Co się wtedy wydarzyło – zniszczone marzenia Skorży, niedoszłe zesłania i stracona szatnia

Trener Maciej Skorża to obecnie jedyna osoba w Lechu Poznań, która w sporcie coś osiągnęła, coś wygrała, chce zwyciężać za wszelką cenę i jest jedynym człowiekiem, który w Kolejorzu może coś zmienić. Zarząd nie zmieni priorytetów, inne pracujące osoby m.in. w dziale sportu z wygrywaniem czy z trofeami mają niewiele wspólnego.



Przyjście a właściwie powrót do Lecha Poznań ostatniego trenera, który z Kolejorzem osiągnął coś znaczącego na krajowym podwórku niczego nie gwarantuje. Lech oczywiście jakimś cudem może coś zdobyć na 100-lecie, może wrócić do czołówki, ale równie dobrze Maciej Skorża może zostać zwolniony już jesienią. Lech Poznań pod rządami Piotra Rutkowskiego i jego kolegi Karola Klimczaka nie jest normalnym klubem sportowym, dlatego niczego nie można być pewnym. W ostatnim czasie sukces czy porażka danego trenera nie ma znaczenia, ciężko jest wytrwać szkoleniowcom do końca swojej umowy. Historia odejścia Macieja Skorży jesienią 2015 roku jest bardzo interesująca. Rzekomo od tego czasu Skorża się zmienił, zmienił swoje metody treningowe, podejście do szatni, wyciągnął wnioski m.in. z 2015 roku czy z pracy w Pogoni Szczecin i podczas ponownej pracy w Lechu nie ma już popełnić tych samych błędów.

Mistrzostwo i Superpuchar to żaden sukces

Zdobycie Mistrzostwa Polski oraz Superpucharu Polski 2015 było dla Macieja Skorży tylko jednym z przystanków. Trener miał wtedy aż chore ambicje, był chory na wygrywanie, chciał wprowadzić Lecha Poznań na jeszcze wyższy poziom i wycisnąć z zawodników jeszcze więcej aniżeli wiosną 2015 roku. Mistrzostwo Polski i Superpuchar Polski było ogromnym sukcesem dla kibiców Kolejorza czy całego klubu, który 5 lat czekał na znaczące trofeum. Maciej Skorża też się z tego cieszył mając mimo wszystko w głowie upragniony awans do Ligi Mistrzów. Latem i jesienią 2015 wszystko miał podporządkowane tylko Lidze Mistrzów, nawet trafienie na FC Basel (losowanie było wtedy najgorsze z możliwych) nie zmieniło planów trenera.

Piłkarz, który “zniszczył” marzenia Skorży

Maciej Skorża po mistrzostwie zmienił się. Jeszcze bardziej wszystkim i wszystkimi rządził, szukał spisków, mniej rozmawiał z zawodnikami a poprzez treningi próbował wydusić z nich maksa. Dziś 49-letni trener w wielu medialnych wywiadach sam przyznaje, że był to błąd, postawił zbyt mocną ścianę pomiędzy sobą a piłkarzami, mentalnie próbować wydusić z drużyny zbyt dużo zamiast dać jej trochę więcej luzu i nie nakładać na zespół aż tak dużej presji. Maciej Skorża prawdziwy popis dał w szatni po pierwszym meczu z FC Basel. Ze łzami w oczach krzyczał do Tomasza Kędziory – “zniszczyłeś moje marzenia” rzucając jeszcze w niego przedmiotem. Powód? Prawy obrońca Lecha w 65 minucie pierwszego spotkania źle się ustawił w obronie powodując rzut karny. Zawodnik FC Basel nie trafił, ale “Kendi” dostał czerwoną kartkę osłabiającym tym samym zespół, który ostatecznie przegrał 1:3. Mimo dość wysokiej porażki u siebie Maciej Skorża nadal wierzył w wyeliminowanie Szwajcarów. Już przed meczem w Bazylei był mocno nakręcony, w przerwie rewanżowego spotkania i po spotkaniu tak samo odstawiając kolejny show. To co wydarzyło się przy okazji dwumeczu Lech Poznań – FC Basel w III rundzie eliminacyjnej do Ligi Mistrzów było początkiem końca pracy Skorży z Kolejorzem.

Dziwne zachowanie bramkarza i innych zawodników

Lech Poznań mimo odpadnięcia z FC Basel przyzwoicie radził sobie w europejskich pucharach, awansował do Ligi Europy, w Pucharze Polski również przechodził poszczególne szczeble. O wiele gorzej było już w Ekstraklasie. Dnia 4 października 2015 roku ostatni w tabeli Lech mający 5 punktów i 6 strzelonych bramek w 10 meczach udał się na stadion Cracovii. Już w 39 sekundzie przez fatalne ustawienie całej drużyny poznaniacy przegrywali 0:1. Po kilkudziesięciu sekundach Tomasz Kędziora z nieznanych przyczyn podał piłkę prosto pod nogi zawodnika Cracovii. Tamas Kadar był źle ustawiony, uciekł mu późniejszy lechita Deniss Rakels, który w 3 minucie podwyższył na 2:0. W 39 minucie Lech odstawił kolejny cyrk pamiętany przez kibiców aż teraz.

Z nieznanych do teraz przyczyn Maciej Gostomski wyszedł z bramki i zaatakował nogi piłkarza rywala (na poniższym filmiku w 2:04). Po całej akcji sprawiał wrażenie jakby nic wielkiego się nie stało. Sędzia przez głupotę/celowość zagrania bramkarza podyktował rzut karny dla Cracovii. Jedenastka została wykorzystana, gospodarze prowadzili 3:0. Po przerwie poznaniacy zdobyli bramkę na 1:3, jednak Cracovia szybko strzeliła kolejnego gola. W 74 minucie było już 5:1 dla “Pasów” głównie za sprawą Macieja Gostomskiego, który znów dziwnie się zachował (3:32) niepotrzebnie wychodząc z bramki. Ostatecznie Cracovia w dziwnych okolicznościach i ruchach piłkarzy Lecha Poznań triumfowała aż 5:2.


null
null
null

Chciał zesłań do rezerw

Dzień po meczu w Krakowie trener Maciej Skorża spotkał się z zarządem klubu. Podczas popołudniowego spotkania dnia 5 października 2015 roku zamierzał zrobić ostateczny porządek z piłkarzami, którym nie chciało się pracować według ustalonych przez niego zasad oraz z zawodnikami, którzy źle wykonywali polecenia taktyczne. Do rezerw miało trafić kilku graczy w tym m.in. Karol Linetty, Tomasz Kędziora, Tamas Kadar czy Maciej Gostomski. Zarząd nie zgodził się na coś takiego, miał zbyt dużo pieniędzy do stracenia, zresztą był przekonany, że wspomnieni wyżej piłkarze pod wodzą innego szkoleniowca zaczną grać dużo lepiej. Ostatecznie na parę dni do rezerw został zesłany tylko Gostomski (kontrakt obowiązywał do grudnia), który wrócił do łask zaraz po przyjściu Jana Urbana i znów zaczął ćwiczyć z pierwszym zespołem. Jesienią 6 lat temu wielu kibiców za wszystko co najgorsze obwiniało Łukasza Trałkę, lecz ten zawodnik nie był na liście do odstrzału. Wręcz przeciwnie. To właśnie Łukasz Trałka był jednym z pierwszych graczy z którymi Skorża skontaktował się już po odejściu dziękując za współpracę.

Podczas październikowej przerwy na kadrę 6 lat temu ówczesny właściciel klubu Jacek Rutkowski wystosował list do kibiców w którym poparł Macieja Skorżę dając do zrozumienia jakoby “klub w sprawie kryzysu jest w stałym kontakcie z Borussią i Chelsea”. Kilka dni po tym liście i pierwszym spotkaniu Macieja Skorży z zarządem doszło do kolejnego spotkania. Dnia 11 października 2015 roku doszło do rozstania Skorży z Lechem Poznań. Zdecydowali o tym przede wszystkim zawodnicy, ponowny trener Kolejorza nie miał wówczas poparcia szatni, przeciwko niemu byli czołowi gracze w tym rada drużyny. Piotr Rutkowski z Karolem Klimczakiem za Skorżę zatrudnili Jana Urbana będącego przeciwieństwem zwolnionego wcześniej trenera. Urban w pierwszej kolejności miał za zadanie poprawić atmosferę i to zrobił. Zmodyfikował nieco styl gry Lecha, poznaniacy grali bardzo defensywnie, lecz skutecznie wygrywając w listopadzie czy w grudniu mecz za meczem. Poprawiły się wyniki, poprawiła atmosfera, kiedy zimą 2016 roku Jan Urban wziął się za samodzielne przygotowanie drużyny do rundy wiosennej wówczas znów wszystko podupadło.

Stracona szatnia

Jak zarząd wytłumaczył odejście Maciej Skorży w październiku 2015 roku? Mówił o tym w maju 2016 roku w cyklu “Bliżej klubu” na KKSLECH.com:

“Błędy, które popełniliśmy 5 lat temu były zupełnie inne niż teraz. Nie pomogło też to, że piłkarze za mocno pompowali się na FC Basel, i dlatego my chcieliśmy zdjąć z nich presję. Stąd nasze deklaracje, że walczymy o Ligę Europy, nie Ligę Mistrzów. Wielu mówiło wtedy, że to minimalizm, a tej szatni po prostu potrzebne było trochę luzu. Piłkarze po tylu latach chcieli awansować do Ligi Mistrzów, a się nie udało. Po pierwszym przegranym spotkaniu z FC Basel coś pękło. Po tym dwumeczu Maciej Skorża „stracił” szatnię.” – (Piotr Rutkowski)

“Maciej Skorża latem zeszłego roku utrzymywał, że nie ma w kadrze napastnika pomimo tego, że chwilę wcześniej zakontraktowaliśmy Marcina Robaka i Denisa Thomallę. Po takich słowach sami zawodnicy dołowali się, bo odbierali je tak, jakby trener ich nie chciał, mimo że jeszcze przed transferem miał z nimi kontakt. Detale i rzeczy, które spowodowały kryzys po ostatnim mistrzowie były zupełnie inne niż te 5 lat wcześniej.” (Piotr Rutkowski)

“To nie piłkarze zwolnili Skorżę i to było widać wiosną. Sytuacja z jesieni w zasadzie się powtórzyła i idąc tym tokiem myślenia musielibyśmy uważać, że teraz chcą zwolnić Urbana. To tak nie działa. Wtedy było mega duże napięcie w szatni, przyszedł kryzys sportowy, zapaść, z której nie udało się wyjść. Potrzebna była reakcja. I ważna uwaga: trener Urban wcale nie jest bardziej miękki od Skorży. Ma za to cenne inne atuty i walory. Świetnie komunikuje się z drużyną i jest mega sprawiedliwy.” (Piotr Rutkowski).

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





18 komentarzy

  1. F@n pisze:

    Nie dziwię się, że Skorża wierzył jeszcze w awans. Gdyby tylko wykorzystać te setki.
    Jak redakcja puści to zobaczcie, przy 100% skuteczności mogły paść nawet 4 bramki.
    https://www.youtube.com/watch?v=3A4kiaA94_Q&t=5s
    Od 3:08 jest rewanż.

  2. Ekstralijczyk pisze:

    Niebawem przyszłość pokaże na ile rzeczywiście Skorża się zmienił w relacjach na lini trener-piłkarze.

    Jeśli jego podejście znacząco się nie zmieniło jednak to w Lechu za długo nie będzie trenerem.

    • klaus pisze:

      Ja zupełnie nie mam potrzeby, żeby się zmienił. Trener to nie jest Snickers ani Mars, żeby go lubić, bądź nie. Piłkarzyki zarabiają średnio 40 tyś i mają zapier..ać nawet na rękach, jak tak spodoba się trenerowi.Nauczyli się walić fochy i to mnie denerwuje.Dawno nie było już wjazdu na trening-to pomagało-ZAWSZE!!

  3. Silver pisze:

    Moja wiedza nt. wydarzeń w szatni Lecha po pierwszym meczu z FC Basel jest taka, że to nie Skorża miał łzy w oczach, a miał je zaatakowany przez trenera Kendi. Musiało to wywołać solidaryzowanie się szatni z Kendim i… początek końca Skorży w Lechu.

    • Ostu pisze:

      Co to oznacza “solidaryzowanie się szatni…”?
      Po takiej akcji Kędziora powinien przeprosić Skorze – i cały zespół – i powiedzieć sory Trenerze, więcej się to nie powtórzy, może trener i koledzy na mnie liczyć…
      Trochę to przypomina oddziały specjalne, gdzie szkolenie opiera się na przekonaniu, że drużyna jest wszystkim – a jak komuś z drużyny nie idzie to się drużyna nie solidaryzuje przeciw “sierżantowi” tylko wspomaga kolegę by DOBRZE wykonywał zadania – kto nie jest mentalnie przygotowany by poświęcać się dla drużyny i dla niej walczyć i się rozwijać niechaj uprawia sport indywidualny…
      Jeśli to nie dociera to proszę obejrzeć ostatnie przykłady
      – wczorajszy mecz MC – PSG
      I żeby daleko nie sięgać to przykład z naszego podwórka – Warta
      Jeśli tylko trener będzie owładnięty ideą sukcesu a zawodnicy każdy swój błąd będą tłumaczyć
      – no stało się
      – nikt nie jest idealny
      – przegrywa cała drużyna
      – itp
      to nigdy nic nie osiągniemy albo wypierdolimy się w najmniej oczekiwanym momencie…
      …przykładów mamy aż nadto…
      Abstrahując od tego czy Skorza to dobry trener dla Lecha to JEDYNIE “pranie mózgów” zawodników i nastawienie ich na zespołowość i wygrywanie są szansą dla Lecha
      …i jeśli nawet zarządzik nie będzie pomagał to gdy trener będzie miał autonomię – trochę jak manager w lidze angielskiej – jest możliwe ustawienie i nakręcenie zespołu…
      Ale podstawa to “pranie mózgów” takie “szkolenie podstawowe” sił specjalnych…
      Gdzie odbędzie się oddzielenie mężczyzn od chłopców…
      Jak ladnie to określił kiedyś Kulczyk – gracze pierwszoligowi grają z graczami pierwszoligowymi…

      • Silver pisze:

        “Solidaryzowanie się szatni” oznacza solidaryzowanie się szatni – co tu niejasne?? :-) Moja gorąca i bardzo serdeczna rada: czytaj ze zrozumieniem!
        Poza tym nie podzielam twoich wynurzeń. Są w większości banalne, powierzchowne i niekoniecznie na temat.
        Po jakiej akcji Kędziora powinien przeprosić Skorżę??? Czy ty widziałeś ten mecz???

    • Levin_67 pisze:

      Lech to nie Manchester United, a Skorża sir Alex Ferguson kopiący butem w Beckhama. Chcemy żeby drużyna była monolitem w myśl zasady “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” czy obecna taka jest, wątpliwe. Tamta była i widząc co trener zrobił z młodym Kędziorą ( też znam wersję że to on płakał) większość uznała że to był o ten “Jeden most za daleko”. Gdyby zarząd stanął po stronie Skorży, pewnie tylko o parę tygodni dłużej pan Maciej pracował by w Lechu, zbyt wielu ważnych dla drużyny piłkarzy do siebie zraził.

  4. leftt pisze:

    Tak się zastanawiam – co by się stało, gdyby wtedy zarząd stanął po stronie Skorży?

    • Ostu pisze:

      Nie wiem co by się stało wtedy – wtedy dostał Robaka i Thomale jako wzmocnienie – ale wiem, że powinien….
      Jeszcze raz powtórzę, że nie wiem czy taki archaiczny trener jest na przyszłość potrzebny kolejorzowi ale wiem jedno – Skorza MUSI zbudować tu kulturę wygrywania i zmuszenia piłkarzy do ciężkiej pracy – kolejny wywiad Gumnego to potwierdza – czy zarzadzik jest na to gotowy to inna sprawa…

  5. Mirco pisze:

    Możemy zastanawiać się jeszcze długo co by było gdyby… ale to nic nie da. Tamten czas minął i również uważam, że błędem było zwolnienie trenera Skorży wtedy, tylko dlatego że szatnia tak chciała – moim zdaniem od wielu lat, to szatnia zwalnia w Lechu trenerów, a Gargamelowi wydaje się to łatwiejsze i tańsze zwolnić trenera. Liczy się tu i teraz, a aktualnie lepsza nawet w Poznaniu sportowo jest od nas Warta – tak nie może być. Uważam, że trenerowi Skorży należy dać wolną rękę zarówno w doborze współpracowników w sztabie trenerskim jak i całej kadry. Nie liczę, że trener dostanie mnóstwo pieniędzy na zakupy zawodników, ale powinien mieć prawo powywalać na zbity pysk wszystkich pozorantów gry. Dla jasności przed trenerem powinno postawić się jasny i klarowny cel na przyszły sezon Mistrzostwo i Puchar Polski na stulecie klubu oraz oczekiwać publicznej deklaracji trenera, że taki cel akceptuje i zamierza go zrealizować. Dodatkowo prezes powinien na spotkaniu z kibicami również złożyć deklarację, że celem zarządu także jest Mistrzostwo Polski w przyszłym sezonie oraz, że pomogą trenerowi w realizacji tego zadania (transfery, zwolnienia w kadrze i sztabie, jasny i czytelne kryteria wypłacania premii za sukcesy, a nie za grę w pierwszym składzie), zaś w przypadku niepowodzenia oprócz zwolnienia trenera przez cały kolejny sezon kibice będą mogli wchodzić na stadion na mecze za przysłowiową złotówkę…
    #MajsterNaStulecie

  6. leftt pisze:

    Po co? To sam Lech nie robi wystarczająco dużo w tym celu?

  7. robson pisze:

    Na Weszło jest fajna seria o karierze Skorży. Dzisiaj jest o pracy w Wiśle. Czekam na odcinek o Lechu. Myślę, że można jeszcze wielu ciekawych rzeczy się dowiedzieć zza kulis.

  8. Pawelinho pisze:

    To i tak niczego nie zmienia, ale pokazuje to także, że większość za wszystkie ówczesne wtedy zło w Lechu niezbyt słusznie wieszała psy na Trałce. Swoją drogą jakże tragikomicznie brzmi ten komunikat jacka rutkowskiego, a po kilku dniach i tak wywalono Skorżę. Zresztą to potwierdzają również słowa jego syna – dopóki są rutkowski w Lechu dopóty taka patologia będzie niestety występować – cierpieć będzie na tym zarówno renoma klubu jak i jego poziom sportowy, który od tamtego momentu jeszcze bardziej się pogorszył i spadł w coraz większym marazm.

  9. deel pisze:

    Było, minęło, za pół roku się powtórzy.

  10. Przemo33 pisze:

    Skorża nie jest bez winy, popełnił wtedy trochę błędów, ale to głównie wina piłkarzy moim skromnym zdaniem. Za takie pieniądze, jakie oni zarabiają, to powinni grać o wiele, wiele lepiej i na boisku powinni robić swoje, mieć jakieś ambicje. I przede wszystkim trener jest jak szef i się go słucha oraz wykonuje polecenia, a nie samowolka. Na prawdę biedni piłkarze, zarabiają duże pieniądze, kasa zawsze na czas, robią sobie co chcą, bo co by nie zrobili, to klub ich nie ukaże, nawet jak będą grać manianę i zawalać mecze, to nich ich za to nie ukarze i nie odsunie od gry. Życie jak w Madrycie po prostu, a trener to zawsze ten zły. Ale tak to jest, jak drużyna w większości przesiąka minimalizmem Rutków i ma na wszystko wywalone. Co z tego, że jest kilku graczy, którzy w formie ciągną drużynę, jak Tiba czy Ishak, skoro reszta się nie potrafi dostosować do ich poziomu i w konsekwencji tacy gracze są osamotnieni i ich gra nie przyniesie takich efektów, jakie mogłaby przynieść dobra forma całej lub prawie całej podstawowej jedenastki. Prędzej jest tak, że tacy gracze jak Tiba czy Ishak dostosowują się poziomem do reszty drużyny.
    Jestem bardzo ciekawy, czy podobna sytuacja jak 6 lat temu powtórzy się i teraz. Oby nie, ale jeśli coś pójdzie nie tak, to znowu trener będzie ten zły i trzeba go będzie zwolnić. Tak to już jest w Lechu Rutków.

  11. smigol pisze:

    Thomalla to był kot…

Dodaj komentarz