Pyry z gzikiem: Koniec

Pyry z gzikiem – szybkie, luźne, szczere, obiektywne i swobodne podsumowanie każdego tygodnia w Lechu Poznań. Alternatywa dla cyklu „Na chłodno” lub jak kto woli – „Na chłodno mini” bądź „express”.

Poniedziałek, pora obiadowa, pora na małe, ciężkostrawne „Pyry z gzikiem”. Poniedziałkowy obiad wraca po blisko miesiącu od ostatniego tego typu dania. Powód? Lech Poznań przez cały długi, nudny i szary listopad rozegrał raptem 3 mecze, w których ugrał 4 marne punkty. Listopad nie był czasem Kolejorza, nie był to okres, w którym np. młodzi kibice mogliby mocniej zainteresować się Lechem Poznań chcąc poznać go bliżej. Najpierw było wymagane zwycięstwo nad Ruchem Chorzów osiągnięte dzięki indywidualnościom i słabości rywala, a później nędzny remis z najsłabszą od miesięcy Legią, po którym nagłówek relacji pomeczowej brzmiał – „rozczarowujący wynik”. Rozczarowujący, ponieważ Lech nawet nie chciał wygrać tego spotkania, wbrew temu, o czym mówił przed meczem John van den Brom, pojechaliśmy tam nie przegrać, zespół oddał raptem 7 strzałów (2 celne) i stracił 2 punkty. Wszyscy ci, którzy byli zadowoleni z tego wyniku są niestety zwykłymi minimalistami żyjącymi jeszcze starymi czasami, kiedy remisy przy Łazienkowskiej były odbierane jak zwycięstwa wspominane latami. Przykre 0:0 z rywalem grającym 3 dni wcześniej w Europie nie pozwoliło nam odskoczyć Legii, przełamać się na wyjeździe, gra zaprezentowana w Warszawie była dowodem na trwający od prawie pół roku kryzys Lecha Poznań pod względem gry.

null

Po dwóch nędznych, listopadowych meczach przyszła długa przerwa na kadrę. Z wielkim smutkiem oraz bólem musieliśmy ją przeżyć widząc kolejny upadek medialności Lecha Poznań spowodowany brakiem wiary kibiców w wygranie czegokolwiek w sezonie 2023/2024. Według PSMM Monitoring Mediów nasz klub pod względem medialności był w listopadzie nawet za Śląskiem Wrocław i niewiele przed Widzewem Łódź. Dokładne liczby wielu z Was i tak w tej chwili nie interesują, w grudniu na przykładzie naszych statystyk w odpowiednim artykule pokażemy, ile straciliśmy, jak wyglądała jesień w porównaniu z czasem do odpadnięcia z europejskich pucharów oraz jak to wyglądała medialność klubu, kiedy Lech Poznań był na sportowo-medialnym topie. Kiedy wśród kibiców była nadzieja i wiara w trofea, których przy tym potencjale sportowo-finansowym wciąż jest w gablocie za mało.

null

Smutny, rozczarowujący listopad zakończył się meczem z Widzewem Łódź, w którym Lech Poznań przełamał wszystkie dobre passy z tym rywalem. Na pewno wielu z Was liczyło na jakieś publicystyczne teksty po meczu, „Pyry z gzikiem”, być może na „Na chłodno”, ale nic z tych rzeczy. Nie było już weny na pisanie tego samego, o czym było w nawet w czerwcu, sierpniu po Trnawie, we wrześniu po Górniku czy po porażce 0:5 z Pogonią, która była lekceważona. Po przegranej z Widzewem zabrakło już sił na tworzenie czegokolwiek. To porażka była efektem wielotygodniowych zaniedbań, lekceważenia porażek w stylu ta w Szczecinie, po których nikt nie wyciągnął wniosków przymykając oko na Trnawę, na remis z Górnikiem, z Cracovią, Jagiellonią czy ten z Legią, który był jak porażka. John van den Brom mający lekceważące podejście do pracy, do swoich obowiązków, do analizy rywali i do przygotowania taktycznego wierzył, że kolejny raz przy Bułgarskiej uda się wygrać przede wszystkim indywidualnościami. Nie udało się, ponieważ rywal był bardzo dobrze przygotowany pod względem taktycznym, zabiegał nas (dokładne statystyki w cyklu „Dogrywka”), przewyższał Kolejorza skutecznością i jeszcze był bardziej zdeterminowany. Młody trener na dorobku zakpił sobie z Lecha, z Johna van den Broma kopiując styl, w jakim Pogoń upokorzyła Lecha.

null

Porażka z Widzewem Łódź przelała już czarę goryczy. Pojawiły się pytania, kiedy John van den Brom powinien zostać zwolniony a nie czy powinien zostać zwolniony? Nie przegrana u siebie a kolejny słaby mecz, w którym Kolejorz miał wygrać np. dzięki Kristofferowi Velde umocnił Lecha Poznań w kryzysie pod względem gry. Ten długo był przykrywany regularnymi zwycięstwami u siebie, które w końcu musiały się skończyć. Po trzecim i ostatnim listopadowym meczu dosłownie wszystkim kibicom puściły już hamulce, było to widać po Waszych agresywnych komentarzach, opinie kibiców były zgodne w 100%. Nie poprawimy już gry w tej rundzie, Lech Poznań do końca roku może wygrywać tylko indywidualnościami i tak też było. W śnieżnym meczu w Kielcach dopisało nam szczęście, znowu wygraliśmy dzięki indywidualności w postaci Kristoffera Velde, który zrobił również bramkową akcję w Gdyni. To właśnie Kristofferowi Velde dosłownie cały klub zawdzięcza chwilowe uspokojenie sytuacji poprzez zwycięstwa w Kielcach i w Gdyni. To dzięki Norwegowi jesteśmy w ćwierćfinale Pucharu Polski oraz wciąż zajmujemy 3. miejsce w ligowej tabeli.

null

Awans do 1/4 finału Pucharu Polski to największy plus podczas przegranej jesieni, którą można już podsumowywać nie czekając na wynik w Radomiu (nie ma lidera, nie ma przewagi nad pucharowiczami). Statystycznie po przejściu 1/8 finału Pucharu Polski zespół Lecha Poznań jest nawet blisko finału. W ciągu ostatnich kilkunastu lat po przejściu III rundy odpadaliśmy wiosną z Pucharu Polski tylko 2 razy, a taka sytuacja miała miejsce w dwumeczu z Wisłą Kraków w 1/4 finału Pucharu Polski 2011/2012 oraz w karnych 3,5 roku temu z Lechią Gdańsk. W innych sezonach wiosenna gra w Pucharze Polski kończyła się już dojściem do finału Pucharu Polski, w którym Lech Poznań mógłby spotkać się np. z Jagiellonią Białystok czy z Rakowem Częstochowa. Według bukmacherów to te dwa kluby + Lech Poznań są stawiane w gronie faworytów do wywalczenia trofeum 2 maja 2024, a eliminując Pogoń Szczecin zrobimy duży krok w kierunku uratowania tego sezonu poprzez wywalczenie trofeum. Awans do półfinału Pucharu Polski przede wszystkim przedłużyłby kibicowskie nadzieje do kwietnia, kiedy medialność klubu zwykle była na wysokim poziomie i nie trzeba było się głowić nad tym, jak oraz czym zainteresować kibiców.

null

Po niezłym początku grudnia cały Lech Poznań szybko został sprowadzony na ziemię. Wczoraj nie udało się przepchnąć kolejnego meczu dzięki np. sprytowi Mikaela Ishaka w polu karnym, wrzutce Joela Pereiry czy strzale z daleka Kristoffera Velde. Indywidualności nie pomogły, szczególnie Velde przez większość czasu był wyłączony z gry przez Arkadiusza Pyrkę, Piast przewyższał nas przygotowaniem taktycznym, miał plan na ten mecz i wykonał go w 100%. Po takim spotkaniu, jak z Piastem Gliwice ponownie nie ma sensu powtarzać tekstów sprzed wielu tygodni, pisać o problemach, o tym co szwankuje, co należałoby poprawić, co zmienić oraz zastanawiać się, czy John van den Brom powinien zostać? To jest koniec. Koniec. My i Wy jesteśmy już zmęczeni drugą połową 2023 roku, w której udało się tylko przepchnąć awans do wiosennych faz Pucharu Polski. Po słowach wypowiedzianych przez trenera po niedzielnym meczu, Holender nie powinien prowadzić Lecha w starciu z Radomiakiem, w którym znowu mogą nas uratować tylko indywidualności. Problem w tym, że w Lechu już od października trwają wstępne poszukiwania nowego trenera, o czym wcześniej było pisane i do dziś nie udało się nikogo znaleźć, a w klubie nie chcą tymczasowego szkoleniowca i jest to w pełni zrozumiałe. Po odejściu Macieja Kędziorka nie miałby nawet kto zostać tym tymczasowym trenerem. Trzeba by poszukać go w akademii we Wronkach.

null

Kończąc na dziś. Odejście Johna van den Broma i zatrudnienie nowego trenera jeszcze przed świętami powinno być priorytetem dla klubu, w tym dla każdego kibica, którego interesuje uratowanie sezonu 2023/2024 a wcześniej właśnie zwolnienie van den Broma. Pogubiony Holender mający zlew na pracę m.in. przez kończąca się w czerwcu umowę, na rozwój tej drużyny, na taktykę i analizę rywali nie może dostać szansy „przygotowania” drużyny do wiosennych zmagań. Mamy zbyt trudny terminarz na początku rundy wiosennej, żeby ryzykować z Johnem van den Bromem zimowe przygotowania. Niech władze Lecha Poznań pokażą w końcu, że wyciągają mityczne wnioski, uczą się na błędach, potrafią logicznie myśleć, niech porzucą naiwne myślenie w stylu: „a może się uda”, „zostało jeszcze wiele kolejek”, „może Legia, Raków, Śląsk potkną się” i ratują sezon, w którym na tle innych dysponujemy naprawdę mocną kadrą, którą musi ktoś odpowiednio poukładać. W naszej sytuacji mecz z Radomiakiem Radom to spotkanie spisane na straty, tylko Velde czy przebłysk kogoś innego może nas uratować, ale nie można spisać na straty zimowego okresu przygotowawczego! Piłkarze będą mieli wkrótce aż 22 dni przerwy, później od 8 stycznia do 9 lutego będą trwały zimowe przygotowania, podczas których przede wszystkim trener skupiony na pracy z zespołem mógłby dać powiew świeżości w tej drużynie, którą stać na dużo lepszą grę i przede wszystkim na dużo lepsze punktowanie. Lech Poznań nie może przegrywać 0:5, nie może 2 razy przegrywać u siebie z rywalami grającymi w podobny sposób, nie może ustępować pod względem ofensywnej gry Jagiellonii czy punktowo być za Śląskiem po 18 kolejkach. Lech Poznań nie może przegrać tego sezonu do końca. Wszyscy czekamy na ruch Tomasza Rzasy i Piotra Rutkowskiego, który będzie lepszym prezentem na święta aniżeli wymęczone zwycięstwo w Radomiu, które pozwoli utrzymać 3. miejsce dzięki słabości pucharowiczów.

null

PS. Są to ostatnie „Pyry z gzikiem” w tym roku kalendarzowym, ostatniego dnia grudnia pojawi się jeszcze „Na chłodno” podsumowujące cały rok, całą jesień i zapowiadające nowy 2024 rok. Oczywiście, nie jest to koniec publicystyki na KKSLECH.com. Nawet w tym tygodniu pojawią się jeszcze 2 teksty, których nie byłoby, gdyby John van den Brom został w odpowiednim momencie zwolniony.

Przy okazji pamiętajcie o początku plebiscytu na użytkownika KKSLECH.com 2023, który startuje już 12 grudnia o północy. Komentarz oddany wczoraj przez „Ostu” na ten temat jest bolesny, jednak prawdziwy. Lechowe wydarzenia psują Waszą zabawę, bo później nie chce się ludziom wchodzić, psują nasze plany, znowu w Lechu nie jest tak jak miało być. Mimo wszystko trzeba robić swoje, do przeczytania w kolejnych artykułach.

Medialność klubu…
Lech stał się „medialny inaczej”…
Przecież my już tylko czekamy na zwolnienie Broma…
„Grzeje nas” to co po Bromie – coś jak okno transferowe – i czy za Bromem odleci Tom Drząs…
Jeśli Złotousty ma pełne zaufanie do Toma Drząsa to gratuluję – jest jeszcze głupszy niż myślałem….
Coś mi się mocno wydaje że kibolska brać choć domagającą się odejścia Broma jest pogodzona z Rzeczywistością i dobieraniem „nowego trenera” pod względem „filozofii klubu”…
Bo właśnie cały czas nam o tę filozofię klubu chodzi…!!!
Jeśli zgodnie z „filozofią Klubu” Tom Drząs ma zostać to ja dziękuję…
@Redakcja ogłasza w tym tygodniu kolejną zabawę na „użytkownika roku” i jest się czym ekscytować a ponieważ ja po raz kolejny proszę by mnie nie traktować poważnie jako jakiegokolwiek kandydata na cokolwiek to „wybaczcie mnie” ale pozostaje mi tylko czekać na informację z klubu – kto po Bromie i Tomie Drząsie…
No i ta medialność Klubu….
Jeśli macie ochotę to przeczytajcie co i jak mówi się dziś o Lechu – zresztą nie tylko dziś ale od dłuższego czasu – i czy mówi się w sensie pozytywnym…
Przecież „tematem przewodnim” prawie wszystkich piszących jest „kiedy odejdzie Brom” – już nawet nikt nie napisał dywagacji kto za niego…
Ja nie wiem kto tak naprawdę jest zainteresowany wynikiem meczu w Radomiu…
Czy można spodziewać się czegoś spektakularnego w meczu z Radomiakiem…?
Jeśli najbardziej „spektakularne” będzie zwolnienie Broma po tym meczu to ja przepraszam, ja się nie znam i w ogóle zastanawiam się po co to wszystko wypisuję…
Chyba już tylko pozostanę kibolem Lecha…
W ogóle dochodzę coraz częściej do wniosku, że mamy coraz bardziej rozbieżne cele @Reakcja co jakiś czas podnosi sprawę medialności a Złotousty chciałby by najlepiej – oprócz ciszy w gabinetach – była cisza i na zewnątrz…
Można by raz w roku wyjść do „mediów” – no bo cały czas ukrywać się w norze to nie zdrowo – i poopowiadać dyrdymaly…
Pieniądze lubią ciszę…

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





20 komentarzy

  1. Bigbluee pisze:

    „Stary” stawia koniak jak ktos się z nim założy że Brom nie zdobędzie MP albo PP.
    Myślę że warto.

  2. ArcheologPoznanski pisze:

    Jeszcze warto wspomnieć o potrzebie zatrudnienia kogoś, kto ma cokolwiek w CV w zarządzaniu klubem sportowym.

  3. Mazdamundi pisze:

    Wygląda na to, że nie tylko jak to inni koledzy pisali, Rutki zatrudnili trenera idealnego dla siebie, co również śmierdzącego lenia, patologicznego kłamcę i patentowanego osła, na co dowodów nie brakuje od początku jego działalności w Lechu.
    Przez półtora roku nadal nie wiem jaki jest pomysł Jonka na grę.
    Nie wiem dlaczego każdy zawodnik wystawiany na dziesiątce jest u niego bezproduktywny.
    Nie wiem czemu aż tak bardzo leży za jego kadencji przechodzenie z ataku do obrony.
    O archaicznej organizacji ataku nie wspomnę, bo każdy kto ma oczy widzi.
    Wiem tylko tyle, że zawsze walczy o lepsze jutro, nadal niczego nie przegrał (i już nic nie wygra), a gdyby coś było nie tak, to pierwszy by się tego dowiedział od właściciela.
    Pioter, jeśli jakimś cudem to czytasz, nic mu nie mów. Podaj mu telefon, odpal mu laptopa, albo tablet i wpisz w wyszukiwarkę „John van den Brom”.
    I może do chłopa dotrze.
    Choć jak oglądam jego zachowanie na ławce, to już dawno pewnie dotarło, ale chłop nie ma się co obrażać – wynagrodzenie powinno przysługiwać w tym przypadku za pracę, która przynosi pozytywne efekty, jest wartością niosącą organizacji rozwój i perspektywy na odniesienie sukcesu sportowego, a przy tym finansowego.
    Tu od samego początku było tylko liczenie, że może kiedyś odpali.
    Jeszcze tylko parę kolejek i na pewno zatrybi…
    Jak odpadniemy z pucharów, to w końcu zaczniemy zamiatać…
    Jeszcze tylko jeden okres przygotowawczy i w końcu da radę przygotować…

    Jeszcze tylko jedna konferencja i przestanie pieprzyć farmazony.

  4. PAWEL pisze:

    Zarządzik nasz powinien zatrudniać trenerów, których będzie umiał zwalniać we nazwijmy to właściwym czasie. Od lat jest najczęściej na koniec kabaret, co dolewa oliwy do ognia i wqrwia i tak już rozgrzanych na maksa kibiców. Same straty.

    • tomek27 pisze:

      Żeby tak było , każdy trener musiałby mieć tutaj kontrakt na rok , bo i tak nikt dużej nie jest w stanie tutaj nic wykręcić . A na rok nikt nie przyjdzie i tak dobrze że nie ma kontraktu 3-letniego .

      • PAWEL pisze:

        ja chciałbym, żeby zatrudniali trenerów za takie pieniądze, żeby było ich stać na zwolnienie wypalonego trenera i zatrudnienie nowego. Mam wrażenie, że koszt wymiany sztabu trenerskiego paraliżuje Wronki i czekają na cud, zamiast działać.

  5. marcinos pisze:

    Hmm załóżmy że nic nie wiem o piłce nożnej i przybywam z innego kontynentu. Pioter zgłasza się do mnie – i mówi co zrobić, nic mi nie wychodzi jestem pogubiony. To mówię mu – to spójrz na tych, którym wychodzili i ich skopiuj. Jak jesteś głupszy od innych to lepiej naśladuj niż działaj samodzielnie. Na to Pioter mówi – czyli co, mam zatrudnić trenera, który zdobył mistrzostwo i zna polską ligę. Na to ja – to całkiem dobry pomysł Pioter, nie zagwarantuje to sukcesu – ale przynajmniej nikt nie powie, że podjąłś kolejną głupią i szkodliwą decyzję. Skoro Skorża nie może to dzwoń do Papszuna

    • tomek27 pisze:

      O ile mnie pamięć nie myli Nawalka i Urban też wcześniej zdobywali mistrzostwa Polski

      • PAWEL pisze:

        Nawałka to dziwna postać, w tamtych czasach nawet trener Jarząbek pewnie miałby mistrza z Wisłą. Gdy przyszedł do Lecha to był wypalony, zmanierowany, stary dziad, grający w reklamach.

      • Grossadmiral pisze:

        Nawałka raz ale jako strażak przyszedł do wisły w kwietniu i 12 spotkań tylko był trenerem po czym odszedł. Janek ma też jedno mistrzostwo z legią

  6. John pisze:

    Teraz pytanie kto za Broma?
    Skorże każdy by przyjął z radością ale raczej odpada, na ten moment.
    W skauting trenerów średnio wierzę, kto by nie przyszedł,z doświadczeniem w pucharach czy bez, to formuła się szybko wyczerpuje.
    Może ktoś młody, zdolny, zrobił się trochę taki trend, że młodzi trenerzy bez większego doświadczenia coraz lepiej sobie radzą,są bardziej otwarci na innowacje.
    Tu na myśl przychodzi Szulczek, ale znam argument, że Lech to nie Warta, i tu jest dużo większa presja.
    Mam takie przeczucie, że z obecną kadrą, bez pucharów, to Żuraw czy Rumak poradzili by sobie lepiej.
    Lech nie ma żadnego stylu,nie tylko punktów brakuje.

    • PAWEL pisze:

      każdy zna odpowiedź tylko nie Rząsa. Maciej albo Papszun. Stać Lecha na każdego.

    • Grossadmiral pisze:

      W mojej ocenie tylko Papszun tu coś poradzi i głupotą będzie niedogadanie się z nim i mądrości swoje trzeba wsadzić w kieszeń że polityka nam się nie spina. Reszta Polskich kandydatur to randomowy w sumie dzem brzeczek brosz czechu a reszta ojrzynski tworek nowak stolarczyk moskal djurdjevic stano tarasiewicz to w sumie folklor bez sensu. Może jakiś szwed?

  7. Ekstralijczyk pisze:

    ”Problem w tym, że w Lechu już od października trwają wstępne poszukiwania nowego trenera, o czym wcześniej było pisane i do dziś nie udało się nikogo znaleźć.”

    To jest niepokojące.

    Będą szukać, szukać i nie znajdą nikogo.

    Skończy tym, że zatrzymają dalej Broma albo dadzą szansę Rumakowi do czerwca….

  8. jarock pisze:

    Moim zdaniem Lech będzie zawsze miał problemy skoro „z góry ” uznaje , że np. Papszun nie pasuje do koncepcji … Moim zdaniem koncepcją Lecha powinien być sukces bo ma potencjał.

  9. Przemo33 pisze:

    Dla mnie to też już koniec. Koniec nie tylko łudzenia się, złudzeń, że Lech może sięgnąć po dublet, czyli wygrać Puchar Polski i zostać mistrzem Polski, ale to też koniec pewnego cyklu. Ale o tym za chwilę.
    Porażka w meczu z Piastem była gwoździem do trumny trenera Broma i właściwie przypieczętowała jego zwolnienie i koniec przygody w Lechu. Przygody, która trwała zbyt długo. Pierwszy sezon Broma nie był zły, był niezły i pomimo wielu różnych błędów (było za co krytykować holenderskiego trenera, zwłaszcza za mecze w lidze), to jednak dawał pewną nadzieję, że w kolejnym sezonie Lecha stać na to, by wykonać krok do przodu, udanie połączyć grę tym razem na trzech frontach i do tego coś wygrać. Ale tak się nie stało. Najpierw późny powrót do treningów, potem kompromitacja w meczu z Trnavą, a potem słaba gra, różne wpadki na czele z ostatnimi porażkami z Widzewem i Piastem, ale też wcześniejszą kompromitacją w meczu z Pogonią czy głupim remisem z Jagiellonią. Drużyna w trakcie rundy jesiennej nie zrobiła postępów, nie było widać progresu w grze, a straconych punktów było za dużo. Nie potrafiliśmy wykorzystać tego, że Raków z Legią grają w fazie grupowej europejskich pucharów i uzyskać nad nimi przewagi punktowej. Trener nie jest oczywiście jedynym winnym, ale ma swoje za uszami i zasługuje na sporą krytykę. Może dziwić to, że nie wykorzystał jeszcze jednej rzeczy. W wielu klubach po takiej kompromitacji w Trnavie by od razu wyleciał z pracy. Bez dyskusji. Mimo to Brom pozostał na stanowisku, mógł i miał czas, by wyciągnąć z tego wnioski. Dzięki odpadnięciu miał też więcej czasu na spokojne treningi z drużyną. I nawet tego nie wykorzystał. Brom w trakcie tej rundy jesiennej pokazał, że jemu po prostu nie zależy na sukcesach, na rozwoju drużyny, piłkarzy. Sprawiał i nadal sprawia wrażenie gościa, któremu wszystko jedno, co się stanie w przyszłości. Taki spokojny, dobry, wyluzowany wujek, co poklepie po plecach, da trochę wolnego. Lech nie potrzebuje takiego trenera. I dlatego jego zwolnienie będzie jedyną słuszną decyzją, chociaż zbyt późną…
    Przyznam szczerze, że wierzyłem w niego jeszcze na początku sezonu. Mimo naszej kiepskiej gry i odpadnięcia w Trnavie. Gdyby wtedy zwolniono Broma, to nie było by to raczej zaskoczenie, bo po takim spotkaniu 9 lat temu ze Stjarnanem wyleciał Rumak, który później dograł jeszcze tylko mecz z Lechią i to był jego koniec z Lechem. Mimo to dałem czas trenerowi do końca października, do momentu listopadowej przerwy na kadrę. Po prostu nie jestem zwolennikiem zbyt szybkiego zwalniania trenerów, tym bardziej, że nie tylko oni są winni często słabej gry i wyników. Odpadnięcie z Trnavą to była kompromitacja, ale dało się po tym otrząsnąć, wziąć w garść i odpowiednio zareagować. Łudziłem się, że może Brom potrzebuje czasu, że z z czasem z upływem czasu drużyna zacznie grać lepiej i będzie progres. Ale gdy nic się nie zmieniło, to uznałem, że nie ma to dalej sensu. Że z Bromem nic nie wygramy i trzeba go zwolnić. Oficjalnie jeszcze do tego nie doszło, ale to raczej kwestia czasu i zapewne dogra jeszcze mecz z Radomiakiem, po którym nastąpi oficjalne pożegnanie. W tym miejscu muszę jednak przyznać się do błędu, jakim było łudzenie się przed sezonem i do w sumie października, że z Bromem jesteśmy w stanie w tym sezonie coś wygrać, może nawet dublet. Mój błąd, do czego się przyznaje i za co przepraszam.
    Nastroje wokół Lecha są fatalne, ale niestety już nie po raz pierwszy za kadencji Rutków i obecnego zarządu. I tutaj dla mnie nastąpił jeszcze inny koniec. Po tylu latach po raz kolejny widzę, że od 20 maja 2018 roku nic w Lechu się nie zmieniło na lepsze. Nic. Nadal nie widać, żeby właścicielowi zależało na sukcesach sportowych klubu. Dalej trwa u nas Dzień Świstaka, dalej w kółko przeżywamy to samo. Chwilowy lepszy okres, nadzieja na sukces, potem porażka, po jakimś czasie znów lepszy okres czasu, może jakieś trofeum, a potem kolejny strzał mokrą szmatą w twarz i powrót do łudzenia się. My nie jesteśmy klubem, który walczy co sezon o dublet. Nie. My jesteśmy klubem, w którym kibice chcą, by ich ukochany klub walczył o dublet, ale tego samego nie chce właściciel i zarząd, którym zależy na sprzedaży wychowanków i pozorowaniu walki o tytuł, dublet i mydleniu oczy naiwnych kibiców. Tutaj od lat nic się nie zmieniło. W klubie cały czas nie uczą się na błędach, w kółko popełniając te same. Broma też ktoś tutaj zatrudnił i ktoś olał już w połowie lipca okienko transferowe i dalsze wzmocnienia, chociaż był na to czas. Skoro właściciel ma gdzieś sukcesy sportowe i traktuje nas jako klientów, to po co kupować produkty związane z klubem i chodzić na stadion? Co klient, jakim dla nich jest kibic, dostaje od klubu? Dlatego podtrzymuje swoje zdanie od 20 maja 2018 roku, by nie pojawiać się na stadionie. Jeśli klub ma gdzieś trofea, sukcesy sportowe i kibiców, to po prostu nie ma sensu. Ale kończąc już ten wątek – od dzisiaj Lech znów jest tylko klubem aspirującym do walki o mistrzostwo i dublet, a tak na prawdę wracamy do starej, klasycznej walki o podium na koniec sezonu. Puchar Polski to jedna wielka zagadka, ale raczej finał to wszystko, co możemy osiągnąć. Wszystko, co osiągniemy wyżej będzie zaskoczeniem.
    Osobiście nie łudzę się już, że kiedyś za Rutków Lech będzie silnym klubem, dla którego celem będą sukcesy sportowe. Żeby coś w klubie zmieniło się na lepsze, to potrzeba zmiany właściciela albo zmiany zarządu, dyrektora sportowego i myślenia oraz podejścia właściciela. Inaczej w tym klubie nic się nie zmieni. Takie jest moje skromne zdanie. Smutne…

  10. smigol pisze:

    Ja podziwiam redakcję, że znajdujecie motywację. Tegoroczna jesień w wykonaniu Lecha przypomina stare dobre czasu masochizmu jakim było kibicowanie Kolejorzowi. Problem w tym że w tym sezonie kadra jest solidna i każdy ma uczucie że to nie powinno się nam przydarzyć.

    Cóż teraz tylko wpierdol w Radomiu i nowy trener.

  11. Sosabowski pisze:

    Jeśli miałbym coś dodać to mityczne wnioski jeśli zostaną w końcu wyciągnięte to tylko połowiczne. O czym mówię? A o tym, że nawet jeśli zwolnią Broma. A zwolnią, to przyjdzie Brom 2.0. Taki sam ugodowy trener z asystentem i wiernie słuchający zarządu. W tym klubie nie ma prawa przyjść ktoś z silną osobowością stawiający na swoje zdanie. Bo wszyscy na górze mieliby problem. A co gorsza mogliby od takiego fachowca usłyszeć czasem parę cierpkich słów. A przecież liczy się dobra atmosfera, współpraca i długofalowa wizja wygrywania czegokolwiek co 7 lat, szkolenia i sprzedawaniach młodych.
    Porzućcie nadzieję, Ci którzy dla Kolejorza chcą jak najlepiej. Nadzieja was zgubi po raz kolejny myśleć, że to się uda. Dalej będziemy drzeć włosy z głowy, dalej będziemy spekulować, że taktycznie to nic się nie zmienia. My chcemy tak grać. Jak już ostatnio pisałem. Nie spodziewajmy się innych efektów jeśli dalej robimy to samo. Zmieni się nazwisko trenera, zmieni się asystenta. Ale nie zmieni się cała reszta.
    Trenerzy będą przychodzili i odchodzili. Z czasowymi wzlotami i spektakularnymi upadkami.
    A to tylko dlatego, że szuka się puzzla, który wpasuje się w klubową sielankę. A nie takiego który umiałby odwrócić trendy.
    Przed nami nowa miotła. Być może jeszcze walka o jakieś cele. Gorzej raczej być już nie będzie. Pytanie tylko na jak długo.

Dodaj komentarz