Plusy i minusy: Piast – Lech 1:2

Lech Poznań nie jest w optymalnej dyspozycji, wielu piłkarzy szuka formy, jeszcze inni nie są gotowi do gry przez 90 minut. Mimo trwającego nadal dla nas okresu przygotowawczego Kolejorzowi udało się wygrać z mocnym ostatnio Piastem Gliwice, który po 18 spotkaniach bez porażki, w tym 13 ligowych przegrał pierwszy raz od 19 lutego.

Jednym z kilku plusów jest wygrana Lecha Poznań na inaugurację po raz pierwszy od 5 lat. Wtedy Kolejorz ograł na wyjeździe Wisłę Płock 2:1, po 5 latach tym samym rezultatem pokonał Piasta Gliwice kontynuując z tym rywalem wszystkie dobre passy. Był to już 10 mecz z rzędu bez porażki z Piastem (7 zwycięstw, 3 remisy). Gliwiczanie nie potrafią znaleźć na nas sposobu od 19 maja 2019 roku, była to już 6 z rzędu wizyta Lecha Poznań na Górnym Śląsku bez porażki przy Okrzei.

Sobotnie spotkanie nie było wielkim widowiskiem, podopieczni Johna van den Broma strzelili dwa gole po oddaniu dwóch celnych strzałów w meczu. Patrząc na przebieg gry, w tym na ostatnie minuty czy szanse dla Piasta Gliwice w 78 i 112 minucie, nasza drużyna dosłownie wyszarpała wygraną dzięki szczęściu, Filipowi Bednarkowi i wcześniej dzięki bardzo dużej skuteczności.

Kolejny plus to umiejętność odrobienia strat. Lech Poznań podarował bramkę Piastowi Gliwice. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony nie zapowiadał, że nasz zespół po niej się podniesie, nie wyglądał dobrze, nie miał za bardzo pomysłu na grę sprawiając wrażenie zmęczonej drużyny, która szuka formy traktując ten mecz jak sparing. Mało kto spodziewał się takiego kwadransa po przerwie, więc tym bardziej dwa strzelone gole po dwóch jedynych celnych uderzeniach w meczu cieszą kibiców, którzy obejrzeli niespodziewane zwycięstwo.

Następny plus to przebłysk Filip Marchwińskiego. Środkowy pomocnik ponownie nie grał efektownie, był za to efektywny w swoich działaniach. Miał 100% udanych dryblingów, wygrał 9 pojedynków na 13 stoczonych, ponownie pokazał swój duży atut, jakim jest wyskok do piłki i uderzenie głową. Filip Marchwiński doskonale złożył się do strzału głową uprzedzając w 54 minucie aż dwóch obrońców Piasta Gliwice. To on był bohaterem tego meczu zasługując na mocną piątkę.

Kolejny plus to brak straty punktowej po 1. kolejce. Przed nami wygrali wszyscy pucharowicze, wygrał też Lech Poznań mający spośród nich najtrudniejszego rywala. Tym bardziej zwycięstwo cieszy, bowiem nawet przed meczem niewiele wskazywało na wygraną Kolejorza, który na dodatek nie zagrał w optymalnym składzie.

Lech Poznań to zespół w trakcie przygotowań, mówił o tym John van den Brom zarówno przed jak i po spotkaniu nie ukrywając, że zmiany, jakie dokonywał były związane z oszczędzaniem piłkarzy. Mikael Ishak czy Jesper Karlstrom nie byli gotowi na pełne 90 minut, Szwed wystąpił przede wszystkim po to, aby meczami powoli, powoli dochodził do formy. Na grę Lecha Poznań trzeba spojrzeć łagodnie, wypada przymknąć oko na mankamenty, ponieważ nasz zespół po eksperymentalnych przygotowaniach dopiero dochodzi do optymalnej dyspozycji.

W sobotę dało się dostrzec dwa minusy. Lech Poznań nie radził sobie w powietrzu, gdy przeciwnik atakował. Pomijając już interwencję Filipa Bednarka w 43 minucie mieliśmy jeszcze problemy przy okazji stałych fragmentów gry w wykonaniu Piasta Gliwice. W 78 minucie Piast zdobyłby gola po rzucie rożnym, gdyby nie dwie interwencje „Bediego”. W 112 minucie Jakub Czerwiński łatwo wygrał pojedynek powietrzny z Joelem Pereirą zgrywając piłkę prosto do Arkadiusza Pyrki, który na nasze szczęście nie trafił z metra do siatki.

Drugi minus to mikro-urazy. W trakcie meczu na murawie leżeli Afonso Sousa, Filip Marchwiński i Radosław Murawski. Ten ostatni próbował zacisnąć zęby i grać dalej. Nie dał rady, wcześniej zszedł z murawy zapewniając jednak trenera po meczu, że będzie gotowy na czwartek. Czy tak będzie? To się okaże. Tak samo okaże się w poniedziałek, czy inni piłkarze Lecha nie mają mikro-urazów. Inauguracja pod względem fizycznym była bardzo ciężka, spotkanie trwało ponad 112 minut, poznaniacy pokonali wczoraj dystans prawie 119 kilometrów!




Plusy meczu z Piastem 2:1

– Wygrana na inaugurację po 5 latach
– Przedłużenie dobrych pass z Piastem
– Wyszarpane zwycięstwo po 2 celnych strzałach
– Umiejętność odrobienia strat
– Przebłysk Marchwińskiego
– Brak strat po 1. kolejce

Minusy meczu z Piastem 2:1

– Problemy z grą w powietrzu
– Mikro-urazy

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





7 komentarzy

  1. jerry21 pisze:

    PLUSY:
    1. Zwycięstwo na inaugurację.
    Po 5 latach.
    2. Odrobienie strat.
    Mimo straty jako pierwszy bramki Lech wygrywa.
    3. Marchwiński.
    Świetny mecz. Oby to był jego sezon.
    4. Skuteczność.
    Wygrana mimo niewielu sytuacji.

  2. John pisze:

    3 punkty + Marchwiński to są najważniejsze plusy.
    Trzeba pewnie jeszcze z miesiąc wytrzymać,i powinno być z górki.
    Kontuzje, późne przygotowania,nowi gracze też potrzebują czasu.
    Powinno się nie długo rozkręcić,każdy wiedział,że to może być taki mecz.
    Najważniejsze,że wynik się zgadza,i nie ma nerwów już na początku sezonu.
    Wyobraźcie sobie jaki ciężar miałby mecz z Radomiakiem przy porażce z Piastem,i stylem gry Lecha?
    Cały ten optymizm by szybko uleciał a tak lecimy dalej.
    Z problemami ale dzisiaj już mnie to nie obchodzi.
    Trudy wyjazd na początek za nami,pierwszy mecz i odrobienie strat po przerwie,patrzymy w przyszłość.

  3. Sp pisze:

    Dobrze, że wchodzimy w sezon ze zwycięstwem
    Może w końcu nauczymy się przepychać gówniane mecze na naszą korzyść. 2 strzały celne i dwa gole i to Marchewiorza, który mógł mieć hat-trica. Mamy niski zespół więc straty w główkach można zrozumieć, a mimo to strzelamy gola głową. Marciniak robił wszystko by nasi byli jak najbardziej zmęczeni na Grunwald więc mikro urazy są nie uniknione. Te zwycięstwo przegrywając jeszcze mocniej zbuduje drużynę. Teraz czas na historyczne zwycięstwo w eliminacjach.

  4. bas pisze:

    Ważne zwycięstwo z zespołem na którym pewnie inni połamią zęby.To niewątpliwie jest największy plus , zważywszy że można było się spodziewać wręcz innego wyniku.Pierwsza połowa tego nie zapowiadała jednak indywidualne umiejętności przeważyły .Czas pracuje dla nas więc przepychanie takich meczy w tym okresie jest ważne aby nie stracić do czołówki za dużo.Zobaczymy po pierwszych meczach pucharowych jak cała czwórka liderująca będzie punktować.Mogą martwić mikrourazy bo przypomina się poprzedni sezon no i kartki.

  5. janusz.futbolu pisze:

    Dla mnie największy plus to to, że wyszliśmy na prowadzenie przy przegrywaniu 1:0. To już któryś mecz, w którym brak strata bramki i przegrywanie nie oznacza porażki.

  6. mario pisze:

    a dla mnie mimo wszystko największym plusem była postawa Marchwińskiego.
    Byłem przygotowany na baty ale gdzieś tam tliła się nadzieja na remis. Co do Marchwińskiego byłem jednak przekonany, że nie utrzyma dyspozycji z maja. Ciężko było wcześniej pisać o wychowanku, że nic nie daje Lechowi, że ten poziom to dla niego za wysoko i że po prostu słabo gra.
    Teraz bardzo się cieszę, że chyba zaczął chłopak pokazywać ten potencjał, o którym mówili w klubie od długiego czasu. Bardzo się cieszę, bo serce bolało, gdy wystawiałem mu 1 i czytałem opinie o nim, choć trzeba przyznać, że wtedy na nie zasługiwał. Niech chłopak udowadnia, że racja jest z nim i z klubem. Chętnie będę się kajał co mecz.

  7. Sosabowski pisze:

    Opadł kurz, więc wrzucę swoje przemyślenia.
    Choć niektórzy przestrzegają przed ocenianiem kadry po tylko jednym meczu, ja nie mam wątpliwości i pewne mankamenty trzeba zauważyć.
    Po pierwsze cieszy mnie wykorzystanie Anderssona w pierwszym składzie przez trenera. Była to niewątpliwie dobra decyzja sportowo. Mam tylko duże zarzuty do kolegów z drużyny, którzy starali się grać tylko i wyłącznie prawą stroną. Mam też dziwne poczucie, że Velde zamiast wspierać nowego kolegę, był mocno samolubny i starał się nie współpracować. Co naturalnie osłabiało całą lewą stronę i koniec końców także ocenę Velde za ten mecz. A przecież Andersson z każdą minutą okazywał się jednym z lepszych zawodników drużyny, a już na pewno najlepiej czujący się z piłką. Dawał bardzo dobre podania, przerzuty, a i dośrodkowanie nie najgorsze choć celu nie znalazło. Czy Andersson był aż tak dobry? Czy to koledzy są w konkretnej fazie przygotowań i „dochodzą meczami” do formy. Pewnie coś pomiędzy.
    Kolejną sprawą którą nawiązuje do poprzedniej jest gra środkiem. W meczu z Piastem była to rzecz kuriozalna. Piast zablokował nam podania od Pereiry i Anderssona do skrzydłowych. Wynikiem czego zamykaliśmy się sami na własnej połowie. Dlaczego my mamy tylko jeden schemat ataku? Piłka do Pereiry i działaj Joel. A jeśli Periera jest w gorszej formie jak wczoraj, albo wyłączy go przeciwnik to co wtedy? To bardzo istotna kwestia. W sobotnim meczu nie było krzty kreatywności w środku pola, formacje się rozjechały i trwał impas. Tym bardziej dziwi brak grania lewym skrzydłem.
    Wejście Hoticia. Być może przez niektórych niezauważone, gdyż był to już ten fragment spotkania gdzie Lech dostał się pod ofensywę ratującego się Piasta. Według mnie dużo solidniej niż Ba Loua. Przede wszystkim walczak i widać było zacięcie i chęć gry. Po drugie dał fajnego passa do Marchwińskiego, który nie połapał się w tym wszystkim i zgubił piłkę. Ale to ciekawy zwiastun na przyszłość. W obliczu kolejnego marazmu ze strony sympatycznego Ivoryjczka liczę na więcej minut w najbliższych spotkaniach.
    Alan Czerwiński, chyba nikt nie wspomniał o nim po tym meczu. Człowiek, który stał się bohaterem wielu memów o swojej wszechstronności. A w tym meczu dużo zarzucić mu nie można. Nie swoja pozycja, choć nie wiadomo do końca na ten moment która jest jego. Mimo wszystko solidny występ bez większych błędów. Co można by powiedzieć o całej obronie gdyby nie wybicie Pereiry i końcówka Douglasa. W sparingach wyglądało to dużo dramatyczniej, a wyszło dość stabilnie. Mówię tak też ze względu na przeciwnika, bo Piast to nie są ogórki jak mawiał klasyk.
    W tym wszystkim brakuje mi jakiegoś polotu. Oczywiście to kwestia fazy przygotowania na którą psioczył niemal każdy w internecie. Ale ten zespół powinien być na prawdę zgrany. Tymczasem serwuje nam mozolną grę Pereira > ŚO > Pereira > Bednarek i tak w kółko. W dalszym ciągu brakuje kogoś jak Tiba, który weźmie na siebie grę w środku, przytrzyma piłkę, być może dryblingiem lub szybką grą zgubi przeciwnika i pośle passa pomiędzy obrońców. Mam wrażenie, że ten mecz to były po raz kolejny szachy w których żadna ze stron nie chciała zaatakować inaczej niż trener wyłożył na tablicy.