Felieton kibica: Wbrew wszelkim przeciwnościom

Wszystkim internautom KKSLECH.com przypominamy o możliwości wyrażania swojego zdania nie tylko w „Śmietniku kibica” czy w komentarzach do newsów. Jednocząc na tej witrynie kibiców Lecha Poznań dajemy możliwości wygłaszania swoich opinii na stronie głównej witryny. Cykl „Twoim zdaniem” jest stworzony do tego, aby każda osoba chcąca dotrzeć ze swoją opinią do innych kibiców Kolejorza bez trudu mogła to zrobić.



W każdym tygodniu czekamy na Wasze najlepsze oraz najciekawsze teksty, które mogą pojawić się na łamach KKSLECH.com. Każdy z kibiców, który umie pisać, chce to robić i ma coś ciekawego do przekazania innym kibicom Lecha Poznań w sposób obszerny i ciekawy (także kontrowersyjnego) ma drogę otwartą do tego, by jego tekst na tematy sportowe przeczytało nawet kilkanaście tysięcy ludzi. Czasem nie trzeba dodawać wpisu na przysłowie pół strony w „Śmietniku Kibica” bądź w newsach. Czasem wystarczy jeszcze trochę rozwinąć swoją myśl, odpowiednio ją zredagować i przesłać do nas w formie dowolnego tekstu. Dziś publikujemy jeden z nadesłanych artykułów przez kibica.

Wbrew wszelkim przeciwnościom

Sezon zasadniczy za nami i jest chyba lepiej niż można się było spodziewać. Czytając przedsezonowe komentarze można nawet odnieść wrażenie, że obecny wynik w lidze i w pucharze jest mocno i to naprawdę mocno ponad stan. Większość z nas przewidywała, że Lech skończy mniej więcej w środku tabeli, na granicy miejsca w grupie mistrzowskiej i spadkowej. Trudno się było z resztą temu dziwić. Oczyszczony z toksycznych i mało wartościowych piłkarzy skład uzupełniono zaledwie kilkoma transferami z zewnątrz i dzieciakami z akademii. Racjonalna ocena przedsezonowa nie pozostawiała złudzeń. To będzie kolejny rok przejściowy i tym razem może być on wyjątkowo trudny. Tym bardziej, że po kilku pierwszych kolejkach przyszło nam przekonać się o wartości sprowadzonych w letnim okienku stranieri. Liga zweryfikowała również część naszych młodzieżowców, którzy przeplatając dobre występy ze słabymi, nie raz i nie dwa przekonywali się, że w naszej lidze siła techniki się nie boi. Wbrew jednak zdrowemu rozsądkowi taka kompletowana naprędce zbieranina pod wodzą niedoświadczonego trenera skończyła wyżej niż przewidywali najbardziej niepoprawni optymiści. Nie ukrywam, że taki stan rzeczy cieszy mnie niezmiernie, mimo iż przed startem nowego sezonu byłem mocno sceptyczny. Jednakże po każdej wygranej, po każdym wyniku ponad oczekiwania przychodzi czas gdy wszystkie pozytywne emocje opadają i do głosu dochodzą fakty oraz zdroworozsądkowe myślenie. Przynajmniej ja tak mam. W niniejszym felietonie chciałem się z wami podzielić kilkoma faktami, badaniami i opiniami, które mam nadzieję pozwolą nieco trzeźwiej spojrzeć na to co Lech może osiągnąć w dodatkowych siedmiu kolejkach sezonu 19/20 i Pucharze Polski.

Zacznijmy zatem od faktów. Pierwszy, chyba powszechnie znany wszystkim śledzącym naszą e-klapę kibicom Lecha, to bilans Kolejorza w meczach sezonu zasadniczego przeciwko pozostałym drużynom z grupy mistrzowskiej. Powiedzieć, że dupy nie urywa to nic nie powiedzieć. Na 14 spotkań z pozostałymi klubami z czołowej ósemki wygraliśmy w tym sezonie zaledwie trzy, a zremisowaliśmy pięć. Przełożyło się to jedynie na marne 14 punktów, co daje średnią równo punkt na mecz. Nie muszę dodawać, że pozostałe 7 drużyn z grupy mistrzowskiej ma ten bilans lepszy niż my. Oczywiście to wszystko już przeszłość, którą część z nas oddzieliła grubą kreską pod dobrym finiszu drużyny Żurawia na końcówce sezonu zasadniczego. Ale pamiętajmy o jednym. Mimo iż w ujęciu czysto teoretycznym prawidłowości z przeszłości nie determinują przyszłych zdarzeń to jednak w ujęciu czysto praktycznym zależności między tym co było, a tym co ma być są bardzo często obserwowane. Na tym przecież opiera się cała statystyka empiryczna, która wykorzystywana jest przez analityków w klubach. Coś przecież musiało być na rzeczy, że z czołówką nam nie szło, a z dolną częścią tabeli punktowaliśmy całkiem dobrze. Historia lubi się powtarzać, zwłaszcza że to przecież jeden i ten sam sezon, ci sami gracze zarówno w Lechu jak i w drużynach przeciwnych (plus/minus zimowe transfery) i te same sztaby trenerskie. Jeśli Kolejorz chce utrzymać lub poprawić lokatę na koniec sezonu będzie musiał zaprzeczyć całkowicie faktom z niedalekiej przeszłości. Historia rozgrywek piłkarskich mówi dwie rzeczy: nie jest to niemożliwe ale jest niezwykle trudne.

Fakt drugi: młode drużyny nigdy nic nie wygrywają. Przejrzyjcie jakiekolwiek rozgrywki piłkarskie z ostatnich dwudziestu lat i sprawdźcie jak sobie w nich radziły najmłodsze drużyny. Wniosek do jakiego dojdziecie jest taki, że najmłodsza drużyna w danych rozgrywkach nigdy ich nie wygrała. Najbliższy temu w ostatnich dwóch dekadach był Ajax Amsterdam, który w sezonie 2016/17 doszedł do finału Ligi Europy mają skład ze średnią wieku 22 lata i 282 dni. Finał z Manchesterem United oczywiście został przegrany. Zwycięzcy ostatnich dwóch Mistrzostw Świata mieli zespoły ze średnią wieku 26 lat (Francja, 2018) i 26,5 roku (Niemcy, 2014), a średnia wieku wszystkich ekip które zdobyły Puchar Świata od 1930 roku wynosi 27,5 roku. Dwa czołowe zespoły ostatniego sezonu Premier League, a więc Man City i Liverpool miały drużyny, w których przeciętny wiek zawodnika to równo 27 lat i 50-kilka dni – najmłodszą drużynę miał Man Utd ze średnią wieku 24,5 roku. W Bundeslidze najbardziej młodzieżowe ekipy to Schalke, Mainz i Lipsk. W La Liga to Real Sociedad i Celta Vigo, a w Serie A Fiorentina i AC Milan. Mógłbym kolejnymi przykładami zapisać kilkadziesiąt stron, a i tak doszlibyśmy do dokładnie tej samej konkluzji: młode zespoły nie wygrywają rozgrywek w piłce nożnej. Kropka. Dlaczego o tym wspominam nie trudno zgadnąć. Średnia wieku naszego pierwszego zespołu wynosi 24,4 lat i jesteśmy najmłodszą drużyną zarówno w grupie mistrzowskiej jak i w półfinałach Pucharu Polski. Dla porównania przeciętny wiek pozostałych pucharowiczów to 26,2 lat (Legia), 26,3 lat (Cracovia) i 26,0 (Lechia). Jeżeli to ciągle dla was za mało to przytoczone wcześniej obserwacje potwierdzają pośrednio wyniki badań naukowych. Na przykład, w artykule z 2016 roku autorstwa S. Dendir opublikowanym w Journal of Sports Analytics stwierdzono, że piłkarze osiągają swoją szczytową formę będąc w wieku między 25, a 27 lat. Autor przebadał w tym celu dane z pięciu sezonów rozegranych w czterech najmocniejszych ligach Europy (Anglia, Hiszpania, Niemcy, Włochy). W innym artykule (Barreira, 2012), który ukazał się na łamach International Journal of Sports Science stwierdzono, że kobiece drużyny piłkarskie osiągają najlepsze wyniki jeżeli średnia wieku zespołu jest powyżej 26 lat. Jeżeli teraz zbierzemy to wszystko do kupy to całościowy obraz relacji wieku drużyny do osiąganych sukcesów nie przedstawia się dla „młodego” Lecha najlepiej. W tym aspekcie znowu musimy zagrać przeciwko liczbom i historii by myśleć o czymś konkretnym w tym sezonie.

Powinienem teraz napisać: fakt trzeci. Ale możecie odetchnąć głęboko. Więcej faktów przemawiających przeciwko Lechowi w rundzie dodatkowej nie znalazłem. Nie taki zresztą był cel mojego tekstu o czym wspomniałem na wstępie. Teraz trochę o kolejnym ciekawym badaniu, którego wyniki jak ulał pasują do Lecha z bieżącego sezonu. Przyzwoitość i etyka naukowca nakazują mi bym teraz przywołał tekst na który zamierzam się powołać ale niestety pech chciał, że artykułu z wynikami zapomniałem zapisać po przeczytaniu go kilka miesięcy temu. Mea culpa! Niewybaczalny to błąd, przyznaje, więc wszystko co poniżej napiszę będziecie musieli, lub nie, przyjąć na wiarę. Choć klnę się na wszystkie świętości, że artykuł widziałem, przeczytałem i zrozumiałem. Tylko cholera zapomniałem zapisać. Ale wróćmy do meritum. Dwóch autorów tego badania, to pamiętam na sto procent, próbowało zidentyfikować wpływ na grę zespołu zawodnika słabego, odstającego znacząco poziomem in minus od reszty zespołu, i zawodnika bardzo dobrego, którego umiejętności wychodzą daleko poza średnią zespołu in plus. Wyniki pokazały asymetrię tego wpływu. Okazało się bowiem, że gracz słaby robi drużynie więcej szkody niż gracz bardzo dobry pożytku. Przekładając z polskiego na nasze można powiedzieć, że jeśli gwiazda zespołu jest w stanie – przykładowo – w ciągu sezonu dać drużynie ekstra 7 punktów to taki „Karlo Muhar” tej drużyny – przepraszam, musiałem – jest w stanie zawalić punktów więcej niż 7. Konkluzja jest taka, że gracze wybitni nie są w stanie niwelować szkód wyrządzanych prze graczy słabych. Skoro rzuciłem w tym kontekście pewnym nazwiskiem to zapewne domyślacie się do czego zmierzam. Lech ma niestety „miny” w dwóch newralgicznych formacjach, a piłkarze ci są w stanie zawalić każdy mecz i nikt nie będzie tym faktem wielce zdziwiony. Oczywiście przedstawiam tu moje zdanie i możemy się ze sobą nie zgadzać. Więc jeśli widzicie to inaczej to chętnie poczytam o tym w komentarzach. Z resztą zawsze je chętnie czytam. Pierwsza „mina”, co nie powinno być zaskoczeniem, to obsada bramki, druga to oczywiście nasz serbski stoper. Zakładam oczywiście, że trener Żuraw wyleczył się z naszej dyskontowej wersji Ivana Rakitić’a bo inaczej musiałbym pisać nie o dwóch, a o trzech minach. Kwestię wyboru Rogne/Crnomarkovic pominąłem bo nasz norweski drwal gra średnio 60% spotkań, więc Czarnego Marka prędzej czy później i tak pewnie zobaczymy. Piszę o tym szczególnie w kontekście Pucharu Polski gdzie jeden mecz decyduje o być albo nie być. Na dodatek Van der Hart nie obronił w tym sezonie żadnego karnego, a taki Majecki już kilka – to odnośnie grania na remis w potencjalnym finale. Nie jest wielką tajemnicą, że gdybyśmy skrupulatnie policzyli stracone w wyniku sabotażu tej dwójki punkty w sezonie zasadniczym to myślę, że wyszłoby nam iż moglibyśmy spokojnie okupywać drugą lokatę w lidze. Bo choćby nie wiem co wyczyniał Tiba w środku pola, Józiu na skrzydle, czy Gyt w ataku, to gracz „mina” na bramce i gracz „mina” na środku obrony są w stanie przegrać nam każdy mecz. Pozostaje liczyć, że oboje nie będą mieli się szans wykazać.

Kolejną i zarazem ostatnią sprawą jaką chciałem poddać pod rozwagę jest obserwowany przez naukowców od lat fenomen, który może, choć nie musi, pokrzyżować nam szyki na końcówce sezonu. Chodzi mi mianowicie o zjawisko tzw. powrotu do średniej. W piłce nożnej wszelkie odchylenia od przeciętnej dyspozycji określamy mianem „bycia w formie” lub „bycia pod formą”. Takie okresy w całym sezonie ma każdy piłkarz i każdy zespół, jednakże w długiej perspektywie wszystko i tak wraca do średniej. Czasem trwają one zaledwie kilka spotkań, czasem nawet rundę ale prawie nigdy cały sezon. Takie przeplatające się etapy lepszej i gorszej gry to zjawisko absolutnie normalne i obserwowane od dawna. Największym problemem dla trenerów jest to, że nigdy do końca nie wiedzą jak długo dany cykl potrwa i to, że nie mają za bardzo możliwości wpływania na jego długość. Gdyby umieli temu przeciwdziałać to każdy solidny trener potrafiłby trafić z formą na kluczowy moment w sezonie. Dobrze wiemy, że tak jednak nie jest. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dziejeto temat na osobny felieton. Wracając jednak do Lecha i zjawiska powrotu do średniej to w mojej subiektywnej ocenie ostatnie dwa, może nawet trzy mecze pokazały, że jesteśmy „w formie”. Gramy lepiej niż można było tego oczekiwać, a przynajmniej z mojej perspektywy. Licząc od meczu z Zagłębiem skasowaliśmy 7 punktów na 9 możliwych, strzelając przy tym 10 bramek i grając dwa mecze na zero z tyłu. Pytanie teraz jak długo ta „forma” potrwa. Patrząc na cały sezon zasadniczy Lech nie wygrywał pod rząd więcej niż trzy razy, a seria nieprzegranych spotkań to maksymalnie osiem, między 14 a 21 kolejką. Problem w tym, że my ostatnie dwa/trzy mecze zagraliśmy ponadprzeciętnie, a przed nami jeszcze 7 spotkań ligowych i jeden lub dwa pucharowe. Wniosek z tego taki, że ta ponadprzeciętna gra skończy się prawie na pewno przed finałem sezonu. Pytanie tylko kiedy to nastąpi i czy zdążymy złapać ponownie formę przed ewentualny finałem Pucharu Polski.

Na zakończenie chciałem jeszcze raz podkreślić, że celem tego tekstu nie było zabicie pozytywnych emocji jakich ostatnio dostarczyła nam ekipa z Bułgarskiej ale przedstawienie ciekawego moim skromnym zdaniem materiału pod dyskusję przez końcówką sezonu. Materiału który starałem się ubrać w liczby, statystyki i badania. Myślę, że jest rzeczą jak najbardziej pozytywną i pożądaną by od czasu do czasu odciąć „myślenie” emocjonalne i włączyć to racjonalne. Spojrzeć na fakty chłodną głową i rzetelnie ocenić możliwości zespołu. Czy zatem Lech jest skazany na zakończenie kolejnego sezonu bez skalpu? Oczywiście, że nie. Przecież to piłka nożna, a tu dzieją się rzeczy niewytłumaczalne, jak choćby nasze wyjście z grupy Ligi Europy w sezonie 2009/2010 czy też rewanżowy mecz Liverpoolu z Barceloną w zeszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Jednakże wygranie czegokolwiek może być bardzo trudne, a swoim tekstem chciałem jedynie wskazać skalę problemów z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć. Gramy przeciwko historii, liczbom, faktom i nauce. Czy damy radę? Ja ciągle wierzę, że tak.

Maciej Ciołek

Więcej o cyklu „Twoim zdaniem” -> TUTAJ

Artykuły można wysyłać na adres e-mail -> redakcja@kkslech.com

Teksty wysłane do nas przez kibiców można przeczytać -> TUTAJ

Obserwuj KKSLECH.com i przeglądaj nasze treści również na dwóch portalach społecznościowych. Nasz serwis nie posiada swojego profilu na Facebooku.

TWITTER
YOUTUBE

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 7

  1. Michu73 pisze:

    Maciej, bardzo fajny felieton. Podpisuje się w 100% pod tezą, ze gracz odstający „in minus” jest w stanie narobić więcej szkody niż wyróżniający się zawodnik pomoc zespołowi. Ta asymetria składu jest, moim zdaniem, naszą wielką bolączką, już od dłuższego czasu. To nie jest temat tylko tego sezonu i dlatego jest to tak irytujące i jest źródłem opinii o minimalizmie zarządu/właściciela LECHa. Zawsze czegoś brakuje, aby skład był dopięty. W tej chwili też tak niewiele brakuje, ale jednak nie jest dobrze! Ostatnie transfery sknocone po całości i nie mam zamiaru się podniecać, ze VdŻ od czasu do czasu coś wybroni a Czarny zacznie grać jak przeciętny obrońca ekstraklasy. Dla mnie również kluczowa sprawa w kontekście miejsca na koniec sezonu będzie czy nasze dwie miny (jak to ładnie określiłeś) eksplodują, czy uda sie je spokojnie omijać a może rozbroić, tak jak to zrobił Żuraw z Muharem. Z bramkarzem brak mu odwagi a szkoda. Kto liczył na to, ze Moder po słabych występach w niższych poziomach rozgrywkowych tak się rozwinie i będzie miał taki wpływ na wyniki zespołu? Z bramkarzem mogło być podobnie. Ale trzeba dać szanse a takiej, w wypadku bramkarza, nikt nie dostał. Zobaczymy. Ja jak zwykle, czekam na mecze z optymizmem, ale obawy są. I to duże. Pozdro

  2. Jacek_komentuje pisze:

    Bardzo fajny tekst. Czyta się świetnie pomimo długości 😊.
    Co do meritum. Z większością można się zgodzić, ale na kilka rzeczy patrzę inaczej. Przede wszystkim dlatego, że, jak sądzę, wszystkie przytoczone badania, analizy i statystyki dotyczą „normalnych” sezonów. Normalnych, tzn. nie przerwanych na kilka miesięcy.
    Przykład pierwszy: bilans Lecha z czołówką. Niby to prawda, że mamy słaby ten bilans, ale gdzie dziś jesteśmy my, a gdzie niektórzy rywale? Na przykład Pogoń bez Kozjula, Buksy i Spiridonowicia to jest zupełnie inny zespół, i nasz bilans z nimi z pierwszej części sezonu nie ma nic do rzeczy. Inny przykład, na który ktoś zwrócił uwagę w innym miejscu. Jutro gramy na wyjeździe z aktualnym mistrzem Polski i równocześnie drużyną, która zakończyła fazę zasadniczą wyżej niż my. Co na to bukmacherzy? Szansę na zwycięstwo Lecha widzą większe niż Piasta. To nie musi nic znaczyć, ale wskazuje, co o bilansie z fazy zasadniczej sezonu myślą ludzie zarządzający konkretną kasą.
    Przykład drugi: tu właściwie nie ma się do czego przyczepić poza tym, że gdyby wyłącznie wiek miał znaczenie to oznaczałoby, że Lechia Gdańsk w europejskich pucharach odsyła do domu Ajax 😊.
    Przykład trzeci: Nasze wspaniałe „miny”. Tu właściwie też nie mam większych uwag, choć zwracam uwagę, że Crnomarkovic ostatnio wyglądał na tyle dobrze, że widziałem wielu kibiców wstawiających go do pierwszego składu kosztem Rogne. Który stoper jest więc obecnie większą miną?
    A wracając do bardziej poważnego tonu. Tak jak celem autora nie było gaszenie pozytywnych nastrojów, tak moim nie jest ich rozbudzanie. Nie mam pojęcia, jak Kolejorz zaprezentuje się w rundzie finałowej ligi i w PP. Uważam tylko, że w tym dziwacznym sezonie/roku bardziej niż kiedykolwiek wszelkie prawidłowości, zasady i statystyki należy traktować z dużą nieśmiałością, bo to nie jest normalny sezon, nawet jak na realia naszych rozgrywek.

  3. Ostu pisze:

    Nie miałbym żadnych uwag do opisywanych statystyk i podawanych przykładów, gdybyśmy mieli grać sezon do końca w normalnym.trybie…
    Ale my gramy 7 meczy + 2 w cztery tygodnie – a w takim czasie można spodziewać się podtrzymania tego trendu wzrostowego w zakresie „zwyżki formy” u naszych grajków…
    Zresztą tu nie chodzi tylko o formę fizyczną – choć pisałem już w przerwie zimowej, że docierają do mnie informacje, że młodzi się wzajemnie mobilizują i w ogóle na treningach skończyło się „smiszkowanie” a zaczęło zapierdalanie oraz mnóstwo treningów dodatkowych, które miała zdecydowana większość zawodników…
    Śmiem postawić tezę, że cała zabawa dopiero się zaczyna – zwłaszcza, że jak obstawiają buki to My jesteśmy​ faworytami starcia z Piastem – a jeśli założyć, że legła nie wygra najbliższego meczu lub przegra kolejny to…
    Odnoszę także wrażenie, że Kolejorz buduje się z każdym kolejnym, wygranym meczem – i to zarówno w sensie indywidualnym jak i jako całość – tworzy się DRUŻYNA…
    Gdzieś w okolicach leglej pisałem jaki jest mój jak NAJBARDZIEJ wyobrażalny skład – wraz ze zmiennikami – dla Kolejorza, a od trzech meczy takim składem właśnie gramy…
    Być może nie mamy zmienników 1/1 ale każdy z rezerwowych jest inny i można zmodyfikować nieco taktykę i sposób gry, w zależności od tego który z grajków wyjdzie na mecz – zresztą pisałem już o tych możliwościach rozgrywania i konczenia akcji…
    Jedyne co mnie Realnie Niepokii to Rzeczywiście te dwa dynamity…
    Ale i ten problem – przynajmniej jeden – możemy rozwiązać, musimy maksymalnie blokować możliwość dośrodkowania, co automatycznie wyklucza grę Kostevicza…
    Ale wracając do meritum…
    Na początku sezonu jeszcze nie ale gdzieś pod koniec zeszłego roku naszła mnie myśl, że powinniśmy grać bardziej Młodymi i że Ci Młodzi powinni nam dać radość – a Żuraw powinien się z Nimi i przy Nich uczyć i rozwijać tak jak oni – i przyznam się że aż tak fajnego rozwoju sytuacji się nie spodziewałem, myślałem raczej o spokojnym budowaniu – bałem się jednakowoż że rutki znowu coś koncertowo SPIERDOLIA, co jednakże się nie stało z powodu braku kasy…
    A dziś cóż…?!
    TYLKO 4 ! tygodnie…
    Sky is the limit…

  4. 100h2o pisze:

    Żeby nie było… grałem w piłkę na poziomie nieco wyższym niż „osiedlowe podwórko”. I wiem że niekoniecznie zlepek „grajków” jest najważniejszy, ale atmosfera w zespole. Mocna wiara i zaufanie drużyny do trenera, pozytywne postacie w zespole i „cviągnięcie wózka w jedną stronę”. Wiem, im wyżej tym to się zniekształca. Rośnie rola bejmów, układzików, ale zasady tworzenia drużyny pozostają. Kiedyś Lech to była mozaika starzy-młodzi-bałkańcy- inni. Teraz mam wrażenie że Lech to prosty układ: młodzi ( plus Satka) i tzw.inni. Układ jakby się uprościł. Nie „rządzi” niezrozumiały czasem przeze mnie Jevtić a „nasi” – Szymański, Puchacz. Jest konkurencja w zespole wzmocniona i tym że (przypadkowo) nie odszedł np Gumny ,bo koronawirus pokomplikował „marzenia o kosmosie”. Niewiele mówi się też o najlepszych od wielu lat „pomagierach” trenera który razem z nim „żyją” w zespole – Bartkowiak, Chamera, Skrzypczak (trener nie kierownik zespołu). Oni dobrze pasują do tej mieszanki „byłych rezerwowych” (Moder,Kamyk, Puszka) młodych ( Józiu, Kamyk) i nawet mam wrażenie że i Tibie, Ramirezowi, Satce a nawet Gytkjaerowi pasuje to jak i co robią.
    Stworzył się niezły układ drużyna-trenerzy, a bez tego nawet największe tzw „gwiazdy” mogą sobie gwiazdorzyć.
    Traktowałem ten sezon jako „przejściowy” i dalej jest to taki sezon. Oczywiście pytania zostają co do losu Cywki, Gytkjaera, wkomponowania Czerwińskiego, zdrowia Rogne, no i ubytków ( może Józiu, może Marchewa, może nawet Modziu). Może i pytania ważne skoro o tzw „wzmocnieniach z zewnątrz” w pandemicznym czasie raczej możemy zaledwie sobie pospekulować. Bo takich na bank nie będze !

  5. WybrzezeKlatkiSchodowej pisze:

    Bardzo dobry felieton .

  6. bezjimienny pisze:

    Naprawdę dobry tekst choć mam kilka uwag. Co do artykułu o najsłabszym jako elemencie determinującym sukces drużyny to mogło być „Jesteś tak dobry jak twój najsłabszy zawodnik. Rewolucja analityczna u bram” z weszlo. W tej kwestii, jak i statystyk odnośnie wieku drużyn wygrywających- moim zdaniem kiepsko dobrane dane. Polska piłka co najwyżej sporadycznie stoi koło tych wszystkich Realów i Manchesterów, dużo sensowniej byłoby jako porównań używać statystyk z takiej Słowacji, Słowenii, czy innej Mołdawii. Podobnie z Muha…z teorią o najsłabszym. To ma bardzo dużo sensu kiedy cała maszyna pracuje bezbłędnie tzn. błąd tego najsłabszego zawodnika jest bezlitośnie wykorzystywany, a u nas? U nas można wygrywać meczem grubym Finem, który jedyne co umie to kopnąć z dystansu, jak ma trochę miejsca.
    Nie do końca się zgodzę też z tą „formą”. Tak właśnie jest, że nawet średni trener celuje z nią w kluczowy moment sezonu (najczęściej końcówka rundy zasadniczej), tyle, że może to zrobić jedynie w aspekcie motorycznym. To z jednej strony bardzo dużo, z drugiej-jest to tylko jedna z przyczyn, z powodu której zespół gra dobrze, albo niedobrze.

  7. leftt pisze:

    Wydaje mi się, że to badanie mogło się znaleźć w książce pt „Futbonomia”, autorzy Simon Kuper i Stefan Szymański.

Dodaj komentarz