Pięć szybkich wniosków: Lech – Korona 3:2

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Pełna dominacja, zasłużone prowadzenie

Lech Poznań ustawiony bardzo ofensywnie m.in. z Joao Amaralem na dziesiątce czy Afonso Sousą na lewej pomocy nieźle wszedł w to spotkanie. Lechici błyskawicznie narzucili rywalowi swój styl gry, oddawali wiele uderzeń głównie z daleka, często zmieniali strony ataków, bardzo szybko rozgrzali bramkarza Korony Kielce czy obrońców. Z upływem pierwszej połowy przewaga Lecha była coraz większa, między 26 a 30 minuta trwała nawałnica na bramkę golkipera rywala, Marcel Zapytowski w ciągu kilkudziesięciu sekund wybronił aż trzy groźne uderzenia będąc bohaterem przeciwnika, który do 32 minuty nie stworzył sobie żadnej sytuacji (0 strzałów). Nagle pierwszy rzut wolny dla Korony zakończył się golem, który na szczęście nie został uznany dzięki analizie VAR, ale na trybunach kibice już przeżyli szok nie wierząc w to, co się odstawiło. Po tej sytuacji Lech nadał grał swoją piłkę aż w 41 minucie dopiął swego trafieniem z rzutu karnego. Poznaniacy prowadzili do przerwy jak najbardziej zasłużenie, choć za nisko. Nastawiając się głównie na uderzenia z daleka regularnie dawali okazje do interwencji Zapytowskiemu i tylko dzięki niemu „Koroniarze” mogli mieć jeszcze jakiekolwiek nadzieje przed drugą odsłoną.

null

Gol na 2:0 i brak kontroli

Przed rozpoczęciem drugiej połowy jasne stało się, że Lech musi szybko strzelić gola na 2:0, by zabić emocje w tym spotkaniu. Tak też się stało. W 47 minucie w końcu wstrzelił się Joao Amaral, Portugalczyk wreszcie nie celował w bramkarza tylko w inną stronę zdobywając bramkę w bardzo ważnym momencie. Niestety. Po paru minutach sędzia odgwizdał kontrowersyjny rzut karny za rękę Jespera Karlstroma, Korona strzeliła kontaktowego gola i nie można było mówić, że Lechowi nic już nie grozi. Przez 12 minut Lech wciąż przeważał. Nagle stało się coś dziwnego, kielczanie zaczęli mieć więcej sytuacji, wrzucili tak jakby wyższy bieg, w Lechu mnożyły się irytujące straty w środku pola, za dużo było niecelnych podań, wszelkie nasze błędy tylko napędzały „Koroniarzy”. Od 68 do 80 minuty lepsze sytuacje m.in. po kontrach i odbiorach miał przeciwnik, który nękał Bednarka aż zdobył gola na 2:2 ponownie z rzutu karnego.

null

Co się stało?

Przy stanie 2:2 ciężko było uwierzyć w to, co się dzieje. Lech Poznań na chwilę stracił kontrolę, między 68 a 80 minutą zaczął być zupełnie inną drużyną, która była kompletnie zaskoczona boiskowymi wydarzeniami. Zamiast 5:0, 6:0 czy 7:0 zrobiło się nagle na 2:2 po dwóch rzutach karnych, których ze spokojem można by uniknąć. Można by także uniknąć paru groźnych sytuacji, gdyby nie Nika Kvekveskiri, który wrócił na swój poziom, znowu grał nieodpowiedzialnie w środkowej strefie, to po jego złym podaniu Korona strzeliłaby gola, gdyby nie świetna postawa w bramce Filipa Bednarka. Naprawdę ciężko było uwierzyć w to, co zaczął wyczyniać Lech Poznań, któremu mecz z kielczanami po 68 minucie zupełnie wymknął się spod kontroli. Trener John van den Brom w 80 minucie przeprowadził dwie ofensywne zmiany wpuszczając na murawę dwóch skrzydłowych, gra Lecha na chwilę ruszyła, ale w 84 minucie Korona znowu dwa razy trafiła w słupek! Lech w momencie ich kontrataków całkowicie gubił kontrolę, źle się ustawiał w obronie, zostawiał mnóstwo miejsca w środku pola, inny zespół od kielczan mógłby to wykorzystać. Przełom nastąpił w 87 minucie, od tamtej pory na boisku istniał już tylko Lech strzelając w końcu zwycięską bramkę. O dziwo Lech nie zdobył jej uderzeniem z daleka, których było dużo od pierwszych minut czy po efektownej akcji środkiem pola a po celnej wrzutce Alana Czerwińskiego w pole karne i dobrej główce Filipa Szymczaka. Od momentu gola na 3:2 lechici mieli już boiskową kontrolę, mogli nawet wygrać 4:2, ale Joao Amaral po kontrze źle dograł futbolówkę w pole karne. Była jeszcze szansa dla Korony w ostatnich sekundach, kiedy Filip Bednarek znowu stanął na wysokości zadania broniąc płaskie uderzenie z daleka.

null

Zasłużone zwycięstwo

Lech Poznań nie powinien utracić kontroli między 68 a 80 minutą gry mając po tym spotkaniu co analizować. Lech prowadząc 2:0 i tracąc nawet przypadkową bramkę powinien dalej grać swoje, wcisnąć tego gola na 3:1, by nadal móc kontrolować to spotkanie. Finalnie Kolejorz wygrał jak najbardziej zasłużenie, miał 71% posiadania piłki, oddał aż 34 strzały z czego 16 było celnych, wykręcił dziś rekordowe liczby, które ciężko będzie poprawić w pozostałych meczach ligowych sezonu 2022/2023. Lech Poznań wygrał w niedzielę jak najbardziej zasłużenie, lecz za nisko, za często oddawał te wspominane strzały z daleka, które tylko napędzały Marcela Zapytowskiego, bo często piłka po nich leciała w sam środek lub była w zasięgu bramkarza. W 47 minucie wystarczyło jedno inne uderzenie Joao Amarala z daleka i młody golkiper Korony nie miał nic do powiedzenia. Raz jeszcze warto podkreślić, że wygrana w końcówce należała się Lechowi, gdyż to Lech był piłkarsko dwa razy lepszym zespołem, to on bardziej chciał grać w piłkę, stwarzać sytuacje i mocniej niż Korona chciał zdobyć pełną pulę. Dzisiaj futbol zwyciężył z antyfutbolem oraz furą szczęścia.

null

Blisko, blisko

To były bardzo udane dni pełne pozytywnych sportowych emocji. Lech od 3 do 6 listopada w 100% zrealizował swój cel, przy Bułgarskiej zdobył 6 goli, najpierw awansował do 1/16 Ligi Konferencji, dziś awansował z 10 na 8. miejsce w Ekstraklasie. Niby to nic wielkiego, jednak wystarczy spojrzeć na tabelę. Poznaniacy do 3. pozycji dającej na pewno awans do europejskich pucharów tracą tylko oczko, na dodatek zespół, który aktualnie jest na najniższym stopniu podium o Europę raczej nie powalczy. Już teraz można rzec, że Lech Poznań lepiej niż w 2010, 2015 i 2020 roku pogodził polską ligę z europejskimi pucharami, przed Kolejorza dwa dni wolnego a później w sobotę najwyższa pora zwyciężyć w Białymstoku po prawie 10 latach przerwy. Walczymy o pudło jeszcze w 2022 roku!

3. Widzew Łódź 26
4. Pogoń Szczecin 26
5. Stal Mielec 26
6. Cracovia Kraków 25
7. Wisła Płock 25
8. Lech Poznań 25

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





7 komentarzy

  1. Sosabowski pisze:

    Jak dla mnie w tamtej sytuacji poślizgnął się Szymczak, a Amaral zagrał całkiem przyzwoite podanie.

  2. Pawel68 pisze:

    Dla mnie 3 pkt w tej chwili w Białymstoku to SF!To co to drużyna gra w lidze doprowadza mnie do szału!Chyba trener jest winny ,że nie potrafi dobrać odpowiedniej taktyki ?Tak jak w pucharach w czwartek graliśmy z kontry to ok i rozwalamy wszystkie tuzy Europy!?A w lidze nie potrafimy wygrać z tragedią ligii?Autobus postawiony 31 czy 36 strzałów w środek bramki?Pózniej tragiczne zmiany i tragedia,szok słupki karne i o to tu chodzi?Mistrz Polski?

    • 100h2o pisze:

      @Paweł68- no do końca maja (bodajże) 2023 Lech jest urzędującym Mistrzem Polski. I przyznam jakoś bardziej mnie „kręci” gra w rozgrywkach UEFA . A liga to tylko środek by w tamtych rozgrywkach pograć w piłkę nożną. Najlepiej sezon/w sezon. I jakoś tę ligę trzeba „przepchnąć”. Zatem nieważne jak….. byle w górę tabeli ;-)

    • edved pisze:

      Z tymi tuzami Europy to się rozpędziłeś. Ograliśmy jeden zespół z którym nie mieliśmy wyjścia, tylko ustawić się nisko w obronie i liczyć na kontry. Gdybyśmy tak zagrali z Korona to mecz zakończyłby się bezbramkowym remisem. No i biorąc pod uwagę ze w obu meczach zdobyliśmy po 3 bramki i komplet punktów to czepianie się trenera wyglada co najmniej dziwnie.

  3. Dula pisze:

    Podstawowy wniosek wysuwający się we wszystkich meczach. Gra Lech zawsze są emocje. Nie ważne czy pozytywne czy negatywne emocje gwarantowane. Sercowcy mają ciężką jesień przy bułgarskiej.

Dodaj komentarz