Pięć szybkich wniosków: Lech – Vikingur 4:1 d.

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Irytujące spalone i irytująca nieporadność

Lech muszący od początku atakować bardzo słabo wszedł w rewanżowe spotkanie z Islandczykami. Poznaniacy wdali się w grę górną piłką, nie umieli utrzymać się przy piłce, środek pola praktycznie nie istniał. Na dodatek znowu nie było boiskowej kontroli, od początku fizycznie źle czuli Pedro Rebocho czy Antonio Milić co było widać już w 7 minucie, kiedy prawą flanką urwał się Agnarsson, dograł w pole karne, ale jego partner z drużyny po zgubieniu Chorwata fatalnie chybił. Lech nastawił się na jakieś dziwne crossowe zagrania, dzięki nim często zmieniał strony ataków, nie brakowało też długich piłek zagrywanych za plecy wolnych i wysoko ustawionych stoperów. Taki styl gry wyglądał fatalnie, bowiem poznaniacy co chwilę byli łapani na pozycji spalonej albo podania były zbyt mocne. Swojej roli zupełnie nie spełniał Joao Amaral, który przy takich schematach ofensywnych był tej drużynie zbędny, występujący za jego plecami Jesper Karlstrom oraz Radosław Murawski byli za to nieefektywni zarówno z przodu jak i z tyłu, cała drużyna w każdym aspekcie wyglądała tragicznie. Do 30 minuty był to zdecydowanie najgorszy mecz Lecha przy Bułgarskiej w tym sezonie, w którym nic nie funkcjonowało. Na dodatek szybko pojawiły się gwizdy na trybunach co wprowadzało tylko więcej nerwowości w grze, która zapowiadała olbrzymią kompromitację w tym utratę bramki na 0:1 po kontrze Vikingura.

null

Wynik marzenie

W 32 minucie Lech w końcu nie grał piłką górą a dołem. Doskonałe prostopadłe podanie do Kristoffera Velde wykonał Joel Pereira. Norweg grający na granicy spalonego urwał się prawą flanką, dostrzegł przed bramką Mikaela Ishaka, który będąc źle kryty i mając dużo miejsca w polu karnym mocnym strzałem po długim rogu pokonał Jonssona. Po tym golu wypadało iść za ciosem, aby bramką na 2:0 definitywnie podciąć skrzydła Islandczykom, którzy z pewnością nie mieli planu, co robić przy stanie 0:2. Na drugą bramkę niewiele wskazywało, ostatecznie Lech ją zdobył za sprawą dośrodkowania z lewej strony prawonożnego Joela Pereiry. W tamtej sytuacji ponownie Kristoffer Velde urwał się obronie, Vikingur nie złapał Norwega na pozycji spalonej, który tylko przyłożył nogę wykorzystując miękkie dośrodkowanie Portugalczyka na piąty metr. Lech z pierwszej odsłony wyciągnął absolutnego maksa. Bardzo słabo grający zespół, w którym do 31 minuty nic nie funkcjonowało i tak prowadził do przerwy 2:0. Było to zaskakujące prowadzenie na które obiektywnie poznaniacy nie zasługiwali. Na nasze szczęście Lech prowadził różnicą dwóch goli mając w przerwie pełen komfort przed drugą połową, w której należało już tylko kontrolować ten rewanż, by wywalczyć obowiązkowy awans.

null

Kiedy w końcu strzelą?

Druga połowa wyglądała dziwnie. Lech w pierwszym kwadransie po przerwie zdominował Vikingura, jednak nie stworzył sobie zbyt wielu dobrych sytuacji, później spuścił z tonu, po 60 minucie więcej piłką zaczęli grać nawet Islandczycy, którzy mimo wszystko nie rzucili się do ataku. Dopiero po 75 minucie na boisku zrobiło się bardzo wiele przestrzeni. Vikingur nie miał nic do stracenia, był zmęczony pressingiem w pierwszej połowie, rywal się otworzył, podszedł jeszcze wyżej co pozwalało poznaniakom wyprowadzać groźne kontry. Lech marnował swoje sytuacje w sposób juniorski, ludzie na trybunach łapali się za głowy, między innymi w słupek uderzył Mikael Ishak, dwie setki zepsuł Joao Amaral, z paru metrów nie trafił Afonso Sousa, także Michał Skóraś w dwóch sytuacjach nie popisał się źle zagrywając do wspomnianego Ishaka oraz Filipa Marchwińskiego. Lech miał 5-6 szans, aby strzelić gola na 3:0 rozbijając tym samym Vikingura. Był także moment, aby w środku pola zagrać odpowiedzialniej, zacząć więcej utrzymywać się przy piłce, zabezpieczyć wszystkie strefy i nie pozwolić Islandczykom zupełnie na nic. Tymczasem w ostatnich sekundach krótko po kolejnej niewykorzystanej setce goście raz jeszcze spróbowali zaatakować, tym razem nie lewą a swoją prawą stroną przeprowadzili dynamiczną akcję z którą nie poradził sobie fatalny od początku Pedro Rebocho. Wystarczył wygrany pojedynek 1 na 1 przez przeciwnika, podanie wzdłuż bramki, by gola na 1:2 z bliska zdobył Djurić, który trafieniem w ostatniej sekundzie doprowadził do dogrywki. Lech zachował się wówczas skrajnie nieodpowiedzialnie, skoro już nie umiał strzelić gola na 3:0, to tym bardziej nie powinien stracić bramki na 1:2.

null

Na coś takiego nikt nie był gotowy

Nikt, dosłownie nikt nie był przygotowany na dogrywkę. Niektórzy lechici oddychali rękawami, wielu zawodników straciło siły przez te kontry po których nie wykorzystywali setek. Poznaniacy i tak sprawiali wrażenie, jakby przy stanie 2:0 byli pewni swego, Islandczycy również nie wyglądali na zespół, który w końcówce jeszcze w coś wierzy, brakowało im umiejętności i naprawdę nic nie wskazywało na kontaktowe trafienie Djuricia w ostatniej sekundzie piątej minuty doliczonego czasu gry. Niestety. Lech musiał jakoś zebrać się i udowodnić wyższość w dogrywce. Przed jej rozpoczęciem wszelkie atuty były po naszej stronie, Lech grał w końcu u siebie, w warunkach atmosferycznych, które zna, na dodatek miał więcej jakości czysto piłkarskiej, Vikingur ewidentnie to czuł, to spotkanie kosztowało go jeszcze więcej sił. Na szczęście na trzeciego gola nie trzeba było czekać zbyt długo, Islandczycy od początku dogrywki bronili się, po stracie 3 bramki w 97 minucie zagrozili nam tylko raz po kilkudziesięciu sekundach od trafienia Filipa Marchwińskiego. Z upływem dogrywki w piłkę grał jeden zespół, który nadal męczył ludzi swoją nieskutecznością. Kibice przestali dopingować, były gwizdy, buczenie, wyzwiska, nakazywanie zawodnikom „wypie*dalania z boiska”, nerwowo było więc nie tylko na trybunach, ale również na murawie. W samej końcówce rzut karny zmarnował jeszcze Afonso Sousa, na jego szczęście Portugalczyk trafił wkrótce później do siatki definitywnie kończąc emocje w rewanżowym spotkaniu, które wyglądało niecodziennie. Najpierw Lech nic nie grał, później w niecały kwadrans strzelił dwa gole, następnie nie wykorzystał wielu setek na 3:0, aż dał się pokonać w ostatniej sekundzie. Sama dogrywka była już atutem poznaniaków, którzy jakoś strzelili te dwa gole awansując na końcu w pełni zasłużenie. Kolejorz zrealizował zatem swój cel, przebrnął Islandczyków co było jego obowiązkiem, aczkolwiek nie powinien tego zrobić dopiero po dogrywce! Nie powinien zmarnować aż tylu dobrych szans! Mistrz Polski oddał wczoraj aż 23 strzały (8 celnych), Mistrz Islandii wykonał raptem 11 uderzeń (3 celne).

null

Cieszy tylko awans

Kibice Lecha Poznań zapewne nigdy nie zapomną tego szalonego meczu. Było w nim mnóstwo emocji, była fatalna gra, dwa gole do przerwy, kartki, mnóstwo niewykorzystanych okazji, była bramka dla Vikingura w ostatniej sekundzie, był zmarnowany rzut karny, a na końcu był awans. Awans, który tak naprawdę zakrywa wszelkie niedoskonałości. Jeśli Lech Poznań awansuje do fazy grupowej Ligi Konferencji, to tym bardziej taki rewanż będzie wspominany przez wiele, wiele lat. Nie zmienia to jednak faktu rozczarowującej gry Kolejorza, w którym nadal nic się nie zmienia. Wielu zawodników jest bez formy, w drużynie nie widać żadnych schematów zarówno z przodu jak i z tyłu, zespół nie potrafi kontrolować poczynań rywala nawet podejmując Islandczyków u siebie, fizyczna forma Rebocho czy Milicia prezentowała się tragicznie, na domiar złego Lech Poznań przez własną głupotę stracił jeszcze więcej sił musząc grać przez 120 minut. Nikt, dosłownie nikt nie przewidział takiego scenariusza na czwartkowy rewanż z Vikingurem Reykjavik. Cel został zrealizowany, jednak niesmak pozostał. Lech Poznań dokonał rzadkiej sztuki – przyniósł wstyd, momentami znowu się skompromitował, na końcu i tak wygrał 4:1. W niedzielę okaże się, jak bardzo fizycznie kosztowało go to spotkanie i czy odrobienie strat w rewanżu (piąta taka sytuacja w historii klubu) mentalnie dało coś tej drużynie, w której wciąż nie funkcjonuje bardzo wiele rzeczy.

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





11 komentarzy

  1. Mazdamundi pisze:

    Ja tam byłem święcie przekonany po tych wszystkich zmarnowanych setkach, że Vikingi nam załadują brameczkę w ostatnich sekundach meczu.
    To się chyba nazywa doświadczenie i wyciąganie wniosków z poprzednich lat.

    Jeszcze taki wniosek by się przydał – takie kibicowanie jak wczoraj po 95 minucie nie ma sensu i faktycznie lepsze byłoby nieprzychodzenie na stadion.
    Nieprzyjście na stadion uderzyłoby Rutków po kieszeni, co chyba jest marzeniem większości kibiców Lecha, no a wczoraj…
    Większość pewnie weszła za darmo, bo karnety, ale Rutki i tak mają względny spokój no bo ok. 10 tys. i tak się pewnie zawsze znajdzie. Śmiechlem jak dopiero po straconym golu ktoś się obudził i sobie przypomniał, że trzebaby skrytykować Rząse.
    Nie wiem komu tam w kociołku coś się zagatowało pod pokrywą, ale ciekawe, co miało na celu jebanie piłkarzy i krzyczenje, by wypierdalali z boiska w sytuacji, gdy zespół:
    – został przed sezonem osłabiony i nie został odpowiednio wzmocniony – wina pionu sportowego, a nie piłkarzy
    – wielu piłkarzy miało ostatnio mniejsze lub większe kontuzje i minie trochę czasu nim odzyskają lepsza dyspozycję
    – zespół jest już i tak w dołku i na tą chwilę mozolnie próbuje się z niego dźwignąć, więc po co dokładać im kolejne ciężary.
    Czy oni przez wzgląd na to co udało im się osiągnąć w ostatnim roku zasłużyli na takie traktowanie? Podobno zarzuca się im brak zaangażowania, ale zaangażowanie wczoraj ewidentnie było, ale skuteczność pod bramką, szczególnie Amarala, była na katastrofalnym wręcz poziomie. Jeszcze to jebanie Sousy… No chłopak wszedł, wczoraj nie dźwignął ciężaru meczu, ale on tu dopiero zaczyna. Z Zagłębiem zagrał dobrze, widać było, że może być przydatny dla drużyny. Widziałem kilka komentarzy, w których ludzie się śmieją, że po co w tym Lechu chcą transfery, skoro i tak zaraz każą im wypierdalać… Tak, Sousa to jedyny tego lata transfer definitywny za gotówkę.
    Nie podobało mi się takie zachowanie.
    Reasumując – jeśli chce się dokopać Rutkom, to nie można przychodzić na stadion, a jeśli już przychodzisz to dopinguj piłkarzy, jeb Rutków, a jebanie piłkarzy trzeba sobie odpuścić, bo to tylko jeszcze bardziej ich pogrąża. Ewentualnie bądź cicho, tak jak wczoraj przez pewien czas też to miało miejsce.
    Chyba, że celem nie jest dokopanie Rutkom, a przekierowanie winy za obecną sytuację na innych…
    Ogólnie kolejne słabe zachowanie kibolstwa, które wczoraj jak i 2 maja dołożyło duża cegłę do tej budowli budowanej od kilkunastu lat przez zarząd, która na ogół jest źródłem beki i memów dla sporej części piłkarskiej Polski.

  2. Wielkopolanin pisze:

    Jedna stała niezmienną tej sinusoidy jest zarząd i tyle w temacie.

  3. Bigbluee pisze:

    Nie było mnie na meczu (i długo nie bedzie) wiec nie wypowiem sie na temat spiewów czy sytuacji stadionowych i trybun.

    Ja tylko przypomne z kim graliśmy i na tej podstawie podam wnioski z meczu i lekko ogólne, bo nie mozna podawać wniosków nie majac perspektywy jaką jest/był nasz rywal.

    „Kilku zawodników, to profesjonalni piłkarze. Ale około 60-70 procent składu to ludzie, którzy na co dzień pracują w innych zawodach. Kilku chłopaków zajmuje się dystrybucją jedzenia. Jeden z kolegów pracuje z dziećmi, które wymagają specjalnej opieki, inny jest elektrykiem, mamy też prawników.”

    1. Cała druzyna Vikingura zarabia miesiecznie mniej niż ławkowicz Gio „8 milionów euro” Citaiszwili

    2. Ci ludzie przezyli przygode życia, grali jak równy z równym z naszymi gwiazdami które maja niesamowite mniemanie o sobie i za chwile wróca do roboty bo praca na etat sama sie nie wykona a piłką nożna na chleb nie zarobią.

    3. Zgadzam sie z Zawadzkim (komentator), ze zamiast sprowadzać wynalazki albo psioczyć że nie ma kogo kupić, to zabrac pol drużyny Vikingura i grac nimi w lidze a przy okazji obskoczyliby kilka etetów pracowniczych w klubie i pizze dowiezli po meczu.
    Ode mnie: A ten od dzieci w razie kontuzji mógłby na sektorze rodzinnym pracowac.

    4. Zdecydowanie miarka sie przebrała i dostało się wszystkim. Tym co na to zasłużyli, jak i tym którzy nie zasłużyli po tym meczu ALE jak to ja, patrze z szerszej perspektywy a nie jednostkowego meczu, jednak od poczatku sezonu kazdy z nich szoruje dupą po dnie jesli chodzi o forme, zaangażowanie i chęć gry a więc trudno byc zdziwionym że kibice (wszyscy) sa wkurwieni.

    5. Mimo wniosku nr4, nadal sa piłkarze którym nie przeszkadzają kolejne kompromitacje i w przypływie chwilowej dobrej gry, postanawiają „pokazać” kibicom swoje butne cieszynki tak jak gdyby byli mistrzami swiata, co skutecznie wkurwia bo zaraz za chwile podpisują sie pod kolejną kompromitacją której nie dostrzegają. Nie wyciągają wniosków i nie maja żadnej pokory będąc głównymi „podpalaczami” zaognionej już atmosfery

  4. Ostu pisze:

    Zbierałem sobie wnioski już w trakcie meczu i kilka z nich teraz „wejdzie”
    1. U mnie w „oko na grę” byli dziś dwaj piłkarze bo bardzo chciałem zobaczyć czy Bednarek nauczył się choć trochę bronić jak prawdziwy bramkarz – wychodzić do dośrodkowań i nie puszczać piłki wzdłuż linii – bo miał takie przebłyski w dwóch poprzednich meczach…
    No bo skoro już MUSI w Lechu grać to może jednak to minimum by wypełnił…
    NIESTETY pozycji „fajnych w szatni” nie ma na boisku…
    2. Murawski to jest ewenement – nie daje nic z tyłu, nie daje nic z przodu…
    A już to jego podskakiwanie i obrót w powietrzu – ja nie wiem kto piłkarzy uczy takich zachowań, a przede wszystkim dziwię się że nikt takich zachowań nie kiluje – co powoduje, że traci jakąkolwiek kontrolę nad piłką i nawet nie wie gdzie ona poleciała, to jest jakieś kuriozum…
    Wczoraj taki „obrót w powietrzu” spowodował zaraz na początku że piłka otarła mu się o plecy i Bednarek dostałby strzała zaraz przy słupku…
    Jeśli Murawski boi się dostać piłką to niechaj zmienia zawód i to szybko…
    3. Piłkarze pogubieni w pień…
    No tak…
    Ale tomaszek powinien był wiedzieć że zatrudnia trenera, który WYMAGA od zawodników MYŚLENIA NA BOISKU i kreatywności a wczoraj było widać całkowity brak MYŚLENIA
    Czy Brom w końcu nauczy i wymusi na piłkarzach „zrozumienie konieczności” włączenia myślenia to nie wiem ale wiem, że przynajmniej połowa z nich nie nadaje się do takiej nowoczesnej gry bo oni potrzebują takiego 'fizolskiego” traktowania jak w Rakowie…
    Poruszania się po ściśle określonych „trajektoriach” i według wypracowanych do bólu schematów, ćwiczonych przez co najmniej pół roku by wejść na boisko…
    4. Z grajkami będzie coraz gorzej – pod względem mentalnym” – bo coś mi się wydaje że oni nie są zdolni do zrozumienia że właśnie myślenie i kreatywność to podstawy nowoczesnego futbolu…
    A to że właśnie ten wniosek się wypełnia treścią widzimy w każdym kolejnym meczu…
    I tu absolutnie zgadzam się z Tymi, którzy OPIERDALANIE piłkarzy uznają za bzdurne i „przeciwskuteczne”
    Widzę po reakcjach na boisku, że „bardzo chcą” ale im nie wychodzi – bo nie ma prawa wyjść – a taka szarpanina będzie powodować kolejne problemy….
    I szczerze mówiąc bez RADYKALNYCH zmian w każdej swerze – wzięcia udziału tej debilnej trójki P&K&T i wzięcia ODPOWIEDZIALNOŚCI – nie będzie dobrego wyjścia z tej sytuacji, a jedyne na co prawdopodobnie zdobędzie się zarządzik to zwolnienie trenera…
    Bo przecież mamy tu klasyczny BŁĄD zarządzania czyli „narzędzia” i warunki NIEADEKWATNE do oczekiwań…
    Choć chodzą słuchy że mają zatrudnić Bromowi kolejnego trenera z Niderlandów – i strasznie jestem ciekaw tego ruchu….
    I znów na koniec wniosek natury ogólnej…
    Szarpanie się w tym bagnie spowoduje, że to bagno wciągnie klub do reszty…
    Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia i brak wyciągania wniosków można powiedzieć – chodzenie po bagnach wciąga…

    • Ostu pisze:

      p.s. swoją drogą to bardzo ciekawe wątek jest, że od bardzo dawna – ja nie pamiętam od kiedy – awans do kolejnej rundy nie wkurwił tak BARDZO kibiców…
      Będę obserwowal rozwój sytuacji z nieukrywaną ciekawością…

    • Bigbluee pisze:

      Odnosnie punktu nr 3 to ja Ci z przyjemnością odpowiem.
      Pół roku zajeło mi wpojenie moim kolegom z zespołu (napastnikom i skrzydłowym) że jak ja mam piłke na środku to maja kurwa wybiegac na pozycje NA ŚLEPO, w ogole na mnie nie patrzac i sie nie zastanawiać czy ja biegne prosto, w lewo czy w prawo czy mam zawodnika przed sobą i czy bede w stanie podac czy nie. Pół roku zajeło im zrozumienie że to ich ruch determinował moje zachowanie a gdy ruch był z każdej strony to obrona nie wiedziała co sie dzieje i gdzie poleci piłka a latała za plecy srodkowych i bocznych az miło bo jak juz skrzydłowi skumali baze i że mają nie czekać az pilka wystaruje tylko biec zanim wystartuje i „wierzyć” że jak podniosa głowe to własnie będzie w locie to mineło sporo czasu ale jak zrozumieli to systematycznie odbywał sie gwałt na obronie rywala.

      No ale to była amatorska piłka. Lechowi zawodowcy takie schematy powinni łykać w miesiac bo trenuja dzien w dzien i to ich praca a na boisku powinny byc tego widoczne efekty podobnie jak z tym rzutem roznym w jednym z ostatnich meczow gdzie widac było sechemat z treningu.

      W grze Lecha nie ma automatyzmów, nie ma schematów, nie widać odtwarzania akcji. Gra wyglada jakby przed chwila sie spotkali a Ishak po przeczytaniu ze sa w druzynie pomocnicy, zauwazyl ze ktos nasciemniał w CV z tymi pomocnikami i sam zaczal sie cofac po pilke i rozgrywac.

  5. Mirco pisze:

    Napisać, że mecz w naszym wykonaniu fatalny – to nic nie napisać. Takiego marnowania setek to dawno, nawet na amatorskich boiskach nie widziałem… Strasznie się to oglądało i do tego ta bramka, ze strony te ambitnej, ale półamatorskiej drużyny… po prostu wstyd. Wszyscy wiemy, gdyby wciąż obowiązywały stare zasady bramek na wyjeździe to nie było by nas dalej w pucharach…. nie byłoby żadnej dogrywki!
    Fajnie, że mimo wszystko nasi strzelili bramki i awansowaliśmy, ale nadal śmieją się z nas wszyscy. Graliśmy naprawdę z piłkarską bardzo słabą drużyną, a oni nas prawie wyeliminowali. Młodym chłopakom z Islandii niczego nie chciałbym odbierać, bo walczyli jak na swoje umiejętności i mogą wracać do siebie z podniesionym czołem – ale co to za ekipa, która daje asystować i strzelić sobie bramkę Velde’mu gościowi, który po kwadransie w każdej szanującej się drużynie powinien zostać ściągnięty na ławkę rezerwowych… Nie przekonują mnie opinie, że „widać było zaangażowanie” – bo co, że zawodnicy nasi biegali??? A co mieli robić tańczyć? Liczyłem, że w takim meczu (na tle słabego rywala) nasi będą zasuwać i strzelą kilka bramek, tak aby po 90 minutach nikt nie miał wątpliwości, która drużyna zasługuje, aby grać dalej… i się przeliczyłem. Widziałem już wielokrotnie takie mecze Lecha, w których nam nic nie chciało wpaść, ale wtedy zwykle bramkarz gości wyprawiał cuda, jednak wczoraj to nie bramkarz był bohaterem, ale nasi kopali się po czołach. To co Jao Amaral wyprawiał to jest nie do pomyślenia. Jego rodak Sousa i te jego anemiczne strzały i ten paskudnie wykonany karny – o czym chłopak myślał? nie wiem, że „przykozaczy” przy strzale a’la Lewy? Nie ta para kaloszy… Cóż wypada mieć nadzieję, że młody z Portugalii dostał konkretną boiskową lekcję w jakim klubie gra i co to naprawdę znaczy presja i kolejnym razem, już takich farfocli nie będzie strzelał.
    Jeszcze jedna kwestia dotycząca bluzgów na swoich zawodników, jedni uważają, że to mega słabe, inni że bluzgać należało tylko na zarząd itd. Ja też nie lubię epatowania wulgaryzmami, a jest to obecne wszędzie na ulicach, w szkołach (wyższych też niestety), w taksówkach… Należy pamiętać jedno: piłka nożna to nie szachy. Jak kogoś kręci idealna cisza na trybunach, to niech wybierze się na tennis – dla mnie nudny, jak nie wiem, ale cieszę się gdy nasi wygrywają ;-) Na piłkarskie trybuny przychodzą różni goście, zwykle nie są to grzeczni chłopcy i mają prawo też do swoich emocji. Inna sprawa, że większość składu Kolejorza specjalnie nawet nie rozumie co skandują trybuny (poza Lech, Lech Kolejorz), więc tych bluzgów nasłuchają się młodzi gracze Lecha. Trzeba jednak uczciwie sobie powiedzieć, gdyby wczoraj Lech od pierwszej minuty grał skutecznie i zaangażowaniem to żadnych wulgarnych przyśpiewek o piłkarzach by nie było. Tyle w temacie.

  6. Tadeo pisze:

    Już gdzieś pisałem, że głównym i jedynym winnym kolejnego bagna , które się rozlewa w Lechu , są Panowie z trójki R.K.i R.To na nich kocioł powinien zwrócić swoją uwagę a nie na ubliżaniu piłkarzom. Wszyscy wiemy jakie są układy między tymi bezmuzgami z kotła, a zarządem Lecha.Doskonale wszyscy wiedzą gdzie znajdują się gabinety prezesów tego klubu .Dlaczego nie bluzga się i wyzywa chamskimi okrzykami Rząsy,czy Piotrusia , którzy są głównymi sprawcami tego co się dzieje w tej chwili w Lechu.

  7. mario pisze:

    jechanie po nowym zawodniku, który ma ewidentne wahnięcia formy jest tak pojebane, że bardziej już być nie może. Ok, nie trafił setki, nie trafił karnego – słabo. Ale gość był naprawdę przybity. Jest nowy w nowym otoczeniu i dał dupy. Naprawdę nie trzeba go jeszcze kopać. Akurat on potrzebuje wsparcia. Bednarek – pojazd jak najbardziej, choć jedną sytuację wybronił i miał jedno wyjście aż na 10 metr (szok). Velde – pojazd jak najbardziej bo ile można znosić jego indolencję, chociaż wczoraj w końcu pokazał na co go stać. Ale żeby dojebać nowemu, który jest bez okresu przygotowawczego? Po raz drugi tak karnego strzelać już nie będzie, ten mecz był dla niego duża nauką. Ale nie, Kocioł zamiast wygarnąć Klimczakowi, rąbał nowego…

  8. Kuki pisze:

    1. Przede wszystkim Marchwiński w obecnej sytuacji gdzie do dyspozycji jest tylko trzech środkowych pomocników powinien właśnie tam się pojawiać. On nie ma ani dynamiki ani szybkości na skrzydłowego i wystawianie tam tego chłopaka robi mu krzywdę. Ma za to strzał i czasami ciekawe podanie i warto by było wreszcie z tego skorzystać.
    2. Wydaje się że fizycznie jest wreszcie dobrze. Zwłaszcza Kalstroem, Skóraś i obrońcy wyglądali przyzwoicie.
    3. Na gwałt potrzeba nowego skrzydłowego, który dodatkowo obskoczyłby 10kę. Halo Kądzior?
    4. Z Szymczaka coś będzie, ale jeszcze nie teraz.
    5. Z tego całego chaosu, wydaje mi się że pomysł na mecz nie był taki zły. Wykonanie było fatalne. Te lagi za obrońców mogły dać kilkukrotnie efekt, gdyby były odpowiedniej jakości.

Dodaj komentarz