Wspomnień czar: Mecz w błocie

Wiosną ruszyliśmy na KKSLECH.com z kolejnym nowym cyklem, który na stałe będzie już towarzyszył tej witrynie. Cykl „Wspomnień czar” to dopełnienie przedmeczowych materiałów przypominający ciekawe wydarzenia z przeszłości trochę w innym stylu.


W cyklu „Wspomnień czar” przy okazji większości spotkań w nieco nietypowy sposób pół żartem i pół serio będziemy wracać w artykułach do przeszłości wspominając na luzie krótko dawne mecze Lecha Poznań z danymi rywalami. Nie zabraknie filmików, naszych osobistych wspomnień i odczuć czy starych fotek z archiwum KKSLECH.com dotyczących dawnych spotkań Kolejorza. W zależności od rywala czasem jeden odcinek będzie ciekawszy, a czasem drugi trochę mniej. W każdym razie przypomnicie sobie występy Lecha Poznań przeciwko danemu klubowi od tej najciekawszej strony.

W dzisiejszym odcinku tego cyklu wracamy do meczu ze Śląskiem Wrocław sprzed ponad 20 lat. Pamiętają go raczej tylko ci kibice Lecha Poznań, którzy na nim byli. Nawet obecni na Bułgarskiej tamto spotkanie mogą jednak pamiętać jak przez mgłę, a tak właściwie to jak przez deszcz, który zrobił z murawy pyrowisko. W obecnych czasach spotkanie, które dziś wspominamy raczej zostałby odwołane i przełożone na inny termin. Wtedy bez względu na warunki atmosferyczne rozrywało się mecz.

W sezonie 1995/1996 mecze 18. kolejki odbyły się w marcu, ale kilka pojedynków zostało przełożonych na maj. Jednym z takich spotkań była konfrontacja dwóch drużyn, które wtedy starały się uniknąć degradacji, czyli Lecha Poznań ze Śląskiem. Przed bojem z wrocławianami gracze Kolejorza nie byli w zbyt wysokiej formie, a żeby się utrzymać musieli wygrywać właśnie z takimi przeciwnikami jak Śląsk. Zwycięstwo nad WKS-em bardzo przydałoby się lechitom, bowiem w ostatnich kolejkach tamtego sezonu „niebiesko-białych” czekały starcia z zespołami z czołówki.

Konfrontacja Lecha Poznań ze Śląskiem Wrocław sprzed ponad 20 lat toczyła się w ogromnej ulewie w której chyba nigdy później gracze Kolejorza już nie grali. W 2004 roku ściana deszczu zawitała na Bułgarską w pojedynku o Superpuchar Polski z Wisłą Kraków, ale akurat wtedy nawałnica trwała tylko kilka minut. Deszcz zrobił swoje, bo po kilku minutach murawy już nie było. Piłkarze taplali się w błocie i byli czarni od stóp do głów. Brudne twarze, brudne stroje i jeszcze do tego czarna piłka nikomu nie ułatwiała gry. Futbolówka często zatrzymywała się w błocie na nierównym „boisku” na którym Kolejorz dograł sezon.

Ze względu na fatalne warunki atmosferyczne zawodnicy obu drużyn ślizgali się na błocie zamiast kopać piłkę w kierunku bramki. W dodatku futbolówka nasiąknięta wodą była niezwykle twarda, więc trudno było komukolwiek dobrze ją uderzyć. O wielu akcjach decydował wówczas przypadek, choć to lechici częściej strzelali i gościli pod bramką Śląska. W 36. minucie jedną z nielicznych akcji przeprowadzili wrocławianie, a w błocie jednemu z graczy gości udało się wepchnąć piłkę do bramki Lecha Poznań po technicznym uderzeniu. Kolejorz po stracie gola rzucił się do ataku, lecz zamiast tworzyć akcje próbował najczęściej strzelać z dystansu. Ostatecznie żadnemu z piłkrzy nie udało się trafić do siatki, zatem Kolejorz przegrał bardzo ważny mecz.

Tamto spotkanie obejrzało około 1500 widzów z czego większa część zgromadziła się w sektorze 6, czyli w byłym Kotle. Lechowi mimo późniejszych porażek i to wysokich m.in. z Legią Warszawa ostatecznie udało się utrzymać w lidze. Mało tego, poznaniacy zajęli w Ekstraklasie 7. miejsce, choć nad piętnastą Pogonią Szczecin, która spadła wówczas o klasę niżej mieli tylko… 3 punkty przewagi. Teraz w niedzielę Kolejorz może mieć nad WKS-em 4 oczka przewagi i być na 3. miejscu. Mecz w błocie taki jak 8 maja 1996 roku też nam nie grozi. Co ciekawe tamte zawody sędziował Andrzej Czyżniewski, czyli późniejszy skaut Kolejorza, a oprócz Sekou Drame stał obywatel Zimbabwe, Gift Muzadzi.


18. kolejka Ekstraklasy 1995/1996 – 08.05.1996, godz. 18:00
Lech Poznań – Śląsk Wrocław 0:1 (0:1)
Bramka: 36.Kasperek
Żółta kartka: Bocian
Sędzia: Andrzej Czyżniewski (Gdańsk)
Widzów: 1500
Lech: Muzadzi – Bosacki, Bocian, Kryger – Drajer, Drame, Majewski (64.Wróblewski), Piskuła (46.Trzeciak) – Dembiński, Reiss, Wojciechowski (53.Prabucki).
Śląsk: Jedynak – Pawlak, Szczęsny, Szymański, Kujawa – Kasperek, Klajnszmit, Molewski (71.Adamczyk), Ilski (52.Żelasko) – Moskal, Kostek (88.Kowalczyk).

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



komentarzy 6

  1. leftt pisze:

    Pamiętacie tego Wróblewskiego? Bo ja za cholerę.

    • slawek pisze:

      Kojarze głównie z wyczytywania ławki rezerwowych. Adam chyba mu było. Gdyby nie ta ulewa meczu chyba bym nie pamiętał wcale. A tak przynajmniej coś zostało. Jeszcze kilka takich deszczowych meczów mi przychodzi do glowy z lat 90 tych. Nie wiem czy nie w tym samym sezonie z Odrą Wodzislaw (chyba 1:1), w sezonie Grajewskiego z LKSem, czy w sezonie spadkowym z Polonią Warszawa, co Mielcarz zaliczył jakże spektakularny debiut.

    • leftt pisze:

      Na spektakularnym debiucie Mielcarza byłem, ale deszczu jakoś nie pamiętam. Może w II połowie zaczęło? To było jakoś latem.

    • slawek pisze:

      To predzej bym powiedział, że w drugiej połowie mogło się przejasnic i chyba tak było. Z drugiej połowy to pamiętam głównie, że poloniści co chwilę leżeli, co wszystkich wkurwialo. Coś chyba nawet poleciało z trybun. A ten babol Mielcarza był zresztą chyba właśnie przez mokrą piłkę.

  2. gulczas pisze:

    „czarny tygrysek” w bramce :) oj pamiętam z komentarzy w Merkurym

  3. niebieski77 pisze:

    byłem:) choć będę szczery gdyby nie artykuł to bym niewiele pamietał