Dogrywka: Lech – Stal 0:2

Sobotni mecz ze Stalą Mielec był najgorszym spotkaniem Lecha Poznań od kilkunastu miesięcy. Nie funkcjonowało przygotowanie taktyczne i mentalne, nie funkcjonowały żadne mechanizmy w defensywie, atak pozycyjny szwankujący już od meczów sparingowych wyglądał dramatycznie. Kolejorz przez pełne 90 minut bił głową w mur nie mogąc sforsować dobrze ustawiającej się obrony Stal Mielec, która była drużyną zdyscyplinowaną taktycznie i przewyższającą nas cechami wolicjonalnymi.



OBRONA
Nasza ocena formacji: 1
Najlepszy piłkarz formacji: Rudko
Najgorszy piłkarz formacji: Douglas

POMOC
Nasza ocena formacji: 1
Najlepszy piłkarz formacji: Skóraś
Najgorszy piłkarz formacji: Velde

ATAK
Nasza ocena formacji: 1

OGÓLNE WRAŻENIE
Nasza ocena meczu: 1
Najlepszy okres w meczu: 46-60 min.
Najgorszy okres w meczu: 76-90 min.

Najlepszy piłkarz według KKSLECH.com: Skóraś
Najsłabszy piłkarz według KKSLECH.com: Velde
Ocena pracy trenera (1-6): 1
Poziom meczu (1-6): 1
Ocena pracy sędziego (1-6): 4



Składy

1-4-2-3-1

Rudko – Pereira, Satka, Pingot, Rebocho (63.Douglas) – Murawski (39.Karlstrom), Kvekveskiri (63.Sousa) – Skóraś, Amaral, Velde (74.Tsitaishvili) – Ishak.

1-3-4-3

Mrozek – Kasperkiewicz, Matras, Barauskas – Wolski, Wlazło, Żyra (74.Hiszpański), Getinger – Ciepiela (46.Maj), Lebedyński (65.Hamulić), Domański.

Statystyki meczu Lech – Stal 0:2

Bramki: 0 – 2
Strzały: 19 – 9
Strzały celne: 5 – 4
Strzały niecelne/zablokowane: 14 – 5
Faule: 13 – 12
Żółte kartki: 1 – 1
Czerwone kartki: 0 – 0
Rzuty rożne: 8 – 2
Zmiany: 4 – 3
Spalone: 1 – 1
Celne podania: 81% – 76%
Posiadanie piłki: 63% – 37%
Pokonane kilometry: 113,23 km – 117,13 km
Liczba zawodników w kadrze meczowej: 20 – 20

Lechowe statystyki meczu

Strzały z pola karnego: 6
Strzały z dystansu: 10
Strona najczęstszych ataków: lewa



Najszybszy zawodnik Lecha Poznań podczas meczu:

33,05 km/h – Ishak

Statystyki biegowe Lecha Poznań:

Pokonany dystans: 113,23 km
Liczba sprintów (25,2 km/h): 101
Liczba szybkich biegów (19,8-25,2 km/h): 527
Najwięcej sprintów w Lechu: 19 – Skóraś

Przebiegnięte kilometry przez piłkarzy Lecha Poznań podczas meczu:

11,02 km – Skóraś
10,68 km – Pereira
10,28 km – Ishak
10,19 km – Pingot
10,03 km – Amaral
9,74 km – Satka
8,34 km – Velde
7,69 km – Rebocho
7,50 km – Kvekveskiri
6,90 km – Karlstrom
5,80 km – Rudko
4,92 km – Murawski
4,16 km – Douglas
3,67 km – Sousa
2,25 km – Tsitaishvili

> źródło danych fizycznych

Najlepsza lub najgorsza Lechowa akcja w meczu:

14 minuta – Karygodne ustawienie Lecha Poznań przy wyrzucie z autu. Nikt nie wiedział, co ma robić. Dwa pierwsze screeny pokazują taktyczną tragedię. Do jednej piłki chce wyskoczyć trzech lechitów, na końcu robi to dwóch piłkarzy, futbolówka jakimś cudem przelatuje przez nasze pole karnego trafiając do ustawionego z lewej strony Piotra Wlazło. Pomocnika Stali oczywiście nie krył Kristoffer Velde, totalnie zaskoczony Lech stracił gola w juniorski sposób, stracił bramkę w momencie, w którym w naszym polu karnym było aż 10 zawodników Lecha Poznań i tylko 4 piłkarzy Stali Mielec! Jak to możliwe? Nie wiadomo. To jest niepojęte, u Macieja Skorży coś takiego na pewno by się nie wydarzyło.

null
null
null
null
null
null
null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





15 komentarzy

  1. kibol z IV pisze:

    Po tym meczu nasuwa się jeden wniosek. Ta druzyna nie istnieje z tym trenerem.
    W tej druzynie nie funkcjonuje nic. Nic co dało nam majstra. Fachowo zbudowany zespół totalnie rozpierdolony przez gościa z Niderlandów. Kogoś kto zakpił z tego co zbudował Skorża. Ale też kogoś ktory nie zdaje sobie sprawy…gdzie trafił. Ten gościu nie zdaje sobie sprawy iz tak grającego Lecha nikt tu nie zaakceptuje. Nikt nie będzie tolerował jego wizji ,filozofii i jego bzdurnego pierdolenia na konferencjach. To że Ci piłkarze potrafią grać , wiemy doskonale. Dwa miesiące temu szaleliśmy ze szczęscia. Majster wrócił na swoje miejsce. Lech był tam gdzie jego miejsce . Na szczycie. Dziś z majowego Lecha zostały strzępy . Nie ma go. Nie ma ataku , obrony , bramkarza….ale nade wszystko nie ma trenera. Nie ma Macieja Skorży. Człowieka sukcesu. Jest Karabach , Stal Mielec i Dżony z Niderlandów. Jest klęska , wstyd , upokorzenie… Jeszcze dobrze nie nacieszylismy się tym majstrem , a już musimy borykać się z traumą jakiegoś Holendra. Lech na już potrzebuje trenera który będzie konntynuował myśl Skorży. Ci piłkarze przez dwa miesiace nie oduczyli się grać w piłkę…To jest niemożliwe. Tak samo jak niemożliwe jest dalsze tolerowanie obecnego stanu przez zarząd Lecha. Ten trener nie nadaje się do Lecha…do MISTRZOWSKIEGO LECHA !

    • tomek27 pisze:

      Trochę mnie smieszy to twoje idealizowanie Skorzy .Skorza odszedl w dobrym momencie i teraz bedzie gadanie ,ze z nim na ławce byłoby super … nie byłoby :
      Bilans Lecha po zdobycia MP w 2015 roku – 1-2-8 … i ostatnie miejsce w lidze , seria 5 porazek z rzedu . W tym podobna do tej ze Stala u siebie tylko wtedy z Podbeskidziem

      • tomek27 pisze:

        Bilans jest z dziesieciu pierwszych kolejek sezonu 15/16 po zdobyciu MP ze Skorza …

      • kibol z IV pisze:

        :)…Znasz kulisy tamtego odejscia ? Nie przyszło Ci do głowy , że wowczas panom piłkarzom popierdoliło się w główkach…i grali po to by zwolnić Skorżę . Takie są fakty …

      • tomek27 pisze:

        W gurpie mistrzowskiej gdy juz dawno nie było Skorzy wygrali jeden mecz . Bilans 1-2-4 . Wtedy na kogo zwolnienie grali ? A moze teraz graja na zwolnienie Holendra ? Uwielbiam te teorie spiskowe . Prawda jest tak ,ze MP od lat w nastepnym sezonie notuje totalny zjazd i tak naprawde ciezko to wytłumaczyc

      • kibol z IV pisze:

        A co ma zwolnienie Skorży do bilansu ?…Przecież Skorży już nie było.
        Co ty za bzdury opowiadasz że MP ma totalny zjazd ? Radzę przeanalizować
        historię MP od sezonu 15/16 . Ile razy ległej udało sie obronić majstra ?

      • tomek27 pisze:

        No Legia dwa razy w tym czasie obronila tytul ,ale zobacz sobie ich mecze na poczatku sezonu , przy pierwszej obronie , totalny zjazd na poczatku , bilans pierwszych 10 meczow 2-3-5 . To słabosc innych a nie ich moc sprawila ze obronili tytul .

      • Krzys pisze:

        Zgadzam się z tomek27 Idealizowanie Skorzy nie ma sensu. On tez się męczył w sezonie wiosennym a niektóre jego zmiany w czasie meczu wprawiały w osłupienie. Chwała mu za sukcesy Lecha ale nie gloryfikujący go jako trenera.
        Kilka miesięcy temu przed finiszem sezonu rozmawiałem ze znajomym, który jest kibicem Pogoni i znał się z Frączczakiem, który mu opowiedział o nieudanej przygodzie Skorzy w Pogoni i że Runiajc to Pan Trener przy Skorży.

    • tomek27 pisze:

      Juz kiedys Probierz powiedzial ,ze puchary dla polskich druzyn są jak pocałunek smierci . Zbyt krótka przerwa miedzy sezonem ,a pierwszą rundą . Zazwyczaj odejscie 1-2 kluczowych zawodników , gra co 3 dni , do tego czesto daleki wyjazd za Kaukaz , nowi nie mają czasu na zgranie z zespolem albo niezd i mamy obraz jaki mamy . A Lech nie ma i nie mial, tez w zeszłym sezonie ekipy , ktora dominuje przeciwnikow z ligi ,nawet tych z dolu tabeli . Jak doszło zmeczenie to masz obraz .

      • tomek27 pisze:

        No wlasnie nie bylo Skorzy a oni nadal nic nie grali ,wiec teoria o zwolnieniu z tyłka

  2. Piknik pisze:

    W meczu ze Stalą nic nie funkcjonowało. Przegraliśmy ze słabym rywalem, który mas być głównym kandydatem do spadku to jednak przeraża a już w czwartek mamy grać mecz pucharowy. I według dziennikarzy, ekspertów nie jest to słaby rywal. Smutne jest to, że jeszcze X lat temu, żadna nasza drużyna nie obawiałaby się meczu z Azerami czy mistrzem Gruzji. Ale co zrobić jak drużyna jest w takiej formie, że przegrywa mecze z całkowicie przebudowaną Stalą . Klub z Mielca ma problemy finansowe, organizacyjne i przyjeżdża do Poznania jak po swoje, grając prostą piłką wygrywa gładkie 2-0 z Mistrzem Polski. Bardzo mi się podobał wpis jednego z użytkowników, który stwierdził że najlepszym zawodnikiem Lecha był młody golkiper Stali. Okej można dostaj jedną przypadkową bramkę, ale Lech nie miał pomysłu jak odpowiedzieć rywalowi. Dziesiątki nie celnych wrzutek na głowę obrońców przeciwnika to ma być nasz pomysł na grę. Inną sprawą jest indywidualna postawa zawodników. Napisałbym że wyróżniającą postacią w Kolejorzu był Michał Skóraś, ale panie Michale naprawdę niech pan na treningach ćwiczy wykończenie akcji. Podobnie Amaral no przecież facet w zeszłym sezonie udowodnił, że potrafi strzelać natomiast tutaj w tym meczu znowu czegoś zabrakło aby się wpisać na listę strzelców. Atak…atakiem ale defensywa to też jakiś dramat. I powiedzmy sobie szczerze że gdyby nie dwie interwencje Artura Rutki byśmy przegrali ten mecz wyżej. I powiedzmy sobie szczerze, że to nie jest tak że dwiema interwencjami ten zawodnik przekonał mnie, że jest genialnym bramkarzem. Mam przeczucie, że jeszcze w tym sezonie będziemy szukać nowego bramkarza. Ukrainiec miał dwie dobre interwencje, ale też jak raz wybił piłkę to stwierdziłem, że to jest jakiś dramat. Wiadomo niby nie ocenia się ostatecznie, zawodnika po paru występach ale on na początku sezonu miał już tyle wpadek…. No cóż czekam na czwartek z naiwną piknikową nadzieją. Nadzieja jest podobno matką głupich….to jakoś nawet pasuje do Piknika :)

    • klaus pisze:

      Też masz wrażenie, że od dwóch lat wszyscy grają z Lechem na zasadzie – zamurować swoją bramkę i liczyć na kontrę, albo liczą na gola po stałym fragmencie?
      Zupełnie nie staramy się strzelać z dystansu, ale nie wiem czy nie ma kto, czy jest trenerski zakaz…Niezupełnie rozumiem czemu jest tak mało prostopadłych podań?! Wszystko co gramy to długie pogrywanie na linii bramkarz- obrońcy, później laga do przodu. Ewentualnie skrytobójczo biegnie wahadłowy do linii końcowej i wrzuca do nikogo, bo Ishak przed chwilą robił w środku za pomocnika i nie zdążył za akcją…Od 2 sezonów to samo…

  3. kemir pisze:

    Trochę na przekór wszystkim grymaśnikom, a trochę w zgodzie ze swoją naturą „advocatus diaboli” pozwolę sobie na kilka moich uwag, które pewnie nie wszystkim się spodobają.
    Mecz ze Stalą był tragiczny – i tu nie ma czego bronić. Wcześniejsze mecze Lecha zresztą też, bo nawet ten wygrany z Karabachem był złym występem „Kolejorza” – śmiem twierdzić, że Lech w formie z jesieni 2021, pod wodzą Skorży zapakowałby Azerom ze trzy sztuki i dziś zastanawialibyśmy się jak pokonać FC. Zurich.
    Ale… jest jak jest, czyli mrok i brak nadziei na przyszłość, przynajmniej tą najbliższą. Natomiast nie zgadam się z tym mega – grymaszeniem, które wylewa się ze stron tego serwisu, obwinianiem wszystkiego i wszystkich: od nieszczęsnego zarządu, przez nieszczęsnego bramkarza, piłkarzy, którzy – fakt – w formie nie są, po trenera, którego niektórzy już chcieliby zmieniać, a przynajmniej wysłać w Niderlandy.
    Myślę, że pewne sprawy w tych tematach zwyczajnie trzeba uporządkować i przestać mylić przyczyny ze skutkami, bo inaczej popadniemy tu wszyscy w paranoję marudzenia i grymaszenia. A chyba nie o to chodzi.
    To, że Lech na tą chwilę przywołał wszystkie stare demony kompromitacji wynika zarówno z przyczyn obiektywnych, na które nikt właściwie wpływu nie miał i tych zawinionych przez klub – można dyskutować, które na dziś więcej ważą i mają wpływ na to co jest.
    Podstawową, generalną przyczyną tego, że dobrze skonstruowana i naoliwiona lokomotywa się rozsypała, jest odejście Macieja Skorży. Odejście niespodziewane, na które NIKT nie był gotowy. Ani zarząd, ani piłkarze, ani kibice. Dosyć szybko – oddajmy to zarządowi – sprowadzono trenera z CV, do którego żaden dotąd trener z ekstraklasowej karuzeli się nawet nie zbliżył. Ten trener dostał praktycznie dwa tygodnie na przygotowanie drużyny do wymagającego sezonu – piłkarzy po urlopach, roztrenowanych, przyzwyczajonych do jakiś tam reżimów treningowych trenera Skorży. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby do Lecha zamiast JvdB przyszedł Guardiola albo Klopp osiągnąłby dokładnie to samo, czyli praktycznie nic. To się nie miało prawa udać! Dlatego słaba gra Lecha na ten moment nie powinna nikogo dziwić. To jest przyczyna obiektywna i nieunikniona. która – moim zdaniem – wkrótce ustanie, jak tylko Brom ogarnie Lecha, ligę, Poznań i w ogóle Polskę. W dwa tygodnie on nie był w stanie tego zrobić, bo to zwyczajnie jest niemożliwe.
    Natomiast do tego dołożyły się przyczyny zawinione: karygodne dziadowanie z transferami. Karygodne tym bardziej, że już to przerabialiśmy w 2015 roku, ale…
    Powiedzmy, że zamiast parodysty z Ukrainy, w bramce staje klasowy bramkarz, do obrony wskakuje dobry stoper, na skrzydło przychodzi Kądzior. I co? Jaka jest pewność, że ci „nowi” wygraliby nam mecze z Karabachem czy choćby ze Stalą? Nie ma takiej pewności, bo ich do konstrukcji lokomotywy trzeba by wkomponować… i musiałby to zrobić trener, który sam się musi w Lecha wkomponować. Mission Impossible. W W tym wszystkim widzę jeszcze jeden ważny czynnik. Trening. Brom – jak chodzą słuchy – nie p…. się w tańcu i wdraża trening holenderski. Nie wszyscy (właściwie nikt) to wytrzymują co widać na boisku i po – niestety – coraz liczniejszych kontuzjach mięśniowych. Z całym wielkim szacunkiem dla Macieja Skorży – stosował on raczej „polskie” treningi, chociaż to oczywiście moje przypuszczenie i mogę się mylić. Ale jeżeli mam rację, to trzeba czasu, żeby to zwyczajnie zaskoczyło… i tyle.
    Dlatego powściągnijmy nieco grymaszenie i potępianie wszystkiego i wszystkich w czambuł. Za wcześnie. Przecież Ishak, Amaral, Rebocho, czy Karlstroem nie zapomnieli nagle jak się gra w pikę – to niemożliwe. Widać wyraźnie, ze raczej są przybici swoją niemocą, ale skoro nogi nie chcą biegać…
    Oczywiście nie chcę szukać tanich usprawiedliwień, bo pewne rzeczy ( np. transferowe dziadostwo) nie miały prawa się wydarzyć. Szkoda LM, szkoda wstydu z Mielcem. Cierpimy i jest to naturalne. Osobiście jednak sądzę, że należy się uzbroić w cierpliwość. Może ostatni mecz będzie kubłem zimnej wody na dziadostwo zarządu i ruszą wzmocnienia. Bo one są konieczne, a skoro tak, to nie ma innej opcji, niż ta, że lokomotywa wkrótce zaskoczy.
    Pozdrawiam!

    • Noe pisze:

      Dobry tekst, z którym się w zdecydowanej większości zgadzam. Uważam, że Kądzior by nas nie zbawił.
      Klasowy bramkarz nie zbawiłby nas w meczu ze Stalą, bo akurat Rudko zagrał dobry mecz, ale mecz z Karabachem z kimś przyzwoitym w bramce mógł się potoczyć inaczej.
      Wiem, jak trudno robi się transfery i wbrew temu, co niektórzy tu sądzą, transfery, szczególnie peryferyjnego klubu, jakim jeszcze w w Europie jest Lech to jest z reguły telenowela i nie da się ot tak ściągnąć kogoś w 5 minut.
      Jednakże na zakontraktowanie bramkarza-kozaka i kręcenie się wokół tego tematu nasz zarząd (którego za wiele rzeczy doceniam – i nie będę ich teraz wymieniać) miał czas od zimowego okna transferowego. Już wtedy widział/wiedział, że nasi dwaj bramkarze są co najwyżej solidni/nieźli ale niewystarczająco dobrzy jak na potrzeby Mistrza Polski. I co robi zarząd? Sprowadza kolejnego przeciętnego na papierze bramkarza.
      Oczywiście, że świetny na papierze bramkarz też mógłby zawalić nam mecz, ale wtedy ciężko byłoby mieć do nich o to pretensję. Po prostu taka jest piłka.
      Zarząd odpowiada pośrednio za formę i wyniki klubu/piłkarzy, ale nie ma na wszystko wpływu. Ale na to, żeby zakontraktować nam bramkarza-kozaka miał wpływ, czas i możliwości, na które sam sobie dobrą pracą zarządczą zapracował, czyli bardzo dobry budżet.
      I co? I gówno. Myślałem, że poza Rudką przyjdzie ktoś jeszcze. I zostaliśmy z kolejnym bramkarzem, który „może odpali” ale już na starcie zawalił nam najważniejszy mecz. Chyba, że ten Bąkowski to jakiś przyszły Casillas i będą chcieli niedługo go wstawić do bramki.
      Co do reszty, co ciężko winić zarząd, czy też trenera. Tak bywa, że gdy odchodzi LIDER, to nie da się go ot tak zastąpić. Nasza naoliwiona lokomotywa straciła impet i potrzeba czasu, cierpliwości, także nas kibiców żeby zatrybiła w nowych warunkach taktycznych i treningowych.
      Oby czekał nas jak najkrótszy „czyściec”. W to, że sytuacja się unormuje jestem pewny, nie wiem tylko kiedy i czy gdy się unormuje i Lech wróci na właściwe tory, to czy będzie jeszcze szansa na obronę Mistrza.

    • deel pisze:

      Ta zmiana reżimu treningowego na zachodni to może być bardzo poważny problem. Zwłaszcza jeśli pamiętamy ile czasu piłkarzom z naszej ligi zabiera aklimatyzacja i dostosowanie w klubach europejskich. Nawet tym najlepszym. Inną sprawą jest natomiast fakt, że w podstawowym składzie Lecha gra 1-2 Polaków a reszta to zawodnicy, którzy powinni się w takim treningu odnajdywać. No chyba, że trafili tutaj bo tam nie dawali rady. To wtedy na efekty poczekamy z pół roku. Czy warto? W dłuższej perspektywie tak. Jak się ogląda piłkę zachodnią i Ekstraklasę to nie ma porównania co do intensywności. W perspektywie krótkiej będzie źle. Wyników nie będzie, raczej kolejne słabe mecze. I widzę jeszcze taki problem – nie wiadomo czy to jest zamierzone czy wynika z przypadku, oszczędności czy głupoty. Bo gdyby ktoś z zarządu powiedział kibicom, że to jest ta nowa koncepcja, że trzeba to zrobić bo dalsze wałkowanie polskiej myśli szkoleniowej i jej metod treningowych prowadzi donikąd, że wymaga to czasu i kasy którą wreszcie Lech ma. I że czekamy z transferami na ocenę przydatności obecnej kadry do nowych wymagań żeby sprowadzać odpowiednich piłkarzy. Nie, nic takiego nie miało miejsca dlatego kibiców bierze taki nerw.

Dodaj komentarz