Marcin Kamiński: „Dobrze czujemy się w 1-4-4-2”

W środę przez 70. minut na telebimach utrzymywał się bezbramkowy remis. Taki wynik nikogo w Wielkopolsce by nie satysfakcjonował, lecz dzięki trafieniu Rafała Murawskiego w 71. minucie gry, Kolejorz zdobył upragnione trzy punkty.

> Party Poker < Marcin Kamiński nie ukrywa, że na boisku było trochę nerwowo, ponieważ czas leciał, a na Lech nie mógł strzelić gola. Tym samym po trafieniu "Murasia" wszyscy w poznańskiej ekipie odetchnęli z ulgą. - „Po bramce zapanował trochę spokój, bo w końcu strzeliliśmy gola. Znów w tym meczu mieliśmy dużo sytuacji i znów nie mogliśmy strzelić, więc ta bramka na pewno nam pomogła.” – przyznał Marcin Kamiński.

Tymczasem wczoraj Kolejorz oddał na bramkę aż 18 strzałów, a mimo to, tylko raz potrafił pokonać Łukasza Skorupskiego. Problem nieskuteczności nadal więc istnieje i nie jest to dobra wiadomość. – „Mamy przecież wiele sytuacji, ale np. wczoraj piłka za każdym razem trafiała w bramkarza. My oddajemy sporo strzałów, ale na pewno będziemy nad tym pracować, aby zdobywać więcej goli.” – oznajmił „Kamlot”.

Natomiast w środę doszło do nietypowej sytuacji, bowiem pierwszy raz od dłuższego czasu o wygranej Lecha Poznań przesądzili rezerwowi. Zadowolenia z tego faktu nie kryje zresztą obrońca Kolejorza. – „Moc naszego zespołu polega na tym, że rezerwowy potrafi dużo wnieść do drużyny. U nas jest tak, że jeżeli jeden zawodnik nie gra, to drugi potrafi wejść na boisko i pokazać to, co ma najlepsze.” – przyznał 20-latek.

Co ciekawe kolejną rzeczą, która wielu mogła zaskoczyć był sposób gry „niebiesko-białych”. Lech Poznań nie miał w starciu z Górnikiem nic do stracenia, więc wyszedł na murawę bardzo ofensywnie nastawiony. – „System, którym teraz gramy nie do końca jest ustawieniem 1-4-4-2. Jeden z napastników jest trochę takim podwieszonym, ale na boisku rzeczywiście może to tak wyglądać. Widać jednak, że w nowym systemie dobrze się czujemy.” – powiedział Kamiński.

Tymczasem po 60. minucie meczu fani zgromadzeni na trybunach zaczęli mocno gwizdać. Wtedy lechici oddali bowiem pole gry zabrzanom, co nikomu się nie spodobało. – „Nie przywiązuje żadnej wagi do gwizdów kibiców. To jest przecież normalna rzecz, bo kibic ogląda i interesuje się akcją tylko do przodu. Piłka nie polega jednak na tym, by tylko strzelać bramki, a żeby czasem utrzymać się przy piłce, skoro nie można nic z przodu zrobić.” – powiedział na koniec defensor Kolejorza.

Źródło: inf. własna
Autor: Arkadiusz Szymanowski
Fot: KKSLECH.com

4 komentarze

  1. KibicLecha pisze:

    „Piłka nie polega jednak na tym, by tylko strzelać bramki, a żeby czasem utrzymać się przy piłce, skoro nie można nic z przodu zrobić.” – gadanie w stylu Bakero. Idac w ten sposob za daleko nie zajdziemy w tym sezonie

  2. Flis pisze:

    4-4-2 pzmacza jednego zawodnika mniej w srodku pola, to sprawi czestsze ataki rywala srodkiem, nie wiem wiec z czego sie kaminski cieszy

  3. El Companero pisze:

    byłem tez na meczu i szczerze mówiąc zawiedli mnie wszyscy 3 napastnicy, ale moze nastepnym razem sprawdzic Wolskiego do pary z Rudnewem a Ubiparipa do tyłu? Slusarski powinien na treningu pocwiczyc przyjęcie piłki i sprinty. Niech z Cracovią odpocznie.

  4. sedd pisze:

    Kaminski podobnie jak Wolakiewicz, nie wie gdzie gra. Kur.. tu trzeba grac ofensywnie i wysoko wygrywac! to jest LECH!