Wspomnień czar: Od pecha do szczęścia

Lech - Górnik Wiosną ruszyliśmy na KKSLECH.com z kolejnym nowym cyklem, który na stałe będzie już towarzyszył tej witrynie. Cykl „Wspomnień czar” to dopełnienie przedmeczowych materiałów przypominający ciekawe wydarzenia z przeszłości trochę w innym stylu.


W cyklu „Wspomnień czar” przy okazji każdego spotkania w nieco nietypowy sposób pół żartem i pół serio będziemy wracać w artykułach do przeszłości wspominając na luzie krótko dawne mecze Lecha Poznań z danymi rywalami. Nie zabraknie filmików, naszych osobistych wspomnień i odczuć czy starych fotek z archiwum KKSLECH.com dotyczących dawnych spotkań Kolejorza. W zależności od rywala czasem jeden odcinek będzie ciekawszy, a czasem drugi trochę mniej. W każdym razie przypomnicie sobie występy Lecha Poznań przeciwko danemu klubowi od tej najciekawszej strony.

Górnik Zabrze wielu kibicom w Polsce kojarzy się bardzo dobrze. Utytułowany polski klub z bogatą historią przez lata był wizytówką rodzimej piłki. Górnik powstał jednak później niż Lech Poznań, dlatego nasi piłkarze pierwszy raz zagrali z zabrzanami dopiero w 1956 roku. Do 1978 roku na Górnym Śląsku regularnie zbierali baty od dużo silniejszego Górnika. Potem bywało różnie. Czasem wygrywał Kolejorz, czasem padał remis, a czasem wysoko 5:0 umiał zwyciężać Górnik. Najczęściej w spotkaniach przy Roosevelta padało jednak mało goli.

W dwóch pierwszych spotkaniach w Zabrzu po awansie Lecha do Ekstraklasy nie padła żadna bramka. Ciekawie wyglądał mecz jesienią 2004 roku. Kolejorz grał wtedy mniej więcej jak teraz, czyli słabo. Zwycięstwa na wyjazdach przychodziły mu z wielkim trudem aż tu nagle w Zabrzu przy stanie 0:1 lechici umieli się zmobilizować i zwyciężyć 2:1 (decydujący gol padł w 90. minucie). W Górniku na bramce stał wtedy legendarny Piotr Lech. Z kolei u nas występował Łukasz Madej, który teraz gra w Zabrzu.


Kolejna wizyta w Zabrzu na starym, już nieistniejącym stadionie z wyjątkiem oczywiście jednej trybuny wzdłuż boiska była dla Lecha jeszcze bardziej udana. W 6. minucie Krzysztof Kotorowski obronił karnego. Potem świetnie grał z przodu m.in. Marcin Wachowicz mający duży wpływ na zwycięstwo nad Górnikiem aż 3:0.

Kolejne dwie wiosenne wizyty na Roosevelta też były udane. Kolejorz wygrał 2:1 i 1:0. W obu spotkaniach zwycięstwa dały dobrze egzekwowane rzuty karne. W tym drugim meczu dobrze jedenastkę wykonał Henry Quinteros.

Kolejne trzy mecze już tak udane nie były. W 2009 roku pamiętną bramkę z daleka i oczywiście Kotorowskiemu za kołnierz wbił Adam Marciniak. Górnik nie wygrał tego meczu, gdyż w 90. minucie Paweł Strąk wbił sobie samobója. Rok później jesienią lechici będący w dużym jesiennym kryzysie przegrali w Zabrzu 0:2, by latem 2011 polec na obiekcie Górnika 1:2. Wówczas poznaniacy zdobyli bramkę w 90. minucie po… dośrodkowaniu Sergeia Krivetsa.


Od tamtej pory Lechowi w Zabrzu szło dobrze. Wiosną 2013 zwyciężył tam 1:0. Natomiast rok później było jeszcze lepiej, ponieważ udało się wygrać 3:0. Tamto spotkanie było dość wyrównane, poznaniacy grali średnio, jednak o dziwo umieli do bólu wykorzystać proste błędy rywali. W jednej z sytuacji gwizdka użył kibic Górnika. Obrońcy Górnika myśleli, że sędzia przerwał grę, lecz tego nie zrobił. Piłkę przejęli lechici, którzy zdobyli gola, a pozostali kibice Górnika ruszyli w kierunku nieodpowiedzialnego fana z gwizdkiem. Niezapomniana była jednak ostatnia wizyta Lecha w Zabrzu. W czerwcu 2015 mimo wyniku 0:1 poznaniacy triumfowali aż 6:1. Kolejorz grał wtedy koncertowo. Pod bramką przeciwnika wychodziło mu dosłownie wszystko. Fantastycznego gola z woleja strzelił wówczas choćby Zaur Sadaev. Był to bez wątpienia jeden z najlepszych meczów mistrzowskiego Lecha w ostatnich latach. Do dziś kibice Legii płaczą po tym spotkaniu chcąc, by Lech oddał Górnikowi punkty (gdyby Legia miała oddać punkty podarowane przez sędziowską mafię w ostatnich latach nie zdołałaby się utrzymać w lidze). Za chwilę zresztą pojawi się w komentarzach zakompleksiony płaczek siedzący tutaj 24h i przeglądający wszystkie newsy po czym zastuka w klawiaturę o oddawaniu punktów (i tak w kółko).

Wracając jednak do tematu. Mecze Lecha z Górnikiem zawsze były ciekawe, od lat są niezwykle zacięte i przebiegają w neutralnej atmosferze na trybunach co oczywiście cieszy. Dziś walki na murawie również nie zabraknie. Szkoda jedynie, że nowy stadion w Zabrzu nie będzie zapełniony do ostatniego miejsca. Wtedy „niebiesko-biali” byliby zapewne jeszcze mocniej zmotywowani.

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Mistrzowski Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <



komentarze 3

  1. Antoni P (praca) pisze:

    Z niezgodowych ekip, do Górnika jakoś mam największy szacuneczek. I kurde nie wiem czy nie trzymać z nich kciuków? Bo z kim jak nie z naszymi fujarkami mają szukać punktów żeby zostać w tej ekstraklapie? A dla Kolejorza kilka kolejek przed końcem zasadniczego sezonu spędzonego w grupie spadkowej może by było jedynym sposobem na mobilizację do prawdziwej pracy???

  2. Jeżyce pisze:

    Tylko wspomnienia pozostały. Chciałoby się być klubem, który zawsze jest wielki

  3. jabu pisze:

    Górnik Zabrze…trzymam kciuki za utrzymanie w lidze i pozdrawiam tych z Gliwic którzy im kibicują(Łukasz)