Na chłodno: Ostatnie ostrzeżenie

Cykl „Na chłodno” to stałe dopełnienie materiałów meczowych w których w trochę inny sposób przyglądamy się meczom Lecha Poznań, ogólnej grze zawodników czy indywidualnej postawie piłkarzy. Czasem poruszamy też aktualne sprawy dotyczące naszego klubu w bardzo chłodny sposób. O wszystkim przeczytacie w poniedziałek lub we wtorek po każdym spotkaniu poznając nasze szczere zdanie na temat danego meczu. Od lata 2016 w materiałach „Na chłodno” przyglądamy się również temu, co dzieje się w Lechu (głównie pod względem transferów), oceniamy działania zarządu lub ich brak bacznie spoglądając na sytuację wokół klubu.


Witamy wszystkich internautów KKSLECH.com w kolejnym odcinku cyklu „Na chłodno”, który jest materiałem czysto pomeczowym dotyczącym kolejnej już w ostatnich miesiącach kompromitacji. Na wstępie warto ponownie raz podkreślić, że kolejny tekst z tego cyklu kierujemy do kibiców, a nie do choćby szybko obrażających się niektórych pracowników klubu, którzy pewnie i tak nie zrozumieli oraz nie zrozumieją, co się wydarzyło w Armenii. Lech w końcu awansował, więc można by robić kolejny raz dobrą minę do fatalnej sytuacji panującej wokół klubu oraz obrazić się na wściekłych kibiców, którzy wiecznie są niezadowoleni, czegoś chcą i wytykają błędy przegranym osobom.

Rewanż z Gandzasarem nie był wypadkiem przy pracy. To nie był przypadek, coś co miało miejsce pierwszy raz czy nawet ostatni raz. To było kapitalne podsumowanie lata, które koncertowo zostało zmarnowane przez klub w tym osoby wciąż nim zarządzające. W kalendarzu mamy 20 lipca, zatem właśnie mijają 2 miesiące od pamiętnego spotkania, które kończyło sezon 2017/2018. Po tych 2 miesiącach mamy powtórkę z rozrywki, która po letnich działaniach klubu niestety wisiała w powietrzu. Czwartkowy pojedynek w Lidze Europy był też doskonałym podsumowaniem tego o czym tutaj w każdy poniedziałek piszemy od 21 maja. Lechowi Poznań skończyły się już wszystkie argumenty przed kibicami i jedyne co pozostało niektórym osobom, to schować się głęboko do nory tak, żeby wściekli kibice nie musieli ich oglądać czy przypominać sobie tekstów w stylu „nie poddam się i będę walczył dalej”. Najsmutniejszy w czwartek nie był wynik 1:2. Najsmutniejsze jest to, że tak szanowany człowiek, tak ceniony i tak ważny dla Kolejorza, jak Ivan Djurdjević już traci w oczach. Traci od dłuższego czasu dziwnymi wypowiedziami, które świetnie wpisują się w ideologię zarządu. Teksty o braku potrzeby szerszej kadry czy o pracy z zawodnikami, których ma w tym tych, których wziął do zespołu z III-ligi były komiczne od samego początku. Już wcześniej pisaliśmy, że Ivan Djurdjević albo jest aż tak pewny swoich trenerskich umiejętności albo jest jak kamikadze wierząc w niektórych przegrywów, w efekty pracy z nimi czy w poradzenie sobie latem z tak wąską kadrą w której zdrowych jest obecnie 18 zawodników z pola wraz z Pleśnierowiczem czy Sobolem.

Wszystkie słowa wypowiedziane w ostatnim czasie przez trenera niestety nie miały przełożenia na cokolwiek, a w dodatku okazały się tak samo puste, jak wszystkie formułki wygadywane przez piłkarzy czy zarząd. Według „Djuki” od dwumeczu z Gandzasarem jego zespół miał „zacząć odbudowywać wizerunek”. Tymczasem po 2 meczach ten wizerunek pozostał bez zmian, atmosfera z bardzo słabej stała się ponownie grobowa, a cały entuzjazm łącznie z jakimkolwiek optymizmem został skopany i doduszony nogami do ziemi. Czas się obudzić! Pora się obudzić, pora aby Ivan Djurdjević nie był twarzą przegranego Lecha Poznań oraz nie reklamował nieudolności klubu swoim nazwiskiem! Serb chce dla Lecha jak najlepiej, oddaje mu serce każdego dnia, jednak nie jest Mourinho, Guardiolą, Simeone czy Ancellotim, żeby z mieszanki przegranych piłkarzy, paru zawodników z III-ligowych rezerw czy graczy z ekipy CLJ zrobić bata, bić się o mistrza, grać co 3-4 dni grupą 17-18 piłkarzy i mieć posłuch w drużynie. Część zawodników choćby pracowała przez 24 godziny na dobę pewnych rzeczy już nie przeskoczy i nie zacznie nagle walczyć, bo Ivan Djurdjević krzyknie do nich – „walczcie! biegajcie!”. Część zawodników jest słaba, część niereformowalna, a sam Ivan Djurdjević chyba sam siebie próbuje okłamać. Pracuje w Kolejorzu, który ma możliwości finansowe, aby wzmocnić nie tylko 2 pozycje, ale również linię defensywą, która cienko wygląda na papierze i tak samo cienko spisuje się od pierwszego letniego sparingu. Czwartkowy rewanż z Gandzasarem w tym to co się stało w końcówce było szczęściem Lecha, darem od losu i ostatnim ostrzeżeniem dla Ivana Djurdjevicia. Jemu tzw. „klapy na oczach” w końcu muszą się otworzyć, tylko w nim jest nadzieja i tylko on może naciskać na zarząd, żeby przyspieszył niektóre ruchy transferowe zanim władze stwierdzą, że skoro Lech odpadł z pucharów, to po co nam wzmocnienia w tym poszerzenie kadry? Jeszcze Lech nie odpadł, mimo braku walki, która ponoć miała być i braku jakości, której ten zespół nie ma za wiele cudem udało się awansować, zatem drugą szansę trzeba już wykorzystać, bo trzeciej od losu pewnie już nie będzie.

Sam Lech Poznań wraz z Ivanem Djurdjeviciem latem jeszcze mocniej się pogubił. Wybrał kompletnie niezrozumiałą strategię w której chce ściągać zawodników tylko takich, którzy koniecznie będą chcieli grać w Lechu. To chore myślenie przez które ciężko będzie ściągnąć kogokolwiek dobrego do tego klubu. Takim boiskowym gównem, jak wczoraj Lech tylko odstrasza potencjalne wzmocnienia do przyjścia tutaj. Ivan Djurdjević chce budować zespół na piłkarzach, którzy chcą koniecznie przyjść do Poznania, a przecież 101 lat temu sam nie był w 100% przekonany do przyjazdu do Polski, więc jak to jest? Jeśli nie zmieni się myślenie ludzi rządzących Lechem, którzy ostatnio co pół roku zmieniają strategię, to jedynymi zawodnikami, którzy będą tutaj chcieli przyjść będą wynalazki z III-ligowych rezerw albo tego typu jak Tomasz Cywka. Zabawne okazały się wszystkie te osoby, którym wydawało się, że sparingi to to samo co mecze o stawkę, a ktoś kto brał tego piłkarza z Wisły jednak zna się na piłce. Wczorajszy występ tego zawodnika ogrywanego na prawej obronie przez Alexa Juniora jak dziecko nie był niczym nowym. Właśnie tak Cywka grał w równie przeciętnej Wiśle, właśnie dlatego nie chcieli z nim przedłużyć kontraktu, właśnie dlatego śmiali się z niego krakowscy kibice, a sam piłkarz bez jakichkolwiek atutów poza walecznością, której wczoraj też nie pokazał przyszedł do Lecha tylko po to, aby wreszcie nie musiał martwić się o wypłatę w terminie. Lech ściąga tego typu przeciętniaków, pozbywa się lekką ręką najlepszego stopera Dilavera, nikogo za niego nie sprowadza, daje kolejną szansę m.in. Radutowi czy Gajosowi, nie kupuje nowego prawego obrońcy, odpuszcza kupno klasycznej „6”, zwęża kadrę, wystawia Ivana Djurdjevicia jako tarczę, a na końcu doprowadza do kompromitacji z Gandzasarem bez żadnych konsekwencji czy zwykłego słowa „przepraszam”.

Pewne granice przyzwoitości i dobrego smaku już dawno zostały przekroczone. Lech robi obecnie wszystko, żeby do końca zatłuc w kibicach pasję związaną z Lechem, zniechęcić kibiców do odwiedzania Bułgarskiej, do życia losami klubu 24 godziny na dobę czy do zwykłego śledzenia jego meczu. Marne slogany, obiecanki, zapewnienia i przekonanie o nieomylności osób rządzących Lechem podsumował sympatyczny klub z Armenii, który walką i prostymi środkami takimi jak szybkie kontry skrzydłami ośmieszył ekipę Ivana Djurdjevicia, któremu jednak za dużo się wydawało. Każdy kolejny mecz Lecha Poznań to strach. Strach przed golem na 0:1, strach przed oglądaniem ławki rezerwowych, która zmienia się w III-ligowe rezerwy, strach przed oglądaniem braku ambicji, woli walki, oglądania przysłowiowego piachu i na końcu strach przed kompromitacją z których nikt w klubie nie wyciąga wniosków. Lech został ludziom w Poznaniu obrzydzony do granic możliwości przez brak kompetencji, znajomości na piłce, odpowiedzialności za to co się robi, a teraz jeszcze to wszystko swoją twarzą reklamuje Ivan Djurdjević co jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Oczywiście zawsze znajdą się osoby, które będą pieprzyły teksty w stylu: „w 2010 roku Lech prawie odpadł z Interem Baku, a potem grał w 1/16 Ligi Europy” dopóki nie zdadzą sobie sprawy, że Lech na ten moment jest po prostu słaby, wciąż rozbity mentalnie, ma wąską kadrę, potrzebuje co najmniej paru wzmocnień i takiego farta, jak w czwartek w 95 minucie, by nie zawalić sezonu 2018/2019 jeszcze latem.

Na koniec. Albo Serbowi po wczorajszym meczu w końcu otworzą się oczy albo ten sezon zostanie przegrany już po dwumeczu z Szachtiorem (są tylko dwie opcje). Ivan Djurdjević to jedyna nadzieja Kolejorza w tej beznadziejnej atmosferze.

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarze 142

  1. 46xy pisze:

    Krótka analiza aktualnego stanu rzeczy.
    Trener bez doświadczenia i sukcesów w ekstraklasie. Na jakiej podstawie ktoś uważa, że ten trener osiągnie sukces z Lechem?
    Kontraktowanie zawodników niechcianych w innych zespołach- Tomasz Cywka.
    Pozbywanie się fachowców z otoczenia drużyny- Hubert Małowiejski, nasz najlepszy analityk.
    Można tak wyliczać dalej i dalej. Wyłania się obraz nędzy i rozpaczy za który należy winić tylko i wyłącznie zarząd. Cała reszta jest pokłosiem działań zarządu. Pretensje to Ivana, Cywki, Tomasika? Wymagacie krwi od suchej ryby.

    • Barthezz pisze:

      Kazdy kiedys zaczynal, Zidane tez nie mial sukcesow jako trener i wygral 2x LM.
      Problemem jest jakosc kadry i tego sie najbardziej obawiam. Tu potrzeba nowego lidera do kazdej formacji, wliczajac w to bramkarzy. Nie pamietam rownie slabego Lecha.

    • Anonim pisze:

      @Barthezz
      „Zidane tez nie mial sukcesow jako trener i wygral 2x LM.”

      Ty tak na poważnie?

  2. Lolo pisze:

    A może ktoś słyszał o problemach Aforti? Lada ty(dzień) możemy stracić sponsora. Już zalega z płatnością. A w tym tygodniu zwolnił kilkunastu kierowników

  3. Anonim pisze:

    Artykul – nic dodać, nic ująć. Niestety, tak zjebanej atmosfery przed nowym sezonem nie pamiętam. Boję się, że w niedzielę będzie zwykłe lanie, bo na stojąco nie da się punktowac. Ivan nie pierdol po meczu: potrzebujemy napastnika. Potrzebujesz przynajmniej kilku dobrych grajków, żeby cokolwiek ruszyło! I gdzie jest ta kurwa młody rutek!?! Niech się ujawni, i coś powie mądrego! Jak mu idzie walka o lepszego Lecha?!!!

  4. ryszbar pisze:

    Ivan nie jest jedyną nadzieją, są jeszcze kibice, którzy powinni wesprzeć jego i zespół na początku jego pracy. Dobry start w lidze może przełożyć się na budowę klimatu na następne mecze w LE

  5. tor pisze:

    Nie ostatnie ostrzeżenie, ale raczej ostatnie namaszczenie.

  6. kibic pisze:

    po meczu w Poznaniu, Ivan mówił że dobrze że zespół nie wygrał 8-0 tylko 2-0 bo przynajmniej wie nad czym pracować. Mało brakowało a te 2-0 mogłoby nam nie wystarczyć.

  7. Pawelinho pisze:

    Nic dodać nic ująć idealne podsumowanie minimalizm obecnych włodarzy Kolejorza, którzy „mocni razem są”, ale co najwyżej w sloganach i nic poza tym sobą nie reprezentują. Jednak nie to jest najsmutniejsze w tym wszystkim, ale to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za zaistniała degradację sportową Kolejorza, która z roku na rok pogłębia się coraz bardziej i pogłębiać będzie dopóki nie zmienią swoją podejścia w co wątpię, ale i tak wie o kim mowa.

  8. babol pisze:

    Ryba psuje się od głowy czyt. od zarządu. To oni latami dali przyzwolenie na to co się dzieje w Kolejorzu. Trenerzy się zmieniali, piłkarza również, nie wszyscy, ale większość tak. Oni jednak trwają, a wyniki sportowe i gra zespołu coraz gorsze. W dodatku waleczność i cechy ambicjonalne pozostawiają wiele do życzenia.

  9. perkac pisze:

    Dlaczego nie zbudujemy drużyny na wyróżniających się ligowcach tylko na siłę kupujemy zagranicznego kota w worku. Legia wzięła kante, carlitosa, zaraz przyjdzie kurzawa. Oni już się pokazali w polskiej lidze. Wcześniej też kupowali wyróżniających z naszej ligi: Broź, Brzyski, Dąbrowski, Jodlowiec, Dwaliswili, Bereszyński, Haamalainen, Lewczuk, Pazdan. Każdy z nich odegrał jakąś rolę w tym klubie.
    Przecież my się wogle nie rozwijamy, piłkarze którzy tu przychodzą cofają się w rozwoju a klub stoi w miejscu. Nie widać ambicji, nie widać pozytywów, nie widać planu jak rozwiązać to gówno. Nasz klub w tej chwili gorzej wygląda jak w 2010. Przez 8 lat stoimy w miejscu. Tu niema żadnej strategii na rozwój klubu, na poprawienie sytuacji lub choćby planu transferowego. Aż nie chce mi się wymieniać nie udane transfery z ostatnich ośmiu lat.
    Do wzięcia był Kądzior, Kurzawa, Carlitos. Nikt by nie narzekał jak by przyszli, a tak kądzior za granicą zaraz przepadnie, kurzawa jak wyjedzie to tak samo. Dlaczego nie pomagać młodym i nie przygotować ich do wyjazdu za granicę. Zagrali by sezon lub dwa to by wyjeżdżali z Polski jako gwiazdy ligi a nie jakieś tam talenty i objawienia. Gdzie jest teraz Kapustka, Wszołek, Stępiński, Klich, Sobiech. Wszyscy za wcześnie wyjechali i teraz walczą o byt na zachodzie a mieli znaczyć o sile naszej reprezentacji. Jak zagranicznemu szrotowi nie chce się walczyć za nasz klub to może młodym Polakom się zachce walczyć o wyjazd na zachód.
    I jeszcze po co nam trzydziestolatek Tomasik, Cywka, Tiba, a wcześniej Dudka. Bo ja tego nie rozumiem. Tiba to może jeszcze ma jakieś umiejętności, doświadczenie z lepszej ligi, no ale Tomasik, Cywka? Przecież oni nic nie osiągnęli i nic nie osiągną. Przeciętni ligowcy, na prawdę takich potrzebujemy?
    Gdzie te rewolucje? Co roku przechodzimy rewolucję a jedyne co się zmienia to trener i ławka rezerwowych. Nie widzę celu w tym wszystkim.

  10. Bronks pisze:

    Rozumiem ten łagodny ton artykułu odnoszący się do Djuki, którego też jako zawodnika i osobowość bardzo lubiłem i lubię. Ale prawda jest taka, że jako trener to nie jest on wielką postacią i mało prawdopodobne, że zostanie on Mourinho, Guardiolą, Simeone czy Ancellotim.
    Przykro o tym pisać, ale nawet dla dobra Djuki, powinno się bardzo szybko zatrudnić fachowca z autorytetem przy którym Ivan mógłby się uczyć. Pojawiły się w grze Lecha nowe elementy (długie przerzuty, prostopadłe podania omijające dwie linie, brak wykopów bramkarzy) ale ich wykonawcy to ciągle ci sami odporni na wiedzę kopacze. Tacy zawodnicy jak Janicki, Gajos czy Radut niczego już się nie nauczą , albo nie chcą się nauczyć. Dawanie im kolejnych szans to strata czasu. Niestety, Ivan w odróżnieniu chociażby od Brosza, boi się grać młodzieżą. Wiara w doświadczenie tego starego i że to dziś on odpali to płonne nadzieje, które blokują psychikę trenera. Wątpię, czy Kolejorz zagrałby gorzej, gdyby wczoraj wystąpił Pleśnierowicz za Vuja, Norkowski za Gajosa, Kaczmarek za Tomasika i Zimmer za Cywkę.
    Nie wiem jaki wpływ na transfer Tiby miał Ivan ( bo niby on teraz decyduje o transferach), ale 1 milion euro, to chyba przesada, za faceta który jest wolniejszy od Darko, a 90% podań kierowanych jest do tyłu. Należy mieć tylko nadzieję, że kolejne nabytki będą zdecydowanie lepsze, chyba, że to też nie jest mocna strona Ivana.
    No i te wypowiedzi Djuki przecież on powiela Rumaka, Urban, Bielicę i wielkiego guru Rutkowskich JMB. My widzimy jedno a Ivan mówi drugie. Niech lepiej nic nie mówi jak ma pier…bzdury, że nie potrzebuje szerokiej kadry (mnie uczono, że rywalizacja jest źródłem postępu), że woli wygrać 2:0 niż 8:0, że w Erewaniu zagrała słaby tylko druga linia itp.
    Reasumując – wszystkie elementy świadczą, że Ivan zbawcą Lecha niestety nie będzie i taka jest smutna prawda

  11. Ekstralijczyk pisze:

    Czy może być gorzej jeszcze niż teraz.?

    Pewnie, że tak.

    Wkrótce możemy jeszcze się o tym przekonać.

Dodaj komentarz