Wspomnień czar: Zbita Jaga

Lech - Jagiellonia IIIWiosną ruszyliśmy na KKSLECH.com z kolejnym nowym cyklem, który na stałe będzie już towarzyszył tej witrynie. Cykl „Wspomnień czar” to dopełnienie przedmeczowych materiałów przypominający ciekawe wydarzenia z przeszłości trochę w innym stylu.


W cyklu „Wspomnień czar” przy okazji każdego spotkania w nieco nietypowy sposób pół żartem i pół serio będziemy wracać w artykułach do przeszłości wspominając na luzie krótko dawne mecze Lecha Poznań z danymi rywalami. Nie zabraknie filmików, naszych osobistych wspomnień i odczuć czy starych fotek z archiwum KKSLECH.com dotyczących dawnych spotkań Kolejorza. W zależności od rywala czasem jeden odcinek będzie ciekawszy, a czasem drugi trochę mniej. W każdym razie przypomnicie sobie występy Lecha Poznań przeciwko danemu klubowi od tej najciekawszej strony.

Blisko 29-letnia historia starć z Jagiellonią Białystok nie jest oczywiście długa, ale bardzo ciekawa. Kibice Lecha Poznań przychodząc na Bułgarską, by oglądać mecze z tym rywalem zawsze byli pewni zwycięstwa i zobaczenia dużej liczby bramek. Jednym z ciekawszych spotkań był mecz 2 maja 2008 roku. Lech grał o puchary, Jaga o utrzymanie. Skończyło się masakrą 6:1, dwiema czerwonymi kartkami dla rywala i efektownymi oprawami przedstawionymi na IV trybunie. Aż trudno sobie wyobrazić, że oprawa „Magia Futbolu” ma już prawie 8 lat!



W naszej pamięci z tamtego spotkania zapadły cztery rzeczy. Show Andersona Cueto i Przemysława Pitrego, który w doliczonym czasie gry zdobył dwie bramki. To mimo wszystko Peruwiańczyk dostający zwykle mało szans był wtedy prawdziwą gwiazdą. Grając na lewej stronie zdobył dwa ładne gole, które można obejrzeć poniżej. Ah, to były czasy!

Trzecią i czwartą rzeczą pamiętną z tamtego meczu jest to co działo się po końcowym gwizdku. O banałach piłkarskich wypowiadanych przez zawodników pisaliśmy w nocy. Poniższy filmik z udziałem Radosława Kałużnego pokazuje jednak, że są jeszcze gracze, którzy oprócz tradycyjnego pierdzielenia „musimy wyciągnąć wnioski” czy „zabrakło skuteczności” potrafią jasno i bez hamulców powiedzieć co leży im na sercu. Oglądać poniżej, bo warto!

Kończąc temat meczu Lech – Jagiellonia 6:1 pamiętamy jeszcze wypowiedź ówczesnego jej trenera. Ewidentnie nie wiedział co powiedzieć na konferencji po takim spotkaniu. Powiedział, że „dziękuje swoim zawodnikom za walkę”. My tej walki w każdym razie nie widzieliśmy. Gdy zbiera się baty 1:6 trudno mówić o cechach wolicjonalnych, ale w końcu każdy ma prawo do swojego zdania.

Jedziemy dalej. Lech – Jagiellonia w 2009 roku. Tym razem białostoczanie postawili się mocniej, poznaniacy bili głową w mur, lecz od czego jest, a właściwie to był Robert Lewandowski?! Właśnie od takich sytuacji jak na początku drugiej połowy, gdy trafił do siatki zdobywając zwycięskiego gola. Z tamtego spotkania znów w naszych głowach utkwiła oprawa.


Kolejny mecz z Jagą w Poznaniu był podobny. Znów rozegrany wiosną, znów było ciężko, ale znów wygraliśmy. Tym razem 2:0 po kolejnym trafieniu Roberta Lewandowskiego i dodatkowo Tomasza Mikołajczaka. Tym razem jednak w głowach pozostała nam fatalna murawa. Mimo grząskiego boiska jakoś nikt nie tłumaczył się, że nie da się grać. Po prostu wychodziło się na boisko, walczyło i zgarniało trzy punkty. Tamten Lech był jednak lepszy, silniejszy mentalnie i nie było głupich wymówek na temat boiska.

Lecimy dalej. Lech – Jagiellonia 4:1 i to za czasów Jose Bakero. Niewiele wtedy zostało z Jagi. Nawet jej ówczesny trener, Czesław Michniewicz powiedział, że Kolejorz grał jak Barcelona. Na zdjęciu kołyska robiona przez piłkarzy po których pozostało tylko wspomnienie. Szkoda, bo tak naprawdę każdy z nich z wyjątkiem Dimitrije Injacia przydałby się w obecnym Lechu.

Od lewej kolejno: Rudnevs, Injać, Murawski, Bruma, schowany Krivets i Wojtkowiak
null

Na koniec wspominek pojedynek Lech – Jagiellonia z wiosny 2014. Był to najlepszy mecz za kadencji Mariusza Rumaka. Lechowi wychodziło wtedy wszystko. Każda akcja, każdy strzał, każde zagranie. Różnica klas była ogromna. Kolejorz miał wtedy prawdziwego napastnika, więc hat-tricka ustrzelił Łukasz Teodorczyk. Debiutował wtedy nawet Paulus Arajuuri. W końcówce przy stanie 6:0 sędzia chyba zlitował się nad białostoczanami dyktując dla nich karnego po rzekomej ręce Fina. Ręki oczywiście nie było, ale mimo straty bramki wynik 6:1 i tak wyglądał nieźle. W pamięci znów zapadła efektowna oprawa. Wielu kibiców narzekało wtedy, że nie ma opraw. No to Kolejorz w końcu odpalił nie tylko na trybunach, ale również na murawie.

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Mistrzowski Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



komentarze 4

  1. JaneKKS pisze:

    Jak myślicie Czerczesow sprawdziłby sie w roli trenera Kolejorza ?

  2. arek z Debca pisze:

    Oby nas jutro nie zbili. Z tymi pilkarzykami co mamy to nigdy nic nie jest pewne.

  3. KENT pisze:

    A Ja myślę, że jak Lech będzie dalej grał trójką obrońców, to może być powtórka z ostatniego meczu. W Sport.pl piszą że Lech nie rezygnuje grać trójką obrońców.
    Widzę że Urban nie wyciągnął z ostatniego meczu żadnych wniosków.
    To co teraz napiszę wielu z Was się nie z podoba, ale na ten czas Lech jest w naszej Ekstraklasie przeciętnym średniakiem, z bólem serca to piszę ale nie potrafię inaczej jak być szczerym do bólu.

  4. kilo82 pisze:

    „Magia Futbolu” – jedna z moich ulubionych opraw, faktycznie trudno uwierzyć, że to było już tak dawno temu… Stare, dobre czasy:)