Tydzień z historią: Karne z Barceloną i mglista Bułgarska

Tydzień z historią – nowy cykl KKSLECH.com powstały przed sezonem 2021/2022 z okazji 100-lecia klubu. Pod koniec każdego tygodnia w sposób tekstowo-zdjęciowo-filmowy wspominamy ważne Lechowe wydarzenia, historyczne mecze czy inne istotne/ciekawe spotkania oraz rzeczy, które w konkretnym czasie miały miejsce w Kolejorzu.



Pechowe karne z Barceloną

Lech Poznań po wyeliminowaniu albańskiego Flamurtari Vlore (4:2 w dwumeczu) i remisie na Camp Nou dnia 9 listopada 1988 roku starał się sprawić kolejną sensację. W rewanżowym spotkaniu II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów wielka FC Barcelona musiała przy Bułgarskiej wygrać lub zremisować co najmniej 2:2, aby wyeliminować Kolejorza. Na oczach 35 tysięcy widzów pierwszą bramkę zdobyli lechici, po 7 minutach Barca wyrównana i do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Nikt nie strzelił gola także w dogrywce, zatem o awansie musiały zadecydować rzuty karne.

Roberto, który zdobył bramkę na Camp Nou i w Poznaniu pomylił się uderzając z rzutu karnego. Po pierwszej serii jedenastek Lech prowadził 1:0. W czwartej kolejce nie trafił Araszkiewicz, zatem mieliśmy remis. Później z 11 metrów pomylił się Alexanco, ale sędzia nakazał powtórzyć rzut karny. Drugi raz Hiszpan również nie trafił. Do decydującej jedenastki podszedł więc Pachelski, jednak on również nie zdobył gola z 11 metrów. Karne trwały dalej, na końcu ten ostatni zepsuł Łukasik, przez co Lech przegrał z FC Barceloną 4:5 i odpadł.

Niewykorzystana szansa 9 listopada 1988 roku do dziś jest wspominana przez wielu starszych kibiców Kolejorza, a spotkanie z FC Barceloną już na zawsze zapisało się w historii naszego klubu. Warto dodać, że prawie 33 lata temu przy Bułgarskiej zaprezentowali się tak znani piłkarze jak m.in. Zubizarreta, Milla, Roberto, Lineker, były szkoleniowiec Kolejorza, Jose Bakero czy jeszcze niedawny trener Barcy, Valverde. Tamten zespół prowadził wtedy legendarny Johan Cruyff, wielka FC Barcelona kilka miesięcy po wyeliminowaniu Kolejorza sięgnęła po Puchar Zdobywców Pucharów 1989.

null



Niegościnna Francja i remis z Nancy

Jesienią 1990 roku po wyeliminowaniu Panathinaikosu Ateny (5:1 w dwumeczu) oraz po pokonaniu przy Bułgarskiej bogatej i naszpikowanej gwiazdami Marsylii 3:2 pucharowy sen Lecha Poznań cały czas trwał. Dnia 7 listopada 1990 roku ówcześni Mistrzowie Polski „walczyli” o awans do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Walka we Francji była niemożliwa, gdyż zawodnicy, którzy w hotelu skorzystali z ostatniego poczęstunku zaczęli czuć się bardzo słabo. Przed meczem wypadł m.in. Skrzypczak, w trakcie spotkania źle czuło się wielu podstawowych zawodników, boisko już po 20 minutach musiał opuścić Trzeciak.

Lechici nie mieli sił do gry, belgijski obserwator tamtych zawodów nie wiedział, co się dzieje postanawiając wysłać niektórych poznańskich piłkarzy na kontrolę antydopingową. Francuzi po wygranym meczu aż 6:1 nie zaprosili na konferencję prasową trenera Kolejorza ewidentnie obawiając się jego słów. Mecz z Olympique Marsylia, w którym Lech do przerwy przegrywał 0:3 a po 84 minucie stracił ostatnie 3 gole do dziś jest owiany tajemnicą. Nie da się ukryć, że Lech goszcząc w hotelu w Marsylii został podtruty, przyznawali to także francuscy dziennikarze wiedzący dobrze na co stać bogatego właściciela Olympique. Poznaniacy w nieczystej grze nie dali rady, Marsylia w której występowały wówczas takie gwiazdy jak Waddle, Vercruysse, Papin czy Tigana i tak nie zdobyła PEMK przegrywając w finale po karnych.

Kolejorz nigdy nie wyrównał rachunków z Olympique, choć były sezony, w których mógł trafić na Marsylię (choćby w losowaniu Ligi Europy przed 6 laty). Wiele lat później po tamtej rywalizacji, a konkretnie w listopadzie 2008 roku poznaniacy ostatni raz w historii mierzyli się z Francuzami (co ciekawe później już żaden inny klub nie trafił w europejskich pucharach na francuski zespół).

Po wyeliminowaniu Khazaru Lankaran, Grasshoppersu Zurych oraz Austrii Wiedeń drużyna Lech Poznań grę w fazie grupowej Pucharu UEFA 2008/2009 rozpoczęła 6 listopada meczem z AS Nancy. Kolejorz wyszedł wtedy na prowadzenie w 5 minucie gry po szybkiej kontrze Sławomira Peszki. Chwilę później Nancy wyrównało, ale w 22 minucie Lech znów prowadził. Semir Stilić wykonując rzut postanowił głęboko dośrodkować piłkę. Ta poleciała bardzo daleko i przelobowała bramkarza. Co prawda golkiper rywala zdołał złapać futbolówkę, jednak zrobił już to za linią. Poznaniacy prowadzili 2:1, długo kontrolowali grę aż nagle w 81 minucie kompletnie z niczego po błędzie Ivana Turiny stracili gola i tym samym 2 punkty. Remis 2:2 był wówczas rozczarowaniem, sam mecz rozegrany już bez jednej trybuny (tej od strony boisk treningowych) oraz przy tymczasowych jupiterach obejrzało 21601 widzów.

Lech Poznań – AS Nancy 2:2
Bramki: 5.Peszko 22.Stilić – 10.Malonga 81.Zerka
Widzów: 21601
Skład: Turina – Wojtkowiak, Bosacki, Arboleda, Djurdjević – Injać (64.Bandrowski), Murawski (90.Kucharski) – Peszko (79.Lewandowski), Stilić, Wilk – Rengifo.

null
null
null
null
null
null

Mglista Bułgarska w Lidze Europy

Na początku listopada 2015 w 4. kolejce Ligi Europy zespół Lecha Poznań mierzył się u siebie z Fiorentiną, którą kilkanaście dni wcześniej sensacyjnie ograł we Włoszech 2:1. Dnia 4 listopada przed 6 laty nasze miasto spowiła gęsta mgła. Fiorentina dotarła na Ławicę po 12:00, tureccy sędziowie do Poznania już nie dolecieli i nie mogli odbyć treningu na głównej płycie obiektu. Na nim ćwiczył już Lech i Fiorentina, mgła dzień przed spotkaniem była ta duża, że z dołu nie było widać górnych sektorów trybun oraz bramek stojąc w okolicach środka boiska.

null
null
null

W dniu meczu z Fiorentiną mgła nie była już tak duża, z upływem 5 listopada zaczynała słabnąć. Spotkanie z Włochami przy Bułgarskiej było jedynym pojedynkiem cieszącym się sporym zainteresowaniem kibiców Lecha Poznań. Przed 6 laty na trybunach zasiadło 22343 widzów, zespół Jana Urbana nie sprawił już drugiej niespodzianki tym razem ulegając Fiorentine 0:2. Obie bramki dla Włochów zdobył Ilicić strzelający teraz gole w Lidze Mistrzów. Trafieniem przecudnej urody był gol Słoweńca na 1:0 strzelony po bezpośrednim uderzeniu z rzutu wolnego. Warto dodać, że w Fiorentine grał wtedy Jakub Błaszczykowski, a trenerem Włochów był obecny selekcjoner polskiej kadry, Paulo Sousa.




Poprzednie publikacje cyklu „Tydzień z historią”:

>> Manchester na kolanach i koniec najlepszej serii
>> Włosko-francuska sensacja i remis na Camp Nou
>> 12:11 w karnych i cud w Błażejewku
>> Grecki rewanż, efektowne wyniki i odsłonięta lokomotywa
>> Niezapomniana Austria Wiedeń i awans do Ligi Europy 2021
>> Cypryjskie 5:0 i otwarcie nowej Bułgarskiej
>> Niezapomniany 16 września i spektakularne wygrane
>> Lechowe początki, pucharowy debiut i kolejny Superpuchar
>> Letnie mecze na starej Bułgarskiej
>> 11:1, belgijski pech i otwarcie Bułgarskiej
>> Dwa awanse do Ligi Europy
>> Letnie pucharowe mecze
>> Hat-trick Gytkjaera i rekordowe 6:0 z Grasshoppers
>> Lech Cup 2003, wiele meczów w Europie i drugi Superpuchar
>> Awans po karnych i wyjazdowy rekord
>> Tytuł juniorów i emocjonujący dwumecz z Norwegami
>> 6 tys. kilometrów do celu i rekordowy dwumecz
>> Sparing z nadkompletem widzów i dwa Superpuchary
>> Pucharowy czerwiec i awans na oczach 60 tysięcy
>> Pierwszy tytuł i puchar po karnych
>> Nowy sponsor i jedyny dublet
>> Trzy czerwcowe mistrzostwa i srebro na Rynku
>> Gdańskie emocje, czwarty Puchar i pożegnanie zasłużonych
>> Dwa puchary, spadek i 6:0

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





14 komentarzy

  1. Kosi pisze:

    Moze byc tak sparing na 100 -lecie z Barcelona?

  2. Didavi pisze:

    A dzisiaj mija 11 lat od meczu z Man City. Piękny to był wieczór. Nie zapomnę go nigdy :)

  3. inowroclawianin pisze:

    Mam nadzieję, że za rok zagramy z nimi ponownie, tym razem w LM.

  4. Mirco pisze:

    Mecz z FC Barceloną – piękna sprawa… po raz pierwszy mój Tata, który piłką się nigdy specjalnie nie interesował (w przeciwieństwie do mnie), dał się namówić swojemu sąsiadowi i w domu oglądali ten mecz w tv popijając co nieco ;-) dzięki temu udało mi się przekonać Tatę, żeby pozwolił mi obejrzeć mecz do końca – miałem zaledwie 10 lat… po tym meczu – a nie jestem z urodzenia z Poznania – wiedziałem, jakiej drużynie będę kibicował!
    Pamiętam, że następnego dnia w szkole wszyscy nauczyciele w-f przeżywali jak LECH mógł odpaść po karnych i dziwili się, gdy z głowy mówiłem im nazwiska tych zawodników, którzy spartolili wtedy karne… Wszystkim Kibolom, którzy niestety nie widzieli tego spotkania choćby w tv „na żywo” – życzę, żebyśmy przeżyli jeszcze raz jakieś wielkie spotkania naszego Kolejorza w europejskich pucharach, w których będzie widać jak jakaś „wielka” drużyna ma pełne gacie, że za chwile mogą odpaść z Kolejorzem!!! Najlepiej już na jesień 2022 po zdobyciu przez nas ósmego Majstra!;-)

    • leftt pisze:

      Araszkiewicz, Pachelski, Łukasik. U nich Roberto i Alexanco (dwa razy). Strzelili Kruszczyński, Jakołcewicz, Rzepka i Głombiowski.

    • inowroclawianin pisze:

      Kolejorz to też Wielki Klub, nie zapominajmy o tym. Mi o tym meczu opowiadał mój starszy kolega z pracy, który z Kłecka pochodzi. Był na tym meczu. Mówił że było zimno i był niesamowity ścisk i że gdy komuś zachciało się oddać mocz to robił to na trybunie bo gdyby wyszedł to już by nie dał rady wrócić w to samo miejsce. Ja mecz, jego fragmenty oglądałem tylko w internecie. Mam nadzieję, że wkrótce zagramy z Barcą ponownie.

  5. leftt pisze:

    Barcelona. Największa trauma w moim kibicowskim życiu, pomimo że słuchałem tego meczu tylko w radiu, łażąc po pokoju jak lew po klatce (transmisja TV była z poślizgiem, miałem 14 lat, ojciec nie kibicował Lechowi ). Do dzisiaj mam wrażenie, że gdyby wtedy Pachelski strzelił, moje życie potoczyłoby się inaczej. Oczywiście nie ma to żadnych racjonalnych podstaw, ale jakoś tak subiektywnie czuję.

    • Mirco pisze:

      @left ja z kolei mam przed oczyma cały czas ten strzał Łukasika, po nim było mi żal jak nie wiem – Ty byłeś straszy, ja po tym ostatnim spartolonym karnym po prostu jak każdy dzieciak, po prostu się popłakałem (nie umiałem jeszcze bluzgać, zresztą mój Tata też tego nigdy nie robił ;-) Za to „w czubie” z nieżyjącym już sąsiadem nieźle mieli, bo przy karnych wychylali kielona po każdym trafionym przez naszych, taka zabawa… zatem Pachelski „odpowiada” nie tylko za spartolony karny, ale i za „dodatkowe” picie w wielu domach tego pamiętnego wieczoru… @left tak z ciekawości zapytam – pewnie transmisję radiową robili w PR, mnie interesuje kto wtedy ją relacjonował z dziennikarzy, jeśli nie pamiętasz trudno…

      • leftt pisze:

        Wydaje mi się, że ś.p. Zbigniew Kubiak, ale na 100% pewien nie jestem. Z kolei pamiętam, że 3 lata wcześniej graliśmy z Gladbach. Jeszcze nie było dyżurnego elektryka więc mecz zaczął się o 15. Nie mogłem oglądać rewanżu, bo w budzie na drugą zmianę, kończyliśmy o 16.55. Biegiem do chaty, dowiedziałem się wyniku, poryczałem się i położyłem się spać. O 18.

  6. Mirco pisze:

    @left dzięki za odpowiedź! Kolego po szalu @inowroclawianin – nie tylko o tym pamiętam, ale nasz Kolejorz to dla mnie największy klub, mnie tylko chodziło o to, że mecze powiedzmy ze skonto ryga, czy zalgirisem to nie to samo co z Barcą….

  7. smigol pisze:

    Oh mecz z Barceloną, pamiętam Miałem 9 lat z kolegą Michałem z bloku obok poszliśmy razem na ten mecz. Chociaż najbardziej pamiętam mecz z Górnikiem, pierwszy mecz na który poszedłem sam. Miałem 6 lat i zbierałem po wszystkich sąsiadach i rodzinie butelki żeby oddać do skupu. Pod stadionem zabrakło mi 1000 zlotych do biletu i kiedy wracałem już na tramwaj kolega Łukasz z klatki obok pożyczył mi tysiaka i poszedłem. Ha to były czasy teraz jakiś Ch@j napiszę że dla biego ważne jest wino i burgery. Wstyd!

Dodaj komentarz