Pięć szybkich wniosków: Jagiellonia – Lech 1:2

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Nieefektywne posiadanie i rwana gra

Lech Poznań od pierwszych minut starał się narzucić rywalowi swój styl gry czego nie udało mu się zrobić m.in. przez dwukrotne przerywanie meczu przez dym od pirotechniki. Trener John van den Brom był na to bardzo zły, jego piłkarze wracając później na boisko nie mogli złapać rytmu. Nie umieli też sforsować defensywnie usposobionego rywala, który nastawił się na prosty futbol polegający na walce, popełnianiu fauli, kontrach wyprowadzanych przez Imaza z Guaelem oraz na wrzutkach w pole karne ze stałych fragmentów gry. Długo nic nie wskazywało na bramkę dla Lecha, wielu ofensywnych piłkarzy w tym Mikael Ishało było zupełnie niewidocznych. Na nic zdało się nawet 85% posiadanie piłki, które mieli poznaniacy przed 30 minutą, nasza drużyna biła głową w mur szykując przede wszystkim wolnych przestrzeni w bocznych strefach boiska.

null

Typowy gol w Białymstoku i szybka reakcja

Na początku doliczonego czasu gry Lech stracił gola w swoim stylu. Po zawieszonej piłce w powietrzu, po dośrodkowaniu mającego na nas patent Imaza i główce Skrzypczaka, który z pomocą słupka wyprowadził Jagę na prowadzenie, choć nic na to nie wskazywało. Był to tzw. gol z du*py, ze spokojem dałoby się go uniknąć, gdyby Michał Skóraś faktycznie krył Mateusza Skrzypczaka albo chociaż powalczył z nim w polu karnym a nie całkowicie go odpuścił. Lech nic nie grając stracił w Białymstoku typowego gola z Jagiellonią, lecz chwała mu za błyskawiczną reakcję. Po najlepszej akcji w pierwszej połowie z wykorzystaniem paru piłkarzy i po wymianie kilku podań po ziemi, miękko na środek z prawej strony pola karnego dośrodkował Radosław Murawski, tym razem Skrzypczaka w powietrzu pokonał Mikael Ishak i po pięciu minutach wyrównał. Reakcja po stracie gola na 0:1, bramka strzelona na 1:1 akurat w tym okresie była dla całego Lecha Poznań jeszcze ważniejsza, bo pozwalała piłkarzom z nieco większym spokojem rywalizować w drugiej połowie. Wydaje się, że wyrównanie jeszcze przed przerwą było kluczowym momentem sobotniego spotkania na Podlasiu.

null

Dominacja bez efektów

Lech dobrze wszedł w drugą połowę, grał przede wszystkim szybciej, dlatego jego optyczna gra wyglądała lepiej aniżeli w pierwszych 45 minutach. Poznaniacy chcąc zdominować Jagę nie ustrzeli się także błędów, w środkowej strefie spowodowali dwie straty co skutkowało jedną kartką dla Alana Czerwińskiego. W sobotę trener John van den Brom szybko jak na siebie przeprowadził zmiany, już po 57 minutach mieliśmy 4 roszady w tym jedną wymuszoną w przerwie spowodowaną urazem Antonio Milicia. O dziwo zmiennicy wprowadzeni w 57 minucie gry nie osłabili zespołu, a pociągnęli go do przodu. Aktywni byli przede wszystkim Filip Szymczak i Filip Marchwiński, temu drugiemu brakowało jakości, lecz przynajmniej tym razem niczym ten piłkarz nie irytował. Mimo optycznej przewagi czy widocznej chęci odniesienia zwycięstwa przez Lecha długo nic nie wskazywało na bramkę, ponieważ gra nadal była szarpana, w dodatku doszło do kolejnej przerwy w meczu przez dym z piro. Irytować mogło słabe sędziowanie przez Daniela Stefańskiego, który reagował na krzyki zawodników Jagiellonii, przeszkadzał w grze obu drużynom, sami rywale co chwilę symulowali faule, kładli się na boisku, nie mieli sił rozgrywać tego spotkania kradnąc nam cenne minuty przez symulowanie. Mimo optycznej przewagi Lecha w ostatnim kwadransie nic nie wskazywało na bramkę, poza jednym uderzeniem Gio z daleka w 85 minucie Alomerović nie musiał się zbytnio wysilać mogąc tylko przyglądać się temu, jak jego koledzy z drużyny wybijają lechitów z rytmu.

null

Znowu Szymczak uratował Lecha

W doliczonym czasie gry drugi raz z rzędu i drugim ligowym golem uratował nas Filip Szymczak. Po ładnej akcji lewą flanką zapoczątkowaną przez efektowne podanie Filipa Dagerstala do Pedro Rebocho, piłka trafiła w polu karnym do stojącego tyłem do bramki Mikaela Ishaka. Po nieudanym zagraniu Rebocho, rykoszecie i szczęśliwym odegraniu piłki przez Ishaka futbolówka jakoś znalazła się pod nogami Filip Szymczaka, który bez namysłu uderzył na bramkę Alomerovicia strzelając gola na 2:1 w pierwszej minucie doliczonego czasu. Akcja była fajna, szybka, choć obiektywnie trzeba przyznać, że na końcu piłka dość szczęśliwie znalazła się pod nogami Szymczaka. Lechowi Poznań drugi raz z rzędu dopisało trochę szczęścia w końcówce, aczkolwiek z przebiegu spotkania Lech nie pokazując dziś za wiele jakości zasłużenie zdobył 3 punkty oddając w sobotę 19 strzałów (8 celnych) przy 10 uderzeniach Jagiellonii (4 celnych) i 32% posiadaniem piłki. Poznaniacy w końcówce meczu bardziej chcieli wygrać, było to widać w ich poczynaniach, choć zwycięstwo udało się osiągnąć również dzięki szczęściu. Kolejorz nie zachował w ostatnich minutach odpowiedniej koncentracji, za bardzo skupił się na wyprowadzaniu kontr, by jeszcze coś strzelić a za mało skupił się na defensywie pozwalając Cernychowi w 10 minucie doliczonego czasu gry oddać uderzenie po którym piłka trafiła w słupek.

null

Brawo, brawo i jeszcze raz brawo

Styl jest mniej istotny. Lech Poznań wygrał i to jest najważniejsze. Na koniec bardzo udanego roku odniósł pierwsze tej jesieni zwycięstwo, w którym odrobił straty, po 11 spotkaniach w Białymstoku bez wygranej triumfował na Podlasiu pierwszy raz od kwietnia 2013 roku odczarowując na koniec mistrzowskiego czasu przeklęty teren. Lech Poznań dnia 12 listopada pobił też klubowy rekord, nie przegrał w lidze w roli gościa w żadnym z 13 ostatnich spotkań, jedynym klubem, który w 2022 roku ograł Kolejorza przed własną publicznością była dnia 20 lutego gdańska Lechia, której zresztą Mistrz Polski w sierpniu już się zrewanżował. Czego chcieć więcej? Na koniec 2022 roku zespół Johna van den Broma zafundował kibicom masę emocji, prawdziwą huśtawkę nastrojów, śmiało można nazwać mecz z Jagiellonią dobrym podsumowaniem mijających 12 miesięcy. Było ciężko, trzeba było sporo się napracować, trzeba było mieć trochę szczęścia, by na końcu móc się cieszyć. Dziś cieszy się cała Lechowa społeczność, poznaniacy zakończyli rundę jesienną z oczkiem straty do podium, a przecież mają do rozegrania jeszcze zaległe spotkanie. Czy na początku sierpnia po fatalnym starcie sezonu 2022/2023 ktoś w ogóle wierzył w coś takiego? Na pewno nikt. Lech Poznań ma za sobą udane tygodnie, pogodził europejskie puchary z Ekstraklasą, szkoda jedynie zawalonego Pucharu Polski, w którym nic już nie da się odrobić czy dużej straty w lidze do lidera. Wiosną nie pozostaje nic innego, jak szybko wskoczyć na te podium i pewnie wywalczyć awans do kolejnej edycji europejskich pucharów 2023/2024.

null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





7 komentarzy

  1. John pisze:

    Szczególnie mnie cieszą te ostatnie bramki Szymczaka,nie jakieś na dobicie rywala,tylko gwarantujące 3 punkty,te zawsze ważą więcej.
    Sporo mu się dostało w tym sezonie,że to nie jest napastnik na Lecha,ekstraklasa to za wysoki poziom dla niego.
    Ostatnimi występami kupił sobie czas, odblokował się,i mam nadzieję,że tych bramek będzie jeszcze więcej.
    Amaral wróć.

    • 100h2o pisze:

      @John- chyba i sam Filip Szymczak bardzo korzysta, że Ishak zostaje (Sobiech ma kontrakt do czerwca 2023 he he he he).Od Ishaka ( sam to ponoć Filip powiedział) może się sporo nauczyć… od Sobiecha… jedynie siedzenia na ławce….Jako ciekawostka , obecnie transfermarkt wycenia Sobiecha na 150 000 € a Filipa Szymczaka na 500 000 €.

      • edved pisze:

        W jego przypadku ostatnia aktualizacja miała miejsce w czerwcu. Po kolejnej powinno już być 7 cyfr. Ma wszystko aby ostatecznie wylądować w takiej Bundeslidze i wydaje się ze obecność Ishaka będzie działała na plus. Ma się od kogo uczyć i presja jest mniejsza bo jednak to w pierwszej kolejności od Szweda oczekuje się zdobywania bramek.

  2. Bigbluee pisze:

    Bardzo dobre wnioski. Trafne i opisujące to co się działo. Co do Szymczaka to brawo. I twk powinno wyglądać wprowadzanie młodego do zespołu. Krzywdę mu robiono pchając do gry od 1 minuty w momencie kiedy nic go nie broniło. Nie miał liczb ani gry a więc słuszna spadała krytyka. Brom wymyślił sobie ze zastąpi mu Ishaka 1:1 ale każdy wiedział że to niemożliwe. Szymczak jest postawny ale dopiero przy grze na podmeczonego rywala, daje rade to wykorzystywać. Jeszcze wiele nauki przed nim i będą z niego ludzie jeśli będzie rozsądnie wprowadzany. Można się śmiać ale oni z Ishakiem powinni mieć obok siebie szafki, siedziec w autobusie i mieć razem pokój na obozie i trenować w parach :)
    Cieszy zwycięstwo chociaż gra znowu nie powalała a w 1 polowie nie działo się nic. Race tylko przeszkadzały.
    Cieszy szybka reakcja na gola Skrzypczaka.
    2 polowa lepsza. Dlatego wygraliśmy.
    Martwi mnie ze Dagerstal dał się zrobić przy strzale w słupek mimo bycia „świeżym”. Jednak tak jak pisałem wielokrotnie, 1 jaskółka wiosny nie czyni jak i 1 błąd nie rzuca cienia na świetna grę do tej pory.
    Tak powinniśmy na wyjazdach przepychać mecze. Jagiellonia była słaba i nie zasługiwała na remis.
    No i nadal zastanawia mnie czy Bednarek trenuje wyjścia do dośrodkowań na treningach.

  3. J5 pisze:

    Choć oglądałem mecz w telefonie, to wydawało mi się że w akcji w której Szymczak zdobył zwycięskiego gola, Ishak był faulowany, i jeśli VAR chciałby zadziałać, to Lech miałby rzut karny. Na szczęście tak się nie stało, i Filip mógł się cieszyć z pięknego i zwycięskiego gola. Lech notując przełamanie na przeklętym stadionie , przełamał inną złą passę odrabiając straty. Mecz może nie był piękny, ale białostocka klątwa mogła mieć wpływ na postawę piłkarzy:). Fani Jagi grę przerywali specjalnie, w ten sposób chcąc pomóc swojej drużynie, nomen omen na stadione był specjalista od ” poza sportowych efektów specjalnych” były trener gospodarzy Michał Probierz. Na szczęście tryumfował futbol nad antyfutbolem, i po nerwowym meczu trzy punkty zasłużenie zdobył Mistrz Polski. Nie wiem czy Lech będzie w stanie odrobić straty do lidera. Papszun wydaje się być zbyt doświadczonym trenerem aby sobie na to pozwolić, ale z drugiej strony w Ekstraklasie nie takie straty były odeabiane, więc wszystko jest możliwe. Niemniej Lech sam musi sobie pomóc, przede wszystkim mądrymi transferami robiącymi różnicę w naszej lidze, do czego potrzebne będzie pozbycie się węża z kieszeni przez nasz zarząd, a także dobrymi przygotowaniami do sezonu o co chyba możemy być spokojni. W tym temacie van den Brom poradzi sobie najlepiej, mam nadzieję. Lech pięknie tym zwycięstwem zamknął miatrzowski sezon jubileuszowy, tak jakby pieczętując go na tym przeklętym obiekcie. Oby tak dalej

    • Pawlisko pisze:

      Też zauważyłem ten faul na Ishaku w akcji na 2:1, ale jakoś jestem dziwnie pewien, że jak to było wiele razy w przeszłości var by nam nie pomógł. W drugą stronę zawsze najmniejszy kontakt wyciągają(patrz choćby ostatni mecz z Koroną).

      Na szczęście Filip Szymczak sprawił, że sytuacja nie miała znaczenia. Brawo dla niego, bo zapewnił nam dwa niezwykle istotne zwycięstwa w ostatnich meczach.

  4. slavo1 pisze:

    Ciekawa dla mnie jest zmiana jaka nastąpiła między Lechem Skorży (po poprzednim MP) i teraz pod wodzą VdB. Ostatnie kilka minut do dla nas ostatnio obrona remisu lub zwycięstwa w ostatnich chwilach meczów. Jestem już ciekawy jak będzie wyglądać Lech po pierwszym cyklu treningowym, między rundami. Czuję, że będzie dobrze, czuję odrodzenie Amarala (bo Ishak zostaje – a ile nam RAZEM dawali jest nie do przecenienia), nie wierzę w Gio i BaLouę a już tak co do Velde i Sousy. Szymczak będzie napadziorem, którego będziemy żałować jak już go sprzedadzą :) – ma się od kogo uczyć.

Dodaj komentarz