Wspomnień czar: Pewne zwycięstwa i mecz nie do zapomnienia

Lech - CracoviaWiosną ruszyliśmy na KKSLECH.com z kolejnym nowym cyklem, który na stałe będzie już towarzyszył tej witrynie. Cykl „Wspomnień czar” to dopełnienie przedmeczowych materiałów przypominający ciekawe wydarzenia z przeszłości trochę w innym stylu.


W cyklu „Wspomnień czar” przy okazji każdego spotkania w nieco nietypowy sposób pół żartem i pół serio będziemy wracać w artykułach do przeszłości wspominając na luzie krótko dawne mecze Lecha Poznań z danymi rywalami. Nie zabraknie filmików, naszych osobistych wspomnień i odczuć czy starych fotek z archiwum KKSLECH.com dotyczących dawnych spotkań Kolejorza. W zależności od rywala czasem jeden odcinek będzie ciekawszy, a czasem drugi trochę mniej. W każdym razie przypomnicie sobie występy Lecha Poznań przeciwko danemu klubowi od tej najciekawszej strony.

Cracovia od lat kojarzy się kibicom bardzo dobrze, ale nie zawsze pod względem sportowym. Od początku zmagań obu klubów, czyli od 1948 roku był to szalenie niewygodny rywal. Mecze przy Kałuży najczęściej kończył się dla Kolejorza porażką w tym często wysoką przez co ogólny bilans starć obu ekip jest dla Lecha niekorzystny. W Poznaniu „niebiesko-białym” grało się już dużo lepiej, a już tym bardziej w czasach w których Cracovia była niżej notowana od Lecha. Zbliżające się spotkanie z „Pasami” to świetna okazja do przypomnienia konfrontacji obu klubów sprzed prawie 10 lat, która na stałe przeszła już do historii Kolejorza.

Przebieg meczu

Przez pierwszych 30 minut spotkania Lech – Cracovia na początku sezonu 2006/2007 oba zespoły atakowały, ale jako pierwsi bramkę zdobyli goście, którzy do przerwy prowadzili 1:0. Po zmianie stron już mocniej przeważał Kolejorz, lecz po prostych błędach obrońców ekipa „Pasów” zdobyła dwa kolejne gole. Trenerem Lecha Poznań był jednak człowiek z tzw. jajami, który umiał zrugać zespół, gdy była taka potrzeba. Ponadto w drużynie Kolejorza było więcej walczaków aniżeli teraz. Tym samym 15 minut przed końcem po szybkiej akcji gola zdobył Arkadiusz Bąk, a Kolejorz uwierzył, że można ugrać w tym spotkaniu choćby remis. Na listę strzelców 5 minut po Bąku wpisał się Marcin Wachowicz i z 0:3 zrobiło się nagle 2:3. Kolejorz poszedł więc za ciosem, zatem w 85. minucie meczu po główce Wasilewskiego mieliśmy na Bułgarskiej remis. To jednak nie zadowalało poznaniaków, którzy w 90. minucie gry zdobyli czwartą bramkę.

Prawidłowy gol nieuznany

Niestety prawidłowo strzelonego gola przez Zbigniewa Zakrzewskiego nie uznał sędzia zawodów z Warszawy, Robert Werder, a właściwie jego otyły asystent. Jak pokazały powtórki telewizyjne trafienie „Zakiego” powinno być zaliczone, ale boczny gola nie widział, bowiem niewykluczone, że obstawił sobie ten mecz w zakładach bukmacherskich.

Lech dobity, Smuda wpadł w szał.

Przez nieuznaną bramkę poznaniacy byli tak przygnębieni, że nie zachowali koncentracji do końca spotkania. Skupieni byli za to zawodnicy Cracovii i w 94. minucie meczu zdobyli zwycięską bramkę. Po zakończeniu zawodów na murawie rozpoczęły się zatem przepychanki z sędziami, a arbitrzy schodzący do szatni zostali obrzuceni wyzwiskami i różnymi przedmiotami, które leciały z trybun. Na konferencji prasowej po tym meczu trener Kolejorza, Franciszek Smuda aż kipiał ze złości. Powiedział m.in. że – „tego sędziego po spotkaniu od razu powinni zawieść do Wrocławia”. „Franz” za słowa prawdy otrzymał grzywnę od PZPN-u i został ukarany odsunięciem od paru spotkań (tą karę później zawieszono).

Sędzia w pierdlu, bukmacherzy uznali wynik

Arbiter tamtych zawodów, Robert Werder z Warszawy po paru miesiącach, a dokładniej w grudniu 2006 roku został zatrzymany przez policję i przewieziony do Wrocławia. Werder usłyszał zarzuty, a niedługo potem został skazany. Co ciekawe po meczu z Cracovią w którym… wygrał Lech? przegrał? zremisował? niektóre zakłady bukmacherskie wypłacały nagrody jeśli ktoś obstawił w tym spotkaniu na remis. Właściciele firm zapowiedzieli jednak, że jest to jednorazowy przypadek spowodowany tylko i wyłącznie okolicznościami tego ustawionego pojedynku.

4. kolejka Ekstraklasy 2006/2007 – 19.08.2006, godz. 19:00
Lech Poznań – Cracovia Kraków 3:4 (0:1)
Bramki: 75.Bąk 80.Wachowicz 85.Wasilewski – 36.Kucharski – sam. 58.Moskała 63.Pawlusiński 90.Giza
Żółte kartki: Bąk, Zakrzewski – Wacek, Giza
Sędzia: Robert Werder (Warszawa)
Widzów: 13500
Lech: Linka – Wasilewski, Kucharski, Bosacki, Wojtkowiak – Zając (66.Micanski), Scherfchen (63.Bąk), Murawski, Wilk (46.Wachowicz) – Zakrzewski, Reiss.
Cracovia: Cabaj – Wacek, Wiśniewski (80.Karwan), Skrzyński, Rzucidło (54.Radwański) – Bojarski, Magiera, Baran (82.Nowak), Giza, Pawlusiński – Moskała.



Kolejne mecze z Cracovią przy Bułgarskiej nie były już tak emocjonujące, ale za to szczęśliwe dla Lecha. „Pasy” od 2006 roku aż do teraz nie wygrały w Poznaniu, natomiast Kolejorz często zwyciężał przekonująco. Rok po słynnych zawodach zrewanżował się ogrywając „Pasy” u siebie 3:1. Dwie bramki wbił wtedy Hernan Rengifo, a jedną w 90. minucie Dimitrije Injać. 3:0 się nie skończyło, gdyż w 90. minucie do własnej siatki trafił Dawid Kucharski.

Wiosną 2010 roku i to na dodatek dokładnie 6 lat temu 6 marca również było 3:1. Wtedy na fatalnym boisku poznaniacy przegrywali z Cracovią 0:1, jednak umieli pewnie wygrać. Co ciekawe Lecha prowadził wtedy obecny opiekun krakowian, Jacek Zieliński, a debiutanckiego gola zdobył Sergei Krivets. Także za Zielińskiego lechici wysoko pokonali Cracovię u siebie latem 2010 roku. Kolejorz nie mógł wówczas odnaleźć formy z mistrzowskiej rundy wiosennej, lecz potyczka z „Pasami” wyszła mu kapitalnie. Lech zlał Cracovię aż 5:0.


Na koniec wspomnień zostawiliśmy sobie domowy mecz z Cracovią z wiosny 2012 roku. Lecha prowadził wówczas Mariusz Rumak. Pod jego wodzą poznaniacy zaczęli rozpędzać się, jednak przed tym spotkaniem ani nawet po nikt nie myślał o zajęciu miejsca na koniec sezonu dającego awans do eliminacji Ligi Europy. Między innymi dzięki tamtej wygranej Kolejorz ostatecznie awansował do pucharów. Wiosną 4 lata temu lechici pokonali „Pasy” 3:1. Z tamtego spotkania najbardziej pamiętamy fatalną murawę na której nie dało się grać w piłkę. Dobrze, że teraz na Bułgarskiej nie ma takich problemów.

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Mistrzowski Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



komentarzy 5

  1. cuba pisze:

    Pamietam ten mecz 3:4. Kociol byl wtedy na rodzinnym – mniej wiecej gdzie usytuowali go teraz kolo IV. Pamietam, ze idealnie mielismy linie spalonego przed oczami i ta sprzedajna gruba swinie tez.

  2. ArekCesar pisze:

    Pamiętam to też jak na dłoni. Siedziałem na IV i od 0-3 na 3-3, a potem ta nieuznana bramka przez łysego na linii mnie tak wkur…, że szok. Potem Giza lewą poszedł i walnął. Takie mecze, gdy sędzia zawala mecz szczególnie bolą, bo wszyscy wiedzą, że przez błąd. Smuda od razu walnął, że z sędziami do Wrocławia trzeba jechać i były to prorocze słowa.

  3. 07 pisze:

    To już historia. Dziś jest 6/3/16

  4. aka Swir pisze:

    07 To,że się urodziłeś kilkanaście lat temu to też historia…Nie warto o tym pamiętać

  5. Pszczółka pisze:

    tylko to nam pozostało „wspomnienia”…