Jeden z lepszych meczów Bjelicy

Nenad Bjelica poprowadził dotąd Lecha Poznań w 55 meczach, a wśród tych spotkań jest jeden taki pojedynek, który wielu kibiców Kolejorza pamięta do dziś. To drugi bój naszej drużyny pod wodzą chorwackiego szkoleniowca, który w meczu 18 września 2016 roku nie wygrał, choć pokazał, że zespół zmienia się, rośnie i gra zupełnie inaczej od ekipy szkolonej przez poprzedniego trenera Jana Urbana.


W debiucie Nenada Bjelicy poznański Lech pokonał na Bułgarskiej szczecińską Pogoń 3:1 mimo przegrywania 0:1. Po tygodniu Kolejorz udał się do Gdańska na bardzo ważny mecz z Lechią, która wyraźnie wyprzedzała „niebiesko-białych” i jeśliby wtedy wygrała jeszcze mocniej odskoczyłaby Wielkopolanom. To co się wydarzyło 18 września 2016 roku na Energa Stadionie można było nazwać prawdziwym nieszczęściem. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Paulus Arajuuri doznał podczas rozgrzewki urazu mięśnia przez co składu w ostatniej chwili musiał wskoczyć Maciej Wilusz. Zapewne wszyscy pamięta do teraz, jak wielu kibiców reagowało na Wilusza grającego od meczu. Kolejorz z nim na murawie od 1 minuty nie mógł wygrać od wielu, wielu miesięcy, a sam stoper po prostu przynosił pecha.

Wielu kibiców było też zaskoczonych powrotem do ustawienia z Trałką i Tettehem oraz widokiem Gajosa na „10”. Tymczasem od pierwszych minut to Lech był stroną zdecydowanie przeważającą. Grał szybko, był drużyną zdeterminowaną, atakującą na rozmaite sposoby, która w 35 minucie po wrzutce Macieja Makuszewskiego z prawej strony oraz główce Marcina Robaka objęła prowadzenie. Minęły 3 minuty, a przeważający poznaniacy remisowali 1:1 po tym jak zagapili się po rzucie rożnym. Po przerwie o dziwo Kolejorz jeszcze mocniej podkręcił tempo. Grał jeszcze lepiej, szybciej i jeszcze więcej atakował. Co chwilę bramkę Lechii ostrzeliwali m.in. Marcin Robak czy Szymon Pawłowski. Lechici byli nieskuteczni, ale trzeba było również docenić klasę golkipera gdańszczan, który nie gra już w tym klubie, a który w ostatnim meczu Lechia – Lech w Gdańsku popisywał się kapitalnymi paradami widocznymi choćby na poniższym filmiku.

Można było czuć wielki niedosyt, kiedy Lech z Trałką, Tettehem, Gajosem na „10” i Jevticiem + Majewskim, którzy weszli wtedy tylko z ławki nie umiał do 85 minuty strzelić gola na 2:1. Remis 1:1 nie był jednak aż taki zły, lecz przyszła 87 minuta i nie było nawet remisu. Sławomir Peszko podał piłkę z prawej strony na środek do Michała Chrapka. Ten skiksował, lecz futbolówka pechowo trafiła w nogi Macieja Wilusza, który również pechowo strzelił samobója. Wielu kibiców nie wierzyło własnym oczom, jednak to była prawda. Grający przez cały mecz Maciej Wilusz zastępujący godnie Paulusa Arajuuriego znów miał pecha, zdobył bramkę samobójczą przez co Lech Poznań nie wywiózł z Gdańska nawet punktu. Poznaniacy na oczach prawie 26 tysięcy stworzyli ponad 30 sytuacji oddając 23 strzały w tym 10 celnych co było wystarczająco dobrym wynikiem, aby wygrać. Lechici zanotowali też 25 fauli co najlepiej pokazuje, jak bardzo chcieli zwyciężyć.

Wielu kibiców było w szoku po tym co zobaczyło na Stadionie Energa. Lech Poznań nie miał prawa przegrać tego meczu po takim występie, a jednak to zrobił. Internauci KKSLECH.com docenili występ Kolejorza oceniając pracę trenera Nenada Bjelicy na czwórkę, natomiast przegrane spotkanie uwaga! na piątkę! – „bardzo dobry i efektowny mecz Lecha (takie mecze chcemy oglądać)”. Tylko wielki pech sprawił, że „niebiesko-biali” wrócili znad morza bez nawet oczka. Nieco po ponad roku Lech Poznań będzie miał doskonałą okazję, żeby odegrać się na Lechii Gdańsk za tamtą porażkę odskakującej jej na spory dystans.


9. kolejka LOTTO Ekstraklasy 2016/2017 – niedziela, 18 września 2016, godz. 15:30
Lechia Gdańsk – KKS Lech Poznań 2:1 (1:1)

Bramki: 38.Paixao 87.Wilusz – sam. – 35.Robak

Żółte kartki: Kadar, Kędziora

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Widzów: 26054

Lechia: Milinković-Savić – Wojtkowiak, Joao Nunes, Maloca, Wawrzyniak – Slavchev – F.Paixao, Krasić (74.Chrapek), Wolski (81.Haraslin) – Paixao, Kuświk (63.Peszko).

Rezerwowi: Podleśny, Vitoria, Stolarski, Gamakov, Chrapek, Peszko, Haraslin.

KKS Lech: Burić – Kędziora, L.Nielsen, Wilusz, Kadar – Tetteh, Trałka – Makuszewski (74.Formella), Gajos (62.Majewski), Pawłowski (72.Jevtić) – Robak.

Rezerwowi: Putnocky, Gumny, Majewski, Jevtić, Formella, Kownacki.

Na rozgrzewce urazu doznał Arajuuri, który pierwotnie miał grać w pierwszym składzie

Kapitanowie: Krasić – Trałka

Trenerzy: Piotr Nowak – Nenad Bjelica

Pogoda: +16°C, słonecznie, wietrznie

Statystyki meczu Lechia – Lech 2:1

Bramki: 2 – 1
Strzały: 12 – 23
Strzały celne: 3 – 10
Strzały niecelne/zablokowane: 9 – 13
Faule: 11 – 25
Żółte kartki: 0 – 2
Czerwone kartki: 0 – 0
Rzuty rożne: 5 – 9
Dośrodkowania: 16 – 22
Zmiany: 3 – 3
Spalone: 2 – 3
Posiadanie piłki: 52% – 48%
Liczba zawodników w kadrze meczowej: 18 – 18

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 10

  1. Kevol napisał(a):

    Fantastyczny mecz Lecha. Do tej pory nie wiem jak myśmy go przegrali.

  2. Bolek napisał(a):

    Też pamiętam ten mecz… po tamtym meczu Nowak+Peszko+Mila mogli pójść na ostre picie za tego farta co mieli. Pamiętam z kolei wiosenny mecz z Lechią w Poznaniu, świetny doping, dużo emocji i dobry wynik :)

  3. LechFan17 napisał(a):

    To był mecz na poziomie Bundesligi. Nie mam pojęcia jak go nie wygraliśmy.

  4. michal8791 napisał(a):

    Tak pamiętam bardzo dobrze ten mecz, pomimo przegranej byłem i jestem dumny z postawy Lecha i to jak grał. Faktycznie Wilusz nie był ulubieńcem wielu kibiców i widząc go na boisku można było przypuszczać że przegramy ale trener Bielica poukładał co potrzeba i z „kiepskiego” obrońcy stał się jednym z filarów Poznańskiej Lokomotywy. Ta bramka samobójcza to czysty przypadek i pech już więcej pretensji mógłbym mieć do Kadara za nie upilnowanie Paixao przy bramce na 1:1.
    Wielu oczekuje od zaraz w tym sezonie aby Lech wygrywał a ja powiem tak, po przyjściu trenera Bielicy poprzedni skład był zgrany, znał się, każdy wiedział jak drugi gra przez co trenerowi było łatwiej bo wystarczyło wszystko poukładać pokazać chłopakom swoją wizję na grę i to działało. W obecnym sezonie przyszło wiele nowych twarzy, wszyscy muszą od nowa nauczyć się siebie jako drużyna, poznać możliwości drugiego, dlatego to że będziemy wygrywać częściej lub nasza gra będzie bardziej efektowna i efektywna (jak w wspomnianym spotkaniu) to tylko kwestia czasu bo Lech odpali i czuje że będzie to w drugiej części sezonu.

  5. tolep napisał(a):

    Taaaa… i jeszczze rok temu Wilusz wciąz zamiast co najmniej przyzwoitym stoperem był Człowiekiem Pechem.

  6. Bart napisał(a):

    Również doskonale pamiętam ten mecz, zwłaszcza jak w drugiej połowie tak podkręcili tempo że Lechia praktycznie nie istniała. Maki ładnie wtedy zapierdalał a Robak przy lepszej skuteczności/gorszej dyspozycji bramkarza powinien skończyć tamten mecz z hattrickiem. Zaryzykuję stwierdzenie, że to był jeden z naszych lepszych meczów w całym poprzednim sezonie, może mawet i najlepszy. I ten mecz dowodzi też, że Bjelica z czołówką potrafił rozegrać dobre mecze, tylko po prostu nieraz brakowało szczęścia. Czy to wina Nenada że akurat wtedy Milinkovic-Savic miał dzień konia i wszystko bronił? Czy wina Nenada że w innych meczach główny nie widział duszenia w bramce, liniowy nie dostrzegał metrowych spalonych albo główny nie reagował gdy go odpychano i krzyczano „fuck off” albo gdy nasz napastnik był okładany pięścią po splocie słonecznym?

  7. Cubasa napisał(a):

    A teraz zobaczmy na osiemnastkę z tego meczu…niewielu zostało..

  8. bombardier napisał(a):

    Artykuł z cyklu „Ku pokrzepieniu serc”.
    Co z tego, że ładnie zagrali – 3 pkt. diabli wzięli.
    Zadam pytanie – ile razy po tym meczu też ładnie zagrali?
    Wystarczyłyby palce jednej ręki.
    Słusznie Cubasa napisał – „niewielu zostało”.
    Tak co sezon wymienia się 3/4 zespołu.
    Takim sposobem LECH nigdy nie będzie markowym zespołem,
    ot jeden z pretendentów do zdobycia MP.
    Uważam, że to jest najważniejszy temat do dyskusji.
    Casus Jevtić – jak odejdzie – drużyna w rozsypce.

    • inowroclawianin napisał(a):

      To trzeba tak zrobic, aby zostal. Przede wszystkim zdobyc tytul, by miec argument na jego pozostanie. Zbudowac zespol na awans do LM, dac podwyżkę, pokazac że nam na nim zależy i myślę, ze wtedy bedzie duzo większa szansa na jego pozostanie. Na kims trzeba ten zespol w koncu oprzec no i co rundę wymieniac powiedzmy po 2 najslabsze ogniwa, wtedy bedzie systematyczny rozwój, wzmacnianie zespolu. Tak jak to robili od awansu do Ekstraklasy az do roku 2010.

  9. kibic z Azji napisał(a):

    Robak to jest jednak napastnik, szkoda ze się panowie nie dogadali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.