Felieton kibica: Wilczym tropem do sukcesów

Wszystkim internautom KKSLECH.com przypominamy o możliwości wyrażania swojego zdania nie tylko w „Śmietniku kibica” czy w komentarzach do newsów. Jednocząc na tej witrynie kibiców Lecha Poznań dajemy możliwości wygłaszania swoich opinii na stronie głównej witryny. Cykl „Twoim zdaniem” jest stworzony do tego, aby każda osoba chcąca dotrzeć ze swoją opinią do innych kibiców Kolejorza bez trudu mogła to zrobić.



W każdym tygodniu czekamy na Wasze najlepsze oraz najciekawsze teksty, które mogą pojawić się na łamach KKSLECH.com. Każdy z kibiców, który umie pisać, chce to robić i ma coś ciekawego do przekazania innym kibicom Lecha Poznań w sposób obszerny i ciekawy (także kontrowersyjnego) ma drogę otwartą do tego, by jego tekst na tematy sportowe przeczytało nawet kilkanaście tysięcy ludzi. Czasem nie trzeba dodawać wpisu na przysłowie pół strony w „Śmietniku Kibica” bądź w newsach. Czasem wystarczy jeszcze trochę rozwinąć swoją myśl, odpowiednio ją zredagować i przesłać do nas w formie dowolnego tekstu. Dziś publikujemy jeden z nadesłanych artykułów przez kibica.

Wilczym tropem do sukcesów

O tym ile dobry trener może dać drużynie przekonywaliśmy się wielokrotnie. Historia futbolu wypełniona jest przykładami szkoleniowców, którzy z przeciętnych ekip robili prawdziwych kozaków. Wystarczy wspomnieć co Bielsa zrobił z reprezentacją Chile, Rehhagel z drużyną narodową Grecji czy Ranieri z Leicester City. Żaden z tych szkoleniowców nie miał w składzie wirtuozów futbolu, o których zabiegały czołowe kluby świata. Co więcej, o części z piłkarzy którymi dysponowali nie można nawet powiedzieć, że byli solidnymi grajkami w swoich ligach. Ot, taka trochę zbieranina charakternych piłkarzy, nie koniecznie mocno utalentowanych i bazująca głównie na cechach wolicjonalnych. Niemniej jednak, każdemu z tych szkoleniowców udało się z nimi osiągnąć zdecydowanie więcej niż można się było spodziewać. W niektórych przypadkach, tak jak chociażby Grecji Rehhagelaz 2004 można mówić nawet o prawdziwej sensacji. Co zatem różni dobrego trenera od przeciętnego? Na to pytanie postaram się pośrednio odpowiedzieć w poniższym tekście przedstawiając wam sylwetkę, filozofię i warsztat Nuno Espirito Santo, szkoleniowca Wolverhampton Wanderers. Osoby, która trzy lata temu objęła 15 zespół Championship i już w pierwszym sezonie pracy wprowadziła popularne „Wilki” do Premier League, a w kolejnym zajęła 7 miejsce w najwyższej klasie rozgrywek, dając klubowi europejskie puchary po raz pierwszy od prawie 40 lat. Celem niemniejszego tekstu jest pokazanie w jaki sposób jasno sprecyzowana wizja prowadzenia drużyny połączona ze skrupulatnie przemyślanym systemem gry dopasowanym do możliwości zawodników pozwala osiągać wyniki, które wydają się daleko poza zasięgiem.

Historia Portugalczyka jako trenera była od początku mocno niestandardowa, a nawet w pewnym sensie nieoczywista. Bo ilu znacie byłych bramkarzy, którzy stali się klasowymi szkoleniowcami? Przyznam szczerze, że pisząc ten tekst nie jestem w stanie wymienić z głowy żadnego takiego przypadku. Sama kariera Portugalczyka jako piłkarza nie była szczególnie wybitna. Jako bramkarz był głównie rezerwowym, rozgrywając niecałe 200 spotkań w ciągu 18 lat spędzonych w seniorskiej piłce. Paradoksalnie, to właśnie przesiadywanie na ławce i gra na pozycji bramkarza ukształtowały go jako trenera. Niezależnie bowiem od tego, czy grał czy nie to zawsze miał przed oczami całe boisko i mógł uważnie obserwować poruszanie się piłkarzy po murawie. Jako bramkarz oglądał mecz z perspektywy wertykalnej, mając przed sobą wszystkich pozostałych zawodników zarówno swojej drużyny jak i przeciwnika. Dzięki temu mógł uważnie się przyglądać jak zawodnicy przesuwają się w poprzek boiska zarówno w fazie ataku jak i obrony. Natomiast siedząc na ławce rezerwowych oglądał mecz z perspektywy horyzontalnej i mógł uważnie śledzić ruchy całych formacji. Dodatkowo miał możliwość oglądać z bliska pracę trenera w czasie meczu, słuchać jego podpowiedzi, czy konsultacji z asystentami. A siedział obok nie byle kogo, bo samego Mourinho z czasów gdy był piłkarzem FC Porto w latach 2002-2004. Jak przyznał po latach, już wtedy wiedział, że pewnego dnia zostanie trenerem. Choć zapewne nie przypuszczał, że aż tak dobrym.

Karierę szkoleniowca rozpoczął w 2012 roku obejmując pozycję pierwszego szkoleniowca w portugalskim średniaku Rio Ave, wcześniej zaliczając tylko epizody jako trener bramkarzy w FC Malaga i Panathinaikosie. Potem była Valencia i powrót do FC Porto, tym razem w roli menedżera pierwszego zespołu. Ale tak naprawdę świat usłyszał o Nuno Espirito Santo dopiero przy okazji pracy z „Wilkami”. Już samo objęcie sterów w 15 klubie Championship, po tym jak się prowadziło dwie naprawdę uznane marki w europejskim futbolu, mówi wiele o Portugalczyku. Na pierwszy rzut oka można śmiało stwierdzić, że po prostu zaliczył „zjazd”. Nie on pierwszy, nie on ostatni. Wielu szkoleniowców brało posady w mniejszych klubach z niższych lig tylko po to by odbudować swój autorytet w środowisku. Ale to nie droga jaką obrał Espirito Santo. Jak sam przyznał, jego marzeniem było prowadzić klub z Premier League, choć zdawał sobie sprawę jak ciężko jest dostać posadę w tej elitarnej, aczkolwiek ciągle dość hermetycznej dla trenerów lidze. Menedżerami drużyn zostają w niej albo wyspiarze, albo topowi szkoleniowcy z zagranicy. Portugalczyk nie miał wtedy jeszcze takiego statusu i dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Postanowił zatem wejść do Premier League tylnymi drzwiami, a więc do niej awansować. Kiedy na stole pojawiła się oferta z Wolverhampton Wanderers dla Nuno otworzyła się szansa o której marzył. Jednakże nie przyjął jej od razu i bez warunkowo, chociaż tak właśnie można to było sobie wyobrażać. To nie w jego stylu. On owszem, chciał spełniać marzenia, ale tylko na swoich warunkach. Na pierwszym spotkaniu z przedstawicielami klubu interesowało go tylko jedno: Czy będzie mógł bez przeszkód wdrożyć swoją koncepcję prowadzenia drużyny? Z góry uprzedził, że będzie ona zdecydowanie inna niż ta, którą widać w większości klubów zaplecza Premier League. Kiedy otrzymał stosowane zapewnienie bez wahania podpisał umowę.

Objęcie przez Portugalczyka zespołu „Wilków” nie rozpoczęło się ani od spektakularnej przebudowy składu, ani też od rewolucji w zakresie stylu gry. Klub z Wolverhampton miał dość ograniczony budżet, co nie pozwalało na dokonywanie znaczących transferów. Nie oznacza to jednak, że ich nie było – ale do tego jeszcze wrócimy. Kwestia stylu gry również pozostała, przynajmniej na dużym poziomie ogólności, bez zmian. Espirito Santo hołduje zasadzie, że zbudowanie dobrego zespołu wymaga przyjęcia stylu gry, w którym gracze dobrze się czują i który rozumieją. Charakterystyczny dla drużyn z zaplecza Premier League stary dobry „kick and rush” pozostał zatem bez zmian, jednakże Nuno postanowił, że doprowadzi go do perfekcji. Dla części fanów musiał to być szok. Liczyli przecież, że trener z półwyspu Iberyjskiego odświeży nieco drużynę i tchnie w nią ducha nowoczesnego futbolu. Jednakże podejście Portugalczyka było nie tyle pragmatyczne, co racjonalne. Nie miał w zespole wirtuozów, co nie jest dziwne jeśli obejmuje się klub z dołu tabeli drugiej klasy rozgrywek. Mieszanka którą zastał była typowa dla Championship. Kilku „drwali” w obronie, kilku „rzemieślników” w środku pola oraz „pędziwiatry” na skrzydłach i w pierwszej linii. Wszyscy silni fizycznie, wybiegani, doskonale czujący się w mieszance piłki nożnej, rugby, boksu i zapasów jaka dominuje na zapleczu angielskiej ekstraklasy. Nauczyć ich grać wysublimowany, techniczny futbol to jak zrobić z Franciszka Smudy lektora języka polskiego. Zespół miał inne atuty i to właśnie portugalski menedżer postanowił wykorzystać.

Portugalski menedżer preferuje niewielką kadrę w pierwszej drużynie. Uważa, że małymi zespołami ludzi łatwiej jest zarządzać. Łatwiej jest też panować nad ego zawodników, jeśli każdy ma szansę zagrać. To ważne, a wie to przecież z własnego doświadczenia. Połowę kariery spędził siedząc na ławce rezerwowych, oglądając jak jego koledzy z drużyny zbierają laury. To frustrujące doświadczenie ukształtowało go jako trenera. Woli małe 18-20 osobowe składy bo wie, że wtedy każdy ma szansę grać i każdy czuje się potrzebny. W jednym z wywiadów zapytany o takie podejście odparł: „Jest tak wiele meczów w Anglii, że jeśli masz mały skład, każdy będzie miał szansę zagrać, a twoi piłkarze to wiedzą. Dzięki temu wszyscy są zmotywowani, ponieważ nikt nie może rozegrać 40 lub 50 meczów w ciągu roku bez jakiejkolwiek przerwy”.W ten właśnie sposób Nuno unika wielu problemów „z szatnią”, które trapią menedżerów wielu klubów z szerokim składem. U Portugalczyka wszyscy zasuwają, wiedząc, że prędzej czy później zagrają i to nie tylko ogony w kilku meczach. Mały skład powoduje jednak pewne problemy, które Espirito Santo musiał kreatywnie rozwiązać, obracając słabości w siłę. Jego treningi nie przywiązują piłkarzy do konkretnej pozycji bo wąska kadra oznaczała brak zmienników dla wszystkich z pierwszej jedenastki. Gracze musieli zatem stawać się uniwersalni by zapełniać luki tam gdzie akurat się one pojawiały. Portugalski szkoleniowiec uważa, że w długim okresie daje to przewagę. Zespołowi łatwiej jest przełamywać problemy kadrowe bo każdy z piłkarzy jest przygotowany do gry na kilku pozycjach. W przypadku plagi kontuzji łatwiej jest „połatać” pierwszą jedenastkę. Kolejna zaleta małego składu i uniwersalnych graczy to możliwość płynnej zmiany formacji oraz systemu gry w czasie meczu. Nuno preferuje ustawienia z trzema środkowymi obrońcami i to jedyna rzecz jaka jest u niego niezmienna. Zazwyczaj zaczyna spotkania w systemie 3-4-3 ale w razie potrzeby zespół płynnie przechodzi na 5-3-2 lub 3-5-2,zależnie od sytuacji boiskowej i klasy przeciwnika. Dzięki temu może swobodniej „zarządzać” meczem w różnych jego fazach. Wie, że jego piłkarze potrafią grać w różnych formacjach i systemach, dlatego zmiana ustawienia nie wpływała na jakość gry poszczególnych zawodników. Jednakże wypracowanie takiej uniwersalności u graczy wymaga perfekcyjnego przygotowania i to właśnie kolejna zmiana jakościowa, którą Portugalczyk zaimplementował w klubie z Wolverhampton. Jeśli stare dobre „kick and rush” ma działać i być zabójcze nawet dla czołowych zespołów w kraju to musi działać idaelnie. A perfekcja w futbolu wymaga kohezji dwóch elementów: przemyślanego systemu gry i doskonale spasowanych elementów składowych.

Zacznijmy od tego pierwszego. Niezależnie od tego w jakim ustawieniu „Wilki” wychodzą na boisko to praktycznie nigdy nie stosują wysokiego pressingu. Bronić zaczynają dopiero na 40 metrze od własnej bramki. Jak podkreśla sam autor tej koncepcji jest ona wypadkową dwóch czynników. Po pierwsze jego zespół na wąski skład, a wysoki pressing mocno eksploatuje graczy. Niska obrona jest bardziej ekonomiczna, przez to nawet przy ograniczonych zasobach ludzkich gracze nie są tak zmęczeni i przebiegają mniej kilometrów. Według statystyk piłkarze z Wolverhampton są 5-tym najmniej biegającym zespołem Premier League w bieżącym sezonie i dopiero 10-tym pod względem liczby wykonanych sprintów. Po drugie chcąc grać z kontry po długim podaniu należy „wciągnąć” przeciwnika na swoją połowę by dać wolną przestrzeń zawodnikom wychodzącym do ataku po przejęciu piłki. Wysokie pressing nie ma w tej sytuacji żądnego sensu. „Wilki” oddają zatem inicjatywę rywalom i czekają na moment by wyprowadzić zabójczy cios. W tym miejscu pojawia się kolejny element systemu gry zaprojektowanego przez Nuno Espirito Santo, a mianowicie organizacja gry obronnej. Jeśli większość meczu bronisz się na swojej połowie i zakładasz grę z kontry to twoja defensywa musi trzymać przeciwnika z dala od dogodnych sytuacji przez cały mecz. Według Portugalczyka kluczem do tego jest organizacja gry. Zapytany kiedyś przez jednego z dziennikarzy Sky Sports jak to rozumie, odpowiedział przykładem. „Idź i pobaw się ze swoimi przyjaciółmi i przyprowadź Pele, Maradonę, Ronaldo i Messiego. Ja przyprowadzę siebie, Maxa [Fitzgeralda – rzecznika prasowego] i Alisona [Matthewsa -kierownika pierwszego zespołu], zagramy mecz i to my wygramy grę. Wszystko zaczyna się tutaj (pokazuje palcem na głowę). Innymi słowy, organizacja jest wszystkim.” I nie rzuca słów na wiatr. Po trzech latach w jego pierwszej jedenastce ciągle gra dwóch obrońców, którzy cztery sezony wcześniej byli w zespole zajmującym 15 miejsce w Championship. Czy Nuno nagle nauczył tych dobijających do 30-tki facetów grać w piłkę? Odpowiedź brzmi tak, z tymże nie chodzi tu o umiejętności techniczne. To co im zaszczepił to sposób organizacji gry w defensywie. Pokazał jak się ustawiać, jak zamykać kierunki podań, jak współpracować z formacją pomocy i partnerami z linii obrony. Po krótkim czasie okazało się, że „drewniani” defensorzy z ogonów zaplecza Premier League potrafią bronić i to na absurdalnie wysokim poziomie. Podam tylko jeden przykład. W pierwszych trzech meczach bieżącego sezonu bramkarz „Wilków” musiał bronić tylko jeden strzał oddany z pola karnego, a zespół Bournemouth, będący jednym z przeciwników w tych trzech spotkaniach, miał według Optajedynie 11% szans na zdobycie gola w trakcie pełnych 90 minut gry. Jeżeli przejrzymy sobie statystyki obronne zespołów z angielskiej ekstraklasy pod kątem wskaźnika expected-goals (Opta)to od drużyny z Wolverhampton lepiej bronią w tym sezonie tylko Liverpool, Manchester Utd i Chelsea. Kosmos ! Oprócz samej organizacji gry, podstawą szczelnej linii obrony jest stabilny skład defensywy. Portugalczyk wymienia graczy z tej formacji tylko wtedy gdy jest to wymuszone kontuzją lub kartkami. Uważa, że dobra praca całego systemu wymaga doskonałego spasowania elementów, a częsta ich wymiana nie sprzyja docieraniu się formacji. Sam określa to krótkim sloganem: „Minimalne zmiany, maksymalna spójność”. To też zaleta wąskiego składu, który preferuje ponad szeroką kadrę.

Kolejny element zaprojektowanego przez Nuno Espirito Santo systemu gry, niezbędny by osiągnąć perfekcję, to automatyzmy. Każdy trening to powtarzane do bólu schematy podań, wyjść do piłki, reakcji na przejęcie piłki, kierunków poruszania się i sprintów. Wszystko musi działać w trakcie meczu jak w zegarku, a to wymaga przepracowania poszczególnych faz gry setki, a nawet tysiące razy. Pod tym względem menedżer „Wilków” szczególną troską obejmuje wyjścia z kontratakiem. Skoro mają być one zabójczo skuteczne, groźne nawet dla czołowych zespołów Premier League to sekwencja zdarzeń po przejęciu piłki w obronie i czas ich wykonania są tutaj kluczowe. Każdy z graczy, któremu uda się odebrać przeciwnikowi piłkę wie do kogo ma ją zagrywać. Wie również gdzie ten zawodnik będzie ustawiony, gdyż Portugalczyk bardzo dużą wagę przywiązuje do gry bez piłki. Często zżyma się na swoich podopiecznych, że w danej fazie gierki treningowej stoją nie w tym miejscu w którym powinni. Automatyzmy wymagają doskonałego spasowania zarówno przestrzennego jak i czasowego. Jeżeli ktoś zawali to kontratak albo się opóźni albo załamie. Espirito Santo nie toleruje takich sytuacji. Każdy ma wiedzieć co robić, a nie zastanawiać się co zrobić. Stąd też uporczywe powtarzanie na treningach następujących po sobie sekwencji zdarzeń po odbiorze piłki w różnych fragmentach boiska. Ostatni element tego systemu gry,ale każdego innego również, to odpowiedni wykonawcy. Przy grze z kontry szczególnie ważni są zawodnicy drugiej i pierwszej linii. W środku pola potrzeba piłkarzy z bardzo dobrym długim podaniem. Właśnie po to sprowadzono Joao Moutinho i Rubena Nevesa. Oboje świetni technicznie, z doskonałym przeglądem pola i doskonałym długim podaniem. To oni są piłkarzami do których ma iść pierwsze podanie po przejęciu. Zadanie mają proste. Dograć piłkę do zawodnika z pierwszej linii, który jest akurat najbliżej bramki przeciwnika, a jeżeli to niemożliwe, to do drugiego najdalej wysuniętego. Trzyosobowa formacja ataku to zawodnicy również dobrzy technicznie ale jednocześnie bardzo dynamiczni i umiejący kończyć akcje w szybkiej kontrze. To oni mają gnać ile sił w nogach na bramkę przeciwnika jak tylko formacja obronna przejmie piłkę. Mieszanka jaką udało się Portugalczykowi sprowadzić na Molineux Stadium jest idealnie pod to skomponowana. Pedro Neto i Raul Jimenez to aktualnie największe gwiazdy „Wilków”. Obaj bajeczni pod względem techniki, dynamiczni i skuteczni. Jeśli do tego dodamy, że wspomnianą dwójkę wspiera Adama Traore (sprawdźcie sobie jego zdjęcia bez koszulki), obecnie najszybszy piłkarz w Premier League, to mamy pierwszą linię, skrojoną pod grę typu „kick and rush”. Według danych OptaStats „Wilki” są najszybciej wyprowadzającym kontry zespołem w Premier League. Przeciętny czas ich szybkiego ataku zakończonego golem wynosi 8,5 sekundy liczonych od momentu przejęcia piłki. Jak podkreśla Portugalczyk, nie ma świecie zespołu, który w tak krótkim czasie byłby w stanie zorganizować defensywę.

Przemyślany system gry dopasowany do możliwości piłkarzy i doskonale spasowane jego elementy – recepta na sukces a la Nuno Espirito Santo. Ale to nie do końca prawda, bo oprócz tzw. twardego jądra jest jeszcze cała otoczka, bez której nie mogłoby to wszystko funkcjonować. W dużym uproszczeniu można ją ująć w postaci trzech elementów: filozofii, nauki i kultury. Zacznijmy zatem od filozofii, a więc od zbioru elementarnych zasad jakie towarzyszą każdemu trenerowi w prowadzeniu drużyny. Portugalczyk ma ich kilka, a każda dotyczy innego aspektu trenerskiego rzemiosła. Pierwsza, w moim odczuciu nadrzędna, sprowadza się do następującej kwestii: „Rutyna przekształca się w nawyk, a twoje nawyki kształtują twój charakter.” Te słowa jak mantrę powtarza w każdym wywiadzie gdy jest pytany o swoje podejście do futbolu. Wie, że przewagę umiejętności można zniwelować organizacją gry. Widział to doskonale w Porto, gdy dane mu było siedzieć na ławce rezerwowych obok Mourinho. I to nie tego zrzędliwego i utyskującego na cały świat dziadkowego Mou z roku 2020, ale tego dawnego, młodego geniusza taktyki, który jak nikt inny potrafił „zabić” mecz gdy przeciwnik był silniejszy. Stąd też jego obsesja na punkcie organizacji gry, automatyzmów i nawyków, a te można osiągnąć tylko poprzez rutynę. To właśnie ona poprzez regularnie powtarzane schematy przekształca się w nawyki graczy, a te podświadomie kształtują ich charaktery. Zawsze wiedzą co mają robić w danej fazie gry, nawet gdy sprawy nie idą po myśli, a to ogromna przewaga. Druga zasada jego filozofii jest w zasadzie pochodną pierwszej. Espirito Santo uważa, że dobra organizacja gry w defensywie pozwala kontrolować mecz, a nawet do pewnego stopnia nim zarządzać. To stawianie warunków gry przeciwnikowi bez pytania go o to czy one mu odpowiadają. Organizując defensywę nie negocjujesz scenariusza meczu z przeciwnikiem, ty go narzucasz. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że to również wyniósł od Mourinho, który swoim legendarnym „przegubowcem” ustawionym w polu karnym odbierał chęć do życia nawet najbardziej kreatywnym zespołom.Ale co wygrał to jego. Trzecia zasada mówi o tym, że w żadnej fazie gry piłkarz nie prawa się zatrzymywać. Musi być w ciągłym ruchu by zawsze być idealnie ustawionym. Zawodnicy których prowadził podkreślają, że stanie w miejscu to jedyna rzecz jak potrafiła Nuno wyprowadzić z równowagi podczas treningów, choć na co dzień Portugalczyk słynie z łagodnego usposobienia. Kolejną kluczową regułą w prowadzeniu zespołu jest nieustanna komunikacja z zawodnikami. Espirito Santo uważa, że wszyscy muszą doskonale wiedzieć co mają robić, bo tylko wtedy możliwa jest zorganizowana gra w defensywie i ofensywie. Piłkarze po każdym dniu zajęć otrzymują szczegółową rozpiskę kolejnego treningu, łącznie z informacją jaki on ma cel i co będzie na nim wymagane. Każda sesja masaży czy rozbiegania pomeczowego jest również wykorzystywana na przekazywanie informacji zawodnikom. Portugalczyk uważa, że nie ma sensu marnować tego czasu i trzeba go kreatywnie wykorzystywać. Na efekty takiego podejście nie trzeba było długo czekać. Kevin Thelwell, były dyrektor sportowy „Wilków” wspominał, że po kilku tygodniach pracy Nuno z drużyną w sezonie przygotowawczym, zespół Wolverhampton Wanderers wyglądał jakby od 10 lat grał trójką w obronie. Jak podkreślał, jego zdziwienie wynikało z faktu, że zazwyczaj menedżerowie potrzebują 9-12 miesięcy by odcisnąć piętno na grze drużyny. Portugalczyk potrzebował na to zaledwie 5 tygodni.

Drugą składową otoczki twardego jądra jest nauka, a w zasadzie naukowcy, których poproszono o pomoc w ulepszeniu procesu regeneracji zawodników po meczach. Ceną jaką płaci się za posiadania wąskiej kadry jest niestety mocna eksploatacja piłkarzy w trakcie sezonu. Widać to szczególnie w Anglii, gdzie ilość meczy dla drużyn uczestniczących w europejskich pucharach wynosi w trakcie sezonu 60 i więcej. Stosowanie ekonomicznego stylu gry działa do pewnego stopnia ale nadchodzi moment, w którym zawodnicy zaczynają odczuwać trudy kampanii. Przemęczenie, kontuzje mięśniowe, brak świeżości i dynamiki zaczynają w pewnym momencie się kumulować i drużyna łapie tzw. dołek. Pamiętam pierwszy sezon Liverpoolu pod wodzą Kloppa gdy w pewnym momencie 13 graczy było kontuzjowanych. Portugalczyk za wszelką cenę chce unikać takich sytuacji i dlatego poprosił by fachowcy z miejscowej uczelni opracowali w oparciu o najnowsze zdobycze nauki cały system regeneracji piłkarzy, który przedłuży ich „żywotność” w trakcie długiego sezonu. W efekcie ich prac piłkarze „Wilków” biorą po każdym meczu lodowe kąpiele, piją specjalnie skomponowane koktajle proteinowe, przyjmują opracowane dla nich suplementy i przestrzegają specjalnej diety. To właśnie dlatego 33-letni Moutinho był w stanie w tym sezonie wyjść ponad 50 razy w pierwszej jedenastce. A przecież kampania ciągle trwa i dla grających w Lidze Europy piłkarzy Nuno Espirito Santo może jeszcze potrwać co najmniej miesiąc.
Ostatni element układanki to kultura doskonałości jaką w każdym elemencie prowadzenia zespołu portugalski menedżer stara się aplikować. O tym jak jest ona ważna pisałem w jednym z moich wcześniejszych tekstów, omawiając genezę sukcesu Liverpoolu. Wracając jednak do menedżera „Wilków” chciałbym zacząć od przykładu. Styczeń, poranna sesja treningowa i -5 stopni Celsjusza na termometrach. Piłkarze powoli pojawiają się na bocznym boisku ale Nuno nie chce rozpoczynać zajęć. Widzi, że jeden z jego zawodników jest wyraźnie „nie w sosie” i głośno pyta o co chodzi. Okazało się, że człowiek odpowiedzialny za przygotowanie stroju treningowego zapomniał o czapce i rękawiczkach dla tego właśnie piłkarza. Poprosił zatem asystentów o przeprowadzenie rozgrzewki, a sam udał się do winowajcy na rozmowę. Krótko, aczkolwiek dosyć dosadnie, wyjaśnił mu że jeśli mamy problem z przygotowaniem odzieży treningowej to cała drużyna i on jako trener ma problem. A jeśli drużyna i sztab ma problem to cały klub ma problem. Piłkarz zirytowany w jakikolwiek sposób nie będzie w stanie się skupić w stu procentach na treningu, a to niedopuszczalne. Niby szczegół, detal który wyniknął z prostego ludzkiego błędu. Ale nawet to było istotne. Kultura doskonałości w pełnej krasie, choć to nie jedyny jej przejaw. Z racji wąskiego pierwszego składu portugalski menedżer często korzysta w czasie treningów z piłkarzy zespołów U23 i U18. Codziennie przez WhatsApp przekazuje trenerom drużyn młodzieżowych jakich graczy będzie potrzebował na kolejną jednostkę zajęć. Jeżeli któryś z młodzieżowców zachowuje się nieodpowiednio lub wykazuje zbyt małe zaangażowanie to nieprędko dostanie ponowną szansę na trening z pierwszym zespołem. W trakcie przerwy w rozgrywkach spowodowaną pandemią kultura doskonałości również odgrywała kluczową rolę w klubie z Wolverhampton. Szef przygotowania fizycznego, Antonio Dias, codziennie przesyłał rozpiskę zadań do wykonania każdemu piłkarzowi zespołu. Co więcej gracze mieli nagrywać swoje treningi i przesyłać je z powrotem do analizy przez trenerów. Piłkarze, którzy nie mieli możliwości przeprowadzenia ćwiczeń w domu mogli korzystać z obiektów przy stadionie. Klubowy dietetyk układał specjalne menu dla każdego z graczy, które następnie przygotowywała klubowa kuchnia.Codziennie rano kurierzy o dowozili piłkarzom zestaw posiłków na cały dzień bezpośrednio do ich domów, a zawodnicy mieli zakaz spożywania czegokolwiek innego. Przesada? Nie, kultura doskonałości. W tym miejscu warto podkreślić, że portugalski menedżer nie jest jednak despotą opętanym utopijną wizją perfekcyjnej piłkarskiej maszyny jak choćby Bielsa. Jego doświadczenia z okresu kiedy był zawodnikiem mocno odcisnęły piętno na sposobie w jaki podchodzi do rozwiązywania problemów dyscyplinarnych. Nigdy nie karze piłkarzy finansowo za spóźnienie się trening. Twierdzi, że dla zarabiającego dziesiątki tysięcy funtów tygodniowo osób sankcja rzędu tysiąca nie przyniesie żadnych rezultatów. Jeżeli na treningu nie ma jakiego gracza to cała drużyna zbiera się na boisku w kółko i czeka tak długo aż spóźnialski do niej dołączy. Robi tak z dwóch powodów. Po pierwsze, faktycznie mogło się stać coś, co usprawiedliwia spóźnienie piłkarza. Dzięki temu może się on wytłumaczyć przed sztabem i kolegami z zespołu bez uszczerbku na wizerunku profesjonalisty. To ważne zarówno dla zawodników jak i trenera. Z drugiej strony, jeśli spóźnialski nie ma nic na swoje usprawiedliwienie, bo po prostu zaspał albo się gdzieś zasiedział to nic tak mocno na niego nie zadziała jak spojrzenia wkurwionych kolegów, którzy musieli odmrażać tyłki stojąc na środku boiska w grudniowy poranek. Dziel i rządź, nie przegrywając jednocześnie szatni – genialne.

Maciej Ciołek

Więcej o cyklu „Twoim zdaniem” -> TUTAJ

Artykuły można wysyłać na adres e-mail -> redakcja@kkslech.com

Teksty wysłane do nas przez kibiców można przeczytać -> TUTAJ

Obserwuj KKSLECH.com i przeglądaj nasze treści również na dwóch portalach społecznościowych. Nasz serwis nie posiada swojego profilu na Facebooku.

TWITTER
YOUTUBE

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarzy 13

  1. aaafyrtel pisze:

    z uk przejdę do naszej eki…

    djurdjewić próbował gry 3 obrońcami… była katastrofa, robiły się wolne autostrady na bokach, wystarczyło dośrodkować i po zawodach…

    odnośnie słabości wysokiego pressingu, no niekoniecznie tak… wystarczyło, żeby przeciwnik na początku na nas wsiadł, wtedy kasta stracona równała się przegranej…

  2. leftt pisze:

    Dzięki! Świetnie się czytało.

  3. F@n pisze:

    Świetny tekst, jeden z lepszych jaki tu czytałem.
    Podoba mi się sposób prowadzenia drużyny przez tego szkoleniowca. Też nie jestem fanem zbyt szerokiej kadry, ale nie może być też tak jak jest u nas. Owszem, pierwszą jedenastkę mamy mocną, ale z ławki nie ma kogo wpuścić. Kto się u nas nadaje do wejścia, jeśli chodzi o graczy z pola? Obsada prawej i lewej obrony jest okej. Czyli 2 graczy. Środek obrony? Nie mamy nic, bo Rogne ciągła kontuzja. Środek pomocy – wezmę jako całość. Ramirez, Tiba, Moder – top. Marchewa – trzeba go wprowadzać, czyli jest 1 na zmianę. Letniowski? Przydałoby się wypożyczenie chyba. Muhar – dno dna. Skrzydła? Tylko Skóraś jest na zmianę. Napastnika zmiennika nie mamy. Szymczak powinien być zawodnikiem walczącym o nr 2.
    Zatem wśród graczy z pola mamy 4 zawodników, którzy mogą wejść z ławki. Nie ma rotacji na środku obrony, w napadzie i brakuje kogoś za Muhara, który niewiadomo co tu robi. Jeśli wróci Amaral to przynjamniej będzie mógł ewentualnie 4 pozycje obsadzić.
    Kolejna rzecz to jak ważny jest trener i sztab szkoleniowy. Ciężko to widzę po tym jak wywalili Skrzypczaka i zdegradowali Bartkowiaka. A to co się słyszy, pewnemu redaktorowi, który napisał wczoraj całą prawdę, ręce opadły jak usłyszał kto jest kandydatem na asystenta…

    • aaafyrtel pisze:

      no właśnie, to ciekawe jest… spekulujmy więc… jeżeli bartkowiak idzie do rezerw, to trzeba coś zrobić z tym ulatowskim… czyżby więc to ulatowski miał być asystentem żurawia… trzeba poczekać do wyniku ostatniego meczyku, dziś, początek o 17:00, rezerw… czyżby to miała być nagroda dla ulatowskiego?!

      coś wiesz bardziej konkretnego, to nadawaj…

      • F@n pisze:

        Sm.y.k mówił, że Ulatowski na pewno nie. Ma być info za niedługo o kandydatach.

      • F@n pisze:

        Dariusz Dudka najpoważniejszym kandydatem. W grę Radomski ponoć wchodził.

      • aaafyrtel pisze:

        dutka… wydaje mi się, ze to nie jest poroniony pomysł… jak miał miałbym wybierać ulatowski-dutka, to postawiłbym na dutkę… co więc czeka ulatowskiego…

  4. Ostu pisze:

    „kultura doskonałości…”
    A jaką my mamy kulturę…?
    Czy w ogóle jakąkolwiek…?!
    I bardzo dobrze, że jakiś czas temu podjąłem decyzję o niekomentowanie działań zarządziku…

    • bombardier pisze:

      Twoja postawa to OPORTUNIZM!
      Tylko ZMASOWANA i CIĄGŁA KRYTYKA tych dwóch „wielkich” w Lechu.
      Arogancja i bezczelność włodarzy tego klubu osiągnęła punkt graniczny!
      Żadnych pochwał – jebać ich na każdym kroku!

      • leftt pisze:

        Z twojej krytyki oni się mogą co najwyżej śmiać

      • 100h2o pisze:

        Czasem kiedy Ciebie czytam @bombardier to przypomina mi się piosenka Stuhra „A ja wiem co jest grane,
        Dlatego tutaj zostanę,
        Będę śpiewał piosenki
        Będą klaskać panienki
        Będą dawać mi kwiaty
        Będę teraz bogaty
        Bo ja się wcale nie chwalę
        Ja niestety mam talent
        Jak głos wydaje z siebie
        Wszyscy są w siódmym niebie”

        A tak przy okazji. Piszesz, piszesz, piszesz …. a karawana idzie dalej.
        A poznański pragmatyzm nakazuje by z jakiegokolwiek działania COKOLWIEK konkretnego wynikało. Sorry…

      • bombardier pisze:

        To przeczytaj wpisy pod redakcyjnym newsem „ciąg dalszy…”
        Cała masa wypowiedzi w jeszcze bardziej ostrym tonie.
        Inne wypowiedzi na tej witrynie – pytam się co z tego wynika?
        Ja wypowiadam tylko SWOJE zdanie.
        Np. Miałem gdzieś akcję Lecha, inni ochoczo płacili.
        Oczywiście każdemu przyznam rację – co mi do cudzych pieniędzy – wychodzę z zasady,
        że lepiej wpłacić na szpital, dom dziecka, Caritas itp., niż na konto Rutków.
        @leftt – zgoda, ale ile napsuję krwi – nawiedzonym – co w sercu i w ciele oraz w mózgu
        mają niebiesko-białe barwy i nic poza tym!

  5. aaafyrtel pisze:

    ja w kwestii formalnej… odnośnie tej akcji zbierania bejmów od kiboli, coś ponad 400K z tego było… ale ponoć to ma być w przyszłym sezonie tym kibolom zwrócone w formie karnetów, wejściówek… jak tak, to przyzwoicie przecież…

Dodaj komentarz