Pięć szybkich wniosków: Radomiak – Lech 1:1 k.3:4

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizy meczu, statystyk pomeczowych, analizy gry danego zawodnika czy wyboru najlepszej akcji w wykonaniu Kolejorza, prezentujemy pięć szybkich pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny i poszczególnych piłkarzy.



Piłkarskie szachy

Mecz z Radomiakiem był jednym z najtrudniejszych jakie Lech rozgrywał w ostatnich latach. Na termometrach -12, odczuwalna prawie -20, murawa przypominała wybieg dla dzików z resztkami lodu, po meczu Dani Ramirez na portalach społecznościowych przyznał, że grał w czwartek na najgorszym stadionie w życiu. Radomiak nie umiał znaleźć innego obiektu, specjalnie wybrał właśnie taki na którym 2 dni wcześniej odbyło się inne spotkanie, nie chciał zgodzić się na zmianę gospodarza przez co zamiast meczu piłki nożnej mieliśmy istną kopaninę. Na zrytej, nierównej trawie ciężko było grać w piłkę, Lech momentami próbował to robić, był okresy w których wyraźnie przeważał (np. do 15 minuty i między 46 a 60 minutą), ale na końcu można powiedzieć o wyrównanym spotkaniu. Świadczy o tym statystyka posiadania piłki (53% do 47% na korzyść poznaniaków) czy strzałów. W strzałach Lech był lepszy (24/4 do 16/3). Wykonał także więcej dośrodkowań – 35 do 25.

Widoczne problemy

Mimo fatalnej murawy w oczy rzucał się ponownie brak pomysłu na atak pozycyjny. Lech długo grał z jednym skrzydłowym w postaci Jakuba Kamińskiego oraz bez napastnika. Filip Szymczak spisał się fatalnie, nie dorósł do takiego meczu, zmarnował 3 dobre okazje w tym 1 w której na szczęście dla niego był spalony. Gra w środku pola opierała się głównie na pojedynczych zrywach Pedro Tiby, który na wiele sposobów i do różnych zawodników kierował swoje podania. Portugalczyk w Sosnowcu nie bardzo miał z kim grać, Dani Ramirez wciąż szuka formy i m.in. przez jego słabą dyspozycję atak pozycyjny w wykonaniu Lecha Poznań bardzo mocno kulał. Do tego wszystkiego żenująco wyglądała ławka rezerwowych, poza Tymoteuszem Puchaczem i Michałem Skórasiem tak naprawdę nie miał kto z niej wejść na boisko, nie miał kto pomóc lechitom czy odmienić losy spotkania.

Różne oceny piłkarzy

Przez grę na dzikowisku ciężko jest ocenić grę poszczególnych piłkarzy. Najbardziej zawiedli Jan Sykora, Vasyl Kravets, Dani Ramirez, Filip Szymczak i Filip Marchwiński, który znów rozgrywał swój własny mecz. Pozostali na tle I-ligowca wyglądali słabo lub przeciętnie. Pochwalić można jedynie Michała Skórasia za przebojowość po wejściu, Tymoteusza Puchacza za 2 wykorzystane rzuty karne oraz Filipa Bednarka, który podobnie jak w Charleroi był w Sosnowcu jednym z bohaterów. Mały plusik można też postawić przy nazwisku Pedro Tiby. Portugalczyk co prawda zmarnował pierwszą jedenastkę, ale wcześniej podczas 120 minut gry robił na boisku naprawdę wiele, żeby Lech awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski w regulaminowym czasie.

Lech się podniósł

Lech Poznań wygrał wczoraj pierwsze rzuty karne od tych słynnych z Interem Baku w 2010 roku. W czwartek Kolejorz sam zadał sobie mentalnego kopa. Po bramce na 1:0 dla Radomiaka było już praktycznie po meczu, statystycznie tym bardziej, a jednak Lech doprowadził do wyrównania, choć z przebiegu gry nic na to nie wskazywało. W 117 minucie do jedenastki podszedł lewonożny Tymoteusz Puchacz, nie pajacował, tylko uderzył pewnie i przedłużył nadzieje kibiców, którzy przy stanie 0:2 w karnych zapewne mieli już ochotę wyłączyć telewizor. Kiedy Radomiak prowadził 2:0 wydawało się, że to już koniec, odpadamy, po sezonie. A jednak dnia 11 lutego 2021 na stadionie w Sosnowcu zdarzył się cud, dopisało nam więcej szczęścia niż 8 lipca 2020 roku z Lechią i tym razem udało się przejść dalej. Tym samym stadion w Sosnowcu wciąż jest bardzo szczęśliwym obiektem dla Kolejorza. W 2016 roku Lech awansował na nim do finału Pucharu Polski, w 2018 roku odniósł swoje najwyższe ekstraklasowe zwycięstwo na wyjeździe (6:0) a w 2021 roku wygrał w rzutach karnych będąc w pewnym momencie w fatalnej sytuacji.

Po prostu się udało

W czwartek Lechowi Poznań udało się przejść dalej i nic więcej. Gablota nadal stoi pusta, w piątek po 12:00 okaże się z kim zagramy w ćwierćfinale a 2-4 marca dowiemy się, czy pucharowa przygoda będzie trwała dalej. Lech mimo słabej gry, braku pomysłu na rozegranie piłki oraz zanotowania kolejnego meczu bez gola w regulaminowych 90 minutach mentalnie na pewno zyskał. Fizycznie już stracił, nie wiadomo czy przypadkiem w Sosnowcu kolejni lechici nie doznali urazów, a przecież już w niedzielę o 15:00 czeka nas kolejny mecz i to wyjazdowy w Płocku. Dariusz Żuraw będzie miał duży ból głowy, jak zestawić skład na spotkanie z rywalem, który nie grał od 2 tygodni. Po wyczerpującym meczu w Sosnowcu, wcześniejszych kontuzjach oraz możliwych kolejnych urazach, w niedzielę w składzie Lecha należy spodziewać się wielu rotacji.

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <





14 komentarzy

  1. 100h2o pisze:

    “:Piłkarskie szachy”.
    Co za banał. To był co najwyżej “piłkarski cymbergaj”. Bo oglądając TAKIE WIDOWISKO można co najwyżej zastanawiać się co powiedzieliby PRAWDZIWI SZACHIŚCI na takie porównanie. Tym bardziej że w 1 połowie ( mając niby przewagę) Lech celnie strzelał JEDEN RAZ. To tak jakby przez 45 minut szachista wykonał JEDEN RUCH. Coś jak szachy dla leniwców.
    Lech w tym meczu nie miał w ogóle “ognia z przodu”. A tzw okazje (Skóraś Szymczak czy Sykora) tylko potwierdzały, że “Lech nie miał armat”.
    Zastępujący “niby” Modera Karlstroem nie strzelał ani razu. Tiba walił w rywali, Puchacz sprawdzał boskie okna, a Ramirez…. no Ramirez. Szymczak jako napastnik nie mieścił się w skali.
    Nieżle zagrał Milić i Lech powinien się w końcu zadeklarować. Chce zatrudniać Rogne czy wysłać go do sanatorium na resztę kontraktu. Bo lepszy obecny Dejewski niż Rogne na zwolnieniu lekarskim.
    Trzeba odpuścić Kamińskiemu który był kapitanem , miałby 2 asysty, ale sam nie uciągnie “lokomotywy”. Wystarczy popatrzeć na tego chłopaka, jeszcze to nie te muskuły..

  2. Piknik pisze:

    Gdy Lech w dogrywce stracił bramkę, mój tata który też jest kibolem Lecha opisał jednym słowem grę swojego ukochanego zespołu w sms do pewnego piknika: DNO. Co ciekawsze Kolejorz z tego sportowego dna potrafił jeszcze się odbić, mając olbrzymią ilość szczęścia i determinacje do tego, aby nadal grać w rozgrywkach Pucharu Polski. Jeśli Lech nieoczekiwanie (bo z taką formą na pewno nie jest faworytem na zdobycie tego trofeum na ten moment) zdobędzie po latach PP to nikt nie będzie pamiętał o stylu wyeliminowania Radomiaka Radom. Piłkarsko mecz miał różne fazy raz dominował Lech innym razem lepiej prezentowali się piłkarze z Radomia, ale szczerze trzeba przyznać, że to piłkarze w zielonych koszulkach mieli więcej klarownych sytuacji do strzelenia bramki. To co los zabrał w półfinale PP z betonami jakby oddał w meczu z pierwszoligowcem. Natomiast przejście do 1/4 PP Lecha nie załatwia innych problemów klubu. Ja już napisałem, że jeśli Lech przegra rywalizacje z Radomiakiem to w tym sezonie skończą się emocje sportowe dla kiboli Kolejorza. Natomiast jeśli Lech będzie nadal grał na tak słabym poziomie to jeszcze w lidze będą duże emocje bo będziemy walczyć o pozostanie w Ekstraklasie. Ja mam nadzieje, że to był mecz, który będzie pewnym punktem zwrotnym w tym słabym sezonie, że zwycięstwo w tak dramatycznych okolicznościach pobudzi tą drużynę do walki. (To są oczywiście moje nadzieje i marzenia i każdy Piknik ma do nich prawo jaka będzie rzeczywistość to czas nam pokaże). Były emocje (niestety nie zawsze dobre) jest awans gramy dalej w PP to najważniejsze. Koniec tych wypocin.

  3. 07 pisze:

    Panowie z PZPN sami powinni biegac w takich warunkach, lub pootwietac okna w swoich biurach.

    • JACOL041957 pisze:

      Co ty pierdolisz; w latach świetności kolejarza, piłkarze grali w gorszych warunkach (spytaj tatusia!). I do tego sami odgarniali śnieg jak było trzeba, a nie spacerowali wytatuowani, w słuchawkach i ciepłych ciuchach. A polskie zespoły walczyły w pucharach jak lwy (odpal sobie na przykład: Lech Barcelona). Życzę Rozumu!

  4. Jakub80 pisze:

    Ostatni wniosek podsumowuje pracę naszego Darka. Kiedy przeciwnik przejrzał taktykę nagle wszystko runęło, zabrakło pomysłu, doświadczenia itd. O przygotowaniu motorycznym zespołu nie wspomnę, rozumiem 1, 2 kontuzje ale to co się dzieje to jakiś sabotaż. Ale żeby być uczciwym piłkarzom też należą się zjeby. Wczorajsi nasi przeciwnicy , z I ligi, przegrali bo mieli mniej szczęścia. Zarabiają z pewnością odpowiednio do swoich umiejętności. Biorąc to pod uwagę nasze gwiazdy powinny biegać 3 razy szybciej. Z dziwnych przyczyn dzieje się inaczej.

    • przem37 pisze:

      Sorry, ale przeciwnik przejrzał naszą taktykę jakieś 2 tygodnie temu i moim zdaniem, największą winę ponosi tutaj “wesoły” Zbyszek i jego ekipa.
      Rozumiem, że Radomiak chciał być gospodarzem, ale nie rozumiem, jak znając prognozę pogody oraz wiedząc, że 2 dni wcześniej tam był mecz, ktoś wyraził zgodę na mecz w takich warunkach (myślałem, że po Boguchwale już się czegoś nauczyli).
      Prawda jest taka, że strategia Radomiaka była prosta, niech boisko będzie jak najbardziej kijowe, a my będziemy grać z kontry i może coś wpadnie po Stałym Fragmencie. Lech próbował grać piłką po ziemi, chciał tworzyć akcje, problem polega na tym, że na takiej gównianej murawie się nie dało.
      Jako żywo przypomniał mi się mecz Polska-Włochy w Gdańsku, Włosi tez mieli problem z grą.

  5. Muro pisze:

    A ja obejrzałem mecz od początku do końca, kompletnie się nie przejmując, emocjonując, a karne to w ogóle mnie bardziej bawiły niż co innego.
    Z ciekawostek – Kozak, w końcu były lechita, co to do stolycy poszedł grał nieźle i miał na widelcu odpalenie swojego byłego klubu, taka słodka zemsta. I osrał się.
    Osrał się ostatni strzelający dla Radomiaka, choć to było do przewidzenia.
    Ale najbardziej osrany był Tani, z kapiącym nosem, tego przerażenia i bezradności w oczach nie da się zapomnieć. Taka mieszanka niezrozumienia, nieogarnięcia tematu, przyparta do muru i na żenująco słabym poziomie: serio, kto nie widział, niech obejrzy ten mecz (albo skróty drugiej części dogrywki) i popatrzy Darkowi w oczy. Pustka, strach, rozpacz.
    Zajebiście, że “trener” dziękuje chłopakom za “charakter”. Zajebiście mieć “trenera”, który zamiast trenować, dziękuję za “walkę i zaangażowanie”. Zajebiście mieć osranego frajera na ławce rezerwowych, który chce odmienić losy meczu nieopierzonym szesnastolatkiem. Cudownie atakować Radom Marchwińskim, z tym jego niezmieniającym się wyrazem twarzy. Cudownie zakontraktować prawdziwego lewego obrońcę – Kravetsa – co to i dośrodkuje i karnego w środek bramki poda wrażemu bramkarzowi.
    I – nie, to nie jest tak, że Lech przegrywając odwrócił losy meczu: Lech tylko zremisował ten mecz. W karnych chłopcy z Radomia nie dali rady – tu już nie było strzelania a la Panenka, tu psychika robiła różnicę.
    Żenada, kurwa, żenada.

    • JACOL041957 pisze:

      Ale dlaczego wyżywasz się na Żurawiu!?! On nie jest winien tego burdelu (czytaj składu) jaki dostaje od zarządu i agenci manago. Przypomnij sobie co zrobił z tym Nawałka? Wielkie g…o. I żaden, nawet światowy trener, nie zrobi nic.

  6. torreador pisze:

    Warto tez wyciągnąć wniosek nieco szerszy: to co prezentuje drużyna Rutków od dłuższego czasu, nie daje właściwie żadnej nadziei na przyszłość. No bo co z tego, że udało się z Radomiakiem, jak trzeba będzie poradzić sobie z kolejnymi gigantami: Puszczą czy Chojniczanką. A i w lidze nie będzie łatwo, patrząc na takie firmy czekające w najbliższych meczach by lać Lecha Rutków jak: Płock, Śląsk czy Warta. Ta drużyna na dziś, to zlepek jedenastu grających indywidualnie zawodników, ale summa summarum wszystko to nie tworzy jakiejkolwiek wartości wspólnej. Czerwiński biega ofiarnie „od linii do linii”, Sykora kręci jakieś techniczne kółeczka, Tiba próbuje porządkować wszystko w środku. I tak można by wyliczać… Jednak to wszystko, nie tworzy jakiejkolwiek całości, bo nie widać w tym wszystkim jakiegoś pomysłu, koncepcji, nie mówiąc już o czymś takim jak taktyka gry 😊. A przecież to podstawa w dzisiejszym futbolu. Gra od wielu miesięcy wygląda tak samo: stoperzy kilka razy podadzą sobie piłkę wzdłuż boiska (wszystko w ślimaczym tempie), wyjdzie do nich Tiba, podciągnie piłkę wyżej, poda na skrzydło (nieraz prze Ramireza), wrzutka i…strata piłki. Nieraz urozmaiceniem, jest sprint Czerwińskiego lub Puchacza na skrzydle, ale końcówka z wrzutką taka sama. I tak mniej więcej wygląda od wielu miesięcy pomysł na grę Żurawia. Latem i jesienią (dla drużyn w Lidze Europy) mogło być to zaskakującą nowością, jednak dziś jak widać, ten jeden powielany schemat, nie zaskakuje już nikogo i co więcej już nie zaskoczy. Tym bardziej, że i wykonawcy są mizerni: Ramirez, Sykora, Puchacz czy Marchwiński rozgrywają tak wolno, niedokładnie i przewidywalnie, że naprawdę nie trzeba być Realem Madryt żeby sobie z tym poradzić. Co więc w przyszłości? Powtórzę coś o czym pisze już od dłuższego czasu: coś pewnie czasem wygrają, ale długofalowej radości z tego nie będzie. Po prostu nie ma odpowiedniego materiału (piłkarze), a przede wszystkim krawca (trener) który nawet z tego co ma potrafiłby coś sensownego uszyć.

    • 100h2o pisze:

      Taktyka dobra gdy są wykonawcy. Djurdjević chciał grać 3 obrońcami ( taktyka stosowana) i… wiadomo jak się skończyło. Lech gra przewidywalnie jak i większość drużyn na świecie. O wszystkim decydują indywidualności które są w stanie zagrać nietypowo. Obecnie w Lechu taka indywidualność jest w liczbie = JEDEN. To Kamiński. No może Tiba. To dwa. Reszta to poziom jaki widać. Czyli na 10 graczy w polu tak naprawdę tylko 2 gra a reszta “nosi fortepian”. Można oczywiście postawić raz na “walkę walkę” a drugi na “długa do przodu”, ale… Do walki trzeba mieć np Linettego, a na długą wysokiego i bramkostrzelnego napastnika. Zresztą na teraz ten domek z kart ( po wyciągnięciu Józia i przede wszystkim Modera) po prostu się zawalił. I tak skończy sezon z kupą blotek na ręce.

  7. Bigbluee pisze:

    Rzadko się już wypowiadam bo mnie mdli jak pomysle o tym co się wyprawia.
    Odnośnie meczu napisze tylko tyle, że było mi wstyd jak to ogladałem, było mi wstyd jak widziałem jak sie meczymy z drużyna co pierwszy raz powaznie kopnęła piłke w tym roku. Jeszcze bardziej było mi wstyd i czułem cholerne zażenowanie jak widziałem tą radość piłkarzy i pracowników po ostatnim karnym. Czy oni kurwa nie maja wstydu i jakiegokolwiek instynktu? Tylko skończony minimalista i jebany ignorant mógłby sie cieszczyć po takim występie. Powinni ze złości pójść do szatni z wkurwem na twarzy po tym co sie wydarzyło na boisku. Nikt nie powinien sie cieszyc bo KURWA NIE MA Z CZEGO !!! Ta jebana banda parodystów była zadowolona po meczu. To jest najwiekszy policzek dla kibica jaki mógł być. W ryj dostalismy raz, tym jak sie zaprezentoeali. Drugi raz jak eksponowali radość niczym nie uzasadnioną. Nie mam innych słów na tą drużynę.

  8. JACOL041957 pisze:

    Tragedia! Mecz tragedia i te gówniarskie komentarze-tragedia. A to takie proste! Kasa rządzi. Wy biedacy chodzicie na mecze a właściciel ma was w d…e. Podniecacie się meczami, a piłkarze (z małymi wyjątkami) kasują i w dupie mają. Jak nie tu to pójdą gdzie będą płacić. Obudźcie się!!!

Dodaj komentarz