Wspomnień czar: Ostatni raz

lechlegiaWiosną ruszyliśmy na KKSLECH.com z kolejnym nowym cyklem, który na stałe będzie już towarzyszył tej witrynie. Cykl „Wspomnień czar” to dopełnienie przedmeczowych materiałów przypominający ciekawe wydarzenia z przeszłości trochę w innym stylu.


W cyklu „Wspomnień czar” przy okazji większości spotkań w nieco nietypowy sposób pół żartem i pół serio będziemy wracać w artykułach do przeszłości wspominając na luzie krótko dawne mecze Lecha Poznań z danymi rywalami. Nie zabraknie filmików, naszych osobistych wspomnień i odczuć czy starych fotek z archiwum KKSLECH.com dotyczących dawnych spotkań Kolejorza. W zależności od rywala czasem jeden odcinek będzie ciekawszy, a czasem drugi trochę mniej. W każdym razie przypomnicie sobie występy Lecha Poznań przeciwko danemu klubowi od tej najciekawszej strony.

Przed jutrzejszym meczem z Legią w Warszawie koniecznością jest przypomnienie jakiejś wygranej Lecha Poznań na Łazienkowskiej. Po co sięgać pamięcią dalej wstecz? Lepiej wrócić do tego, co miało miejsce w lipcu tego roku. Było to coś fantastycznego. Nie chodzi tutaj wcale o zdobycie Superpucharu Polski, który oczywiście fajnie było wygrać na Łazienkowskiej, a o rozmiary zwycięstwa. W końcu niecodziennie triumfuje się tak wysoko na tak gorącym terenie.

Lech Poznań wziął udział w meczu o Superpuchar Polski, którego 7 lipca bronił z racji gry w maju w finale Pucharu Polski. Nie było w tym nic dziwnego. Identyczne zasady obowiązują też w innych krajach (na przykład w Niemczech). Kolejorz do boju o Superpuchar, który odbył się jeszcze przed finałem Euro 2016 i rozpoczynał nowy sezon 2016/2017 podszedł po udanym okresie przygotowawczym. Lechici osiągnęli przyzwoite wyniki w przeciwieństwie do kompletnie rozbitej Legii, która pod wodzą nowego trenera chciała udowodnić dominację w zeszłych rozgrywkach 2015/2016.

Albańczyk wystawił na poznaniaków bardzo ofensywny skład. Za to Jan Urban desygnował trochę defensywniejsze zestawienie z Łukaszem Trałką i Abdulem Azizem Tettehem w środku pola. Zespół Kolejorza grał jednak ofensywnie, choć to co pokazywali lechici trudno było tak naprawdę nazwać grą. Mecz był strasznie szarpany w wykonaniu obu drużyn. W końcu w 21. minucie na bezpośredni strzał z rzutu wolnego zdecydował się debiutujący Maciej Makuszewski. Piłka leciała w sam środek bramki i o mały włos, a trafiłaby prosto w twarz Arkadiusza Malarza. Nie wiadomo co w tej sytuacji robił golkiper „Wojskowych”. W każdym razie niczym ręcznik puścił gola, a trybuny jęknęły. Jęk zawodu po gwizdach doskonale słychać na poniższym filmiku.

Po bramce na 1:0 dla Lecha legioniści rzucili się do ataków. Wyrównali w 37. minucie za sprawą uderzenia z bliska Guilherme. Poznaniacy wykonywali rzut wolny, stracili piłkę, warszawianie wyszli z kontrą, futbolówkę z prawej strony na lewą flankę pola karnego dorzucił Aleksandrov, a piłkę z bliska do siatki głową wepchnął Brazylijczyk. Cała obrona zachowała się wówczas bardzo słabo, a Jasmin Burić już w ogóle kompletnie lekceważąc Guilherme. Ostatecznie po bardzo słabej, choć wyrównanej pierwszej połowie do przerwy był remis 1:1. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Nagle w 65. minucie piłkę z rzutu rożnego wrzucił wprowadzony dosłownie chwilę wcześniej Radosław Majewski. W zamieszaniu w polu karnym do siatki „Wojskowych” trafił kolejny debiutant Lasse Nielsen. Po tym golu Legia praktycznie przestała grać. Na nic zdawały się zmiany jej trenera. Lech może grą nie zachwycał, ale umiejętnie kontrolował tamte zawody.

Kiedy wydawało się, że poznaniacy skromnie zwyciężą na Łazienkowskiej zdobywając kolejny Superpuchar Polski w swojej historii i to po raz drugi z rzędu nagle stało się coś, co przeszło do historii. Legia w końcówce zupełnie straciła głowę. Traciła piłki, które na jej połowie przejmowali poznaniacy. Dwa razy zrobili to ze świetnym skutkiem i dwukrotnie do siatki trafił Dariusz Formella. 21-latek dzięki temu zyskał patent na Legię. Przy Łazienkowskiej zdobył w sumie 3 bramki w karierze. Dzięki dwóm golom Formelli 7 lipca Lech sprał warszawian na ich terenie aż 4:1. Było to 13 zwycięstwo Kolejorza na Łazienkowskiej w historii i pierwsze tak okazałe na boisku Legii. Nie ma co ukrywać. Taki łomot Legii na jej stadionie za życia wielu obecnych kibiców w tym naszego może już się nie powtórzyć. 4:1 przeszło do historii zarówno Lecha jak i polskiej ligi. Tamto spotkanie było słabe, Lech na pewno z przebiegu gry nie zasłużył na taki rezultat, ale wynik poszedł w świat.

Co ciekawe w lipcu w obronie warszawian zagrali Malarz, Broź, Rzeźniczak i Hlousek, a więc zawodnicy, którzy jutro mają spore szanse wystąpić w pierwszym składzie. Tym razem czwórki od nas nie przyjmą, ale jeśli dadzą się pokonać raz i da to zwycięstwo Kolejorzowi wszyscy będą bardzo zadowoleni. Dzięki ostatniemu spotkaniu na Łazienkowskiej drużyna Lecha Poznań udała się do Warszawy bardzo pewna siebie z wiarą w kolejne zwycięstwo. Tym razem kapitan Łukasz Trałka co prawda nie podniesie przy pustym stadionie trofeum, jednak wygrana pozwoli odjechać „Wojskowym” na 6 punktów. Jest o co się bić. Powodzenia!


Superpuchar Polski 2016 – czwartek, 7 lipca 2016, godz. 17:30
Legia Warszawa – KKS Lech Poznań 1:4 (1:1)

Bramki: 37.Guilherme – 21.Makuszewski 65.L.Nielsen 90 i 90+4.Formella

Żółte kartki: Guilherme, Broź, Makowski – Nielsen, Gajos, Trałka

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Widzów: 14310

Legia: Malarz – Broź (70.Bereszyński), Rzeźniczak, Lewczuk, Hlousek (77.Szymański) – Makowski, Masłowski (55.Vranjes) – Aleksandrov (67.Brzyski), Guilherme, Kucharczyk – Prijović.

Rezerwowi: Cierzniak, Brzyski, Bereszyński, Szymański, Kopczyński, Vranjes, Kosecki.

KKS Lech: Burić – Kędziora, L.Nielsen, Wilusz, Gumny – Trałka, Tetteh – Makuszewski (75.Jóźwiak), Gajos (64.Majewski), Pawłowski (68.Formella) – Nielsen (46.Robak).

Rezerwowi: Lis, Ceesay, Arajuuri, Formella, Majewski, Jóźwiak, Robak.

Kapitanowie: Rzeźniczak – Trałka

Trenerzy: Besnik Hasi – Jan Urban

Pogoda: +18°C, pogodnie

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



1 Komentarz

  1. 07; pisze:

    Legia – Lech – dwie drużyny złożone z patałachów, ale za to na trybunach fanatycy…. :)