Analiza i statystyki meczu z Koroną

Niedzielny mecz z Koroną Kielce był popisem nieudolności w ofensywie połączonej z brakiem ambicji z upływem spotkania. Im bliżej końca meczu tym Kolejorz grał słabiej atakując po przerwie dużo rzadziej niż choćby w pierwszym kwadransie, który nie zapowiadał problemów w tym pojedynku. Lechici ośmieszyli się kolejny raz tracąc 2 punkty na własne życzenie.



Dzień po spotkaniu Kolejorza z drużyną Mirosława Smyły nadszedł czas na tradycyjną, pomeczową analizę gry Lecha Poznań w konfrontacji z Koroną Kielce.

Obrona (ocena: 3)

Defensywa Lecha była formacją do której nie można mieć większych zastrzeżeń. To nie obrońcy wczoraj zawiedli tylko ofensywni zawodnicy. Statystyki piłkarzy defensywnych świadczą o rozegraniu solidnego spotkania przez wszystkich graczy tworzących tylną formację z bramkarzem na czele. Najgorzej pod względem liczb zagrał Robert Gumny, który miał najmniej udanych podań i wygrał najmniej pojedynków 1 na 1. „Guma” zaliczył za to 2 kluczowe podania, dlatego nie odbiegał specjalnie od kolegów z linii obrony. Gra defensywna nie zasługuje na więcej uwagi w tym na głębszą analizę, ponieważ Korona rzadko atakowała, Lech nie miał zbyt wiele problemów z tyłu notując mecz bez straty gola głównie ze względu na słabego w ofensywie rywala.

Pomoc (ocena: 1)

Pomocnicy Lecha momentami sprawiali wrażenie jakby chcieli wejść z piłką do bramki. Szczególnie w pierwszej połowie albo brakowało decyzji o strzale albo dobrego ostatniego podania. Takich akcji jak na początku, kiedy Jóźwiak świetnie wypuścił Tibę, który oddał celny strzał było zdecydowanie za mało. Lech o dziwo był w niedzielę nastawiony na ataki środkiem boiska. Tiba z Jevticiem wykonali w sumie 10 kluczowych podań, które nie przyniosły żadnej bramki. Ci dwaj pomocnicy mieli zbyt małe wsparcie przede wszystkim ze strony niechlujnego Jóźwiaka oraz słabego Tymoteusza Puchacza, który zaliczył najmniej celnych podań spośród wszystkich lechitów grających od początku. Zupełnie nic do gry ofensywnej ponownie nie wniósł Karlo Muhar nabijający sobie tylko statystyki celnych zagrań do tyłu udowadniając, że w meczach w których trzeba grać w ataku pozycyjnym zawsze będzie Lechowi zbędny. Klasowa drużyna tak słabą Koronę rozklepałaby w drugiej połowie skoro w pierwszej odsłonie, mimo dużej przewagi, nic nie chciało wpaść. Tymczasem po zmianie stron Lech nie był już tak zdeterminowany w ofensywie, zmiennicy niewiele wnieśli, Filip Marchwiński okazał się jeszcze gorszy od Tymoteusza Puchacza, brakowało innego zawodnika oprócz Tiby, który wziąłby na siebie ciężar rozegrania piłki. To znów Portugalczyk wykonał najwięcej zagrań z grupy pomocników będąc kolejny raz bardzo aktywnym piłkarzem Lecha Poznań. Wczoraj w drugiej linii najbardziej nie zawiedli obcokrajowcy. Najmocniej zawiedli wychowankowie w tym Tymoteusz Puchacz, który po tym występie powinien spalić się ze wstydu. Jego zmiennik Filip Marchwiński nie był lepszy, jednak jego usprawiedliwia kontuzja przez którą, według informacji płynących z klubu, miał w ogóle nie zagrać w tym meczu.

Atak (ocena: 1)

Kolejny raz Christian Gytkjaer miał niewiele okazji, żeby pokazać się pod bramką przeciwnika. W końcowych momentach akcji piłki najczęściej nie trafiały do niego tylko na skrzydła skąd były źle podawane/dośrodkowywane w pole karne. W takiej sytuacji „Gyt” był często bezużyteczny męcząc się kolejny raz na boisku. Były też sytuacje w których sam Duńczyk mógł zachować się lepiej wykonując choćby lepsze podanie. To nie był mecz Gytkjaera, który zawiódł pokazując mało jakości nie tyle co pod bramką przeciwnika czekając na futbolówkę w polu karnym tylko mając już piłkę przy nodze. Od 78 minuty partnerem reprezentanta Danii na szpicy był Paweł Tomczyk, który niewiele pokazał. Raz udało mu się trafić w poprzeczkę.

Ogólne wrażenie (ocena: 1)

Wstyd to chyba zbyt małe słowo. Do Poznania przyjechała zbierania zawodników z różnych państw, drużyna, która dotąd zdobyła tylko 7 goli i zespół ze strefy spadkowej, któremu z takim składem ciężko będzie się utrzymać w lidze. Klasowa ekipa rozbiłaby w pył Koronę Kielce chociaż po przerwie skoro w pierwszej odsłonie nic nie chciał wpaść. Tymczasem Lech z upływem meczu grał coraz bardziej chaotycznie, nerwowo, miał tylko optyczną przewagę oddając po przerwie już mniej strzałów niż w pierwszej połowie, kiedy szczególnie w pierwszych 30 minutach przewaga poznaniaków była bardzo wyraźna. Korona nastawiła się na kontry, na remis, na to aby nie stracić bramki i tak naprawdę nie musiała zrobić wiele, żeby powstrzymać nieudolnego Lecha w ofensywie, który nawet dominując nad rywalem od 1 do 90 minuty nie potrafił zdobyć choć jednego gola. Nawet gdyby ten mecz trwał 130 minut, to Kolejorz grający z upływem spotkania nudno, zbyt wolno i czytelnie dla przeciwnika mógłby nie strzelić zwycięskiej bramki. Trener Korony po meczu z Lechem był bardzo zadowolony z 1 punktu, bowiem jego drużynie udało się ośmieszyć faworyta, który bił głową w mur i nie przegrał tego spotkania tylko dzięki bardzo słabej w ofensywie ekipie przeciwnika. Korona mizerią w ataku przebiła nawet Arkę z którą Lech jeszcze latem również wstydliwie zremisował. Tym razem wstyd był większy, gdyż ten mecz odbył się w Poznaniu i był już czwartym kolejnym spotkaniem bez wygranej w lidze! Łatwiejszego przeciwnika do przełamania tej jesieni już nie będzie.



Składy

1-4-2-3-1 przechodzące na 1-4-4-2

Van der Hart – Gumny, Satka, Rogne, Kostevych – Muhar (78.Tomczyk), Tiba – Jóźwiak, Jevtić, Puchacz (67.Marchwiński) – Gytkjaer.

1-4-2-3-1

Kozioł – Spychała, Kovacević, Marquez, Gardawski – Gnjatić, Radin – Lioi (72.Jukić), Djuranović, Cebula (87.Pucko) – Papadopulos (79.Żyro).

Statystyki meczu Lech – Korona 0:0

Bramki: 0 – 0
Strzały: 20 – 11
Strzały celne: 5 – 3
Strzały niecelne/zablokowane: 15 – 8
Stałe fragmenty: 16 – 12
Faule: 15 – 18
Żółte kartki: 1 – 1
Czerwone kartki: 0 – 0
Rzuty rożne: 8 – 5
Zmiany: 2 – 3
Spalone: 0 – 4
Posiadanie piłki: 62% – 38%
Celne podania: 87% – 80%
Wygrane pojedynki: 53% – 47%
Pokonane kilometry: 108,46 km – 110,38 km
Liczba zawodników w kadrze meczowej: 20 – 20

Lechowe statystyki meczu Lech – Korona 0:0

Strzały z pola karnego: 11
Strzały z dystansu: 9
Strona najczęstszych ataków: środek
Najlepszy piłkarz Lecha według InStat: 302 – Jevtić
Najsłabszy piłkarz Lecha według InStat: 226 – Marchwiński

Obserwuj KKSLECH.com i przeglądaj nasze treści również na dwóch portalach społecznościowych. Nasz serwis nie posiada swojego profilu na Facebooku.

TWITTER
YOUTUBE

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 5

  1. J5 pisze:

    Oceniając Kolejorza należy pamiętać że jest to średniak ligowy, Który zazwyczaj zdominowany przez rywala dość głęboko broni się, zdobywając bramki głównie przy okazji kontrataków, lub ze stałego fragmentu gry wykorzystując bardziej błąd w ustawieniu obrońców rywala niż jakiś własny, przećwiczony schemat. W meczu z Koroną, która jest jednym ze słabszych zespołów ligi, Lech musiał grać w ataku pozycyjnym, i tu był problem. Jeśli na początku meczu nie udało się strzelić gola po akcjach środkiem, nasi piłkarze powrócili do bezproduktywnych wrzutek piłki ze skrzydła w pole karne. Tu pojawił się problem, bo nikt chyba nie przećwiczył wariantu w którym przy dośrodkowaniach ze skrzydeł w pole karne musi wejść czterech- pięciu piłkarzy a nie tylko sam Christian Gytkjaer o otoczeniu dwóch stoperów rywala. Powtórzyła się gra z meczu z Pogonią kiedy Lech gonił wynik a osamotniony w polu karnym Gyt nie był w stanie nawet dotknąć piłki. Sam się obala mit o rozpracowaniu rywala o którym ciągle mówi bezmyślny Żuraw. Jeśli drużyna Korony byłaby rozpracowana właściwie, to inny byłby skład drużyny, gdzie zamiast np Muhara grałby Moder lub Tomczyk, a pomocnicy wiedzieliby gdzie się mają znajdować podczas dośrodkowań. Już nawet ten strzał w poprzeczkę Tomczyka pokazuje, jak bardzo brakowało Gytkjaerowi drugiego napastnika w ataku. O pracy defensywy rzeczywiście nie warto nic pisać, bo Korona skupiła się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do bramki, a jej ataki były słabe i sporadyczne. Zawiodła taktyka, trener i coraz słabsza i przeciętna drużyna która już nie potrafi grać w ataku pozycyjnym. Dodatkowo w sytuacji kiedy nie idzie, nie ma wyrazistego lidera, determinacji i woli zwycięstwa za wszelką cenę, a podłamana niepowodzeniami drużyna z upływem czasu gaśnie w oczach licząc już tylko na takie przypadkowe bramki po stałym fragmencie gry jak w Szczecinie.Wczoraj Rogne strzelił bramkę odbijając piłkę ręką, więc Lech schodził z boiska z zaledwie jednym punktem z jedną z najsłabszych ekip Ekstraklasy. Trzeba się poważnie zastanowić, czy Lech nie staje się już jedną z takich najsłabszych drużyn ligi. Każdy kolejny dzień z Jackiem Rutkowskim jako właścicielem Lecha działa na niekorzyść naszego klubu. Wronieccy muszą odejść z Lecha!

  2. torreador pisze:

    Marchwińskiego rzeczywiście usprawiedliwia kontuzja, natomiast nic nie usprawiedliwia Żurawia, który tego Marchwińskiego wprowadził. Nic nie gramy, trener nie wykorzystuje limitu zmian, a jak już,
    wprowadza chłopaka po kontuzji. A tak na marginesie, Korona to był najsłabszy (obok Wisły Kr.) w tym sezonie przeciwnik – poziom lig amatorskich.

  3. Przemo33 pisze:

    Myślę, że nie ma co oceniać. Jesteśmy obecnie ligowym średniakiem, to którego idealnie pasuje 9 miejsce w tabeli. Gramy w kratkę, jak typowy ligowy średniak. Proste. A wszystko ma swoje źródło w beznadziejnych ludziach zarządzających naszym klubem. Jak to się ładnie mówi: „Jaki pan, taki kram”.

  4. Siodmy majster pisze:

    W ostatnich kilku meczach rywal zdominował Kolejorza przez pierwsze 30 minut i bywało niewesoło . To się naszym dzielnym pannicom nie spodobało i ich panu od wuefu też . No i nam , kibicom przecież .To się pannice z panem postanowiły zawziąć i zmienić ten przykry stan rzeczy . I jazda ze scyzorami !!! Co za ułańskie szarże .Ale gdzie by tam zapału i poweru starczyło na cały mecz . Rywal zdominowany przez pierwsze pół godziny .Znaczy on ,a nie MY .Czyli cel osiągnięty ? No pewnie !!! Czyli wyciągają wnioski , pracują nad czymś na treningach , gola nie stracili , co ostatnio się nie zdarzało. Drodzy kibole , morda w kubeł a najlepiej zęby w giętą i nie przesmradzać ( jak się mówi w Pyrlandii ).Przecież nasze koszulki z wuefistą już teraz obiecują ,że w następnym skopaniu , przepraszam spotkaniu będzie lepiej :) ( czyli gorzej , już się możemy bać ). Równia pochyła to maszyna prosta , istnieje więc ma jak wszystko swoje wymiary . Także koniec . Czy równia pochyła , na której zapierdala Kolejorz też taki koniec ma ? No kuźwa poważnie w to wątpię ! :(

Dodaj komentarz