Cztery największe błędy Djurdjevicia

Ivan Djurdjević był najkrócej pracującym trenerem w Lechu Poznań za kadencji Rutkowskich, choć jeszcze w maju wiceprezes klubu mówił, że Serb był przygotowywany do tej roli przez 5 lat i ma 100-procentowe poparcie, żeby dokonać zmian, które są potrzebne w Lechu Poznań. Było to oczywiście kolejne kłamstwo z ust rządzących co nie jest żadną niespodzianką.


Sam Serb w ciągu kilku miesięcy pracy poniósł więcej porażek niż zwycięstw. Miał być trenerem Kolejorza na lata, ale nim nie był. Podczas swojej krótkiej przygody na ławce trenerskich popełnił wiele błędów. Wykorzystując listopadową przerwę na kadrę warto wyszczególnić te największe. Kto z kibiców dostrzegł inne poważne błędy popełnione przez „Djukę” jak zwykle może napisać o tym w komentarzach.

1) Walka i bieganie nie dało efektu

Jeszcze zanim Ivan Djurdjević objął Lecha twierdził, że na początek potrzebuje tylko 2-3 klasowe transfery i resztę zaangażowanych walczaków, którzy będą chcieli grać dla Kolejorza i będą dużo biegać. Przyszedł więc Tiba, Amaral, a drużyna została uzupełniona m.in. III-ligowcami co nie zdało egzaminu. Przeskok tych piłkarzy z rezerw do pierwszego zespołu okazał się zbyt duży. Ivan Djurdjević przeliczył się. Myślał, że m.in. Maciej Orłowski czy Vernon De Marco samymi cechami wolicjonalnymi poradzą sobie w Ekstraklasie, jednak tak się nie stało. Serb za mocno uwierzył w siebie. Wierzył, że praca z zaangażowanymi piłkarzami przyniesie efekty w postaci wyników. Tak nie było.

2) Brak liderów, brak jednego kapitana

Ivan Djurdjević już od meczów sparingowych kombinował. Przychodząc do Lecha Poznań mówił, że w szatni brakuje liderów, piłkarzy którzy w ciężkich momentach będą na siebie brali ciężar, dlatego zrobi wszystko, aby ich znaleźć. Serb co mecz dawał opaskę innemu zawodnikowi. Nie mógł zdecydować się, kto powinien być kapitanem Lecha Poznań na stałe. Szukał, szukał, szukał aż na końcu dał opaskę Łukaszowi Trałce, którego początkowo chciał skreślić i nie widział w nim kapitana. Decyzja o oddaniu Trałce opaski spodobała się innym zawodnikom, wicekapitanem został Burić, dlatego Ivan Djurdjević z szatnią miał już spokój. Serb początkowo za dużo mieszał, a na końcu i tak kapitanem został ktoś kto nie miał już nim być. Już po odejściu „Djuki” sam Trałka oddał opaskę Tibie, zatem do dziś nie wiadomo, kto tak naprawdę jest kapitanem Kolejorza?

3) Koniecznie trzech obrońców

Ivan Djurdjević jeszcze przed objęciem drużyny stosował system z 3 obrońcami w rezerwach. Latem zaczął wprowadzać to ustawienie w pierwszym zespole, który nigdy tak nie grał. Serb chciał, aby jego drużyna grała ofensywnie, cz często atakowała, stwarzała wiele sytuacji i początkowo rzeczywiście tak było. Lech może nie stwarzał bardzo dużo okazji, ale regularnie zdobywał gole tracąc przy okazji wiele bramek. Z czasem było już tylko gorzej. Poznaniacy słabiej radzili sobie w ofensywie i jeszcze gorzej w defensywie tracąc wiele goli oraz pozwalając rywalom z łatwością oddawać strzały po stałych fragmentach gry. Ivan Djurdjević długo był uparty. Forsował swój pomysł, chciał grać w systemie 3-5-2 przechodzącym na 3-4-3, który nie odpowiadał piłkarzom. Na chwilę zmienił decyzję, wrócił do systemu z 4 obrońcami, jednak w końcówce swojej pracy w Lechu znów powrócił do ustawienia z 3 stoperami. Ivan Djurdjević miał pomysł na zmianę Lecha Poznań, ale nie do końca umiał go wprowadzić. Zawodnicy byli równie uparci jak Serb i nie próbowali nauczyć się nowych rzeczy oraz zrozumieć pomysł „Djuki” na Kolejorza. Obie strony po prostu się nie dogadały. Piłkarze nie chcieli grać tak jak kazał im Serb i jak to od lat bywa w Lechu – dopięli swego.

4) Słabe przygotowanie fizyczne

Za ten punkt odpowiada już tylko Ivan Djurdjević, jego sztab w tym ulubieniec władz Lecha Poznań, Andrzej Kasprzak. Lech od początku sezonu wygląda bardzo słabo fizycznie. Serb oczywiście tłumaczył się już z tego, według niego Kolejorz mało biegał, bo więcej grał piłką co nie było prawdą. Były spotkania w których lechici mieli mniejsze procentowe posiadanie futbolówki niż rywal, a jednak to przeciwnik przebiegał więcej kilometrów. Co jakiś czas podajemy kibicom dane z raportów fitness firmy ChyronHego poświęcając temu tematowi już 2 osobne artykuły tej jesieni. Jak mogliście zauważyć liczby biegowe piłkarzy Kolejorza są fatalne. Na 15 meczów ligowych lechici tylko w 1 spotkaniu przebiegli więcej kilometrów od drużyny przeciwnej. Poznaniacy w ciągu 90 minut regularnie notują mniej szybkich biegów oraz sprintów od zawodników rywali. To nie jest przypadek. Liczby z raportów firmy ChyronHego nie kłamią. Lech biega mało, w niektórych meczach od 6 do 10 kilometrów mniej od rywali i został po prostu źle przygotowany do rundy jesiennej 2018/2019.

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 18

  1. Przemo33 napisał(a):

    Według mnie największym błędem Ivana było po prostu objęcie Lecha po 20 maja w tak trudnym momencie. Ivan w ogóle nie był do tego przygotowany, miał za mało doświadczenia i to nie był najlepszy moment na taki eksperyment. Eksperyment, który niestety nie wypalił. Kiedy już objął Lecha, to jako trener popełnił kilka błędów:
    1. Za bardzo chciał wprowadzić kilku znajomych z rezerw. Poza Rogne i Wasielewskim reszta nie zdała egzaminu i nie powinna tu była trafić. Ale Ivan za bardzo był pewny siebie i zaufał nieodpowiednim osobom. Gdyby postawił na młodych wychowanków, to co innego, bo aż się prosiło o szansę dla Pleśnierowicza, Klupsia, Sobola. To duży błąd Ivana
    2. Od początku było brak liderów na boisku i poza nim, bo tak naprawdę Tiba mógłby być takim kimś od początku lub nawet Gytkjaer czy Rogne. Natomiast dawanie opaski co pół meczu komuś innemu to był dziwny pomysł. Ani Ivan lidera nie znalazł w drużynie (poza Tibą) ani też nie postarał się za bardzo o takiego. I to jest ewidentnie jego duży błąd.
    3. Taktyka i ustawienie u Ivana było beznadziejne. Pomysł z graniem 3-5-2 z naciskiem na ofensywę był niezły, natomiast nie mieliśmy do tego odpowiednich wykonawców. Zwłaszcza poza Kostevychem nie było wahadłowych. To ustawienie bez znalezienia odpowiednich wykonawców było z góry skazane na niepowodzenie. Do tego doszli słabi i elektryczni stoperzy, którzy (poza Rogne) nie nadawali się do gry w tym ustawieniu. Kilku piłkarzy grało nie na swojej pozycji (np. Maki) i męczyło się na boisku. To też był duży błąd Ivana.
    4. Beznadziejne przygotowanie fizyczne. Widać, że ten cały Kasprzak to idiota, a nie fachowiec i powinien dawno już stąd wylecieć, ale chyba ma jakieś taśmy na Rutka, że jest tu już tak długo. W każdym razie piłkarze zostali beznadziejnie przygotowani do sezonu, przez co nie mieli za bardzo sił na bieganie w 2 połowie. Ogromny błąd Ivana i jego sztabu.
    5. Brak naciskania na transfery. Kolejny OGROMNY BŁĄD Ivana. Zaczęło się od tego, że Ivan nie chciał zostawić Dilavera i Koljicia. Gdzie są obaj teraz i w jakiej formie chyba nie muszę mówić. To były pierwsze błędy Ivana na początku jego przygody z Lechem jako trener. Strata najlepszego obrońcy i jednego z liderów to był cios. Nie powinno do tego dojść. Można było postarać się o przedłużenie wypożyczenia Koljicia, bo nic byśmy na tym nie stracili. Potem było gadanie, że wystarczy 2-3 mocnych zawodników. Przyszli Tiba, potem dużo później Amaral i Dioni. Ale to i tak było za mało, bo dużo wcześniej trzeba było sprowadzić jakąś solidną 6, ze 2 stoperów i do tego dokupić odpowiednich graczy do tego 3-5-2. Wtedy to mogło by wypalić. Niestety Ivan był za miękki na zarząd i się Piothkowi podporządkował. Co z tego że przyszło 2 zawodników, którzy podnieśli poziom i dużo dali tej drużynie, skoro dalej były i nadal są braki na kilku pozycjach?
    6. Ostatnim błędem był brak chemii z szatnią. Najwyraźniej nowe ustawienie nie spasowało piłkarzom. Do dwumeczu z Genkiem jakoś to wyglądało jeszcze, mimo słabej gry w tych meczach (zwłaszcza w obronie). Od odpadnięcia z LE było coraz gorzej. Ewidentnie piłkarze grali później na zwolnienie Ivana, bo nawet jak graliśmy 4 z tyłu, to byli jak dzieci we mgle. Coś nie pykło na linii trener – piłkarze.
    Podsumowując – Ivan popepłnił kilka dużych błędów, które doprowadziły do jego zwolnienia. Mógł tego uniknąć, ale czuł się na tyle silny, by podjąć się tego wyzwania. Nie wyszło mu. Szkoda mi Ivana, bo zawsze będzie jednym z nas i ma mój szacunek. Mam nadzieję, że teraz będzie dużo się uczył, zdobywał doświadczenie w trenerce i może kiedyś za kilka lat, jak będzie dużo lepszym trenerem, to śmiało niech tu wraca. Na obecną chwilę jest dla niego za wcześnie na bycie trenerem takiego klubu jak Lech. Oczywiście trzeba też wspomnieć, że na tą minę wsadził go zarząd, który wytarł sobie Ivanem nogi. W poważnym klubie postarali by się o solidnego trenera, a nie eksperymentowali, dużo gadali, a później potraktowali trenera jak śmiecia. Niestety jaki jest nasz zarząd z Piotrusiem na czele każdy widzi. I tak już na koniec – cholernie mi szkoda Ivana, tak samo, jak każdego człowieka, który się stara, walczy, próbuje, ale na koniec wychodzi jak zabłocki na mydle…

  2. sas napisał(a):

    Wiem że do Ivana piłkarza można mieć sentyment ale do trenera? W tej roli był najgorszy w tym wieku. Chaotyczny, bez grama taktycznej wiedzy i odpowiedniego reagowania na wydarzenia boiskowe. Niby wrzucony na głęboką wodę przez Piotrka ale on aż się trzasl z radości gdy go mianował na trenera. Bez żalu żegnam go i nie wróżę mu przyszłości w trenerce ( obym się mylił)

  3. arek z Debca napisał(a):

    Tak jak kiedyś pisałem, że najpierw powinien być asystentem u boku doświadczonego trenera. Rzucił się z motyką na słońce. Bez doświadczenia i warsztatu na ekstraklasę i w dodatku przejął zespół w rozsypce fizycznej i mentalnej, z piłkarzami, którzy wcześniej bez problemu zwalniali trenera lub trenerów. Dostał w spadku Kasprzaka bo pewnie jako żółtodziób godził się na wszystko co mu Rutek podsunął. Uparł się na grę z 3 obrońcami, którzy może i by się nadawali ale grając w 3 lidze. To nie mogło się udać.

  4. J5 napisał(a):

    W Lechu są takie ogniska zapalne, które niweczą każdy wysiłek jakiegokolwiek trenera, niektórych piłkarzy i niektórych pracowników klubu którym zależy na sukcesie tego klubu. Pierwszym ogniwem jest właściciel , bezduszny biznesmen który niegdyś zapragnął reklamy swojej firmy w Polsce i Europie niesionej na koszulkach Lecha Poznań, zapragnął sławy zdobywcy trofeów aby z klubu wyciskać coś więcej, stały zysk z produkcji młodych piłkarzy. Odkąd wydawało się że fabryka zaczęła działać i generować zyski przestalo mu zależeć na trofeach, a najlepiej by było aby niepotrzebny już teraz rozgłos zapadł się gdzieś pod ziemię, i w ciszy pozwolił delektować się rosnącymi cyferkami na koncie.Kolejnym ogniskiem jast zarząd, o dziwo w klubie piłkarskim składający się z księgowego i gościa który nie zna się na niczym do tego stopnia, że przerósł oczekiwania właściciela- swego ojca który nie wziął pod uwagę tego, że tępota latorośli miast przynosić zyski i stabilną i nierzucającą się w oczy pozycję trzeciej siły w krajowych rozgrywkach, zaczęła destrukcję całego klubu wraz z fabryką piłkarzyków, interesiku tatusia. . Zarząd celował w bylejakości, w przeszkadzaniu w pracy tym, którzy chcieli zrobić coś dobrego dla klubu. Skłócał piłkarzy z trenerem, sprowadzał bylejakich piłkarzy jako wzmocnienia, a w sytuacjach kryzysowych zawsze stawał po ciemnej stronie mocy. Ogniskiem zapalnym są też niektórzy pillkarze, to właśnie ta ciemna strona. W odpowiedniej chwili wszczynali bunt przeciwko trenerowi, przegrywali wygrane mecze lub nawet takie których nie sposób było przegrać. Oni zawsze byli zwycięzcami- to trener odchodził. Jest jeszcze jedno ognisko, połączone bezpośrednio z ogniskiem zarządu, ludzie o miernych umiejętnościach, jak nieusuwalny trener przygotowania fizycznego Kasprzak, który jak piąta kolumna gwarantuje pokrzyżowanie planów co ambitniejszych trenerów i piłkarzy. On zawsze zadba o to, aby walecznym sil zabrakło. Są tu też oczywiście ludzie mierni z głupoty zarządu powsadzani do tatusiowej akademii, którzy zaczęli rozwalać nie tę część klubu, którą powinni i wbrew właścicielskim planom fabryka przestała przynosić zyski. Tutaj bym upatrywał przyczyn porażki Ivana Djurdjevicia, który padł ofiarą bezdusznej machiny, która nie ma w sercu tak jak On Lecha i Poznania, i Wielkopolski. To nie mogło się udać, to było z miejsca skazane na porażkę!

  5. PAWEL napisał(a):

    sam nie wiem, kto tu jest większym debilem, Rutek hazardzista nie strateg, Iwan naiwny amator czy jednak my wszyscy, którzy to wszystko łykamy…

  6. Pawel1972 napisał(a):

    5. Brak charyzmy – duka, jąka się, chrzani truizmy, by po chwili dostać ataku szału, ma zapędy intryganckie (patrz pkt. 6). Taki trener nie jest w stanie natchnąć piłkarzy, żeby chcieli za niego giry łamać.

    6. W i tak trudnej szatni, dokładał do pieca. Najpierw informacja do mediów, że z Lecha poleci kilka piłkarzy, w tym Trałka i Buric, potem robienie z Tralki kapitana, z Burica wicekapitana. Następnie informowanie kiboli, że ktoś mu szatnię rozbija, bez podania kto, po czym przecieki, że niby Maki (i w domyśle Józiu). Jakbym miał takiego szefa, to poszedłbym na półroczne L4.

    Moim zdaniem, na dziś Ivan ma ZERO predyspozycji do bycia przeciętnym trenerem (o dobrym to nawet marzyć nie powinien). W ogóle nie jest merytorycznie przygotowany do pełnienia tej funkcji (on już dawno powinien polecieć z rezerw, a nie awansować do I drużyny). Do tego okazał się małym człowieczkiem. Jeśli nie przejdzie jakiejś drastycznej przemiany, ja go w Lechu już widzieć nie chcę, niech spierdala na Bałkany.

    • arek z Debca napisał(a):

      Niech sp…na Bałkany? Dlaczego? To samo mógłby ktoś do ciebie powiedziec spier…. gdzieś tam….. Ivan mieszka w Poznaniu, jest nadal Lechita i niech tak zostanie.

    • Pszczolka napisał(a):

      dokładnie arek, kuźwa można krytykować Ivana ok zasłużenie, bo trener z niego jak na dziś mierny.Ale żeby go wypierdalać??Masz jakiś osobisty uraz do niego kolego że ciągle po nim jedziesz??Nie sprawdził się i zgoda, ale szanuj go jako oddanego Lechitę który ma głębiej w sercu Kolejorza, niż nie jeden wychowanek.

    • Pawel1972 napisał(a):

      Jakby miał Lecha w sercu, to sam by się podał do dymisji we wrześniu, więc przestańcie tu wciskać bajeczki o Ivanie-legendzie.

  7. Bart napisał(a):

    Największym błędem było już samo zaoferowanie Djurdjeviciowi tej fuchy. Przed zatrudnieniem trenera, czyli pewnego rodzaju kierownika – menadżera mającego być odpowiedzialnym za wysoce wyspecjalizowaną grupę, rolą pracodawcy jest ocenienie czy dany kandydat podoła, czy ma do tego odpowiednie predyspozycje. Kompetentny pracodawca będzie w stanie dokonać takiej oceny. Wyłącznie po tej decyzji widać jak Rutkowski z Klimczakiem znają się na tym co robią. W zarządzie nie ma ludzi którzy wiedzą co robią. Jest dwóch moronów mających problemy w postrzeganiu rzeczywistości i racjonalnym ustosunkowaniu się do niej, których jedynym obecnym celem jest chronić za wszelką cenę własne śmierdzące dupska. Mam dla Piotrusia Gamonia motto w sam raz do oprawienia w antyramę i powieszenia nad biurkiem – „Każdy dzień jest przygodą, jeśli jesteś niekompetentny”. Łowca przygód, kurwa jego mać.

  8. tylkoLech napisał(a):

    Do tych błędów dodałbym wybór sztabu z rezerw. Poza tym, Ivan za dużą wagę przykładał do tzw. pozytywnych chęci. Jeśli nie ma umiejętności, wypracowanych schematów, dobrze dobranej taktyki to same chęci nie wystarczą, nawet przy założeniu, że są. Wszyscy jadą po Kasprzaku, ale to też trener opracowuje plan przygotowań do sezonu i w kolejnych mikrocyklach. Kasprzak to wykonawca jego założeń. Pamiętam, że Lech wyglądał dobrze fizycznie za Skorży, dopóki nie ściągnął on swojego kumpla Terazino (nie pamiętam dokładnie nazwiska). Wtedy zaczęły się kontuzje i wszystko się posypało. Za Bjelicy też było raczej ok. Tam dobrą robotę wykonywał Mayer.
    Mam wrażenie, że wpływ Kasprzaka jest trochę demonizowany, tak jak niektórych piłkarzy.

  9. wagon napisał(a):

    z jednej strony nie ma co się pastwić na Ivanem, z drugiej warto zastanowić się co było nie tak bo tylko wtedy można wyjść z kryzysu
    taktyka nie pasująca do profili piłkarzy, którymi dysponował, szczególnie widać to po wahadłowych, Jóźwiak i Makuszewski nie dawali rady biegać po całej długości boiska, w U21 Jóźwiak jako typowy skrzydłowy świetnie się sprawdza,
    wejście do szatni w stylu „Ja jestem ten sprawiedliwy i niezłomny”, nie da się zjednoczyć szatni dając na starcie do zrozumienia jacy są słabi mentalnie (różne wywiady przed sezonem)

  10. Alcatraz napisał(a):

    Punt 4 jest punktem wyjścia do poprzednich punktów, bez odpowiedniego przygotowania do sezonu trudno coś wymyślić w taktyce, czy też mentalnie piąć się i uzyskiwać pewność siebie.

    Ivan okazał się kompletnym trenerskim amatorem!!! Nowi trenerzy zazwyczaj ogłaszają , że dla wszystkich piłkarzy jest to nowy rozdział, każdy zaczyna z nową białą kartą. A Ivan najpierw wskazał na Trałkę i Gajosa jako tych najbardziej winnych za poprzedni sezon , a później chciał aby mu ten wózek pociągnęli. Tak po prostu się nie robi. Albo się z kimś rozwiązuje kontrakt , ewentualnie rozmawia i przede wszystkim robi wzmocnienia na te pozycje. W przypadku Gajosa , można powiedzieć , że Tiba go posadził na ławie i Gajosowi trener może to wytłumaczyć , czy też motywować , dawać jakieś minuty gry gdy zobaczy wzrost formy na treningach , w ten sposób drużyna rośnie. Tak powinno to funkcjonować.
    Ivan próbował tłumaczyć się przed kibicami zamiast trzymać tajemnicę szatni i w niej rozwiązywać problemy.

    Trochę to wszystko wyglądało jakby któryś z nas forumowiczów został trenerem na co dzień piszący o wkładach do koszulek , nierobach i choć wielu z nas podziela to zdanie, to w ten sposób raczej nikogo się nie zmobilizuje do tego aby za tobą poszedł w ogień. Gdy Rumak został zatrudniony sytuacja była bardzo podobna , tyle , że Rumak okazał się dużo lepszym trenerem. Postawił na solidność , konsolidację. Nie jestem zwolennikiem Rumaka , ale na jego przykładzie właśnie najlepiej widać jak słabo poszło Ivanowi.

    Amatorski zarząd zatrudnił amatora!

  11. tylkoLech napisał(a):

    @robson- dzięki, wiedziałam, że coś jest nie tak 😉, powinnam sprawdzić.
    Po ludzku żal mi Ivana, ale nie jako trenera. Nie ogarnął kompletnie ani piłkarzy, ani treningów, ani taktyki. Rumak miał swoje problemy, ale klasą, wypowiedziami bił na głowę nie tylko Ivana, ale większość trenerów Lecha. Szkoda, że mu nie wychodzily puchary i ważne mecze, bo to był inteligentny facet. Chyba tez jedyny, którego drużyna przyszła bronić na konferencji po Stjarnanie

  12. mr_unknown napisał(a):

    Jako jeden z pierwszych, a może nawet pierwszy pisałem tutaj o konieczności zwolnienia Ivana ale nie ma się co nad nim pastwic po fakcie. Wyliczać błędy czy wpadki. Było, minęło. Problemem sa idioci w zarządzie.

  13. J5 napisał(a):

    I problemem jest jeszcze właściciel, który aprobuje działania zarządu i przyklepuje cały ten syf

  14. inowroclawianin napisał(a):

    Największy błąd był taki, że zgodził się na tą posadę w tamtym momencie. Druga sprawa to że bronił grajków.

Dodaj komentarz