Zerwana łatka przegrywów

W 2022 roku Lech Poznań kilka razy zadziwił kibiców dokonując rzeczy, w które czasami niewielu już wierzyło. Poprzednie, rozczarowujące lata obfitowały w bolesne przegrane, trudne momenty czy w dziwne gole stracone w końcówkach. Porażki w ważnych meczach tzw. „na szczycie” były znakiem rozpoznawczym Kolejorza, który najczęściej zawodził, gdy była szansa na coś konkretnego.




Wyjątkiem były rundy kwalifikacyjne Ligi Europy sezonu 2020/2021, kiedy Lech Poznań akurat pozytywnie zaskoczył i po przejściu wszystkich czterech faz eliminacyjnych dostał się do fazy grupowej. Niestety na krajowym podwórku od 2015 roku najczęściej wykładał się w istotnych momentach sezonu, nie potrafił zwyciężać w ważnych spotkaniach, często był blisko, ale na końcu zawsze czegoś brakowało. Kibice trochę więcej nadziei złapali po powrocie Macieja Skorży, który był ostatnim trenerem świętującym przy Bułgarskiej konkretny sukces. Wiosną 2021 roku wrócił do nas trener potrafiący wygrywać, wiedzący jak radzić sobie z presją, w trudnych meczach, powrócił trener z odpowiednią mentalnością u którego zawsze na 1. miejscu jest wynik sportowy. Maciej Skorża pracując w Poznaniu po raz drugi w karierze potwierdził wszystko to, o czym się pisało i co mówiło na jego temat. Przyjście Johna van den Broma pod względem mentalności nic nie zmieniło, pod względem charakteru trenera zarząd Lech Poznań trafił z zatrudnieniem nowego szkoleniowca, który również do tzw. „przegrywów” nie należy co zresztą widać po jego bogatym cv.

2022 rok, w którym Lech Poznań obchodził 100-lecie odmieniło postrzeganie Kolejorza. Tzw. „łatka przegrywów” została odklejona przez Macieja Skorżę, a John van den Brom wdeptał ją w ziemię. Oczywiście dwaj trenerzy nic by nie zrobili, gdyby nie mieli odpowiednich piłkarzy. Akurat ta szatnia tworzy bardzo charakterną, zwartą grupę, w której każdy zawodnik dobrze wie, gdzie jest, jakie są cele i czego się od niego wymaga. Często można się czepiać piłkarzy o ich boiskowe wybory, mieć uwagi do niedoskonałości sportowych, ale absolutnie nie wolno mieć pretensji do zawodników o brak zaangażowania, woli walki, ambicji czy tego mitycznego charakteru. Tak silnej mentalnie szatni nie było przy Bułgarskiej od lat, w 2022 roku było wiele momentów, w których Lech Poznań pokazał charakter, wzmacniał się mentalnie poszczególnymi wydarzeniami, a listopadowe mecze z pewnością jeszcze mocniej scalą ten ambitny zespół celujący w zwycięstwa.

null

Zaczęło się w Szczecinie i poprawiono w Zabrzu

Lech pierwszy raz pokazał nową mentalność 26 lutego. Wtedy poznaniacy grali na wyjeździe z Pogonią Szczecin, która parę dni wcześniej wyprzedziła Kolejorza o punkt po tym jak Lech pechowo przegrał z Lechią w Gdańsku 0:1 i stracił pozycję lidera zajmowaną po 18 kolejkach z rzędu. Kilka dni po pechowej i jak się okazało w listopadzie – jedynej ligowej porażce na wyjeździe przez cały 2022 rok podopieczni Macieja Skorży w bardzo taktycznym meczu rozbili Pogoń w Szczecinie aż 3:0 strzelając jej 3 gole w ciągu 7 minut.

Tuż po odzyskaniu fotelu lidera Lecha Poznań czekało równie trudne zadanie. Po 5 latach musiał wyeliminować kogoś z Ekstraklasy, żeby dostać się do 1/2 finału Pucharu Polski. To się w końcu udało, Kolejorz w końcu ograł w Pucharze kogoś konkretnego, na początku marca 2 raz w sezonie 2021/2022 pokonał w Zabrzu miejscowego Górnika triumfując tym razem 2:0.

Charakterny Lech Poznań

Marzec to ciąg dalszy zmiany mentalności. W Krakowie przy Reymonta zespół Lech grą nie zachwycał, ale przegrywając nie poddał się. W końcówce przycisnął i nawet mimo słabego spotkania z Wisłą wcisnął gola na 1:1 w ostatniej akcji. Po paru dniach już w kolejnym meczu przy Bułgarskiej rozegranym 19 marca drużyna nie rozczarowała. W dniu obchodów 100. rocznicy powstania klubu i na oczach kompletu widzów w spotkaniu rocznicowym pokonała od lat niewygodną Jagiellonię Białystok 3:0. Po tym meczu oraz po marcowej przerwie na reprezentację niebiesko-biali rywalizowali we Wrocławiu, gdzie od 2010 roku wygrali tylko raz. Mimo problemów kadrowych w tym zmęczenia kadrowiczów czy infekcji (Mikael Ishak zszedł z rozgrzewki, Antonio Milić zszedł w przerwie) zespołowi Lecha Poznań w piątkowy wieczór 1 kwietnia udało się pokonać Śląsk na jego terenie po golu rezerwowego wtedy Michała Skórasia.

Wyszarpane wygrane dające tytuł

Finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym został przegrany przede wszystkim przez brak koncentracji na początku, szybko straconego gola przez złe ustawienie stoperów i przez zły dobór taktyki. Maciej Skorża zresztą wziął winę na siebie podkreślając jednocześnie, że gra o tytuł w ostatnich trzech kolejkach będzie miała zupełnie inną historię od rozgrywek o Puchar Polski. Mimo jego słów w przysłowiowego majstra mało kto wierzył, Raków Częstochowa był liderem, miał już Puchar Polski, w walce o tytuł Mistrza Polski wszystko zależało od niego. Kolejorz chcąc być mistrzem musiał wygrać wszystko do końca i jeszcze liczyć choćby na Cracovię. Krakowianie nam pomogli, parę dni po finale na Narodowym urwali punkty w Częstochowie, sam Lech prowadząc później w Gliwicach 1:0 dał się zaskoczyć golem na 1:1 na początku drugiej połowy. W ostatnich minutach nic nie wskazywało na zwycięstwo poznaniaków, na drugie trafienie dla nas, ale nasi gracze umieli wyszarpać wygraną pokazując charakter. Bramkę na wagę wygranej 2:1 zdobył wtedy nie kto inny, jak król Mikael Ishak dzięki któremu na dwie kolejki przed końcem doszło do zmiany lidera.

W przedostatniej serii spotkań Lech Poznań znowu pokazał charakter. Szybko przegrywał z Wartą Poznań 0:1, lecz równie szybko wyrównał po efektownym trafieniu Joao Amarala z daleka. Wtedy Kolejorz był tak mocny mentalnie, że mógł strzelić gola praktycznie z niczego, nie potrzebował wielu okazji jak w wielu innych meczach, by zdobyć bramkę. Jeszcze przed przerwą podopieczni Macieja Skorży potrafili strzelić przypadkowego gola za sprawą znowu króla Mikaela Ishaka.

null
null

Przepchnięte awanse

Lato nie należało do łatwych, była zmiana trenera, nowe metody treningowe, były kontuzje czy dużo problem ze środkowymi obrońcami. Pod względem cech wolicjonalnych zespołowi niczego nie można było zarzucić. Jeśli przegrywał, to wyłącznie przez złe przygotowanie taktyczne, indywidualne błędy, nieskuteczność czy przez zwykłego pecha. Ta drużyna nigdy się nie poddawała i m.in. dlatego przepchnęła trzy rundy eliminacyjne Ligi Konferencji dostając się finalnie do fazy grupowej. Kluczem był rewanż z Vikingurem Reykjavik, w którym Lech umiał jako pierwszy strzelić gola na 1:0 i to znowu w spotkaniu, w którym początkowo grał słabo, nie atakował, to rywal przy stanie 0:0 miał lepsze okazje do zdobycia bramki. Nasz zespół na szczęście ani na moment nie zwiesił głów, na prowadzenie wyprowadził go Mikael Ishak, drużyna Kolejorza nie poddała się także w momencie, kiedy przez niefrasobliwą postawę doprowadziła do dogrywki. W dogrywce było widać charakter Lecha Poznań, mimo braku wsparcia części trybun oraz niezrozumiałego zachowania wielu kibiców lechici zrobili swoje. Cały czas wierzyli, walczyli, dołożyli do tego trochę jakości i pokonali ambitny zespół z Islandii, który znajdował się wówczas w bardzo wysokiej formie.

null

Dobry start w prawdziwej Europie

Już typowe jesienne miesiące to nadal pokaz siły mentalnej Lecha Poznań. W Walencji poznaniacy szybko wyszli na prowadzenie, ale równie szybko na tablicy świetlnej zrobiło się 3:1 dla gospodarzy. Wiele drużyn przegrywając różnicą dwóch goli z Villarrealem już by się poddało, jednak lechici postanowili dać z siebie wszystko i po przerwie dość szybko doprowadzili do remisu 3:3. Mimo porażki 3:4 nasza drużyna pozostawiła po sobie dobre wrażenie, kluczem do dalszej gry o awans do 1/16 finału Ligi Konferencji miał być choćby drugi mecz z Austrią Wiedeń przywołujący wspomnienia sprzed 14 lat. Lech nie wszedł dobrze w to spotkanie, to rywal był lepszy, niewiele zmienił nawet gol na 1:0 po którym goście szybko wyrównali. Mieli nawet rzut karny, w którym Filip Bednarek popisał się świetną interwencją, druga bramka nie padła, Lech przy stanie 1:1 znowu pokazał charakter aż na końcu roztrzaskał wiedeńczyków zwyciężając 4:1.

null
null

Listopad zdeptał łatkę przegrywów

Listopad już do końca wdeptał w ziemię „łatkę przegrywa” z której nic nie zostało. Wielokrotnie opisywany i przywoływany mecz z Villarrealem pokazał, jak wielką metamorfozę przeszedł Lech Poznań, który jeszcze 1,5 roku wcześniej prowadząc 1:0 stracił w końcówce 2 gole po autach i przegrał u siebie ze Stalą Mielec. Dnia 3 listopada Kolejorz przekroczył swoje możliwości, nie zagrał na 100% tylko na 110% pokazując futbol charakterny, w którym pełno było sportowej jakości dosłownie każdego piłkarza, którzy przekroczyli limity. Przed meczem wydawało się, że remis z Villarrealem wystarczy lechitom do awansu, jednak już w trakcie spotkania okazało się, że nic nam nie da. Hapoel strzelał Austrii kolejne gole, poznaniacy musieli więc zagrać z Hiszpanami o pełną pulę, aby wyjść z grupy C.

W ostatnich dwóch meczach rundy jesiennej poznaniacy odnieśli dwa zwycięstwa w Ekstraklasie wspinając się w ciągu paru tygodni z 18 na 6. miejsce w ligowej tabeli. Obie wygrane zostały osiągnięte dzięki bramkom w doliczonym czasie gry, w Białymstoku zespół Mistrza Polski nawet pierwszy raz w sezonie 2022/2023 odrobił straty odczarowując obiekt Jagiellonii po prawie 10 latach przerwy. Listopad był idealnym obrazem charakteru tej drużyny, która nie jest starym Lechem Poznań wykładającym się w ważnych meczach czy w ważnych momentach sezonu. To Kolejorz dający Wielkopolanom nadzieję!

null
null
null

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





5 komentarzy

  1. kri$$ pisze:

    Cieszy, że w 2022roku udało się zaoszczędzić kibicom traumy w postaci wielu upokorzeń. No poza jednym – Finałem PP.

  2. Sosabowski pisze:

    Mnie najbardziej bolały te porażki po golach w ostatnich minutach meczu lub doliczonym czasie. Chyba najgorszy sposób w jaki można przegrać. Ten trend jest już za nami. Co więcej często to my odwracaliśmy tak koleje meczu. W tym roku odczarowaliśmy Białystok. Finału PP już się nie uda. I jak co niektórzy pisali może i dobrze bo kolejny finał w takim stylu złamałby nie jedno serce kibica. Odczarujmy chociaż Częstochowę bo już na to czas!

  3. Krzys pisze:

    Chociaż były momenty w tym roku, że o nadzieje było trudno to podoba mi się wasze zakończenie artykułu. Lech ma obecnie zespół z charakterem. Mistrzostwo zdobyte w połowie roku i gra w Lidze Konferencji przyniosły sukcesy sportowe, których nam brakowało od lat. Ja też już czekam na rundę wiosenną z nadzieją.
    Niemniej jednak w tym roku brakowało takiej przysłowiowej „kropki nad i”, bo przegrywaliśmy z Rakowem, nie potrafiliśmy pokonać słabej Legii a z powodu osłabienia kadry zespołu i nagłego odejścia Skorży straciliśmy początek sezonu w lidze i eliminacjach do lig europejskich.
    Mam nadzieję, że w rundzie wiosennej zespół udowodni, że ma charakter a zarząd klubu pokaże, że ma ambicje i kompetencje do budowania silnego,podnoszącego poziom sportowy Lecha tak aby co roku walczyć o Mistrzostwo Polski i grać w europejskich pucharach a nie tylko na jubileusz.

  4. Przemo33 pisze:

    W porównaniu do poprzednich lat akurat ten rok kalendarzowy był dla nas na prawdę udany. Szkoda porażki w finale Pucharu Polski oraz porażki w Superpucharze (to drugie trofeum nie jest może zbyt ważne dla dużej części kibiców, ale to również trofeum, które można wygrać), bo mielibyśmy nie jedno, ale dwa, a nawet trzy zdobyte trofea w tym roku. Szkoda również porażki i odpadnięcia w dwumeczu z Karabachem Agdam, bo może udałoby nam się zajść dalej w eliminacjach (to zawsze jest możliwe, nawet jeśli mało prawdopodobne), a może nawet zagrać w Lidze Europy. Ostatecznie jednak chociaż nie było perfekcyjnie, doskonale, to mamy z czego się cieszyć w tym roku – było wiele niezapomnianych meczy, zwycięstw, masa emocji i pięknych akcji, bramek i asyst, ale również wreszcie sukcesów ze zdobytym Mistrzostwem Polski na czele. Po raz pierwszy od 2015 roku można powiedzieć, że był to dla Lecha i nas kibiców dobry, udany i zwycięski rok, który kończymy w dobrych humorach. Co przyniesie przyszłość, jak potoczy się następny rok kalendarzowy i jak będzie wyglądał? Na to pytanie trzeba będzie poczekać rok, ale oby był on udany i dał nam wiele radości. Tego życzę wszystkim kibicom Lecha.

  5. Pawelinho pisze:

    Nauczony wieloletnim doświadczeniem poprzednich lat poczekam jak to będzie wyglądało w kolejnych dwóch latach tzn w 2023 i 2024 roku – wtedy będzie można dokonać tego typu ocen, ale nie teraz bo tutaj na pewne rzeczy czy działania klubu nie mamy tak naprawdę wpływu. Natomiast ten mijający 2022 rok pod względem czysto sportowym faktycznie można zaliczyć do bardzo udanego i to nawet pomimo kompromitacji zarządu związanego z letnim okienkiem transferowym i kompromitującego samych piłkarzy rewanżu z azerami. Do plusów jak najbardziej należy dorzuć tytuł majstra na stulecie i dobre występy w Conference Europa League, gdzie jedyną rysą tak naprawdę jest porażka w finale PP i szybkie odpadnięcie z tych samych rozgrywek już na początku kolejnego praktycznie nowego sezonu. Wiadomo mankamenty też były takie jak wspomniany mecz z azerami czy fatalny październik, ale też nieco słabsza niż jesienią wiosna poprzedniego sezonu. Tak czy inaczej jestem ciekaw tego jak będzie wyglądał pod tym względem rok 2023 roku i oby był równie udany pod względem sportowym jak ten kończący się 2022 rok.

Dodaj komentarz