Pięć szybkich wniosków: Warta – Lech 0:1

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Optyczna przewaga bez konkretów

Lech Poznań bardzo szybko narzucił rywalowi swój styl gry, grając od początku bez m.in. Mikaela Ishaka, Joao Amarala czy Jespera Karlstroma zdominował Wartę Poznań wyglądając na początku spotkania inaczej niż w czwartek. Niestety, optyczna przewaga Lecha nie przynosiła żadnych konkretów, poznaniacy jedyne celne uderzenie w pierwszej połowie zanotowali w 14 minucie, kiedy na strzał z daleka zdecydował się Nika Kvekveskiri. Mecz m.in. przez defensywną taktykę Warty był senny i nudny, Lech bił głową w mur, nie forsował tempa, był przygotowany na taką grę przeciwnika, który stosował ostry pressing grając nim nawet na 20-30 metrze przed naszą bramką. Warta robiła wszystko, aby utrudnić Lechowi rozgrywanie piłki, remis 0:0 jej pasował, celem było przede wszystkim nie stracić gola a przy odrobinie szczęścia jakimś cudem ukłuć Lecha. Gra Warty była więc identyczna, jak podczas poprzednich derbowych spotkań, które wyglądały bardzo podobnie. W pierwszych 45 minutach z boiska wiało nudą, Lech mimo przewagi nie był sobą, nie był tym samym zespołem z Walencji, ze Szczecina czy z meczu z Austrią, nie umiał się wstrzelić w bramkę przeciwnika, który do przerwy mógł być zadowolony z rezultatu.

null

Więcej miejsca, pierwszy gol

Pierwsze minuty meczu już wyglądały inaczej niż większość pierwszej odsłony. Warta o dziwo nie stosowała pressingu, być może pierwsza połowa wyssała z niej zbyt dużo sił, by w środku pola nadal grać tak blisko naszych piłkarzy, z taką dużą determinacją i konsekwencją w pressingu. Bramka na 1:0 w 53 minucie padła po fajnej akcji Lecha wynikającej też z wykorzystania przestrzeni, jaka nieoczekiwanie zrobiła się na murawie. Takich przestrzeni, jak w 53 minucie gry nie było w pierwszej odsłonie, Lech wykorzystał wówczas lukę, przede wszystkim przestrzeń na prawej flance wykorzystał Joel Pereira, który po pokonaniu wielu metrów odegrał piłkę na środek do Filipa Szymczaka. Napastnik Lecha dobrze rozprowadził akcję zagrywając w porę do będącego bliżej lewej strony Afonso Sousy, który efektownym uderzeniem z pierwszej piłki po długim rogu zdobył gola na 1:0. W tej sytuacji warciarze zupełnie zgubili krycie, najpierw zostawili nam za dużo wolnego miejsca na prawej stronie, później nie zastosowali pressingu, na końcu zgubili Sousę i Skórasia, który przeszedł na dziewiątkę, a Portugalczyk zszedł wówczas na bok. Rotacja pozycji i szybka akcja Lecha z wymianą dwóch podań zakończyła się bramką na 1:0, która z przebiegu gry należała się Lechowi. Przeciwnik ewidentnie nie spodziewał się zaskoczenia akurat poprzez taką akcję Kolejorza, w której zupełnie się pogubił.

null

Ekonomiczna gra

Lech Poznań po strzeleniu gola grał prawidłowo. John van den Brom przeprowadził dwie zmiany, ale gra poznaniaków nie zmieniła się, Kolejorz długo utrzymywał się przy piłce, próbował atakować na różne sposoby, coraz słabsza Warta nadal nie stosowała pressingu cofając się na dodatek bardzo głęboko. Po golu na 1:0 ekipa Zielonych ułatwiała nam grę, nie podchodziła wyżej, nie chciała przejąć inicjatywy, formalni gospodarze tego spotkania zostali stłamszeni próbując tylko odpierać ataki Lecha dążącego do podwyższenia rezultatu. Mimo przewagi nadal nie był to ten sam Lech, co w Walencji, w Szczecinie czy z Austrią, nasz zespół grał za wolno aż po 75 minucie całkowicie zmienił sposób gry. Lechici chyba podświadomie zaczęli grać jeszcze bardziej ekonomicznie, starali się kontrolować mecz, z ataku pozycyjnego przeszli na kontry oddając inicjatywę Warcie. Na nasze szczęście rywal piłkarsko był bardzo słaby, szarpiący Adam Zrelak i bramkarz Adrian Lis, który w końcówce meczu zawędrował w nasze pole karne to było za mało na czujnego, zdyscyplinowanego Lecha, który mimo wszystko niepotrzebnie w ostatnim kwadransie oddał inicjatywę przeciwnikowi i nastawił się wyłącznie na kontry.

null

Przepchnięte spotkanie

Lech Poznań rozegrał słabe, być może piłkarsko najsłabsze spotkanie w ligowym sezonie 2022/2023. Na nasze szczęście rywal też był słaby, za bardzo skupiał się na przeszkadzaniu zamiast na grze w piłkę i może dlatego to spotkanie wyglądało na nudne, w którym o tego jednego jedynego gola lepszy był Mistrz Polski. Mimo przeciętnej postawy drużyny Lech zasługiwał na zwycięstwo i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nie był to jednak Lech grający w piłkę z polotem czy z tak dużą determinacją, jak w poprzednich trzech meczach. To był Lech, który chciał po prostu przepchnąć ten mecz, chciał wygrać byle jak, interesowało go zwycięstwo, które ostatecznie osiągnął. Indywidualnie ciężko jest kogoś wyróżnić, bo wszyscy zagrali przeciętnie. Dotyczy to nawet asystenta Filipa Szymczaka czy strzelca bramki Afonso Sousy, w niedzielę nic nie pokazali skrzydłowi, Gio Tsitaishvili udowodnił, że jest nieporozumieniem, najsłabsze spotkanie od ładnych kilku meczów rozegrał Michał Skóraś, który akurat miał prawo mieć dołek a gorszy występ kiedyś musiał się zdarzyć. Po tym meczu nie ma sensu czepiać się piłkarzy, ważne jest zwycięstwo, przepchnięcie meczu po wygranej w Lidze Konferencji, za 2-3 dni nikt o tym spotkaniu czy o stylu, w jakim grał Mistrz Polski nie będzie już pamiętał. Po niedzielni najważniejsze są 3 punkty, liczy się tabela, w której lechici jeszcze niedawno byli ostatni, a teraz są na 7. miejscu ze stratą raptem 6 oczek do lidera mając do rozegrania zaległe spotkanie. To jest najważniejsze!

null

Spokojna przerwa aż do meczów kadr

Lech Poznań udał się na wrześniową przerwę na kadrę z podniesioną głową. W lidze odrobił dużą część strat, w europejskich pucharach jest na dobrej drodze, by wiosną nadal uczestniczyć w rozgrywkach Ligi Konferencji. Czego chcieć więcej? Na razie jest dobrze, Kolejorz jakoś zaczął sobie radzić, ostatnie mecze wyglądały dobrze, niektóre wręcz bardzo dobrze, wyniki są okej, nowych kontuzji w zespole na szczęście nie ma. Jedyna tej jesieni przerwa na kadrę zapowiada się więc spokojnie, aczkolwiek wyłącznie do rozpoczęcia spotkań reprezentacji do których zostało powołanych aż kilkunastu piłkarzy. Teraz nie pozostaje kibicom nic innego, jak trzymać kciuki za brak występów w kadrach największych gwiazd drużyny lub za brak kontuzji. Od 1 października do 13 listopada poznaniacy mają w planach aż 13 meczów na 3 frontach co 3-4 dni, dobre przygotowanie fizyczne + uniknięcie urazów będą kluczowymi rzeczami do podtrzymania dobrych rezultatów.

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





7 komentarzy

  1. John pisze:

    Będą mecze, które trzeba będzie przepychać kolanem, gdzie nie będzie liczył się styl,a punkty.
    Może to i dobrze,że Brom daje grać tyle Szymczakowi,a inni grają mniej.
    Musi mądrze rotować składem,niektórym zawodnikom dać odpocząć,innej drogi nie ma.
    Za Lechem już 20 spotkań,a pozostaje jeszcze nawet 13,w przypadku awansu w PP do rozegrania w niecałe 1,5 miesiąca, końska dawka,jeszcze 13 zawodników wyjechało na kadrę, gdzie mogą rozegrać kolejne spotkania.
    Nawet Sobiech może się jeszcze przydać.
    Niech Ba Loua wraca jak najszybciej,i Salamon,po przerwie na kadrę wszystkie ręce na pokład,bo to będzie jazda bez trzymanki.

  2. Bart pisze:

    Strasznie szkoda punktów straconych
    z Trzepaczami przez głupotę Douglasa. Moglibyśmy być jeszcze wyżej w tabeli i mieć jeszcze mniejszą stratę. Żeby tylko tych dwóch punktów nie zabrakło na koniec sezonu.

    Muszę przyznać, że van der Brom naprawdę radzi sobie z graniem co trzy dni. Widać teraz po co zatrudniono tego trenera. Początek był bardzo trudny, ale w sumie co się dziwić. Brom w trakcie okresu przygotowawczego objął
    dużynę rozregulowaną odejściem ważnych piłkarzy i rozbitą odejściem Skorży. Czas zagrał tu na naszą korzyść. Drużyna lepiej buduje akcje bo wrócili kontuzjowani podstawowi obrońcy (wcześniej np były problemy z rozgrywaniem po ziemi bo Pingot tego nie potrafi i zagrywał głównie długie piłki), Ishak i Karlstrom wrócili do formy, nowe treningi zaczęły przynosić pierwsze efekty, być może van der Brom lekko zmodyfikował treningi żeby było więcej świeżości i by nie było tylu kontuzji, Brom lepiej poznał resztę sztabu, drużynę i ligę. Z drużyny zeszło też ciśnienie po awansie do LK. Teraz wygląda to tak jak powinno. Trochę mnie zaskoczyła nagła i szybka poprawa gry, jak za dotknięciem różdżki. Lech ocknął się w ostatnim momencie żeby serią zwycięstw zacząć szybko gonić czołówkę. Wcześniej w lipcu i sierpniu byłem nieco skonfundowany. Nie wiedziałem o co chodzi. Ciężko było mi uwierzyć czemu Lech grał tak słabo i źle, wiedząc że van der Brom to nie gość z przypadku, tylko trener z cv potężnym jak na Ekstraklasę. Nie wiem czy w Ekstraklasie pracował kiedyś trener z lepszym cv. Chyba po prostu potrzebował czasu. Całe szczęście
    że wszystko ruszyło. Cel teraz to punktowanie w lidze, wyjście z grupy LK, a na wiosnę walka o dublet.

  3. Kuki pisze:

    Mecz jak typowe spotkanie z drużyną, która nastawiona jest przede wszystkim na to, żeby nie stracić gola. Nie ma co przeżywać, że Lech wygrał tylko 1-0, bo za 5-0 jest też tylko 3 punkty w tabeli, a to się tylko liczy na tym etapie.
    Nie ma też co robić z Warty jakichś strasznych ogórków, bo akurat w defensywie oni bardzo dobrze przesuwają i presują, problem mieli od zawsze z grą do przodu. Warto też dodać, że Lech grał bezpośrednio po meczu z Austrią Wiedeń w czwartek, nieco rezerwowym składem i dosyć niewygodnym rywalem.

    To co ja zauważam, to coraz większa pewność siebie zawodników. Brak paniki przy wyprowadzaniu piłki i takie spokojne operowanie nią. Po raz kolejny okazuje się że ma to swoje konsekwencje, bo rywal chcąc mocno pressować po prostu puchnie jak ciasto drożdżowe w drugiej połowie i robi się więcej miejsca, co Lech kolejny raz wykorzystuje. Coraz lepiej wygląda wyjście spod pressingu i samo operowanie piłką, co sprawia że takim zespołom jak Warta starcza sił na maksimum 50 minut i Lech wygrywa te mecze po prostu wyższą kulturą gry w piłkę i własną jakością.

  4. jankers pisze:

    Słowo o Szymczaku – szczerze mówiąc jestem mega zaskoczony tym grajkiem, o którym niewiele wiedziałem w kontekście umiejętności.
    Wykańczanie akcji – na razie porażka i największy (oraz najważniejszy dla napastnika) mankament.
    Przyjęcie, zastawianie piłki, gra „na ścianę”, gra z przeciwnikiem na plecach, odegranie – jak dla mnie rewelacja! Dawno nie widziałem gościa, który robi taką robotę w tym elemencie gry całej drużyny. Obserwuję go pod tym kątem szczególnie i naprawdę przyjmuje, przetrzymuje i odgrywa bardzo trudne piłki. Pierwsza bramka z Austrią to w dużej części jego robota, bramka z Wartą to też jego robota. W innych meczach też często walczy z doświadczonymi obrońcami i nie odstaje.

    Ogólnie moim zdaniem gość ma papiery na granie i zwłaszcza w fizycznych meczach robi swoją robotę. Nie jest to oczywiście gwiazda ligi, ale solidny rezerwowy ze statusem młodzieżowca. Lepszy niż Marchewa w podobnym rejonie boiska. Zrobi większą karierę niż Marchewa (okaże się, czy to będzie wyczyn).

  5. Piknik pisze:

    Jak zwykle gratulacje dla Lecha za zwycięstwo. Tematów wokół tego meczu jest sporo.
    W ostatnich latach powstało mnóstwo kanałów internetowych o piłce kopanej. Oglądałem parę tych programów po tym spotkaniu, gdzie z jakiś powodów czepiano się akurat Lecha, że Zieloni postanowili rozegrać mecz w roli gospodarza na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. Gdybym był złośliwy to bym stwierdził, że absolutnie mają racje ci nasi różnego rodzaju eksperci to jest dziwne rozgrywać Derby Poznania w Poznaniu a nie na przykład w Kielcach. To Warta chcąc zarobić więcej na sprzedaży biletów zdecydowała się grać w stolicy Wielkopolski. Także nie rozumiem zarzutów wobec Lecha. Dodatkowo to urzędnicy miasta bardzo naciskali na rozegranie tego meczu w stolicy Wielkopolski. Co więcej Warta miała prawo do takiej decyzji bo regulamin rozgrywek nie zabrania takich praktyk. Bardzo też podobają mi się teorie spiskowe kibiców innych klubów, którzy twierdzą, że Warta oddaje punkty Lechowi w ramach jakiś dobrych relacjach obu ekip kibicowskich. No to trochę opiszę te relacje. Faktem jest, że olbrzymia grupa zwykłych kibiców, takich pikników jak ja często kibicuje obu drużyną, wśród fanów Lecha jest dużo sympatyków Warty. Natomiast już tak różowo nie jest jeśli chodzi fanatyków obu drużyn, którzy raczej się nie kochają. Nie ma zgody między Kolejorzem a Wartą. (szkoda bo ja bym się ucieszył z takiej kibicowskiej sztamy) Także pisanie o oddawanie punktów przez Warte Lechowi jest absurdalne. Zresztą moim zdaniem większość piłkarzy ma w czterech literach zgody swoich kibiców, chcą wygrywać bo mają za to płacone, mają premie za zwycięstwa i sukcesy sportowe. Większość piłkarzy to najemnicy, którzy mają gdzieś relacje kibicowskie ich interesuje przede wszystkim kasa, rozwój kariery sportowej i ewentualnie swoje własne ambicje. Oczywiście nie chcę generalizować że wszyscy piłkarze to wyłącznie sportowi najemnicy ale myślę, że duża ich część jednak traktuje sport jako karierę zawodową i nić więcej.
    Dobra koniec tematu czas coś napisać o samym meczu. Derby Poznania od paru meczów wyglądają dla Lecha podobnie. Jest to trudne spotkanie, które ostatecznie kończy się zwycięstwem Kolejorza. Denerwował taki piłkarski minimalizm w wykonaniu Lecha, jakby to 1-0 satysfakcjonowało zawodników a z drugiej strony ta drużyna gra co trzy dni, część zawodników ma przed sobą występy w reprezentacjach także rozumiem, że jakoś trzeba rozdzielić te siły. Na razie Lech daje sobie rade grając co trzy dni, trener rotuje zawodnikami co dla mnie jest ok, aczkolwiek ja bym wpuścił Ishaka na ostatnie 15 minut.
    Tyle wypociń Piknika.

  6. J5 pisze:

    Nie da się rozegrać samych pięknych i zwycięskich meczów, czasem trzeba zagrać tak jak z Wartą, drużyną której styl gry polega na zmasowanej obronie i wyprowadzaniu nielicznych, ale bardzo groźnych kontrataków. Lech nie pozwolił Warcie na zbyt wiele. Raptem była pod naszą bramką jedna bardzo groźna akcja gdzie rywal trafił w poprzeczkę, i jeden celny ale niegroźny strzał Lisa w ostatniej akcji meczu. Poza tym Lech miał mecz pod swoją kontrolą, dyktował warunki i strzelił gola po pięknej akcji na trochę już podmęczonego rywala. Drużyna poradziła sobie jednak bez swojego kapitana i najlepszego strzelca i bez Jespeea Karlstroma oraz Amarala od początku meczu. Van den Brom rotuje składem dość umiejętnie, dając pograc większości swoich zawodników. Mecz dla oka był siermiężny, ciężko oglądało się to widowisko i przez tylko jedną bramkę pomimo dominacji Lecha można było drżeć o wynik z powodu jakiejś przypadkowej bramki. Mecz do zapomnienia, ważne trzy punkty na koncie naszej drużyny, i spokojna praca dla tych nielicznych którzy pozostali w klubie

Dodaj komentarz