Pięć szybkich wniosków: Austria – Lech 1:1

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Nerwowa i zachowawcza pierwsza połowa

Lech dobrze rozpoczął mecz w Wiedniu, grając w eksperymentalnym zestawieniu 1-4-3-3 próbował narzucić rywalowi swój styl gry mając do 20 minuty optyczną przewagę. Poznaniacy starali się grać dużo piłką po ziemi, wymieniali wiele podań w środkowej strefie prowadząc swoje akcje za wolno, by zagrażać bramce wiedeńczyków. Stojący między słupkami Fruchl był często bezrobotny, nawet rzuty wolne czy rożne mu nie zagrażały, pod bramką Austrii brakowało konkretów ze strony wolno grającego Lecha, który w dodatku nerwowo prowadził swoje ataki. W postawie poznaniaków nie było widać chęci zdobycia gola za wszelką cenę, dało się za to wyczuć stawkę tego spotkania, która trochę paraliżowała nasz zespół długo atakujący wyłącznie prawą stroną. Na domiar złego Lech między 20 a 33 minutą oddał pole przeciwnikowi, rywal był wtedy lepszy, więcej operował piłką w środkowej strefie, dopiero w ostatnich minutach pierwszej odsłony poznaniacy odzyskali piłkę, jednak nadal nie stwarzali pod bramką gospodarzy większego zagrożenia.

null

Dobry początek, gol dla Lecha i 1:1 z niczego

Lech Poznań bardzo dobrze wszedł w drugą połowę, więcej zaczął atakować nieużywaną wcześniej lewą flanką na której zaczęli hasać Pedro Rebocho oraz Michał Skóraś, który w końcu przypominał tego przebojowego skrzydłowego z września. W 49 minucie Lech potwierdził przewagę na początku drugiej odsłony, po uderzeniu Niki Kvekveskiriego z daleka, przytomnym zachowaniu Filipa Szymczaka, jego podaniu oraz sprytowi Mikaela Ishaka udało się zdobyć gola na 1:0. Po tej bramce na boisku istniał tylko Lech. Poznaniacy uwierzyli w siebie, zaczęli z większym luzem operować piłką, dążyli do drugiego trafienia, mieli boiskową kontrolę i w końcu przypominali drużynę pewną swoich umiejętności sprzed paru tygodni. Długo pachniało golem na 2:0 aż w momencie przewagi i piłki na połowie rywala poznaniacy łatwo stracili gola. Wszystko zaczęło się od straty na połowie przeciwnika. Później Radosław Murawski nie przeciął podania, Austria szybko przeniosła ciężar gry na naszą połowę, Pedro Rebocho nie bardzo zrozumiał się z Antonio Miliciem, na końcu Portugalczyk jak junior stracił piłkę i stało się – Keles nie miał żadnych problemów z wykorzystaniem sytuacji 1 na 1. Od tamtej pory mecz był już wyrównany, szarpany, nerwowy, wynik mógł być różny, Lech w końcówce nie miał boiskowej kontroli, o której bredził John van den Brom mogąc nawet przegrać to spotkanie, gdyby nie jedna interwencja Joela Pereiry czy nieskuteczność Austriaków. Gospodarze w ostatnich minutach stworzyli sobie lepsze sytuacje, choć i Lech miał okazję po tym jak Artur Sobiech próbował tyłem do bramki podać do Joao Amarala.

null

Jak traktować ten remis?

Lech zakończył mecz w Wiedniu z niższym posiadaniem piłki (46%), ale wykonał więcej strzałów (14/5 do 11/3). Poznaniacy stracili dziś 2 punkty i śmiało tak to można nazwać, bowiem prowadząc 1:0, mając kolejne okazje czy boiskową kontrolę powinni strzelić drugę bramkę, która zakończyłaby już emocje w tym spotkaniu. Lech nie umiał tego zrobić, na dodatek przez dziecinny błąd stracił gola na 1:1 a na końcu prawie przegrał. Kolejorz stracił 2 punkty z rywalem w przeciętnej formie, który tydzień wcześniej odpadł z Pucharu z III-ligowcem, z przeciwnikiem osłabionym kontuzjami, bez kapitana i podstawowego stopera a także bez najlepszych skrzydłowych. Lech Poznań zanotował w Wiedniu bolesną wpadkę, już dziś awansowałby do 1/16 finału Ligi Konferencji, gdyby wykorzystał osłabienia czy formę Austriaków. Okazało się jednak, że Kolejorz sam jest w mocno przeciętnej dyspozycji, nie wygrał trzeciego kolejnego meczu, ostatni raz więcej niż dwie bramki zdobył 15 września właśnie z Austrią przy Bułgarskiej. W ostatnich 9 spotkaniach Mistrzowie Polski tylko raz w Zabrzu strzelili w ciągu 90 minut więcej niż jednego gola.

null

Trener nie pomaga

Po meczu z Austrią na trenera Johna van den Broma spada dość duża krytyka. Holender zaskoczył eksperymentalnym ustawieniem z trzema środkowymi pomocnikami chcąc ewidentnie zagęścić środek pola. Niewiele to dało, bowiem Lech i tak zakończył mecz z niższym posianiem piłki, momentami gra poznaniaków była zachowawcza, a w pierwszej odsłonie dobrych okazji do zdobycia gola właściwie nie było. Ponadto podczas pomeczowej konferencji prasowej van den Brom mówił o rzekomej boiskowej kontroli jego zespołu, której przez wiele minut również nie było, a już tym bardziej w końcówce. Holender drugą i trzecią zmianę przeprowadził dopiero w 88 minucie gry, wcześniej zupełnie nie reagował na boiskowe wydarzenia, choć musiał widzieć, że Lech sobie nie radzi. Nie wiadomo, dlaczego akurat w takim meczu i to z Austrią, która nie gra fizycznej piłki ani minuty nie zaliczył Afonso Sousa. Trener Kolejorza nie pomógł dzisiaj swojej drużynie, podjął za to wiele kontrowersyjnych decyzji i on także ponosi winę za to, jak wyglądało to spotkanie. Nie był to dobry mecz w wykonaniu Lecha, poznaniacy nie pokazali wszystkich swoich atutów, nie wykorzystali dyspozycji Austrii w tym wielu absencji spowodowanych kontuzjami.

null

Dwa arcyważne mecze

Przed Lechem znajdującym się w dołku kolejne dwa arcyważne mecze. W niedzielę przyjeżdża tu mający na nas patent Raków, który lideruje z 10-punktami przewagi nad poznaniakami i który nie stracił gola od sierpnia. Nie da się ukryć, że wielu piłkarzy i tak będzie myślało o czwartku, a zmiany w składzie są konieczne, bowiem częstochowianie zechcą nas zabiegać. Jesper Karlstrom z Hiszpanami będzie pauzował, więc w meczu z Rakowem może da radę jeszcze pobiegać. Trener van den Brom na pewno musi zastosować rotacje, by chociaż nie przegrać, choć w obecnej sytuacji nawet remis w niedzielę nic nam nie da.

Remis może być za to kluczowy w czwartek, 3 listopada po 21:00. Remis z Villarrealem da Lechowi awans do 1/16 finału Ligi Konferencji, gdy Hapoel nie wygra z Austrią wyżej 3:0. Dziś w Wiedniu zespół Mistrza Polski nie przegrał jeszcze tego sezonu, jednak wprowadził tylko jeszcze więcej niepewności i nerwowości zarówno do swojej szatni jak i wśród kibiców. Dnia 30 października oraz 3 listopada gramy przy Bułgarskiej dosłownie o WSZYSTKO, sami zdecydujecie, w którym meczu łatwiej będzie zrealizować cel. Łatwiej będzie pokonać Raków? czy zremisować z rezerwowymi Villarrealu?

1. Villarreal CF – 13 punktów (14:6)
2. Lech Poznań – 6 punktów (9:7)

3. Hapoel Beer-Sheva – 4 punkty (4:5)
4. Austria Wiedeń – 2 punkty (2:11)

6. kolejka (3 listopada):
Lech – Villarreal (21:00)
Hapoel – Austria (21:00)

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





20 komentarzy

  1. Tetryk78 pisze:

    No to wpierdol od srakowa i sezon można kończyć… zimą odejdą jeszcze Ishak i może Skóraś, zarząd podliczy słupki i będzie zadowolony a kibice i tak zapłacą za karnety na następny sezon. Czy na prawdę nie można raz a dobrze zainwestować na tyle by odskoczyć w tej buraczanej lidze a w Europie nie przegrywać z ogórkami i zarabiać tam pieniądze w każdym sezonie? Serio to takie trudne?

    • 100h2o pisze:

      Tetryk78- „Raz a dobrze zainwestować” niekoniecznie się sprawdza bo można przeinwestować ( na dzisiaj przykłady z najwyższej półki – Barca i Juve). Potrzebne raczej ciągłe inwestowanie, panowanie nad finansami, ciągłe budowanie drużyny (podkreślam – drużyny) korzystanie ze „swojego narybku” ( dobrze wyszkolonego) i SPRZEDAWANIE a nie rozdawanie zawodników ( przykłady- Gytkjaer, Ramirez).
      Co do kibiców- oni kupują za SWOJE bejmy karnety , nikt ich nie zmusza więc od tego tematu lepiej trzymaj się z daleka. Kibic to kibic i nawet Jantar Ustka ma swoich kibiców :-)

      • Tetryk78 pisze:

        Masz rację i… nie masz racji. Piszesz o strategi rozwoju w normalnej lidze. U nas zainwestowanie nie aż tak dużych pieniędzy na tle Europy pozwoliłoby na wyrwanie się mocno do przodu. Zakup zawodników robiących dużą różnicę na polskim podwórku to nie wydatek rzędu setek czy dziesiątek milionów euro. Tu wystarczy 2 lub 3 by zapewnić sobie hegemonię. Oczywiście wymaga to odpowiedniego scoutingu bo wyrzucić pieniądze jest zawsze łatwo. I może wiedząc jak słaby jest ten dział w Lechu nikt nie chce ryzykować pieniędzy….

  2. 100h2o pisze:

    ps: Co do ligi „buraczanej”. Dawno ustalono , że w Polsce gra się „inny rodzaj futbolu”. Niestety chcąc dominować w Polsce trzeba TAK grać (po buraczanemu) cały sezon i selekcjonować specyficznych graczy do takiego „rodzaju sportu” skazując się na specyficzne kalectwo wykorzystywane potem przez rywali w eliminacjach/rozgrywkach UEFA.
    To jest trochę tak jakbyś hokeistę na lodzie wystawił w drużynie hokeja na trawie. A niby i to hokej i to hokej.

    • Tetryk78 pisze:

      Oczywiście w Polsce gra się „inny rodzaj footballu” ale doświadczenie naszych drużyn z Europy pokazuje, że ta specyficzna piłka w konfrontacji że średniakami europejskimi przegrywa. Zatem wystarczy stworzyć drużynę, która wyłamie się że schematu „polskiej pilki”. Korzyści dwie – hegemonia na własnym podwórku i szanse na grę w Europie jak równy z równym. Nie mówię o poziomie top z lig zachodnich. Ot taki średniak. Można wtedy uzyskać sytuację, która przez lata była w Szkocj gdzie dwie drużyny rozdawały karty i mając prawie pewny awans do pucharów mogły bonusy „z góry’ wliczać do budżetu. Paradoksalnie zmusiło to resztę drużyn do zmiany poziomu. Ale to tylko kibicom wyjdzie na plus i będzie wymagało lat.

      • 100h2o pisze:

        Fajny przyklad ligi szkockiej. Cos w tym jest. Nie znam ” struktur finasowych” Rangersow czy Celticu wiec nie wiem jakie maja wplywy z meczow/TV/reklam. Więc konkretów mało. Sprawdzilem ile zarobili i wydali na transfery. Sprzedali za ok 33 Mln€, kupili za ok 13 Mln €.
        Z tym że tu problem.
        Celtic i Rangers to MARKI futbolowe. Lech… niekoniecznie.
        Więc to „wzmocnienie” jest bardziej prawdopodobne w przypadku marki szkockich drużyn niż polskiej. Po prostu Celtic to Celtic!
        Przyjmijmy że Raków będzie mistrzem. Przyjmijmy że rozsądnie są zarządzani. Ja zapytam… na ile czasu „starczy im pary” ? Konsekwencji w budowie naprawdę mocnego średniaka? To niestety i problem Lecha.

  3. Piknik pisze:

    Gdybym był fanem i twórcą teorii spiskowych ( a nie jestem ) to mógłbym uznać, że Lech świadomie stracił punkty z Austrią Wiedeń ponieważ koniecznie chce wyprzedać te drogie bilety na mecz z Villarrealem. Oczywiście nie wierze w takie teorie i zawodnicy oraz sztab szkoleniowy Kolejorza chciał wygrać ten mecz, ale znowu indywidualne błędy, brak zimnej krwi doprowadza do utraty dwóch bezcennych punktów, punktów które zakończyłyby emocje sportowe w naszej grupie. Jak zwykle to już jest jakaś tradycja Lecha, drużyna rozegrała słabą pierwszą połowę aby w drugiej odsłonie meczu mieć dużą kontrole nad grą do momentu utraty bramki po indywidualnym błędzie Pedro Rebocho. Znowu tracimy bramkę w tym sezonie po błędzie obrońcy po lewej stronie i niestety rywale świadomie tą stroną próbowali konstruować swoje akcje. Tak jak wspomina redakcja trener w tym meczu nie pomógł. Nie wiem czemu szkoleniowiec tak długo czekał ze zmianami i dlaczego wpuścił na boisku słabiutkiego w tym sezonie Amarala i Sobiecha, którzy swoją drogą mogliby zamknąć mordę Piknikowi gdyby ten pierwszy po wystawieniu piłki przez Artura trafił chociaż w bramkę. Inną rzeczą jest fakt, że wystawić tą piłkę pan Sobiech mógł lepiej. W każdym razie Amaral nie wykorzystał 100 procentowej szansy na zdobycie bramki. Piłkarz ten już o tym pisałem jest cieniem samego siebie z poprzedniego sezonu gdzie był jednym z najlepszych piłkarzy w Lechu. Podobnie Rebocho jest ewidentnie pod formą i będę się powtarzał to jest niewiarygodne jak niektórzy piłkarze mają zjazd formy w obecnym sezonie.
    No nic będą bardzo duże emocje na stadionie przy ulicy Bułgarskiej, najpierw gramy z liderem a później przyjeżdża tu gigant z Hiszpanii i będzie u siebie trzeba przynajmniej zremisować.

  4. 07 pisze:

    Całe szczęście ze najblizsze mecze będą podsumowaniem Lecha zarowno w lidze jak i tym pucharze. 2 mecze prawdy. Moze się okazać że tak szeroka kadra na wiosnę jest zbedna. A Rząsa, a tym bardziej Klimczak lubi ucinać…..

  5. Mazdamundi pisze:

    Wniosek taki, że spotkało się dwóch przeciętniaków, obaj chcieli wygrać, ale chcieć a potrafić to są dwie różne rzeczy. Niedawno pojawiły się zarzuty, że Raków w lidze przepycha mecze kolanem, ale oni przynajmniej potrafią to robić. Dążą do tego. Drążą rywala.
    My jak idzie to jest dobrze, ale jak coś pójdzie nie tak, to wszystko się momentalnie sypie. Wczoraj było to widać po golu na 1:0. Może nie było jakoś bardzo blisko podwyższenia, ale było czuć, że mamy ich w garści. I nagle błąd Rebocho, Milić nie wiadomo po co wyszedł tak wysoko i dupa zbita.
    Od tego momentu Lech grał jak kurczak bez głowy.
    Ten Lech już nie potrafi tak drążyć rywala. Wiele punktów zawdzięcza się dobrze grającej obronie, bramkarzowi i pierdołowatości kolejnych rywali pod naszą bramką. Ofensywnie od kilku spotkań przeważnie nie robimy na tyle dużo, by odnosić zasłużone zwycięstwa i nawet te ostatnie remisy z HBS u siebie, Cracovią, Austrią… finalnie bliżej tam było straty nawet tego jednego punktu niż zyskania dwóch.

  6. Muro pisze:

    Obstawiam dwa mecze w plecy i skończony sezon.
    I chyba nie muszę pisać, dlaczego. Ten klub NIE MA KADRY NA TAKĄ ILOŚĆ MECZÓW, tyle.
    Sousa? On nie jest przygotowany na taką dawkę grania. Karlstroem zarżnięty, Rebocho zarżnięty i bez formy, Amaral tragiczny i bez formy, na siłę promowany Szymczak (a nóż ktoś go kupi zimą?) – bez umiejętności, Skóraś zarżnięty i bez formy (ktoś ładnie na twitterze napisał, że „Michniewicz go zepsuł”). Murawski gra to co musi, Ishak gra mocno ponad to, co może. Norweski pastuch po kilku przebłyskach wrócił do swojej standardowej dyspozycji, Ba Lua – uśmiechnięty turysta – żeby się kasa zgadzała i żeby się broń bożu nie przemęczyć. Sobiech? Sobiech będzie w rodzinie i po znajomych latami opowiadać jak to dostał przed emeryturą złoty kontrakt a i tak „zdobył mistrza” i „grał w pucharach europejskich” – on zdaje się ciągle tylko jedną bramkę machnął, tak?
    Kto tam jeszcze został – o, Marchwiński – to nie będę pisać, bo wiadomo. Bednarek! On wielce na plus, mega plus (z zachowaniem skali). Rudko – wiadomo, sabotaż, z dwóch pucharów nas wyrzucił – to jednak mega wyczyn. Barry Douglas – coś tam pograł, ale podejrzewam, że tylko dlatego, żeby rotować Rebocho. Pereirra – zarżnięty, gra poniżej. Kvekve – nie robi żadnej różnicy, czy gra, czy grzeje ławkę. Milić – ogólnie swoje, ale zarżnięty, Dagerstal – swoje, ale zmęczony albo przeciążony, Salamona nie ma, Satka – też raczej w kratkę, o Pingocie szkoda gadać – wszystkie mecze z tym juniorem w plecy.
    To kto został z mitycznego składu na trzy fronty kłamcy Rząsy, co to Velde tłumaczył z mokrego ubranka i przeziębienia?
    Mrozek w Stali? Pozostali bramkarze na ławce? A, Czerwiński – ten robi co trzeba, łącznie z bramką, i git widzieć go z powrotem w składzie.
    Nie miejmy złudzeń: ten zespół jest wyeksploatowany do granic wytrzymałości, popełnia masę błędów, a z dobrymi drużynami błędy przekładają się na tracone bramki i przegrane.
    Ergo – z Rakowem u siebie gong, z Villarealem u siebie gong (choć może się i tak zdarzyć, że awansujemy). I wiosną można się skupić na lidze, żeby grać wąskim składem o puchary – chyba, że jednak dwa nikomu niepotrzebne mecze w Europie i dopiero potem skupić się na lidze.
    Raków gra piach, gra gorzej niż w zeszłym sezonie, nic nie gra – tak się o nim mówi i pisze (Kowalczyk i nie tylko). Ale Raków ma skład idealnie na MP, bo NIE GRA W PUCHARACH EUROPEJSKICH, vide Lech Skorży rok temu.
    Tłuczę w kółko to samo? Racja. Czy się coś zmieni? Nie zmieni się. Po co to pisać? No właśnie….. kochani, rok temu zdobyliśmy Mistrza Polski, nikt nam tego nie odbierze.
    I tym pozytywnym akcentem w tym fatalnym czasie, z pozdrowieniem dla wszystkich…

  7. Mirco pisze:

    Mecz prawdy to już mieliśmy – śmiem twierdzić – i to nie w ekstraklapie, ani w LKE ale… w PP. Wiemy wszyscy jak skończył się mecz z kiepskimi… tamto spotkanie pokazało jak na dłoni, że nie mamy kadry oraz, że nasi czołowi zawodnicy są bez formy.
    Wczoraj widać było Lecha grającego bez pomysłu. Przesadnie nasi podeszli z respektem do rywala, który guzik pokazał. Bramka dla nich padła po ewidentnym babolu Rebocho, oglądając powtórki całej sytuacji zachodzę w głowę – o czym on myślał, tak beznadziejnie dając siebie „objechać”. Inna sprawa to postawa dalej Milica, może się mylę, ale wydaje mi się , że mógł próbować zawodnika Austrii „skasować” przed polem karnym. Pewnie ryzykowałby kartką, ale gola by nie było. No ale jasne to ułamki sekund i nie zawsze można podjąć optymalną decyzję. Chwalony przez nas ostatnio Filip Bednarek też nie zachował się idealnie, czy nie mógł wyjść zdecydowanie skracając pole gry? I tak z gównianej sytuacji padł dla Austrii i mamy teraz problem.
    Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszły czwartek Kolejorz rozegra wielki mecz i jako jedyna drużyna z naszej grupy pokona „żółtą łódź”.
    Co do meczu z Rakowem – absolutnie nie można go „odpuścić” – na Bułgarskiej trzeba ich pokonać! Kto ma medalików pokonać, jak nie my?

    • Muro pisze:

      @Micro – tej, a kim mamy pokonać Medaliki? Tym zmęczonym i wyeksploatowanym składem? Czy rotacjami pokroju Sobiech w wyjściowym i Marchwiński na 10? ;-)

      • Mirco pisze:

        Też się zastanawiam… Mimo wszystko nawet jeśli Mikael chce od nas odejść to i tak liczę, że będzie chciał się pokazać najlepiej strzelając kastę aktualnemu liderowi. Masz w 100% rację, że na Raków potrzeba całego składu, a tu nie tylko Amaral ma zjazd… Jednak mimo wszystko Cracovia u siebie pokonała Raków, a w czym Craxa jest od nas lepsza? Cały czas uważam, że na Bułgarskiej – ktokolwiek wyjdzie w podstawie (nawet mityczny Marchwinio) – to jego obowiązkiem jest zasuwać na 100%, a to na ekipę Papszuna wystarczy. Ja mam nadzieję, że mecz z Rakowem będzie idealny dla Sousy do pokazania wszystkim swoich niemałych umiejętności. Dużą dysproporcję widzę pomiędzy nami a medalikami na dwóch pozycjach bramkarza (na korzyść przyjezdnych) i środkowego napastnika (na naszą korzyść). W dużym uproszczeniu końcowy wynik będzie zależał od skuteczności naszego kapitana i uniknięciu wpadek przez Filipa Bednarka.
        Ps. Jak dla mnie ten mecz może być też szansą dla któregoś z młodych Lecha – tylko którego ktoś zapyta? Ja od dawna chciałbym zobaczyć jak sobie poradzi Antek Kozubal, razem z Jasperem i Murasiem, może dźwignął by rolę w środku pola. Inna sprawa, że z młodymi jest tak, że albo odpali (choć na krótko) jak Marchwiński kiedyś z tęczową, albo w przypadku niepowodzenia zniknie na lata….

    • Tetryk78 pisze:

      Pokonać? Dla mnie uniknięcie blamarzu typu 3 do 0 dla nich będzie sukcesem. Lech gra bez ducha, bez formy i bez pomysłu.

      • 100h2o pisze:

        Hm…. sorry… pisze się „BLAMAŻ”. Ja myślę że Lech stał się na swoim stadionie ( oczywiście to TRAGEDIA) zespołem…. REMISOWYM. I obstawiałbym właśnie remis. Taki gówniany czyli 0-0. Strzelić nie strzeli, stracić nie straci.
        Przypominam- w ostatniej kolejce Raków masakrycznie męczył się z… Koroną !

  8. jerry21 pisze:

    Wiem, że jest zawód i rozgoryczenie po meczu. Rozumiem to.
    Była na pewno szansa na wygraną i awans.
    Nie udało się.
    Ale nie piszmy, że już sezon przegramy.
    Nie oceniajmy już teraz całej ligi konferencji. Wstrzymajmy się jeszcze tydzień, do ostatniego meczu
    Też chciałbym aby Lech teraz zapewnił sobie awans.
    Ale oceńmy to na chłodno.
    Co było na początku sezonu.
    Męczarnie w meczach kwalifikacyjnych , słaby start w lidze.
    Kto wtedy wierzył w grę w fazie grupowej i walkę do końca o awans do fazy pucharowej na wiosnę.
    Kto , gdy Kolejorz zamykał ligową tabelę wierzył, że pogodzimy ligę z pucharami.
    Już zapomniano o tym?
    Jesteśmy wciąż w grze!
    Wiadomo Rakowa pewnie nie dogonimy, ale 2-3 miejsce jest w naszym zasięgu.
    Awans w LKE też.
    VD Brom popełnia błędy, ale moim zdaniem wyciska z tej kadry maksimum! Ma takich a nie innych piłkarzy i robi co się da.
    Inni na jego miejscu biadolili by i narzekali na jakość kadry.
    To nie jego wina stan kadry.
    To, że można było więcej ugrać ale się nie udało to zasługa zarządu.
    Mógł zostać Kownacki, można było dokupić napastnika, kupić innego bramkarza…
    Moim zdaniem obecnym składem łącząc ligę i puchary wyciskamy maksimum.

Dodaj komentarz