Złe chwile w 2017 roku

porazkaW kończącym się pomału nieudanym 2017 roku były momenty zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne. Tych gorszych związanych z Lechem Poznań było mimo wszystko więcej niż miłych. Złe momenty niestety mocno przyćmiły pojedyncze dobre chwile w mijających 12 miesiącach, które nie były udane dla Kolejorza. Na 95-lecie pierwsza drużyna nie wywalczyła nic szczególnego.


Na koniec roku tradycyjnie przypominamy zarówno dobre chwile jak i te złe. Krótkie wspomnienie roku zaczynamy od trudnych i gorszych momentów. Jeden z nich na stałe zapisał się już w historii klubu, który tak naprawdę zniszczył wszystko co dosłownie wszyscy budowali przez

Wszystko rozsypało się jak domek z kart

Nikt się tego nie spodziewał. 2 maja miał być świętem Lecha, daniem dowodu na zmiany, które zaszły w klubie, a był pogrzebem całej drużyny i atmosfery budowanej wokół zespołu miesiącami. Gdyby Kownacki, Robak, Majewski czy Jevtić wykorzystali chociaż jedną świetną okazję, którą mieli między 20 a 37 minutą lub Majewski wykorzystał setkę w 90 minucie, to teraz bylibyśmy w zupełnie innych nastrojach. Gdyby… teraz pozostaje tylko gdybanie, smutek, żal i nawet złość nie ma już siły. Wszystko zawaliło się z winy na Lecha, z winy jego nieskuteczności w niecałe 3 godziny przeklętego 2 maja 2017 roku. Celowo nie zamieszczamy w tym artykule skrótu meczu czy zdjęć z finału. Już wystarczy dołowania się w tym roku.

Przegrana szansa

Solidny cios jaki Lech zadał sobie na Narodowym miał przełożenie na grupę mistrzowską Ekstraklasy 2016/2017. Lech leżał na deskach i ostatecznie nie dał rady wstać. W Warszawie wystarczał mu remis, by nie dać się wyprzedzić najgroźniejszemu rywalowi w walce o tytuł. Oczywiście Lech poległ i ledwo, ledwo awansował do europejskich pucharów. Prowadząc w Białymstoku 2:0 stracił 2 gole w II połowie, a co za tym idzie, nawet srebrny medal. Niewiele było osób liczących na tytuł Mistrza Polski po tym co stało się 2 maja. Mimo wszystko była szansa, by o ten tytuł powalczyć, ale zdołowany Lech był za słaby mentalnie, by się podnieść.

Smutny sierpień

Pierwsza połowa sierpnia była już całkowitym zabiciem atmosfery. W czerwcu próbowano ją ratować transferami i budową nowego Lecha. Nagle w pierwszej połowie ósmego miesiąca w roku Lech najpierw odpadł bramkami z FC Utrecht po bardzo dobrym meczu rewanżowym, a po paru dniach z Pucharu Polski. W rewanżu z Holendrami poznaniacy zagrali bardzo ambitnie. Brakowało im tylko trochę szczęścia oraz skuteczności. Mimo wszystko to spotkanie pokazało spory potencjał zespołu, który nie poszedł za ciosem w kolejnych meczach. W 1/16 Pucharu Polski drużyna zagrała bez ambicji i woli walki pogrążając się do końca. Marzenia o jednym trofeum prysły jak bańka mydlana.

5 meczów bez zwycięstwa

Sierpień przez odpadnięcie z 2 frontów w ciągu tygodnie nie był dla Lecha udanym miesiącem. Mimo wszystko to właśnie w nim Kolejorz zdobył najwięcej punktów (10 w 4 meczach). To również w sierpniu Lech ostatni raz wygrał 2 kolejne mecze. W październiku oraz w listopadzie, kiedy miał być liderem i powiększać przewagę nad rywalami Kolejorz nie potrafił wygrać 5 spotkań z rzędu. Rzecz jasna stracił prowadzenie w tabeli pogrążając się w jesiennym kryzysie i to grając raptem 3-4 razy w miesiącu. Październik oraz listopad był dla Lecha oraz jego kibiców smutnym czasem.

O pozytywnych momentach w mijającym 2017 roku napiszemy jutro

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 15

  1. leftt napisał(a):

    Mecz ze szmatą 9 kwietnia (1-2). Dla mnie to drugi najbardziej wkurwiający moment w tym roku po PP. Odpadnięcie z Utrechtem – trudno, jestem w stanie wybaczyć. PP z Pogonią – piłkarsko pewnie najgorszy mecz w tym roku, ale nie takie traumy już się przeżywało – co nie jest żadnym usprawiedliwieniem oczywiście. O meczu z Legią w fazie finałowej napisano nieco za mało – był to mecz, po którym nawet nie byłem zły – po prostu było mi przykro, że bez walki można oddać najważniejszy mecz ligowy z odwiecznym wrogiem. Remis z Jagą szczerze mówiąc powiewa mi – jest mi obojętne, czy zajmiemy drugie miejsce czy trzecie jeżeli oba dają puchary.

  2. milekamps napisał(a):

    Dokladnie tak.mi ten mecz z ległą siedzi do dzisiaj

  3. J5 napisał(a):

    Te wszystkie wtopy pokazują beznadziejny mental w klubie od kilku lat. Poza pojedynczymi sukcesami, zawsze brakuje w decydującym momencie woli, zaangażowania, walki, a pojedyncza stracona bramka potrafi położyć cały mecz. Przegrany PP to była klęska i rozpad tamtej drużyny. Zgraja samolubów którzy chcieli być jedynymi bohaterami Poznania rozbiła zespołowość i upadającego ducha drużyny. Nieraz wystarczyło tylko podać do lepiej ustawionego kolegi bądź dla efektu nie walić na bude z całej siły. Obserwując Probierza od paru lat nie dziwię się dzisiaj, że na początku jego pracy w jakimś klubie leci cała starszyzna w drużynie, i w każdej przerwie letniej bądź zimowej ludzie których każdy trener chciałby mieć w swojej drużynie. Probierz eliminuje słabe ogniwa bezwględnie, i choć na początku są słabe wyniki, to z czasem powstaje rdzeń walecznej drużyny. Czegoś takiego brakowało w Lechu , ale jest nadzieja , że trener Bjelica pójdzie w tym kierunku. Tylko całkowite oczyszczenie Lecha z dyletantów może stworzyć drużynę waleczną, odporną na trudne momenty w meczu. Oby ta przerwa zimowa była kolejnym etapem tej selekcji, a zarząd zrozumiał że nie ilość a jakość stanowić będzie o sile Lecha Poznań. Zatem sięgnijcie głębiej do skąpej kieszeni, i dajcie Kolejorzowi jednego piłkarza który zrobi różnicę i wciągnie tę ligę przez dziurkę od nosa

  4. Siódmy majster napisał(a):

    Meczu ze zdzirą 9.04 nie zapomnę chyba nigdy.Mało kto dałby radę przegrać mecz z odwiecznym wrogiem strzelając mu gola na 1-0 w samej końcówce meczu.My daliśmy radę.W dodatku pogrążył nas były gracz,uwielbiany gdy u nas grał i znienawidzony, będący symbolem zdrady i upokorzenia gdy założył szmatławą koszulkę.Kto z nas wtedy przypuszczał,że ta porażka to zaczyn przegrania finału PP i oddania azjatom bez walki meczu ligowego w Warszawie.Czyli zaczyn malowniczego przepierdolenia CAŁEGO SEZONU!Te wydarzenia odbijają nam się czkawką do teraz,kładą się ponurym cieniem także na tym sezonie i słabo rokują na przyszłość.Frajersko stracony przez nas PP w tym sezonie zgarnie ladacznica (oni na pewno nie dadzą się wydymać w finale przez cieniasów ),nie dopuśćmy jej do MP.Ono ma być i musi być NASZE!!!

  5. Nielech napisał(a):

    Azja i szmata to jedyne slowa w slowniku kolejarskim. Gratuluje.

    • Siódmy majster napisał(a):

      @Nielech-Bladziara,ladacznica,sowiecki bękart,kurwicha.Jest tego więcej tylko czasu nigdy nie staje by wymienić.

    • Pan Tehu napisał(a):

      „Azja” -umowna nazywa kontynentu,który tak po prawdzie powinien być nazywany Eurazja,z uwagi na historię i poczucie odrębności podzielone na dwa odrębne kontynenty,gdzie jest ich granica ? Kolejna kwestia umowy,na Renie,na Odrze ,czy na Uralu? Pozostaje jeszcze kwestia kontynentu afrykańskiego,tak naprawdę tworzy on z Azją i Europą jeden kontynent oddzielony Morzem (jak sama nazwa wskazuje) Śródziemnym.
      „Szmata” – dawniej zużyty materiał ubraniowy stosowany często do mycia podłóg i innych powierzchni,dzisiaj w niełasce,wyparta przez gotowe mopy czy inne viledy. Dziś starą dobrą szmatę zastopiło nowoczesne eleganckie czyściwo. Czesem „szmatą” nazywano kobiety lekkich obyczajów,ale od momentu gdy zaczęły brylować na salonach nazywa się je po prostu celebrytkami i jakoś żadna się nie obraża,wręcz przeciwnie.
      A może chodzi o „szmatę ” czyli dość przypadkowo zdobyty gol ,któremu towarzyszą oszustwa zwane dla rozmycia „kontowersjami”,tu faktycznie można się śmiało obrażać na kibiców Kolejorza,są bardzo ale to stronniczy i żadne tłumaczenia „ekspertów z anal + „ich nie przekonują.Takie to uparte towarzystwo .
      PS.Przepraszam za ewentualne literówki,pisane znikąd czyli z głowy.

    • Pan Tehu napisał(a):

      Wybacz Siódmy Majster,tego już nie dam rady z braku czasu „wytłumaczyć” Nielech’owi.Swoją drogą sprytny nick,nie wiem czy zamierzony,napisać nie z Lech razem i już można z małej.Nie od dziś wiadomo:”nie masz cwianiaka nad ….’ zapomniałem jak to leciało dalej.

    • J5 napisał(a):

      Kiedyś Azja za Strzałkowem się zaczynała, jeszcze przed l wojną światową, i ta sztuczna granica pomiędzy zaborcami odcięła wuchte bardzo porzundnej wiary na ponad 100 lat od wielkopolskiej macierzy, wpychając tym samym w łapy azjatyckich hord. Dopiero po Powstaniu Wielkopolskim ta wiaruchna powróciła a granice z Azją można było przesunąć. Ale gdzie jest teraz?

    • tolep napisał(a):

      W środowisku zawodników i kibiców futbolowych wiadomym jest, że kluby mają swoje nieoficjalne przydomek. Na przykład Cracovia – Pasy, Juventus – Stara Dama, Zagłębie – Miedziowi, Manchester United – Czerwone Diabły, Legia – kurczak.

  6. John napisał(a):

    Tych złych chwil trochę było.Nie zawsze da się wygrywać.
    Jednak najgorszy był ten mecz w PP z Pogonią,tak bezradnego i stłamszonego Lecha nie widziałem dawno,oj dawno.
    A to była tylko Pogoń,nie Barcelona.Katastrofalny mecz.

  7. Ekstralijczyk napisał(a):

    Zdecydowanie za dużo tego było w tym roku.

    Zamiast Lech nas rozpieszczać to potrafi tylko dołować, ale to nic nowego bo przecież to jest już ich specjalnością. 😖

  8. inowroclawianin napisał(a):

    Obecny rok w Lechu to w 99% same złe chwile. Najpierw przegrany finał PP w bardzo dziwnych okolicznościach, potem przegrane MP. Następnie szybkie odpadnięcie w pucharach po bardzo nieskutecznej acz ładnej grze Lecha przeciw Utrechtowi. Potem szybkie, niespodziewane odpadnięcie z cieniutką Pogonią po sromotnym laniu, potem dalsze kompromitacje ligowe, trochę cukru w meczu z tirowka i dalsze kompromitacje. Jednym słowem katastrofa. Gorzej być nie może, jesteśmy wiceliderem i wiosną po prostu musi być lepiej. Liczę też że zarząd pożegna te najsłabsze ogniwo które da się już teraz pożegnać i oprócz Rogne oby doszło przynajmniej 3 dobrych grajków do ofensywy i to takich na pierwszy skład, a nie żadne uzupełnienia. Do tego chciałbym by włączono Modera na stałe do pierwszego zespołu.