Lechowe poniedziałki

Za 3 dni Lech Poznań zagra w nietypowym, poniedziałkowym terminie. Mecz Kolejorza na koniec kolejki w poniedziałek to rzadkość, ale tym razem spotkanie w nietypowym terminie może nam wyjść na dobre. Mistrzowie Polski po odpadnięciu z Ligi Konferencji będą mieć dobę więcej na oczyszczenie głów czy na regenerację.

Lech Poznań w miesięcznych rankingach medialności zajmuje zawsze 2 lub 1. miejsce, dlatego Ekstraklasa SA najczęściej upycha ligowe starcia Kolejorza na piątek na godzinę 20:00, na soboty o 20:00 lub na niedziele o godzinie 17:30. Wtedy jest największa oglądalność meczów Ekstraklasy, kibice w Polsce chcą oglądać Lecha Poznań, dlatego w miarę możliwości najczęściej gramy właśnie w tych terminach. W ciągu ostatnich paru lat było jednak kilka wyjątków.

Ostatni domowy mecz Lecha w poniedziałek (Lech – Zagłębie w 2011 roku)
null

Przykładowo od 2011 roku 2 razy graliśmy w poniedziałek o Puchar Polski i oba mecze rozgrywane na Stadionie Narodowym zakończyły się porażkami Kolejorza (w 2016 i 2022 roku). Poznaniacy ostatnie ligowe spotkanie w poniedziałek zaliczyli w listopadzie 2020 roku, kiedy pokonali na wyjeździe Lechię Gdańsk. Wtedy sam Lech chciał grać w poniedziałkowym terminie, by mieć więcej czasu na regenerację w trakcie rywalizacji w europejskich pucharach. Po tamtym meczu Kolejorz nie wrócił nawet do stolicy Wielkopolski tylko udał się od razu do Lizbony na bój z Benfiką.

Ostatni ligowy mecz Lecha w poniedziałek (Lechia – Lech w 2020 roku)

Trzy spotkania Lecha w poniedziałki odbyły się w czasie Wielkanocy. W Lany Poniedziałek graliśmy w Kielcach z Koroną w 2012 roku (2:2), z Pogonią w Szczecinie w 2013 roku (2:0) oraz z Wisłą w Krakowie (3:1) w 2018 roku. Tamte mecze były spotkaniami z historią, przykładowo 11 lat temu właśnie z „Koroniarzami” walczyliśmy o europejskie puchary, Lech przegrywający wówczas 0:2 dał radę zremisować 2:2 choćby po pięknym golu Aleksandara Toneva. Rok później poniedziałkowy mecz z Pogonią Szczecin był rozgrywany w śnieżnych warunkach 1 kwietnia a w 2018 roku poznaniacy przegrywając przy Reymonta 0:1 pokonali „Białą Gwiazdę” 3:1 po hat-tricku Christiana Gytkjaera.

Poniedziałkowy hat-trick Gytkjaera

W poniedziałki graliśmy też po przerwach na kadrę. Tak było np. w 2012 czy 2013 roku, w którym Lech Poznań rozbił Cracovię na jej terenie aż 6:1. W poniedziałek miało miejsce choćby przedostatnie w historii zwycięstwo Lecha nad Jagiellonią w Białymstoku (1:0) czy ostatnie poniedziałkowe spotkanie w Poznaniu (w 2011 roku z Zagłębiem Lubin 3:2). Przed laty był okres, kiedy Kolejorz miał serię 7 kolejnych, wyjazdowych zwycięstw osiągniętych w poniedziałek.

Fragment zeszłorocznego, poniedziałkowego finału Pucharu Polski
null

Lech Poznań od sezonu 2011/2012 rywalizował w poniedziałek łącznie 18 razy. Kolejorz wygrał aż 13 meczów, 3 razy zremisował i przegrał 2 wspomniane wyżej finały Pucharu Polski na Narodowym. Bilans bramek i tak jest imponujący – 38:14. Dnia 24 kwietnia 2023 niebiesko-biali będą mieli szansę odnieść 4 ligowe zwycięstwo z rzędu w poniedziałek.



Poniedziałkowe mecze Lecha Poznań od sezonu 2011/2012:

2011, GKS – Lech 0:3
2011, Podbeskidzie – Lech 0:0
2011, Lech – Zagłębie 3:2
2012, Korona – Lech 2:2
2012, GKS – Lech 0:1
2012, Podbeskidzie – Lech 2:3
2013, Pogoń – Lech 0:2
2013, Piast – Lech 0:3
2013, Jagiellonia – Lech 0:1
2013, Piast – Lech 0:2
2013, Cracovia – Lech 1:6
2014, Widzew – Lech 2:2
2014, Zawisza – Lech 1:2
2016, Lech – Legia 0:1 (finał PP)
2018, Wisła – Lech 1:3
2020, Znicz – Lech 2:3 (PP)
2020, Lechia – Lech 0:1
2022, Lech – Raków 1:3 (finał PP)

Bilans: 13-3-2, 38:17

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





1 Odpowiedź

  1. Kibic z Bydgoszczy pisze:

    Dobry termin, jest czas na regeneracje po ciężkich meczach.
    Tym bardziej, że nie mamy składu do mistrzowskiej gry na dwa, a co dopiero na 3 fronty. Dla mnie zawsze priorytetem będzie Mistrzostwo Polski, ponieważ to jest puchar dla zwycięzców. Nie ważne w jakiej lidze i w jakiej kategorii.
    Zgodnie z zapowiedziami nikogo również nie kupimy w nadchodzących rozgrywkach (no może jednego, dwóch do ściemy), więc w przyszłym sezonie będę miał ten sam ból.
    Ale na pocieszenie… ból Węgrzyna, Koseckiego i Kosowskiego i tak jest lepszy niż mój.