Lechowe finały: Słabość 2016 i katastrofa 2017

Już tylko 13 dni dzieli Kolejorza od 11 występu w finale Pucharu Polski, w którym zespół Lecha Poznań powalczy o 6 krajowy puchar w historii z obrońcą trofeum Rakowem Częstochowa. W krótkim cyklu „Lechowe finały” składającym się z łącznie 5 części przypomnimy kibicom wszystkie poprzednie finały Pucharu Polski z udziałem Kolejorza.

W piątym i ostatnim odcinku okazjonalnego cyklu wspominamy dziewiąty oraz dziesiąty finał Lecha Poznań w historii z roku 2016 oraz 2017.

> Krwawa Częstochowa 1980 i złoty gol Okonia 1982
> Najpewniejsza wygrana 1984 i udane karne 1988
> Niezapomniany dwumecz 2004 i zwycięski Chorzów 2009
> Nieudane karne 2011 i pierwszy Narodowy 2015



Sezon 2015/2016 po zdobyciu Mistrzostwa Polski nie należał do łatwych. Lech Poznań prowadzony przez Macieja Skorżę od początku zawodził w lidze, lepiej było już w europejskich pucharach, w których po 5 latach dostał się do fazy grupowej Ligi Europy oraz w Pucharze Polski. W tych rozgrywkach drużyna prowadzona jeszcze przez Macieja Skorżę dosłownie się ślizgała. W 1/16 finału po dwóch golach Davida Holmana wygrała na wyjeździe z Olimpią Grudziądz 2:0, a w kolejnej fazie już u siebie ograła Ruch Chorzów 1:0, który w tym meczu trafił do własnej siatki. Ćwierćfinał rozgrywek o krajowy puchar przed 7 laty odbywał się jeszcze jesienią i rozgrywano wtedy dwumecz. Lech Poznań w 1/4 finału Pucharu Polski trafił na innego ekstraklasowicza, Zagłębie Lubin, które nie miało większego ciśnienia na trofeum. Kolejorz prowadzony już przez Jana Urbana a nie Macieja Skorżę w pierwszym wyjazdowym spotkaniu po wyrównanych zawodach wygrał 1:0 za sprawą gola w drugiej połowie Paulusa Arajuuriego. W rewanżu lechici postawili kropkę nad i. W ostatniej akcji spotkania Szymon Pawłowski minął obrońców, po czym strzałem w krótki róg zdobył gola dającego drugie zwycięstwo nad „Miedziowymi” rezultatem 1:0.

W półfinale Pucharu Polski 2015/2016 przeciwnik także nie był z najwyższej półki, ale lechici musieli się trochę natrudzić, by wyeliminować I-ligowca. Po pierwszej połowie meczu z Zagłębiem Sosnowiec poznaniacy prowadzili u siebie 1:0. W drugiej odsłonie zamiast zaatakować i strzelić drugą bramkę, cofnęli się. Na szczęście Kolejorzowi udało się wygrać, zatem na obiekt I-ligowca jechał z małą zaliczką. W rewanżu kibice najedli się tylko strachu. Od początku podopieczni Jana Urbana grali słabo mając wiele problemów w defensywie. Poznaniaków regularnie ratowali dobrze dysponowani wtedy Paulus Arajuuri oraz Jasmin Burić. Gdyby nie ta dwójka mogło być różnie, na szczęście lechici zakończyli emocje w drugiej odsłonie, gdy po kontrze do siatki trafił Maciej Gajos. Kiedy wydawało się, że Lech Poznań awansuje do finału Pucharu Polski wygrywając wszystkie mecze, a także po raz pierwszy dostanie się do finału bez straty gola, nagle stracił bramkę. Po prostym błędzie trafienie na 1:1 w końcówce zanotowało Zagłębie Sosnowiec, więc rewanż z I-ligowcem zakończył się remisem, który oczywiście dał Kolejorzowi upragniony awans do finału.

Na finał Pucharu Polski przed 6 laty można było jechać tylko z nadzieją na sprawienie niespodzianki. Można było liczyć na mały cud, gdyż Lech znajdował się tamtej wiosny w słabej formie nie potrafiąc nawet strzelać goli. Żeby zdobyć Puchar Polski musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności licząc przy okazji na odrobinę farta. Piłkarze musieli po prostu rozegrać najlepsze spotkanie w rundzie wiosennej 2015/2016 chcąc osiągnąć niespodziewany sukces. Niestety, przed bardzo ważnym meczem doszło do nieprzyjemnego zgrzytu. Dnia 1 maja kibice przyszli pod stadion, by tradycyjnie wesprzeć zawodników przed ich wyjazdem na finał. Kiedy zespół wyjeżdżał autokarem z parkingu za kręcenie filmiku wziął się Nicki Bille Nielsen. Duńczyk wrzucił go później do internetu co wywołało burzę nie tylko wsród kibiców. Na filmiku było słychać jak Łukasz Trałka powiedział – „nie wal w ten autokar pało jedna”, a Szymon Pawłowski dodał – „że im się chciało”. Kibice po tych słowach wpadli w furię, natomiast Nicki Bille Nielsen za wrzucenie filmiku bez zgody drużyny nie zagrał w finale. Co ciekawe dzień wcześniej normalnie trenował, wyszedł na zajęcia na głównej płycie Stadionu Narodowego na której rzekomo złapał uraz.

null

Lech Poznań do finału Pucharu Polski 2016 podchodził kompletnie rozbity zarówno sportowo jak i mentalnie, wspomniana sytuacja wprowadziła tylko więcej nerwowości. Na sam mecz 2 maja 2016 zespół bardzo mocno zmobilizował się dając z siebie absolutnie wszystko. Od początku był stroną przeważającą, przed 6 laty Szymon Pawłowski trafił w słupek, Marcin Kamiński z paru metrów nie trafił w bramkę, a bomba Gergo Lovrencsicsa została zablokowana w ostatniej chwil. Lech, który wcześniej wiosną przegrał dwa ligowe mecze z Legią momentami w finale był zdecydowanie lepszy, wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i po przerwie nadal atakował. Po podaniu Karola Linettego wbiegającego w pole karne Gergo Lovrencsicsa w ostatniej chwili zatrzymał Arkadiusz Malarz. Niedługo później stało się coś, czego wszyscy się obawiali. Niewykorzystane okazje zemściły się w 69 minucie, gdy Karol Linetty źle wybił piłkę i zaliczył asystę przy golu Aleksandara Prijovicia z kilku metrów. O dziwo lechici jeszcze wtedy nie podłamali się, choć z każdą minutą na boisku lądowało coraz to więcej rac rzucanych z sektorów fanatyków Kolejorza. To pomogło Legii dobrze odbierającej ataki poznaniaków, którzy jeszcze w końcówce mieli szansę wyrównać po strzałach Kamila Jóźwiaka.

null

Piłkarsko nie był to zły finał w wykonaniu niebiesko-białych, ich gra przeciwko silnej sportowo i mentalnie Legii Warszawa była niespodziewanie dobra. Niestety, rywal był wtedy zbyt mocny, zbyt dobrze ustawiony taktycznie, z drużyny Legii biła pewność siebie, mentalna moc, w takim spotkaniu tylko strzelona bramka na 1:0 mogłaby Lechowi Poznań pozwolić pokonać warszawiaków na Stadionie Narodowym. W finale Pucharu Polski 2016 przegranym 0:1 zabrakło nam skuteczności oraz przede wszystkim napastnika. Dawid Kownacki zupełnie nie poradził sobie z silniejszymi obrońcami warszawskiej Legii, przeciwko nim miał grać Nicki Bille Nielsen, ale zrobił to, co zrobił i został odpalony. Finał Pucharu Polski 2015/2016 był szansą dla warszawiaków na dublet, który ostatecznie zdobyli, dla Kolejorza był za to ostatnią okazją na uratowanie sezonu i na awans do europejskich pucharów. W Ekstraklasie nasze szanse na Europy były wówczas tylko iluzoryczne, po przegranym finale drużyna już definitywnie załamała się przegrywając kolejne dwa ligowe spotkania 0:2 i 0:3. Lech Poznań dnia 2 maja 2016 roku w swoim 9 finale poległ 4 raz w historii, 4 raz z Legią Warszawa oraz 3 z rzędu (2011, 2015 i 2016). Tamten finał sprzed 6 lat pod względem kibicowskim był chyba najlepszym finałem PP w historii. Kibice obu klubów stworzyli kapitalną atmosferę, niemal co chwilę była używana pirotechnika, takiego fanatycznego meczu w Polsce może już nigdy nie być.

null

Puchar Polski 2015/2016:

1/16, Olimpia Grudziądz – Lech Poznań 0:2
1/8, Lech Poznań – Ruch Chorzów 1:0
1/4, Zagłębie Lubin – Lech Poznań 0:1, 0:1
1/2, Lech Poznań – Zagłębie Sosnowiec 1:0, 1:1
Finał, Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1

Finał Pucharu Polski 2015/2016 – Stadion Narodowy (02.05.2016, godz. 16:00)
KKS Lech Poznań – Legia Warszawa 0:1 (0:0)
Bramki: 69.Prijović
Żółte kartki: Pawłowski, Trałka – Prijović, Pazdan, Guilherme
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 48563
KKS Lech: Burić – Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Kadar – Tetteh, Trałka (79.Gajos) – Lovrencsics (90.Jóźwiak), Linetty, Pawłowski – Kownacki (87.Jevtić).
Legia: Malarz – Jędrzejczyk, Lewczuk, Pazdan, Hlousek – Jodłowiec, Borysiuk – Duda (68.Guilherme), Prijović (90.Hamalainen), Kucharczyk – Nikolić (83.Aleksandrov).

Autor zdjęć: Dawid Ćmielewski

Oprawy Lecha Poznań widziane z trybun:





Sezon 2016/2017 był szalony, trudny i zaczął się słabo. Jeszcze w sierpniu po nieudanym starcie podziękowano Janowi Urbanowi, który po wyjazdowej wygranej nad spadkowiczem z Ekstraklasy, Podbeskidziem Bielsko-Biała 3:0 wywalczył awans do 1/8 finału Pucharu Polski. Między innymi tamto zwycięstwo nie pomogło Urbanowi, już we wrześniu trenerem Lecha Poznań był Nenad Bjelica, który natchnął kibiców wprowadzając lepszą atmosferę i więcej profesjonalizmu do zespołu. Lechici zaczęli odnosić lepsze wyniki, jeszcze we wrześniu przebrnęli 1/8 finału wygrywając w Chorzowie nad Ruchem 3:0. Poznaniacy wręcz doskonale spisywali się w październiku oraz w listopadzie, wyeliminowali też Wisłę Kraków, która 6 lat temu nie była tak słaba, jak teraz.

Przy pustych trybunach (kara za finał 2016) lechici w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu Polski 2016/2017 tylko zremisowali u siebie z „Białą Gwiazdą” 1:1. W tamtych rozgrywkach liczyły się jeszcze bramki zdobyte na wyjeździe, więc poznaniacy chcąc awansować dalej musieli zremisować przy Reymonta 2:2 lub wygrać. Dnia 30 listopada 2016 roku rozpędzona drużyna Nenada Bjelicy po brawurowej pierwszej połowie prowadziła w Krakowie aż 3:0 zwyciężając ostatecznie wiślaków 4:2. Tym samym Lech Poznań po trudnych trzech jesiennych etapach pucharu krajowego dostał się do półfinału, w którym miał jeszcze cięższego rywala w postaci od lat niewygodnej Pogoni Szczecin. „Portowcy” mocno ostrzyli sobie zęby na tamten Puchar myśląc już w grudniu po losowaniu o Stadionie Narodowym w Warszawie.

Kolejorz w lutym i w pierwszej połowie marca 2017 był niesamowicie rozpędzony. Wygrywał pewnie, najczęściej 3:0, dogonił lidera, był także faworytem do zwycięstwa w dwumeczu 1/2 finału Pucharu Polski. W pierwszym spotkaniu przy Bułgarskiej niebiesko-biali wybili „Portowcom” finał z głowy wygrywając lekko, łatwo i przyjemnie 3:0. Rewanż na wyjeździe był tylko formalnością, jeszcze w pierwszej połowie Pogoń pogrążył ulubieniec szczecińskich kibiców, Marcin Robak dzięki któremu Lech Poznań zwyciężył w rewanżu 1:0 i 3 raz z rzędu dostał się do finału Pucharu Polski. W sezonie 2016/2017 ekipa Kolejorza miała najtrudniejszą ścieżkę do finału w historii, wygrywała z niewygodnymi, medialnymi rywalami potrafiąc zdobyć od lat niewygodne dla klubu obiekty.

W 10 finale Pucharu Polski i 3 na PGE Narodowym przeciwnikiem Lecha Poznań był na papierze najsłabszy rywal w całej edycji 2016/2017. Arka Gdynia w drodze do finału nie wyeliminowała nikogo z Ekstraklasy, naprawdę niewiele brakowało, aby w rewanżowym półfinale odpadła z I-ligowymi Wigrami Suwałki i to u siebie. Przed meczem 2 maja „Arkowcy” byli w bardzo słabej formie, rozpaczliwie broni się przed spadkiem z Ekstraklasy, natomiast Kolejorz włączył się do walki o tytuł. Przed 2 maja 2017 wygrał 3 mecze z rzędu, w których strzelił po 3 gole, na finał do stolicy wybierał się po domowym zwycięstwie nad Koroną Kielce 3:2 mającym miejsce 28 kwietnia. Wtedy niebiesko-biali na chwilę objęli nawet prowadzenie w Ekstraklasie, byli mocnym faworytem do odzyskania Pucharu Polski po 8 latach, wszyscy stawiali tylko na Kolejorza, kurs u bukmacherów na wygraną wynosił raptem 1.40. Przed 5 laty dzień 2 maja 2017 miał uświetnić obchody 95-lecia klubu, wówczas nic nie wskazywało na katastrofę, a tym bardziej, że niespełna 2 miesiące wcześniej Lech Poznań rozbił w Gdyni ekipę Arki 4:1 prowadząc do przerwy 3:0.

null
null

Niestety już 1 maja podczas konferencji prasowej i treningu na głównej płycie Narodowego lechici zachowywali się dziwnie. Sobą nie był Nenad Bjelica, piłkarze w postaci Tomasza Kędziory oraz Łukasza Trałki byli smutni, spięci, chyba nieco nerwowi i wyglądali jakby nie wierzyli we własne siły. Początek finału nie zwiastował jednak problemów. Lech Poznań stłamsił Arkę Gdynia, zamknął ją na połowie, w okolicach 30 minuty na bramkę rywala trwała nawałnica. Niestety lechici na potęgę marnowali doskonałe sytuacje, każdy chciał strzelić gola, każdy chciał być bohaterem, brakowało zimnej krwi, w dodatku doskonale bronił Pavels Steinbors. Tylko dzięki Łotyszowi przeciwnik zawdzięczał remis, „Arkowcy” w tamtym finale przebudzili się dopiero po 37 minucie, kiedy tak naprawdę powinni przegrywać już 0:3-0:4. Niestety, przez nieskuteczność niebiesko-białych do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis.

null

Po zmianie stron Lech nadal miał optyczną przewagę, ale już tak mocno nie atakował. Stracił impet, spotkanie wyrównało się. Dopiero w samej końcówce wprowadzony w 72 minucie Maciej Makuszewski przeprowadził rajd prawą flanką, wyłożył piłkę Radosławowi Majewskiemu, który tylko w sobie wiadomy sposób nie trafił w światło bramki! Ofensywny pomocnik Kolejorza w 90 minucie miał tzw. piłkę meczową na nodze, powinien wtedy strzelić gola i dać trofeum Lechowi Poznań na które z przebiegu finału w pełni zasługiwał. Od zmarnowania tamtej doskonałej okazji poznaniacy siedli. Arka przez wynik napędzała się, zaczęła wyglądać lepiej mentalnie, zaczęła nawet więcej atakować. Już w dogrywce (w 107 minucie) gdynianie objęli prowadzenie po wrzutce z lewej strony i błędzie Jasmina Buricia. Bośniak zagrał wtedy tylko przez fanaberię Nenada Bjelicy, ówczesny trener obiecał wcześniej Buriciowi grę w Pucharze Polski, a lepszemu wówczas Matusowi Putnockiemu występy w Ekstraklasie postanawiając 2 maja 2017 roku dotrzymać słowa.

null

Od gola na 0:1 lechitów na murawie już nie było. Pięć minut później z nieznanych powodów kontry rywala środkiem pola nie przerwał faulem najpierw Łukasz Trałka a później Jan Bednarek, drużyna Arki strzelił gola na 2:0 i była już blisko zgarnięcia sensacyjnego Pucharu Polski. Wszyscy przeżyli wtedy szok, wielu kibiców nawet już nie pamięta honorowej bramki Łukasza Trałki w 118 minucie strzelonej po dośrodkowaniu Mihaia Raduta z rzutu rożnego. Dzień 2 maja 2017 roku miał być świętem Lecha Poznań, a był horrorem, traumą dla kibiców na lata, do dziś wielu pamięta to, co się wówczas wydarzyło, ale próbuje wymazać ten finał z pamięci, mówić o nim jak najmniej czy nie oglądać bramek z tamtego finału. Tamta przegrana z Arką Gdynia na lata rozbiła nadzieje i atmosferę wokół klubu, której nie udało się pozbierać nawet do dziś. Lech Poznań 2 maja 2017 roku ośmieszył się zyskując wtedy łatkę przegrywów, po tamtej porażce nikt już oczywiście nie wierzył w mistrzostwo, tamtej wiosny Kolejorz ledwo awansował do europejskich pucharów. Tak naprawdę dopiero po 5 latach nasz klub sportowo staje na nogi, po 5 latach tej wiosny realnie jest blisko sukcesu będąc jednocześnie faworytem do trofeów.

null

Puchar Polski 2016/2017:

1/16, Podbeskidzie Bielsko-Biała – Lech Poznań 0:3
1/8, Ruch Chorzów – Lech Poznań 0:3
1/4, Lech Poznań – Wisła Kraków 1:1, 4:2
1/2, Lech Poznań – Pogoń Szczecin 3:0, 1:0
Finał, Lech Poznań – Arka Gdynia 1:2 d.

Finał Pucharu Polski 2016/2017 – Stadion Narodowy (02.05.2017, godz. 16:00)
KKS Lech Poznań – MZKS Arka Gdynia d. 1:2 (0:0)
Bramki: 118.Trałka – 107.Siemaszko 111.Zarandia
Żółte kartki: Robak – Szwoch, Da Silva, Łukasiewicz
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 43760
Lech: Burić – Kędziora, Bednarek, L.Nielsen (108.Radut), Kostevych – Trałka, Majewski, Gajos – Jevtić (84.Pawłowski), Robak, Kownacki (72.Makuszewski).
Arka: Steinbors – Socha, Sobieraj, Marcjanik, Warcholak – Łukasiewicz, Marciniak – Da Silva (54.Siemaszko), Szwoch, Bożok (82.Hofbauer) – Trytko (70.Zarandia).

Autor zdjęć: Krzysztof Krause


> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





5 komentarzy

  1. Kibic z Bydgoszczy pisze:

    Łatkę przegrywów nasza drużyna ma od kilku lat i żeby ją zlikwidować to wiadomo co mają zrobić. Jeśli jutro Raków zremisuje to drugie trofeum zostanie wyłożone na tacy, bo Olimpia Grudziądz w półfinale PP, z całym szacunkiem do rywala to był prezent.
    Chyba każdy z nas bardzo dobrze sobie zdaje sprawę z tego, że ewentualne zwycięstwo Rakowa w jutrzejszym meczu przy dobrych wiatrach mogłoby nas poskładać do końca sezonu.
    Już jutro jest ten dzień, od którego będzie zależeć kto będzie rozdawał karty na następne kolejki do końca sezonu. Już za miesiąc wszyscy możemy być podwójnie szczęśliwi albo zostaniemy tymi przegrywami.
    Dlatego do boju Kolejorz! Za wolność naszą i Waszą!! Zostańcie naszymi bohaterami!!!

  2. Krzys pisze:

    To ten finał w 2017 przyprawił mnie o traumę, która trwa do dziś.
    Pamiętam atmosferę tego dnia przed meczem. Wówczas ulice Warszawy były w barwach niebiesko-białych. Na stadion jechaliśmy z synem metrem, w którym prawie wszyscy w koszulkach Lecha. Na wszystkich stacjach metra tłumy kibiców Lecha i Arki. Warszawa a tu niesie się głośne „Kolejorz”. Na trybunach atmosfera przyjaźni, siedzieliśmy w sektorze neutralnym w większości kibice Lecha pomieszani z kibicami zaprzyjaźnionej Arki. Szykowaliśmy się na święto.
    Po meczu nie mogliśmy uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Siedzieliśmy na stadionie w szoku. To było jak koszmar z którego chcieliśmy się wybudzić. Zamiast święta była stypa. Jak oni to mogli przegrać, tego nie mogę zrozumieć do dziś.

  3. leftt pisze:

    Weźcie mi tego nie przypominajcie bo do dzisiaj mnie trzęsie.

  4. Bart pisze:

    Do dzisiaj nie mogę patrzeć na tego kretyna Majewskiego, bo gdy zobaczę w jakimś programie w tv ten jego głupi kurwa ryj to momentalnie przypomina mi się to pudło i dostaję kurwicy. W sezonie 16/17 nie zdobyliśmy dubletu w dużej mierze przez boiskowy egoizm tego chuja w kalesonach. Żaden piłkarz Lecha nie działał mi tak na nerwy jak Radziu Majewski. Irytował i żenował mnie samym swoim stylem bycia, tą nieustanną gadatliwością połączoną z głupiożenującymi żarcikami i tym że zamiast podawać kiwał się do usranej śmierci albo oddawał miliardy niecelnych strzałów.

Dodaj komentarz