amaral (75.Puchacz) – Gytkjaer.

Statystyki meczu Śląsk – Lech 1:1

Bramki: 1 – 1
Strzały: 17 – 10
Strzały celne: 5 – 4
Strzały niecelne/zablokowane: 12 – 6
Stałe fragmenty: 11 – 11
Faule: 17 – 9
Żółte kartki: 1 – 1
Czerwone kartki: 0 – 0
Rzuty rożne: 8 – 7
Zmiany: 3 – 3
Spalone: 5 – 1
Posiadanie piłki: 43% – 57%
Celne podania: 79% – 82%
Wygrane pojedynki: 52% – 48%
Pokonane kilometry: 115,95 km – 109,81 km
Liczba zawodników w kadrze meczowej: 20 – 20

Lechowe statystyki meczu Śląsk – Lech 1:1

Strzały z pola karnego: 0
Strzały z dystansu: 10
Strona najczęstszych ataków: lewa
Najlepszy piłkarz Lecha według InStat: 288 – Kostevych
Najsłabszy piłkarz Lecha według InStat: 196 – Tomczyk

InStat index piłkarzy Lecha Poznań za ten mecz:

288 – Kostevych
272 – Van der Hart
267 – Jevtić
255 – Dejewski
254 – Rogne
254 – Jóźwiak
249 – Moder
242 – Muhar
238 – Satka
232 – Tiba
227 – Puchacz
222 – Gytkjaer
217 – Amaral
196 – Tomczyk

Obserwuj KKSLECH.com i przeglądaj nasze treści również na dwóch portalach społecznościowych. Nasz serwis nie posiada swojego profilu na Facebooku.

TWITTER
YOUTUBE

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 7

  1. xYdem pisze:

    Ten mecz podsumował naszą kadrę. Brak zmienników na pozycjach prawego obrońcy oraz defensywnego pomocnika sprawia że znowu Satka musiał łatać dziurę a Muhar gra kolejny kiepski mecz. Dlaczego w kadrze jest 3 napastników, a 1 prawy obrońca, nie potrafię tego zrozumieć.

  2. Tadeo pisze:

    Dziwisz się, ja nie .W Lechu jest co raz więcej dziwnych rzeczy , które przestają mnie już zaskakiwać.

  3. J5 pisze:

    Lech nie miał wczoraj swojego dnia, bo zawiedli wszyscy zawodnicy z pola. Jedynym piłkarzem który zachował wczoraj jakość był van der Hart. Pomimo tego ten punkt należy szanować, zwłaszcza wobec dzisiejszych występów Cracovii i Lechii, które też nie mając swojego dnia uległy rywalom. Lech wyszarpał remis dzięki twardej postawie Modera którego piłkarz Śląska zdecydował się sfaulować, i geniuszowi Jevticia potrafiącego strzałem w okienko zdobyć gola. Wczoraj slabo zagrala cała defensywa, proste błędy przydarzały się zarówno stoperom, jak i bocznym obrońcom. Anemiczni pomocnicy słabo asekurowali blok obronny, jak w meczach sprzed dwóch, trzech miesięcy. Ataki przez nich prowadzone były bez pomysłu, całkowicie zapominając o grze kombinacyjnej która dawałaby szanse na podania do Gytkjaera i oddawane przez niego strzały. Wobec slabej postawy pomocy tym razem Gyt był całkiem bezużyteczny. Cała drużyna kiepsko poruszała się po boisku przez co również nie funkcjonował presing i odbiór piłki. Zmiennicy zagrali równie niemrawo, ale pojawienie się większej liczby graczy ofensywnych spowodowało większy nacisk Lecha i cofnięcie się Śląska który zaczął głównie myśleć o utrzymaniu wyniku do końca meczu dokonując pod tym kontem zmiany. Wynik nie odzwierciedlał postawy naszych zawodników, która byla slabsza od tego rezultatu. Dostrzegł to również Żuraw który postawy swoich piłkarzy nie owijał w bawełnę. Należy mieć nadzieję że to był jednorazowy taki mecz z happy endem, i już w czwartek Kolejorz zrehabilituje się na Bułgarskiej pokonując Arkę. Ten slaby mecz trzeba jak najszybciej zapomnieć, a zarząd powinien wyciągnąć wnioski wzmacniając odpowiednio zespół już zimą

  4. F@n pisze:

    Temat środka pola i wszystkiego już został wyczerpany. Ja chciałbym poruszyć temat Gytkjeara. Otóż nie można wszystkiego sprowadzać do tego, że nie dostaje podań. Powinien też pomóc drużynie. Napastnik nie jest od tego by czekać na podanie, ale także zrobić jakiś ruch, odegrać z klepki czy zastawić się, potrzymać piłkę, zrobić jakiś rajd. Przydałby się Lechowi na takie mecze napastnik o innej charakterystyce lub po prostu Duńczyk niech się ogarnie, bo ostatnio wygląda po prostu słabo.

  5. Siodmy majster pisze:

    Wynik duzo lepszy niż gra . W dwóch kolejnych meczach Lecha we Wrocku gospodarzom nie uznano łącznie SZEŚCIU GOLI .To jest kuźwa rekord świata i góra szczęścia wielkości Mont Blanc. Ale punkt to punkt ,serce krwawi , oczy gniją lecz rozum musi przyjąć do wiadomości ,że to i tak wynik ponad stan .Teraz oklepać żółto -niebieskich , przetrwać święta , Sylwka i obozy zimowe i jak zwykle liczyć wiosną na co ? Na wodę po ogórach zapewne . No ale kibic naiwny to wierzy…

  6. tylkoLech pisze:

    @Siódmy Majster- i tak to się kręci. Mijają lata, miesiące, dni, godziny, a my ciągle żyjemy nadzieją i złudzeniami. Ile ja czasu dziennie spędzam (czy może tracę) czytając i słuchając, wszystko, co znajdę o Lechu. Moje życie odmierzaja kolejne sezony, przerwy, okienka transferowe, okresy chwilowej radosci i te częstsze – wkurzenia, smutku, bo znów „nie da się „, a tak bym chciała doczekać, aż wreszcie zmienisz nick na Ósmy Majster.

Dodaj komentarz