Felieton kibica: Wszystko o nowym trenerze

Wszystkim internautom KKSLECH.com przypominamy o możliwości wyrażania swojego zdania nie tylko w „Śmietniku kibica” czy w komentarzach do newsów. Jednocząc na tej witrynie kibiców Lecha Poznań dajemy możliwości wygłaszania swoich opinii na stronie głównej witryny. Cykl „Twoim zdaniem” jest stworzony do tego, aby każda osoba chcąca dotrzeć ze swoją opinią do innych kibiców Kolejorza bez trudu mogła to zrobić.



W każdym tygodniu czekamy na Wasze najlepsze oraz najciekawsze teksty, które mogą pojawić się na łamach KKSLECH.com. Każdy z kibiców, który umie pisać, chce to robić i ma coś ciekawego do przekazania innym kibicom Lecha Poznań w sposób obszerny i ciekawy (także kontrowersyjnego) ma drogę otwartą do tego, by jego tekst na tematy sportowe przeczytało nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Czasem nie trzeba dodawać wpisu na przysłowie pół strony w „Śmietniku Kibica” bądź w newsach. Czasem wystarczy jeszcze trochę rozwinąć swoją myśl, odpowiednio ją zredagować i przesłać do nas w formie dowolnego tekstu. Dziś publikujemy jeden z nadesłanych artykułów przez kibica.

John van den Brom, czyli wszystko co chcecie wiedzieć o nowym trenerze

W ubiegłą niedzielę nad stadionem przy ulicy Bułgarskiej ujrzano w końcu biały dym. Po niespodziewanym odejściu Macieja Skorży zespół Kolejorza zakontraktował nowego trenera. Parafrazując formułę wygłaszana po dokonaniu wyboru nowego Papieża można by rzec: Habemus Exercitor!(łac. mamy trenera). Ponieważ John van den Brom jest w Polsce postacią praktycznie nie znaną postanowiłem zebrać wszystkie możliwe informacje na jego temat, wybrać te które są dla nas istotne, usystematyzować je i przedstawić w poniższym artykule. Będzie to zatem tekst w stylu: zrobiłem „risercz” żebyście wy nie musieli. Całość opracowanie podzieliłem na dwie zasadnicze części. Pierwsza poświęcona jest prezentacji faktów dotyczących jego trenerskiej kariery, natomiast druga to zestawienie opinii o nowym trenerze Lech, zebranych z zagranicznych serwisów sportowych, a także tekstów polskiego eksperta od piłki kopanej w krajach Beneluksu, czyli Pana Mariusza Mońskiego.

Piłkarz

John van den Brom zaczynał swoją przygodę z piłką jako zawodnik, rozgrywając łącznie 432 mecze w swojej profesjonalnej karierze, będąc zawodnikiem takich klubów jak Vitesse Arnhem (324 mecze, 93strzelone gole), Ajax Amsterdam (z którym wygrał ligę mistrzów w 1995 roku), Istanbulspor i De Graafschap, w którego barwach w 2003 roku zakończył karierę). Z całej jego piłkarskiej przygody istotne dla późniejszej trenerskiej pracy są w zasadzie dwa fakty. Po pierwsze grał w naprawdę dobrych klubach, w tym w wielkim Ajaxie u boku Kluiverta, Overmarsa, Rijkaarda, braci de Boer, van der Saara, Litmanena czy Dannego Blinda. Zna zatem nie tylko smak wielkie piłki, ale wręcz był jej częścią. Po drugie, co chyba nawet ważniejsze, dwa lata spędzone pod trenerską ręką Louisa van Gaala ukształtowały jego wizję prowadzenia drużyny. Można zatem powiedzieć, że obecny trener Lecha jest „mentalnym” wychowankiem wielkiego holenderskiego szkoleniowca. Jeśli zatem zapytacie, oczywiście na bardzo dużym stopniu ogólności, czego w sferze boiskowym spodziewać się po van den Bromie to odpowiedź brzmi: będzie chciał grać i rozwijać zespół jak Louis van Gaal. Starsi kibice zapewne pamiętają wielki Ajax i holenderski futbol totalny jaki prezentował. Pryncypia tej koncepcji są także fundamentem filozofii prowadzenia drużyny van den Broma, ale o tym w szczegółach będzie nieco później.

Kariera trenerska

Pierwsze szlify jako trener piłkarski obecny szkoleniowiec Lecha zbierał w półamatorskim zespole VV Bennekom, który obecnie występuje na szóstym poziomie rozgrywkowym w Holandii. Łącznie spędził tam niecałe 9 miesięcy, a następnie 1 lipca 2004 roku objął młodzieżową drużynę (U-21) Ajaksu Amsterdam, a rok później został również mianowany szefem słynnej akademii piłkarskiej tego klubu (AFC Ajax Youth Academy). Obie funkcje pełnił do połowy 2007 roku, po czym objął posadę pierwszego szkoleniowca w AGOVV Apeldoorn występującego w owym czasie na drugim poziomie rozgrywkowym w Holandii (Eerste Divisie). Była to zatem pierwsza profesjonalna drużyna w rozpoczynającej się trenerskiej karierze van den Broma. Zadanie jakiego się podjął nie było łatwe, gdyż w poprzednim sezonie zespół zajął ostatnie, 20 miejsce w lidze, zdobywając zaledwie 29punktów w 38 meczach (średnia 0,76 pkt/mecz) przy bilansie bramkowym – 37.W ciągu trzech sezonów obecny szkoleniowiec Lech a wyprowadził zespół z ostatniego miejsca w tabeli na 6 (sezon 2009/10), gwarantujące udział w barażach o wejście do pierwszej ligi (Eredivisie). Co najważniejsze, zespół pod wodzą Johna van den Broma co roku notował progres, zajmując coraz wyższe miejsce na koniec sezonu. Było to odpowiednio 18, 11 i 6 w tabeli. Statystyki z ostatniego, trzeciego, sezonu pod jego wodzą wyglądają następująco: 1,53 pkt/mecz, bilans bramkowy + 11, średnia strzelanych/traconych bramek na mecz to odpowiednio 1,75 i 1,44. Drużyna poprawiła się zatem i to znacząco w każdym aspekcie gry. W trakcie trzech sezonów pracy w AGOVV Apeldoorn doskonale wprowadzał do drużyny młodych graczy. To za jego kadencji do pierwszego zespołu awansowali 20-letni wówczas Dries Mertens (obecnie SSC Napoli) i 19-letni Nacer Chadli, który był później piłkarzem takich drużyn jak Tottenham, West Bromwich Albion czy AS Monaco.

Po udanym debiucie trenerskim w profesjonalnej piłce John van den Brom obejmuje w lipcu 2010 roku ADO Den Haag, zespół z dołu tabeli holenderskiej Eredivisie (ekstraklasa), który w poprzedniej kampanii zajął ostatnie bezpieczne miejsce na koniec sezonu, plasując się na 15 pozycji. Mimo awansu zawodowego do klubu z holenderskiej ekstraklasy, obecny trener Lecha znowu trafia do zespołu, który plącze się w ogonie rozgrywek. Statystyki za poprzedni sezon, a więc przed objęciem ADO Den Haag przez van den Broma prezentowały się następująco: 0,88 pkt/mecz, bilans bramkowy – 21, zaledwie 7 zwycięstw i aż 18 porażek. Do startu w nowym sezonie udało się sprowadzić kilku graczy jedynie na zasadzie wolnego transferu lub wypożyczenia z innych klubów, a to ze względu na trudną sytuację finansową zespołu. Można zatem powiedzieć, że van den Brom przystąpił do nowego sezonu bez konkretnych wzmocnień, zwłaszcza że latem pożegnano aż 17 piłkarzy. Mimo wszystko poradził sobie lepiej niż dobrze. Sezon zakończył na 7 pozycji i dał klubowi awans do Ligi Europy UEFA. Wszystkie wskaźniki statystyczne uległy poprawie: liczba zdobytych punktów była aż o 24 wyższa niż w poprzednim sezonie (średnio 1,59 pkt./mecz), bilans bramowy był dodatni i wyniósł + 8, a liczba odniesionych zwycięstw wzrosła do 16 przy 12 porażkach. Oceniając dokonania szkoleniowca ADO Den Haag należy wziąć pod uwagę, że wartość rynkowa jego zawodników wynosiła zaledwie 27 mln euro, czyli tyle ile występujący w Ajaksie Amsterdam Luis Suarez (wartość całego składu Ajaksu w sezonie 2010/11 to aż 134 mln euro). Na marginesie należy dodać, że oba mecze ligowe przeciwko gigantom z Amsterdamu obecny trener Lecha wygrał. Jego praca została także doceniona przez fachowców i w podsumowaniu sezonu został drugim najlepszym trenerem w holenderskiej ekstraklasie.

Po znakomitej kampanii z ADO Den Haag, John van den Brom dostaje propozycję poprowadzenia swojego ukochanego Vitesse Arnhem, klubu w którym spędził jako piłkarz łącznie 11 sezonów, rozgrywając ponad 320 spotkań i strzelając 93 bramki. Wrócił jako legenda i nie zawiódł, a przynajmniej kibiców. Obejmując 1 lipca 2011 roku stery pierwszego szkoleniowca zespołu przejął drużynę, która w poprzednim sezonie zajęła 15 miejsce w Eredivisie (ostatnie niezagrożone spadkiem) zdobywając zaledwie 35 punktów w 34 kolejkach (średnio 1,03 pkt/mecz), odnosząc jedynie 9 zwycięstw i aż 17 porażek. Bilans bramkowy zamknął się na koniec kampanii 2010/11 wartością –19. Ponieważ Vitesse było zdecydowanie lepiej sytuowanym finansowo klubem niż ADO Den Haag, w którym poprzednio pracował van den Brom to przed sezonem udało mu się zakontraktować kilku nowych piłkarzy, w tym wartego 2 mln euro Renato Ibarrę. Choć w dalszym ciągu były to skromne zakupy w porównaniu do wielkiej trójki, a więc Ajaksu, Feyenoordu i PSV, to i tak pozycja startowa nowego zespołu była zdecydowanie lepsza niż prowadzonego rok temu zespołu ADO. Tak jak wspomniałem wyżej, van den Brom nie zawiódł i zakończył sezon na 7 miejscu w lidze, a po barażach wprowadził klub z Arnhem do kwalifikacji Ligi Europy UEFA. W porównaniu do poprzedniej kampanii, obecny trener Lecha wykręcił z Vitesse aż 18 punktów więcej, osiągając średnią 1,69 punktu na mecz i poprawił bilans bramkowy na + 5 (w poprzednim sezonie – 19). Niesamowity progres jakiego dokonał prowadzony przez niego zespół był niewystarczający dla właścicieli klubu, którzy rozwiązali z nim kontrakt mimo protestów kibiców. Przedziwna historia, bo wyobraźcie sobie sytuację, że w jednym sezonie prawie spadacie z ligi utrzymując się tylko dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu, a w następnej kampanii kończycie na miejscu pucharowym, wydając niecałe 3 mln euro na transfery, a włodarze klubu mówią, że to mało.

Na szczęście dla van den Broma zgłasza się po niego Anderlecht, który w porównaniu do jego dwóch poprzednich klubów nie jest ligowym średniakiem po słabym sezonie, tylko silną ekipą z mistrzowskimi aspiracjami. Już w pierwszym sezonie pracy (kampania 2012/13) wygrywa superpuchar Belgii, zdobywa mistrzostwo z 4-punktową przewagą, kwalifikuje się do fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA. Sezon wybitny i statystycznie nieco lepszy od poprzedniego. Punktowo w lidze było bez zmian, 67 oczek (średnia 2,23 pkt na mecz), a więc tyle ile ekipa Anderlechtu zrobiła w poprzedniej kampanii. Bramkowo bilans poprawiony z + 35 na + 42. Należy w tym miejscu dodać, że van den Brom miał w końcu okazję popracować z piłkarzami o uznanych nazwiskach. W składzie jego zespołu byli bowiem tacy gracze jak: Leander Dendoncker, Lucas Biglia, Dennis Praet, Cheikhou Kouyaté czy …Marcin Wasilewski. Niestety kolejny sezon w mistrzu Belgii nie był dla obecnego szkoleniowca Lecha już tak udany, a cała sprawa z tym związana owiana jest zmową milczenia, o czym nie omieszkam również napisać. Ale po kolei. System rozgrywek ligowych w Jupiler Pro League (belgijska ekstraklasa) wygląda nieco inaczej niż u nas. W sezonie zasadniczym kluby grają klasyczną ligę, a po zakończeniu tej fazy 6 czołowych drużyn walczy o mistrzostwo w fazie play-off. Prowadzony przez van den Broma Anderlecht zajął 3 miejsce na koniec fazy zasadniczej odnosząc aż 9 porażek (w poprzednim, mistrzowskim sezonie było ich tylko 3), co poskutkowało zwolnieniem holenderskiego szkoleniowca. Był to pierwszy sezon w profesjonalnej karierze trenerskiej van den Broma, w którym odnotował regres w stosunku do poprzedniego. Natomiast kluczowe pytanie brzmi, co się takiego stało, że odnoszący przez ostatnie 5 lat sukcesy szkoleniowiec nagle sobie nie poradził. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, dlatego najpierw zacznę od kilku faktów, a potem przejdę do „legend” krążących wokół jego nieudanego drugiego roku w mistrzu Belgii. Otóż na wstępie należy podkreślić, że przed rozpoczęciem tego feralnego dla van den Broma sezonu z zespołu odeszło trzech kluczowych zawodników pierwszej 11-stki za łączną kwotę 22 mln euro. W ich miejsce ze znanych nazwisk przyszli jedynie 18-letni wówczas Aleksandar Mitrović (obecnie Fulham) i 22-letni Luca Milivojević (obecnie Crystal Palace). Należy wziąć pod uwagę, że obaj panowie nie byli wtedy jeszcze takimi kozakami jak obecnie, nie wspominając o ich braku doświadczenia w poważniejszych rozgrywkach. Obaj przyszli bowiem z ligi serbskiej, w której grali od początku kariery. Natomiast oddać należy również to, że dwaj główni rywale, którzy po sezonie zasadniczym byli nad Anderlechtem, a więc Brugia i Standard Liege, nie dokonali spektakularnych wzmocnień, chyba że za takie uznacie zakup Waldemara Soboty ze Śląska Wrocław. Co zatem poszło nie tak? No właśnie nie do końca wiadomo, bo nikt kto ma taką wiedzę, a więc zarząd, piłkarze czy wreszcie sam van den Brom nie chcą o tym mówić. To znaczy, pytani o ten sezon z reguły odpowiadają wymijająco lub bardzo ogólnie. Dziennikarze i kibice też nie mają jednakowego zdania na ten temat. Mariusz Moński, ekspert od piłki Beneluksu, twierdzi że to klubowe gwiazdy znudziły się współpracą z holenderskim szkoleniowcem i „pomogły” mu pożegnać się z klubem.

Podobna wersja wydarzeń serwowana jest przez kibiców Anderlechtu, a przynajmniej tak twierdzi mój kolega z Uniwersytetu w Liege, którego poprosiłem o pomoc tłumaczeniu ich wpisów na forach internetowych. Według dominującej opinii sympatyków zasłużonego belgijskiego zespołu, klubowe gwiazdy ze „starej” gwardii, które nie odeszły w letnim oknie transferowym, zaczęły mocno grać pod siebie żeby na koniec kolejnego sezonu odejść do mocniejszego zespołu. Widzący to van den Brom zaczął reagować i coraz częściej wystawiał w pierwszej jedenastce młodych graczy, a „indywidualistów” sadzał na ławce. Bywały mecze, gdzie na plac wychodziła drużyna z pięcioma nastolatkami w składzie. Dla przykładu 16-letni wówczas Youri Tielemans rozegrał 19 ligowych spotkań, a najwięcej występów w pierwszym zespole miało dwóch 19-latków Massimo Bruno i Dennis Praet. Coś więc chyba było na rzeczy, skoro dzieciaki z szerokiego składu Anderlechtu robiły więcej minut na boisku niż doświadczeni gracze, którzy w poprzednim sezonie zdobyli mistrza. Niestety skutek tego był taki, że młodzi nie zawsze dawali radę i zdarzały im się straty punktów, a starsi zawodnicy – według opinii kibiców – grali celowo mocno poniżej swoich możliwości, odpłacając się van den Bromowi za częste odsuwanie od składu. Jeszcze inną opinię na temat zwolnienia holenderskiego szkoleniowca z Anderlechtu przedstawia Kjell Doms, belgijski dziennikarz sportowy. Uważa on, że van den Brom, który już wcześniej znany był z tego, że zawsze staje za piłkarzami i broni ich przed krytyką mediów, zbyt często publicznie zrzucał odpowiedzialność ze swoich piłkarzy, nawet gdy popełniali oni oczywiste indywidualne błędy, które decydowały o końcowym wyniku. W ten sposób, według opinii Domsa, zamykał sobie możliwość ostrzejszego reagowania na słabe występy zawodników, co powodowało, że czuli się oni rozgrzeszeni i nie mieli motywacji do lepszej gry. Skoro bowiem trener publicznie ich broni i przyznaje, że nie ma do nich pretensji to po co się starać. Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że wszystkie strony, które mają wiedzę na ten temat nabrały wody w usta i milczą na temat szczegółów całej sprawy. Holenderski szkoleniowiec twierdzi, że mieli pecha, a decyzja zarządu była przedwczesna (info za Mariuszem Mońskim). Zarząd twierdzi, że nie chciał zwalniać van den Broma ale musiał coś zrobić, żeby wstrząsnąć drużyną (Roger Vanden Stock – ówczesny prezes Anderlechtu). Piłkarze z kolei kompletnie unikają tematu, twierdząc że nie mają do trenera żadnych pretensji, a decyzję o jego zwolnieniu podjął zarząd (wspomniał o tym np. Dennis Praetw wywiadzie dla Het Laatste Nieuws). Podsumowując, dziennikarze i kibice nie mają pojęcia co tak naprawdę się stało, a sami zainteresowani nie ujawniają żadnych szczegółów. Jednakże potwierdzeniem, choć nie bezpośrednim, że doszło do jakiś „napięć” na linii trener – część zawodników, jest fakt, że w fazie play-off po zwolnieniu van den Broma zespół objął jego asystent Besnik Hasi i wygrał mistrzostwo. Okazuje się, że nagle piłkarze przypomnieli sobie jak się gra w piłkę. Ale skąd my to znamy …

Po zakończeniu pracy w Anderlechcie obecny szkoleniowiec Lecha miał kilka miesięcy rozłąki z piłką po czym 29 września 2014 roku obejmuje posadę pierwszego trenera w AZ Alkmaar, który to zespół będzie prowadził aż przez pięć sezonów, do końca czerwca 2019 roku. Klub ten, regularnie grający w holenderskiej ekstraklasie to typowy „średniak”, a więc zbyt mały by regularnie zagrażać wielkiej trójce (Ajax, Feyenoord i PSV) i zbyt duży by spaść z najwyższej klasy rozgrywkowej. Dorobek AZ w całej swojej historii sprowadza się do dwukrotnego wygrania mistrzostwa Holandii, czterech zdobytych pucharów Holandii i dojście do finału pucharu UEFA. W ostatnim zakończonym przed przyjściem do klubu van den Broma sezonie zajęli 8 miejsce w lidze, z dorobkiem 47 punktów w sezonie (średnia 1,38 pkt/mecz) i bilansem bramkowym + 4. Zespół nie wzmocnił się znacząco przed rozpoczęciem nowych rozgrywek wydając na transfery jedynie 1,5 mln euro. W pierwszym sezonie pracy obecny szkoleniowiec Lecha wykręca ze swoim AZ Alkmaar 3 miejsce w tabeli, plasując się za PSV i Ajaxem ale przed Feyenoordem. Statystyki debiutanckiego sezonu przedstawiają się następująco: 62 punkty (średnio 1,82 pkt/mecz) i bilans bramkowy + 7. Kolejne cztery kampanie również należy uznać za udane, gdyż prowadzony przez niego ligowy średniak zajmuje na koniec każdego sezonu miejsca odpowiednio 4, 6, 3 i 4. Średnie punktowa w czasie pięcioletniej pracy Johna van den Broma wyniosła 1,81 pkt na mecz. Oprócz ligi AZ zaliczył raz finał pucharu Holandii (przegranego z Vitesse) i wyjście z grupy Ligi Europy. Z resztą niewiele brakowało byśmy parę lat temu zamiast przeciwko Utrechtowi grali właśnie z zespołem z Alkmaar, gdyż o tym kto będzie grał w eliminacjach Ligi Europy zdecydowały karne, które zostały rozstrzygnięte na niekorzyść zespołu van den Broma. Generalnie cały pięcioletni okres pracy holenderskiego szkoleniowca w AZ należy uznać jako duży sukces, mimo kilku wpadek jak porażka w dwumeczu przeciw Olympic Lyon 11 : 2. Oceniając zajmowane na koniec sezonu miejsca w tabeli należy rozpatrywać w kontekście możliwości finansowych klubu i jego główny ligowych rywali, których udawało się van den Bromowi wyprzedzać. Jak podaje Mariusz Moński ówczesne budżety trzech ligowych hegemonów wyglądały następująco: Ajax – 80 mln euro, PSV – 70 mln euro i Feyenoord – 64 mln euro. Tymczasem roczny budżet AZ Alkmaar to zaledwie 25 mln euro. Bazując na danych o finansach polskich klubów ekstraklasowych za przedostatni sezon (2020/2021) to jest tak jak byście w naszej ekstraklasie regularnie przez pięć sezonów zajmowali na koniec każdej kampanii miejsce 3 lub 4 prowadząc Wisłę Płock. Niestety po pięciu latach pracy w AZ obecny szkoleniowiec Lecha padł ofiarą własnego sukcesu. Zarząd klubu z Alkmaar chciał walczyć o mistrzostwo, a van den Brom świadom dysproporcji w klubowych finansach w stosunku do trójki ligowych hegemonów najzwyczajniej w świecie stwierdził, że się nie da. Ponieważ wizje włodarzy klubu i głównego trenera się rozchodziły to ich drogi również musiały się rozejść.

1 czerwca 2019 roku holenderski szkoleniowiec kontynuuje pracę trenerską w rodzimej ekstraklasie obejmują stery FC Utrecht. Jest to kolejny klub w karierze van den Broma będący typowym ligowym średniakiem, który od początku swego istnienia wywalczył trzykrotnie puchar Holandii i raz superpuchar. Poprzednią kampanię klub ukończył na 6 pozycji z 53 punktami na koncie (średnia 1,59 pkt/mecz) i bilansem bramkowym + 9. Mimo braku istotnych wzmocnień w przerwie letniej liczono, że zatrudnienie obecnego szkoleniowca Lecha pozwoli zajmować miejsca „na pudle” tak jak to miało miejsce w przypadku jego pracy z AZ Alkmaar. Niestety, sezon z Johnem van den Bromem jako trenerem Utrechtu był pod wieloma względami pechowy i nie zakończył się tak jak oczekiwano. Było to w dużej mierze pokłosiem pandemii COVID-19 i konieczności grania w dość specyficznych warunkach, a więc przy pustych trybunach i bez gwarancji tego w jakim składzie będzie można zagrać kolejny mecz (kwarantanna piłkarzy z dodatnim wynikiem testu).Już na starcie nowej kampanii prowadzony przez holenderskiego szkoleniowca Utrecht zalicza solidną wpadkę. W drugiej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy UEFA zespół odpada po dwumeczu z Zrinjski Mostar. Biorąc pod uwagę dysproporcje w jakości posiadanych piłkarzy, budżetach czy ligach w których te zespoły występują, Utrecht miał obowiązek ten pojedynek wygrać i awansować do kolejnej rundy. Tak się nie stało i tu należy wrzucić kamyczek do ogródka van den Broma, którego zespół nie sprostał dość łatwemu, jak się wydaje, zadaniu. W rozgrywkach krajowych klubowi obecnego szkoleniowca Lecha wiedzie się zdecydowanie lepiej. W lidze zespół spisuje się lepiej niż w poprzednim sezonie, ze średnią 1,64 punktu na mecz, a w krajowym pucharze dochodzi do finału. Niestety, ze względu na obostrzenia pandemiczne władze holenderskiego związku piłki nożnej (KNVB) kończą sezon po 26 kolejkach, a finał pucharu nie jest rozgrywany. Mimo protestów wielu klubów, w tym Utrechtu, decyzji nie zmieniono. Zespół prowadzony przez van den Broma kończy ligę na 6 pozycji, mając dodatkowo mecz zaległy, a ponadto traci możliwość wywalczenia czwartego w historii klubu pucharu Holandii. Latem Utrecht nie wydał na transfery ani jednego euro, bazując na składzie z poprzedniego sezonu uzupełnionym zawodnikami pozyskanymi na zasadzie wolnych transferów i wypożyczeń oraz młodzieżą z drużyny U-21. Dodatkowo sprzedano do Ajaxu podstawowego prawego obrońcę, a kilku innych graczy szerokiego składu stracono ze względu na wygasające wypożyczenia. Nowy sezon w Utrechcie kończy się dla Johna van den Broma po zaledwie 7 kolejkach, w których prowadzony przez niego zespół zanotował 3 zwycięstwa, 3 porażki i 1 remis (średnia 1,42pkt/mecz). W listopadzie 2020 roku odchodzi z FC Utrecht i po wpłacie 0,5 mln euro odstępnego przez Racing Genk zostaje szkoleniowcem tego szanowanego belgijskiego klubu. Przyczyn takiego stanu rzeczy, a więc pozbycia się van den Broma przez holenderski klub przed wypełnieniem trzyletniego kontraktu, jest co najmniej kilka. Po pierwsze, sprowadzając obecnego szkoleniowca Lecha do Utrechtu oczekiwano, że „zaatakuje on pierwszą trójkę obecnym składem”. Słowa te nie przypadkowo wziąłem w cudzysłów, gdyż wypowiedział je główny udziałowiec klubu Frans van Seumeren. Z jednej strony oczekiwania były chyba zdecydowanie na wyrost, gdyż Utrecht to klub mniej utytułowany i biedniejszy od AZ Alkmaar. Z drugiej jednak strony, John van den Brom doskonale wiedział na co się pisze składając autograf pod ofertą nowego pracodawcy. Po drugie, pechowy pierwszy sezon tego szkoleniowca, przedwcześnie zakończony przez władze federacji, zdecydowanie pokrzyżował szyki holenderskiemu szkoleniowcowi. Był przecież w finale pucharu krajowego i gdyby go wywalczył to byłoby to dopiero 3 takie trofeum w historii FC Utrecht, a jednocześnie zespół zapewniłby sobie grę w europejskich pucharach w kolejnym sezonie. Nie wiadomo również jak zakończyłaby się ta kampania gdyby pozwolono ją rozegrać na pełnym dystansie 34 spotkań. Dodatkowo, kuriozalna decyzja władz federacji, która nie pozwoliła zespołowi van den Broma rozegrać zaległego meczu, a który realnie dawał szanse na awans o jedno miejsce w końcowej tabeli. Po trzecie, zespół pod wodzą holenderskiego trenera zrobił progres, ale nie był on tak spektakularny jak w AZ Alkmaar czy poprzednich klubach które prowadził. Zwiększenie średniej punktowej na mecz z 1,59 na 1,64 w pierwszym sezonie pracy mówiąc wprost czterech liter nie urywa. Do tego należy dodać przegrany dwumecz przeciwko Mostarowi w eliminacjach LE oraz fatalny start drugiego sezonu z aż 3 porażkami w pierwszych 7 meczach. Patrząc zatem przez pryzmat oczekiwań związanych z zatrudnieniem van den Broma w Utrechcie, jego pracę tam można ocenić jako umiarkowaną porażkę, a w każdym razie ja ją tak oceniam. Zwłaszcza, że obecny szkoleniowiec Lecha dobrze wiedział na co się pisze i czego się od niego oczekuje.

Wybawcą głównie dla Utrechtu okazał się belgijski Racing Genk, który chciał van den Broma u siebie tak bardzo, że nawet wpłacił pół miliona euro odstępnego jako rekompensatę za wcześniejsze rozwiązanie kontraktu z holenderskim klubem przez trenera. Była to transakcja typu win-win, gdzie każdy dostał to czego chciał. Utrecht chciał się rozstać z van den Bromem i jeszcze skasował za to pokaźną sumkę, Racing Genk dostał trenera o którego tak mocno zabiegał, a holenderski szkoleniowiec nowe środowisko pracy i możliwość walki o najwyższe cele. John van den Brom objął stery zespołu 8 listopada2020 roku po 12 rozegranych ligowych kolejkach. Pierwszy (niepełny) sezon w Genk okazał się sporym sukcesem. Zespół ukończył zasadniczą część rozgrywek na 4 miejscu w tabeli gwarantując sobie udział w grupie mistrzowskiej. W fazie play-off prowadzony przez van den Broma Racing Genk wygrał 5 z 6 meczy i został ostatecznie vice-mistrzem Belgii. Do najwyższego stopnia podium zabrakło jednego punktu, a dodatkowo zespół wygrał puchar Belgii pokonują w finale Standard Liege. Holenderski szkoleniowiec zanotował średnią punktową na poziomie 1,79 dla rozgrywek ligowych oraz 1,97 dla wszystkich meczy, łącznie z pucharowymi. Rozbudzone udaną kampanią nadzieje przed kolejnym sezonem zostały niestety szybko zweryfikowane. I to niestety dla fanów Genk jak i samego van den Broma negatywnie. Z informacji prasowych do których mi udało się dotrzeć, a przeszukałem internet dogłębnie i to z pomocą belgijskiego znajomego, historia zatoczyła koło i w Genk powtórzyło się to czego holenderski szkoleniowiec doświadczył podczas poprzedniej pracy w Belgii trenując Anderlecht. Z resztą tę wersję wydarzeń potwierdza również w swoich publikacjach wspominany przeze mnie Mariusz Moński. Po świetnym sezonie „gwiazdy” zespołu zaczęły skupiać się na sobie, a nie na zespole i przygotowaniach do nowych rozgrywek. Ile jest w tym prawdy nie wiem, bo tylko osoby z wewnątrz są w stanie zweryfikować tę hipotezę. Może było tak jak podają źródła internetowe i Pan Moński, a może zwyczajnie van den Brom nie poradził sobie w drugim sezonie. Fakty są takie, że po odpadnięciu Racingu Genk z rozgrywek pucharowych, zarówno krajowych (na etapie 1/16 przeciwko Club Brugge) jak i europejskich (najpierw przegrany dwumecz w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko Szachtarowi Donieck, a następnie odpadnięcie z grupy Ligi Europy), oraz plasowaniu się zespołu po 17 kolejkach ligowych na dopiero 8 miejscu, John van den Brom został zwolnionych z Racingu Genk. Można by powiedzieć, że wydarzyła się to historia podobna do tej jaka wydarzyła w Utrechcie, tylko tym razem sinusoida była bardziej stroma. Pierwszy sezon pracy absolutnie rewelacyjny, o mały włos nie zakończony dubletem. Drugi to całkowita porażka, bo zespół który w końcu miał walczyć o mistrza plątał się w środku tabeli belgijskiej Pro Jupiler League i jeszcze w grudniu odpadł ze wszystkich możliwych rozgrywek pucharowych. Uczciwie należy jednak dodać, że nowy trener Racingu Genk też nie dźwignął tematu. Objął zespół, który zajmował 8 miejsce w ligowej tabeli i po rozegraniu całego sezonu doprowadził również do 8 miejsca na jego koniec. Możliwe zatem, że problemy z „gwiazdami” zespołu nie były tylko opowieściami z mchu i paproci.

Po 4 miesiącach odpoczynku od trenerki John van den Brom obejmuje stery Al-Taawoun FC, wybierając zaskakujący kierunek jakim była Arabia Saudyjska. Nie ma chyba sensu pisanie o tym epizodzie w jego karierze trenerskiej. Raz, że tamtejsza liga to peryferia futbolu, a dwa że po 7 kolejkach i 36 dniach na stanowisku szkoleniowca został zwolniony. Motywy podjęcia pracy w tak niszowych rozgrywkach są nieznane, więc zakładam, że zgodnie ze starą prawdą, jak nie wiadomo o co chodziło to chodziło o pieniądze. Czy to źle świadczy o trenerskich ambicjach van den Broma? I tak i nie. Z jednej strony jeśli chcesz by cię szanowano to musisz się sam szanować. Nie mam nic do zespołu Al-Taawoun FC, ale mimo wszystko praca w takim miejscu podjęta przez renomowanego trenera chluby mu nie przynosi. Uważam nawet, że długoterminowo ten wpis w CV może obecnemu szkoleniowcowi Lecha bardzo przeszkadzać. Z drugiej strony środek sezonu podczas którego zluzowano van den Broma z Genk, nie obfituje w wolne miejsca pracy na stanowiskach trenerskich w ciekawych klubach. W kwietniu nadarzyła się okazja by wyjechać i zarobić parę euro to czemu nie, skoro i tak nigdzie nie pracował. Poza tym, wydaje mi się, choć tylko takie moje przeczucie, że on po pracy w Genk musiał po prostu odpocząć od europejskiej piłki. Nie od piłki w ogóle, ale właśnie od tej w której dotychczas pracował. Zaliczył przecież solidny rollercoaster pracując w Belgii. Pierwszy sezon i prawie ugrany dublet, drugi totalna porażka na wszystkich możliwych frontach. Może właśnie potrzebował gdzieś wyjechać na jakiś czas, żeby zresetować głowę, a jak można było przy tej okazji nieco zarobić to tym bardziej się nie zastanawiał. Jak było naprawdę wie tylko John van den Brom. Dla nas najważniejsze jest to, że 1 lipca 2022 roku objął stery poznańskiej lokomotywy.

Profil trenerski

W tej części tekstu postaram się odpowiedzieć na pytanie jakim trenerem jest John van den Brom, czego po jego pracy można oczekiwać w Lechu, jaki styl gry preferuje i jaka jest jego filozofia futbolu. Oczywiście całość zaprezentowanych tu informacji bazować będzie naopiniach piłkarzy i dziennikarzy jakie udało mi się wyszukać oraz statystyk jakie wygrzebałem z piłkarskich baz danych. Nie będzie to zatem zbiór moich przemyśleń, ale raczej syntetyczne zestawienie opinii osób, które miały okazje z nim pracować (piłkarze) lub śledzić jego poczynania w kolejnych klubach (dziennikarze). A zatem, jakim szkoleniowcem jest John van den Brom?

Jeśli zadacie takie pytanie holenderskiemu dziennikarzowi sportowemu to odpowie wam krótko: „typical Dutch coach”. Pierwsze zatem co przychodzi do głowy jeśli chodzi o skojarzenia z niderlandzkim futbolem to bardzo dobra organizacja gry. Nie inaczej jest u obecnego szkoleniowca Lecha, który kładzie bardzo duży nacisk na to by każdy piłkarz grający na określonej pozycji wiedział co ma robić, zarówno w ofensywnej jak i defensywnej fazie gry. Zawodnicy muszą umieć współpracować z kolegami ze swojej formacji, a także przesuwać się wertykalnie i horyzontalnie po boisku w taki sposób by zachowała ona swoją spójność, szczególnie w sytuacji gdy drużyna się broni. W typowej holenderskiej piłce liczy się określony system gry, a piłkarze muszą w ten system umieć się wpasować. Dlatego tak ważne jest by każdy piłkarz wiedział czego się od niego wymaga na danej pozycji. Od siebie dodam, że starcie znakomitej organizacji gry z jej brakiem doskonale było widać podczas meczu Kolejorza przeciwko FC Basel. Akurat przyszło mi to spotkanie oglądać z najwyższego piętra trybu stadionu przy ul. Bułgarskiej, co sprawiało, że miałem idealną perspektywę do całościowego spojrzenia na grę obu ekip. To jak zespół z Bazylei przesuwał się formacjami, jednocześnie trzymając ich spójność i odległości między poszczególnymi liniami zrobiło na mnie ogromne wrażenia, szczególnie na tle dość chaotycznie grającego Lecha.

Drugą cechą obserwowaną wśród zespołów van den Broma, ale także innych ekip prowadzonych przez szkoleniowców z Niderlandów, jest wykorzystanie do gry całej przestrzeni boiska w fazie ofensywnej gry. Ma to na celu rozciągnięcie formacji przeciwnika, który akurat się broni i stworzenie przestrzeni dla wbiegających w wolne korytarze zawodników ofensywnych, a także prostopadłych podań do napastnika czy skrzydłowych. Taki styl grania był do bólu ćwiczony przez wielki Ajax van Gaala i jest z powodzeniem kontynuowany przez jego następców. Z resztą współcześnie chyba najlepszym przykładem takiego podejścia są mecze zespołów prowadzonych przez Guardiolę, które gdy atakują to mają zawodników zarówno przy jednej jak i drugiej linii autowej. Ci z was, którzy oglądali relacje filmowe z treningów w Opalenicy mogli zauważyć jak na jednym z materiałów van den Brom zżyma się na naszych piłkarzy, oczywiście w swoim uprzejmym holenderskim stylu, że wszyscy stoją w jednej części boiska.

Kolejnym znakiem firmowym nowego szkoleniowca Lecha jest dość skromny wybór typowo holenderskich ustawień na boisku, które umożliwiają wykorzystanie wspomnianej wyżej przestrzeni jak i zachowanie balansu między ofensywą i defensywą. Oczywiście klasyką jest tu słynne 4-3-3, które obecnie w różnych wariantach zdominowało piłkę nożną na najwyższym poziomie, ale van den Brom z powodzeniem stosował również inne ustawienia, takie jak 3-4-3 (AZ Alkmaar), 5-3-2 (Genk) czy grane przez Skorżę 4-2-3-1 (Anderlecht). Jak poukłada Lecha w bieżącym sezonie tego nie wiem, ale mogę w ciemno obstawić, że będziemy grać w maksymalnie dwóch różnych ustawieniach, bo z reguły tak robił w klubach które prowadził. Jest to z resztą logiczne jeśli zespół ma być dobrze zorganizowany, a każdy piłkarz ma wiedzieć czego się od niego wymaga. Trudno by gracze mieli do perfekcji opanowane swoje zadania dla pięciu różnych systemów i się w tym wszystkim nie mylili.

Kolejnym elementem filozofii futbolu Johna van den Broma jest kontrola wydarzeń na boisku, co oznacza ni mniej ni więcej posiadanie piłki. Jest to z resztą typowa cecha wszystkich szkoleniowców wywodzących się z holenderskiej szkoły. A założenia tej szkoły są proste: możesz kontrolować wydarzenia na boisku tylko wtedy gdy posiadasz piłkę. Jeśli ma ją przeciwnik to on dyktuje warunki gry. W tym względzie nie będzie to nowość dla naszych zawodników bo w poprzednim sezonie w większości spotkań ligowych mieliśmy zdecydowanie większe posiadanie futbolówki niż rywale. Inna sprawa, że nie zawsze wiedzieliśmy co tym posiadaniem zrobić, co oczywiście miało przełożenia na kilka niezbyt chlubnych wyników w lidze. W tym względzie mam nadzieję, że pod ręką Holendra nasze grajki zrobią postęp i będą potrafili przebijać się przez autobusy ustawione w polu karnym. Na materiałach filmowych z Opalenicy widać było z resztą, jak wiele ćwiczeń wykonywano z piłką i jak wiele uwagi poświęcano utrzymaniu się przy piłce, szczególnie w grze na małej przestrzeni. Jaki da to efekt i czy w ogóle jakiś przekonamy się niebawem.

Następną cechą filozofii gry w piłkę jaką prezentuje John van den Brom jest zamiłowanie do gry ofensywnej i to do tego stopnia, że belgijski dziennikarz sportowy Kjell Doms określił go mianem romantycznego trenera. O co chodzi? Otóż wedle jego opinii Holender woli wygrać 4:3 niż 1:0 i moim zdaniem jest to całkowicie słuszna uwaga mająca potwierdzenie w liczbach. W statystykach dotyczących jego kariery jakie zaprezentowałem wyżej, widać dość wyraźnie, że każdy zespół jaki prowadził już w pierwszym roku poprawiał nie tylko liczbę zdobytych punktów ale również bilans bramkowy. Co ciekawe, jeśli spojrzelibyście na szczegółowe dane z analizowanych sezonów to okazuje się, że poprawa ta wynika głównie z większej ilości strzelonych przez zespół bramek, a nie mniejszej ilości straconych. Na przykład w pierwszym sezonie w AZ Alkmaar zespół pod wodzą van den Broma miał lepszy bilans bramkowy niż w poprzedniej kampanii ale w ogólnym rozrachunku stracił aż 6 bramek więcej. Nawet zdobywając mistrzostwo z Anderlechtem jego drużyna straciła w sezonie więcej goli niż rok wcześniej. Wnioski możecie wysunąć sami i tutaj objawia się kolejna cecha charakterystyczna naszego nowego trenera, o której w jednej z rozmów na kanale meczyki.pl mówił Mariusz Moński. Pod ręką van den Broma kwitną gracze ofensywni, szczególnie skrzydłowi i napastnicy. Wynika to z dwóch istotnych czynników. Po pierwsze system gry w ofensywie stwarza dużo wolnych przestrzeni, co jest szczególnie korzystne dla szybkich piłkarzy, którzy tej przestrzeni potrzebują, by wykorzystać swoje walory. Po drugie, o czym wspominał Pan Moński, holender daje graczom ofensywnym dużo swobody gdy zespół atakuje. Mimo nacisku na organizację i kontrolę gry, mają oni możliwość wykazania się kreatywnością i pomysłowością, gdy zespół atakuje. Van den Brom uważa, że przypisywanie graczy ofensywnych do konkretnej pozycji i trzymanie ich na taktycznej „smyczy” zabija w nich przyjemność z gry w piłkę i osłabia ofensywę poprzez eliminowanie nieszablonowych rozwiązań.
Takie pozytywistyczne nastawienie do piłkarzy z pierwszych dwóch formacji i wizja ciągłe go atakowania przeciwnika maja jeszcze jedną konsekwencję. U van den Broma wszyscy gracze z pierwszej i drugiej linii muszą być dobrzy w kreacji. Nie ma zatem znaczenia czy grasz na środku ataku czy jesteś defensywnym pomocnikiem, masz umieć grać „do przodu”. W tym miejscu warto wspomnieć, że takie podejście może sprowadzić problemy adaptacyjne dla naszych graczy z drugiej linii, szczególnie Karlstoma, Murawskiego i Kvekve. Mimo że każdy z tych graczy coś w ofensywie potrafi i nie są to typowe przecinaki do kasowania akcji przeciwnika to jednak ich potencjał w grze do przodu jest dość ograniczony i obserwowany jedynie okazjonalnie. Ale nie o takie walory ofensywne holenderskiemu trenerowi chodzi. Postaram się to wyjaśnić na pewnym przykładzie. Otóż u van den Broma, ale również u wielu innych szkoleniowców z Niderlandów, popularnym manewrem w fazie ataku jest niespotykany w Polsce manewr taktyczny, polegający na zejściu bocznych obrońców do środka pola i przyjęcie roli defensywnych pomocników. Dzięki temu cała druga linia podchodzi o wiele wyżej bramki przeciwnika, a zespół atakuje aż szóstką graczy (zakładając że gramy czwórką w obronie). Nie jest oczywiście tak, że każde przejście do ofensywy odbywa się według tego schematu. Jest to tylko jeden ze stosowanych przez naszego trenera wariantów taktycznych, ale on dobitnie pokazuje dlaczego wszyscy pomocnicy, nawet ci z pozycji osiem i sześć muszą być kreatywni pod bramką przeciwnika. Nie zdziwcie się zatem jak zobaczycie Ramireza (jeśli zostanie w Lechu) obok Karlstoma, przynajmniej dopóki Sousa nie będzie do gry.

Niewątpliwym, często przytaczanym w mediach, atrybutem pracy nowego szkoleniowca Lecha jest umiejętność skutecznego wprowadzania młodych graczy do zespołu seniorskiego. Nie jest bowiem sztuką włączyć „młodego” do składu pierwszej drużyny. Sztuką jest zrobić to w taki sposób by korzyści odczuwały zarówno zespół jak i sam zawodnik, a van den Brom pokazał nie raz że to potrafi. W swojej bogatej trenerskiej karierze holenderski trener wprowadzał do dorosłej piłki takie gwiazdy jak Dries Mertens, Nacer Chadli, Youri Tielemans, Leander Dendoncker, Dennis Praet czy Wesley Hoedt. Wszyscy ci zawodnicy debiutowali pod wodzą van den Broma w wieku nastoletnim i odgrywali znaczące role w swoich drużynach. Dla przykładu, 16/17-letni Youri Tielemans rozegrał w swoim debiutanckim sezonie 35 spotkań i to w napakowanym gwiazdami Anderlechcie. To również van den Bromdał szansę pokazania swoich umiejętności 19-letniemu Driesowi Mertensowi, którego wcześniej nie chciał w swojej kadrze ani Anderlecht ani Gent. I w zasadzie podobne historie można przypisać każdemu z wymienionych wyżej zawodników. Holender zobaczył w nich coś czego nie widzieli inni i pomógł się tym piłkarzom rozwinąć. Jednakże nie to czyni z niego świetnego trenera dla młodych graczy. Wiele przecież było w historii piłki nazwisk, którym wróżono wielkie kariery, a one jednak przepadły. Znamy przecież takie historie chociażby z Lecha. To co czyni nowego szkoleniowca Lecha niezwykłym to umiejętność wprowadzania ich do pierwszego zespołu w taki sposób by było to z korzyścią dla nich i dla drużyny. Potrafi on w niezwykły sposób zachować właściwą równowagę pomiędzy liczbą minut, ilością spotkań, stopniem trudności meczów, wymaganiami i presją. Myślę, że dobrą puentą do tego punktu będzie wypowiedź Johana Boskampa, byłego trenera Anderlechtu i niegdyś również znakomitego piłkarza: „Jego przybycie wyraźnie wszystko zmieniło. Nie zawsze można promować młodzież, grać atrakcyjną piłkę nożną i wygrywać mecze w tym samym czasie, ale Van Den Brom poradził sobie.”

Na sam koniec tej części chce wspomnieć o jeszcze jednej, mocno charakterystycznej dla prowadzonych przez Holendra zespołów cesze, a mianowicie atrakcyjnej dla oka grze. Oczywiście, nie jest to najistotniejsze kryterium wyboru szkoleniowca, bo ten ma w głównej mierze robić wyniki i z tego jest rozliczany. Jednakże trudno zbyć milczeniem fakt, że atrakcyjna gra, choć mało istotna ze sportowego punktu widzenia, może przynieść wymierne korzyści finansowe. Pamiętamy co się działo parę lat temu gdy zapanowała „moda” na Lecha. Gdy graliśmy atrakcyjną piłkę, gdy były europejskie puchary i uznane firmy na Bułgarskiej, gdy na grę Kolejorza patrzyło się z przyjemnością, a trybuny były w dużej mierze zapełnione na każdym ciekawszym meczu. Dlatego warto zawsze spojrzeć na to co van den Brom może dać drużynie nieco bardziej holistycznie, wyjść poza atrybuty czysto sportowe i złapać głębszą perspektywę. Przyjemna dla ok gra to przecież więcej kibiców na trybunach, większe zainteresowanie mediów, większa atencja potencjalnych sponsorów i partnerów, większe zasięgi w sieci i social mediach, a to wszystko finalnie oznacza większe wpływy do klubowego budżetu. Wartość dodana nie do przecenienia, szczególnie dla takiego klubu jak Lech. Nie jesteśmy przecież petrodolarowym Manchesterem City czy innym PSG, których portfel zakupowy nie zna głębi. Każda dodatkowa złotówka buduje potencjał klubu na kolejny sezon, a dobrze wiemy że uzależnianie budżetu transferowego tylko i wyłącznie od wpływów ze sprzedaży najzdolniejszych graczy to droga donikąd. Im więcej wpływów z biletów, reklam, praw telewizyjnych i sponsorów tym mniej trzeba będzie sprzedawać, żeby kogoś nowego kupić. A tylko tak możemy przestać kręcić się w miejscu i budować z roku na rok silniejszą kadrę.

Cechy osobowościowe

Od strony charakterologicznej van den Brom jest bardzo pozytywnie nastawionym trenerem i to zarówno w stosunku do zawodników jak i samej gry. Według niego gra ma piłkarzy cieszyć, bo tylko wtedy można z nich wydobyć to co najlepsze. Holender uważa, że zbytnie przywiązywanie ich do z góry narzucanych schematów zabija w nich nie tylko kreatywność, ale przede wszystkim chęć do gry, co oczywiście nie zmienia faktu, że pewna dyscyplina taktyczna jest absolutnie wymagana. Niemnie jednak uważa on, że piłkarz który będzie się męczył realizując do bólu wizję trenera, szczególnie w ofensywnej fazie gry, bardzo szybko się zrazi i będzie chciał odejść do innego klubu. Tego obecny szkoleniowiec starał się przez całą karierę trenerską unikać i zawsze dawał graczom wiele wolności w grze do przodu, jednocześnie ufając, że taka swoboda uwolni ich potencjał. Patrząc na wyniki jakie robił oraz ilu młodych graczy rozwinął trudno jest powiedzieć, że się mylił. Z resztą sami wiemy na przykładzie chociażby Amarala ile potrafią zdziałać odpowiednie zaufanie do gracza i danie mu nieco swobody w grze do przodu na odpowiedniej dla niego pozycji na boisku.

Pozytywne podejście do piłkarzy John van den Brom realizuje również poprzez chwalenie ich za to co zrobią dobrze, a nie ciągłe ganienie ich za to zrobią źle. Mariusz Moński w swoim tekście o naszym holenderskim szkoleniowcu wspomina, że taką postawę ukształtowały w nim doświadczenia z przeszłości kiedy sam był piłkarzem. Jako młody chłopak ciągle słyszał od swoich trenerów, że coś robi źle i że musi to i tamto poprawić. Działało to na niego na tyle depresyjnie, że pewnego dnia zapytał swojego przełożonego, czy w ogóle jest coś co robi dobrze. Dlatego jako trener zawsze stara się pozytywnie komunikować ze swoimi podopiecznymi, nawet wtedy gdy nie zawsze wszystko robią poprawnie. Sam twierdzi że „objęcie gracza ramieniem jest sto razy lepsze niż ciągłe karcenie go”. Piłkarze to doceniają bo w udzielanych po latach wywiadach wspominają go dobrze, nawet jeśli był zwalniany z klubu tak jak było to w przypadku Anderlechtu. Wystarczy poczytać chociażby to co o van den Bromie mówił Dennis Praet w wywiadzie dla portalu Ootb: same superlatywy i mnóstwo szacunku.
Niestety to pozytywne podejście miewa też swoje wady. Wielu dziennikarzy wypomina holenderskiemu szkoleniowcowi to o czym wspomniałem już wyżej. Jest zbyt lojalny względem swoich piłkarzy, co mocno ogranicza mu możliwości zarządzania szatnią. Prawdopodobnie tak właśnie stracił panowanie nad zespołem Genku i Anderlechtu, co kosztowało go stratę posady. Nowy trener Lecha jest typowym przedstawicielem tego nurtu piłkarskich menedżerów, którzy zawsze ściągają presję ze swoich graczy i po porażkach biorą winę na siebie, a van den Brom robił tak nawet wtedy kiedy zespół przegrywał przez ewidentne indywidualne błędy. Takie podejście na krótką metę działa i może być nawet korzystne. Piłkarze czują wsparcie ze strony szkoleniowca, lepiej znoszą presję mediów i kibiców, co niektórym z nich pozwala szybciej wydobyć się z mentalnego dołka. Gorzej jest gdy drużynie nie idzie od dłuższego czasu, wtedy takie nad wyraz lojalne zachowanie względem swoich graczy zaczyna być destruktywne. Trudno jest bowiem ich karcić, nawet gdy ewidentnie na to zasługują, jeżeli na konferencjach prasowych stoi się za nimi murem. A dobrze wiemy, że jeśli „dajemy ciała” to często porządna „suszarka” w stylu Alexa Fergusona bywa nad wyraz oczyszczająca i dopingująca do dalszej pracy. Niestety tak zostaliśmy skonstruowanie, że zasada kija i marchewki, używana z rozsądkiem i we właściwej proporcji daje długoterminowo najlepsze wyniki. Bezstresowe prowadzenie piłkarzy skutkuje tym, że wychowujemy bezkrytycznych socjopatów, którzy będą nam „księżniczkować” przy każdej próbie krytyki. Mam jednak nadzieję, że van den Brom jest na tyle doświadczonym trenerem, że wielokrotnie analizował to co poszło nie tak w Genk i Anderlechcie, i że drugi raz tych samych błędów nie popełni.

Na koniec tej części tekstu warto też uwypuklić, że bardzo dobrze holenderskiego szkoleniowca wspominają dziennikarze i publicyści sportowi, co uważam za niezwykle korzystną cechę osobowościową trenera, szczególnie teraz gdy żyjemy w epoce mediów elektronicznych. Przywołany przeze mnie wcześniej belgijski dziennikarze Kjell Doms wspomina van den Broma w ten sposób: „Jest miłą, otwartą osobą, także dla dziennikarzy. Możesz go zapytać o wszystko, możesz się z nim kłócić, nie ma problemu”. Z kolei Rudy Neuyens, dziennikarz sportowy pracujący dla Het Laatste Nieuws twierdzi, że nasz obecny szkoleniowiec „Nie jest facetem, który po pewnym czasie udaje, że cię nie zna. Poza tym nie szczypie w język, a dziennikarze lubią takich trenerów”. Podobnych wypowiedzi jest więcej. Generalnie obraz van den Broma w oczach dziennikarzy jest bardzo pozytywny, nawet jeśli mieli oni zastrzeżenia do jego pracy w określonym klubie.

Dlaczego Polska?

Jeżeli dotrwaliście do tego miejsca to pewnie tak jak ja zastanawiacie się co gość z takim trenerskim CV robi w Polsce. Owszem, John van den Brom nie jest kryształowy, ma swoje wady i nie wszystko mu w karierze szkoleniowca wychodziło. Ale mimo wszystko facet, który z wygrywał mistrzostwo z Anderlechtem i puchar Belgii z Genk, który biednym AZ Alkmaar ogrywał Ajax z Luisem Suarezem w składzie i kończył sezon nad naszpikowanym gwiazdami PSV Eindhoven, który pracował z takimi nazwiskami jak Dries Mertens czy Youri Tielemans, który był szefem wyszkolenia w Ajaxie i którego trenerem i mentorem był Louis van Gaal, jednak trochę do naszej przaśnej ekstraklasy nie pasuje. W każdym razie takie wrażenie ja odnoszę po tym jak skończyłem porządkować materiały do tego felietonu. Zatem pytanie, czemu Lech i czy nie jest to już odcinanie kuponów od nazwiska?

Odpowiadając na to pytanie zacznę od tego dlaczego nie Holandia i Belgia. W tym celu posłużę się opinią jaką opublikował Sander Berends, dziennikarz sportowy portalu elfvoetbal.nl, będący komentarzem do objęcia przez van den Broma posady szkoleniowca Lecha Poznań. Otóż autor ten podał trzy główne przyczyny dla których holenderski trener szukał pracy poza strefą Beneluksu. Po pierwsze, żaden klub z wielkiej trójki Eredivisie, a więc Ajak, PSV i Feyenoord, nie zaoferują mu pracy. Dlaczego? Z bardzo prozaicznej przyczyny, jego nazwisko w ojczyźnie nie jest wystarczająco „duże”. W sumie nie ma się co dziwić biorąc po uwagę fakt, że w ostatnich dziesięcioleciach Holandia naprodukowała tylu światowej sławy piłkarzy, którzy później został trenerami. Jeśli chodzi o kluby tuż za wielką trójką, no to zarówno Utrecht jak i Vitesse już go miały jako szkoleniowca, a reszta średniaków nie będzie go chciała. I to nie dlatego, że nie ma kompetencji czy wyników. Wręcz przeciwnie, prowadząc kluby z drugiej połowy tabeli odnosił największe sukcesy w swojej karierze. Ale Sanders wypomina, że wadą van den Broma są bardzo częste zmiany klubów i w zasadzie poza AZ Alkmaar nigdzie dłużej nie zagrzał miejsca. Nikt nie będzie chciał zatrudniać trenera, który po pierwszy roku z bardzo dobrymi wynikami dostanie propozycje od lepszego klubu i od razu z niej skorzysta, a niestety tak bywało w karierze obecnego opiekuna Lecha. Belgia odpada ze względu na dwa finalnie nieudane podejścia (Genk i Anderlecht) i złe wspomnienia samego van den Broma związane z pracą w tym kraju. W jednym z wywiadów podkreślał parokrotnie, że ma do obu klubów żal za zbyt szybkie zwolnienie go. Podobnego zdania jest Rudy Neuyens (dziennikarz Het Laatste Nieuws), który uważa że oba kluby spanikowały i zbyt szybko zakończyły współpracę z Holendrem. Wobec powyższych historycznych zaszłości dość naturalne było obranie nowego kierunku geograficznego w poszukiwaniu zatrudnienia. Powrót do Holandii oznaczałby konieczność wzięcia posady w zespole z końca tabeli lub niższej ligi, ale oba te rozwiązania John van den Brom już przerabiała i to na początku swojej kariery trenerskiej. Zakładam zatem, że nie chciał zaczynać od początku, zwłaszcza że ma już 55 lat.

Dlaczego zatem Polska i Lech Poznań? Tutaj odpowiedź nie jest już taka jasna i oczywista. Może po prostu nadarzyła się okazja objęcia sterów drużyny, która będzie o coś walczyć w przyszłym sezonie. Trzeba pamiętać, że mimo zakończonego sezonu nie pojawiło się wiele wolnych miejsc na stanowiskach trenera pierwszej drużyny w sensownych klubach grających w sensownych rozgrywkach ligowych. Ponadto nie każda potencjalna oferta pracy była stworzona dla Holendra. Dla klubów z europejskiego topu jest mówiąc wprost „za krótki” i zapewne odpadłby w przebiegach. Z kolei kluby ze słabszych lig chętnie by go widziały na stanowisku szkoleniowca pierwszej drużyny, ale problemem są pieniądze na opłacenie jego wynagrodzenia. Trener z takim CV za frytki przecież pracować nie będzie. Zostały zatem europejskie średniaki spoza krajów Beneluksu albo topowe zespoły z krajów wschodniej i południowej Europy, typu Polska, Czechy czy Chorwacja. Krąg potencjalnych pracodawców był zatem bardzo wąski i zakładam że John van den Brom nie chciał specjalnie wybrzydzać i brałby każdą posadę spełniającą opisane wyżej warunki. Raz że w ofertach raczej nie przebierał i mógłby zostać na lodzie, gdyby czekał na „złoty strzał”, rezygnując z mniej ciekawych ofert. A dwa, to chyba przemawiał przez niego czysty trenerski pragmatyzm, że lepiej jest drużynę objąć szybciej niż później, chociażby ze względu na możliwość przepracowania z zawodnikami okresu przygotowawczego. Trafił się Lech, który był w stanie zapłacić odpowiednio wysoką pensję, liga i potencjał klubu też pasowały, więc van den Brom wylądował u nas. Ot i cała historia, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jak to w życiu bywa, największy wpływ na jego kształt ma zawsze przypadek i chyba tym razem znowu był w roli głównej.

Jakim trenerem w przypadku Kolejorza okaże się John van den Brom pokaże najbliższa przyszłość. Ze swojej strony chciałem wam przybliżyć sylwetkę Holendra najlepiej jak się dało i dać pole do własnej oceny, bo niestety na jakąś sensową publikację w tym aspekcie ze strony „gwiazd” dziennikarstwa sportowego liczyć nie można. Chciałem uporządkować to co już wiecie, dodać to czego nie wiecie, uzupełnić opinie liczbami i dać podstawę do merytorycznej oceny jego trenerskiego CV. Mam nadzieję, że choć trochę się to udało.

Maciej Ciołek

Więcej o cyklu „Twoim zdaniem” -> TUTAJ

Artykuły można wysyłać na adres e-mail -> redakcja@kkslech.com

Teksty wysłane do nas przez kibiców można przeczytać -> TUTAJ

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





35 komentarzy

  1. mario pisze:

    Maciej, to chyba Twój trzeci artykuł tutaj i trzeci raz składam wyrazy szacunku i podziwu. Wspaniała robota! 👍👏

  2. Lolo pisze:

    Dzięki. Bardzo fajny i konkretny artykuł. Oby udało się zrealizować jego założenia. Może to być trener na lata

  3. aaafyrtel pisze:

    odnośnie meczyku z karabachem i charakterystyki niderlandczyka…

    meczyk był ultradefensywny, mieliśmy tylko 3 celne strzały, karabach zresztą tylko 4…

    było z naszej strony chaotyczne bieganie, i z licznymi stratami pachnącymi utratą kasty na kilometr, za karabachem grającym piłką…

    pewnikiem niderlandczyk zmienił swoje przyzwyczajenia trenerskie… może ten obóz w opalenicy mu coś w łepetynie rozjaśnił…

  4. aaafyrtel pisze:

    ja potrafię docenić, że niderlandzyk w bardzo krótkim czasie podczas pobytu w opalenicy prawidłowo ocenił „jakość” piłkarską naszej eki zespołowo i indywidualnie i dobrał na karabach jedyną właściwą taktykę, zapewne wbrew swoim instynktownym przyzwyczajeniom opisanym w felietonie…

    jedynie indolencji strzeleckiej karabachu zawdzięczamy to, żeśmy tego meczu nie przegrali z kretesem… indywidualne nasze błędy/straty były żenujące…

    • Lolo pisze:

      A może chodzi o naszą obronę. I tutaj dobrze to rozegrał? Szklanka jest do połowy pusta czy pełna? Dołki kopiesz. Nie jesteś kibicem Kolejorza

    • leftt pisze:

      Oni mieli półtora strzału w tym meczu…

      • Lolo pisze:

        leftt. Oni to kto? Lech miał 3 a qarabach 4

      • leftt pisze:

        Karabach. Wiem, że nie mieli półtora, mówię o sensownych strzałach, przepraszam, jeżeli coś mi uciekło.

      • aaafyrtel pisze:

        nie jest łatwo, jak twój adwersarz nie potrafi zrozumieć półtorej szczypty ironii…

      • Lolo pisze:

        Dlatego nie rozumiem co niektórych forumowiczów. Za Macieja w większości mieliśmy posiadanie spore piłki a potrafiliśmy przegrać lub zremisować. Teraz posiadanie mniejsze. Ilość strzałów celnych podobna a mecz wygrany. co komu nie pasuje? Taktyka? może lepiej było wjebać ale posiadać piłkę? jprd

      • leftt pisze:

        Dobra – zagraliśmy pragmatycznie, wbrew sobie, pod wynik. Trener przejął drużynę w takim składzie i na takim etapie jakim przejął. W związku z tym uznał, że czas na wodotryski przyjdzie później a na razie należy po prostu wygrywać, może być po golu strzelonym dupą. Nie chcę deprecjonować Macieja Skorży, a i na ocenianie nowego trenera jest za wcześnie, ale kiedy porównuję sobie ten wyrachowany mecz i urabura w finale PP – to widzę dwie skrajności.

  5. Szostak pisze:

    Bardzo fajny tekst. Mam dwie uwagi:
    1) Trochę jest to literówek i warto by było go jeszcze raz przeczytać przed publikacją.
    2) Moński w programie na meczykach i trener na konferencji podczas zatrudnienia powtarzali czemu JvdB tu trafił – zadecydował Rząsa. W Polsce jest tylko jednym z wielu byłych reprezentantów, który szuka sobie zajęcia po karierze, ale w Holandii ma wypracowana markę. Coś jak djurdjevic w Portugalii albo Kalu Uche w Polsce.

    • Maciej1981 pisze:

      Cieszę się, że tekst się podobał. Odnośnie korekty to robiłem dwie i widocznie coś musiałem przeoczyć. Mea culpa i obiecuję poprawę. Jeśli chodzi o pkt. 2 to pełna zgoda (chyba ten sam program oglądaliśmy). Rząsa chciał JvdB ale pytanie czy Holender chciał Lecha. Jednak dla nie e-klapa to lekka egzotyka. No i kasa. Ale osobiście się cieszę że jest u nas.

      • Szostak pisze:

        To tak jak Tiba w Lechu. Też nie znał Djurdjevica, ale Djurdjevic miał znajomego z czasów, gdy grał w piłkę, który był trenerem/agentem Tiby. Popytał o dobrych grajków i dostał polecenie. Z drugiej strony Tiba dostał kontakt do klubu od kogoś kogo znał, więc poszło łatwiej…

      • Szostak pisze:

        I jeszcze raz gratuluję tekstu

    • mario pisze:

      Szostak, literówki? Serio? Było kilka i co z tego? Wszystko napisane mocno profesjonalnie, a Ty o literówkach? Sam zrobiłeś jedną już w trzecim zdaniu swojego wpisu 🤣🤣🤣

  6. Lolo pisze:

    aaafyrtel pisząc o adwersarzu naprawdę tak uważasz? Zaczynam powoli rozumieć .Dzięki że mnie oświeciłeś

  7. Sosabowski pisze:

    Świetny artykuł, wielki szacunek za włożoną pracę!

  8. 100h2o pisze:

    @Maciej1981 – ciekawy i bardzo obszerny tekst. Szacunek za ogrom włożonej pracy i dociekliwość.
    1- nie rozumiem jednak pewnej niekonsekwencji w opisie preferowanego stylu gry, przez trenera. Raz- trener bardzo dużo uwagi zwraca na rolę każdego gracza i zachowanie się w strefie a z drugiej strony piszesz cyt: „Van den Brom uważa, że przypisywanie graczy ofensywnych do konkretnej pozycji i trzymanie ich na taktycznej „smyczy” zabija w nich przyjemność z gry w piłkę i osłabia ofensywę poprzez eliminowanie nieszablonowych rozwiązań.”
    Czyli rozumiem że tych 3 w ataku może biegać jak chcą a reszta musi trzymać się ściśle tego miejsca na boisku jakie określił trener.
    W takim razie jakie zadanie w tzw „obronie” ma ta radosna trójka?
    2- co do „systemów gry”. Systemy nie grają, a im ich więcej tym większy rozgardiasz. Tak naprawdę do KAŻDEGO systemu powinni być określeni piłkarze. Jak ich nie ma to system staje się „wydmuszką”. Ot ustawieniem teoretycznym a gra idzie i tak jak idzie.I tylko pismacy mogą się nad tym tematem onanizować grając wielkich znawców piłki nożnej. Tak jak robiono już z ustawienia 3 obrońców wręcz obowiązujący kanon , a wiele zespołów i tak gra czwórką.
    3- życie pokazuje że często trener „odpala” w klubie „A”, a potem trafia wcale nie do gorszego klubu i kiszka. Np holenderski trener Ajaxu robiący z nim wyniki Peter Bosz -a po przejściu do dobrego BVB Dortmund po prostu „dał ciała” i wyleciał po 161 dniach pracy w Niemczech. A co ciekawe, potem po BVB był w Bayer Leverkusen i to = 3 sezony !.
    Co robił Brom wiemy. Co zrobi w Lechu? Nijak przewidzieć !

    • Maciej1981 pisze:

      Cześć, więc ad vocem pkt. 1 to chodzi o to, że JvdB to swobodę daje w fazie ataku, co oczywiście nie zmienia faktu, że ogólne założenia taktyczne muszą być realizowane. Z tym zabijaniem kreatywności to podam przykład, z innego poziomu ale dobrze obrazujący o co mi chodzi. Zlatan po swoim epizodzie w Barcelonie powiedział, że u Guardioli jest się w trybikiem w maszynie. Nie ma szans na swobodę i własne pomysły w ataku. Trzeba realizować stricte wytyczne Pepa a jak nie to wędka i zjeba w szatni. Dlatego właśnie Zlatan odszedł i powiedział że u Guardioli grać nie będzie.

      • 100h2o pisze:

        Atak przy okazji: Brom często mówi i ciśnie na treningu „na posiadanie piłki” I tu ciekawostka mecz z Agdamem = Lech 37% posiadania piłki Agdam 63 %. A wynik… 1-0 dla Lecha.
        MCity „posiadał piłkę” i przerżnął w 1/2 LM z Realem. – 1-0 1-3. Tu nie ważna filozofia tylko prosta sprawa- grać tak by szybko strzelić bramkę a…. potem się zobaczy ;-) Lech strzelając na 1-0 przeważnie dawał radę.
        A w „klerpance” niby gra ale musisz mieć artystóws i to wybitnych by to „zatrybiło” – Messi-Barca de Bruyne- City na przykład.
        Czy Lech ma takich artystów?

  9. niebieski_szwung pisze:

    Bardzo ciekawy i merytoryczny artykuł – szacunek dla autora za gruntowną analizę. Im więcej takich materiałów tym lepiej. Pozdro

  10. aaafyrtel pisze:

    kluczowe na najbliższe dni jest to, czy niderlandczyk poradzi sobie z karabachem…

    myślę, że nie będzie miał kłopotu z identyfikacją słabych stron karabachu… oto one…

    „bramkarz” wypluwający dolne piłki…

    gra na wjechanie do bramki…

    pudła w najdogodniejszych sytuacjach…

    po tej identyfikacji, dobór odpowiedniej taktyki nie powinien być nadludzko trudny…

  11. aaafyrtel pisze:

    łopatologicznie… rozumny trener powinien umieć zidentyfikować plusy oraz minusy swojej eki i eki przeciwnej… wtedy dobór odpowiedniej taktyki nie powinien być heroicznym wysiłkiem umysłowym… mniemam, ze niderlandczyk sobie z tym poradzi, bo we wtorek sensownie ekę ustawił…

    jednak ten skorża sobie z tym niby prostym zadaniem nie radził, choćby w finale pp…

  12. Lolo pisze:

    Pierwszy oficjalny mecz wygrany. co będzie dalej? Azerowie w szoku. Widzę że część Kiboli Kolejorza też

  13. ArekCesar pisze:

    Zacząłem czytać i czytam, czytam i zaczynam zerkać czy mi czasu starczy, by doczytać przed nocą :D
    Musze przyznać, że wraz z kumplem włożyliście masę pracy w przygotowanie artykułu. Za to zaprawdę wielkie uznanie dla Ciebie przede wszystkim.
    Czekamy na kolejne artykuły.

  14. Dziewiąty Majster! pisze:

    Świetny tekst. Jeden z lepszych w serwisie pod wzdlędem zarówno merytorycznym jak i stylistycznym.

Dodaj komentarz