Historia: Jedyny dublet Kolejorza

Trwający sezon 2016/2017 jest bardzo podobny do tego 2014/2015. Wówczas Lech Poznań pierwszy raz od paru lat walczył o dublet z tym, że obecny zespół jest już jedną nogą w finale Pucharu Polski i ma 4 punkty więcej po 24. kolejkach Ekstraklasy niż drużyna Macieja Skorży przed 2 laty.


Sportowo na razie trudno porównać obie ekipy, bo mimo wszystko tamta po porażce w finale Pucharu Polski ostatecznie sięgnęła po Mistrzostwo Polski, natomiast obecny zespół Nenada Bjelicy tak naprawdę nic jeszcze nie wygrał, a do finału Pucharu Polski oficjalnie nawet nie awansował. Niemniej jednak drużynę Chorwata stać na dublet, a przynajmniej na jedno trofeum, które pięknie podkreśliłoby 95. rocznicę powstania klubu, którą będziemy obchodzić 19 marca. W dotychczasowej historii Lechowi Poznań raz udało się sięgnąć po podwójną mistrzowską koronę, czyli wywalczyć w jednym sezonie zarówno Puchar jak i Mistrzostwo Polski. W dzisiejszym odcinku unikalnego działu „Historia” wracamy pamięcią właśnie do rozgrywek 1983/1984.

Przed sezonem 1983/1984 chyba niewielu spodziewało się, że Lech może wywalczyć podwójną mistrzowską koronę. Po mistrzowskim sezonie 1982/1983 z poznańskiego Lecha odszedł bramkarz, Piotr Mowlik, który zdecydował się na wyjazd do USA oraz przede wszystkim Janusz Kupcewicz. To właśnie on w dużej mierze przyczynił się do wywalczenia przez Kolejorza mistrzostwa kraju w 1983 roku, ale po dobrym sezonie postanowił odejść do francuskiego AS Saint-Etienne. W miejsce wspomnianej dwójki do Lecha Poznań przyszło paru młodych zawodników w tym obrońcy, Ryszard Szewczyk i nieco bardziej znany w obecnych czasach, Czesław Jakołcewicz. Kolejorz uzupełniony nowymi zawodnikami miał za kolejnej kadencji trenera, Wojciecha Łazarka obronić mistrzostwo, choć z góry było wiadomo, że może nie być to łatwe.

Mimo niepewności ekipa Lecha Poznań sezon 1983/1984 rozpoczęła od trzech zwycięstw z rzędu i to bez straty gola, lecz już w czwartej serii spotkań przyszła wyjazdowa porażka z wicemistrzem kraju, Widzewem Łódź. Do końca rundy „niebiesko-biali” regularnie zbierali punkty wygrywając m.in. z Legią Warszawa czy z beniaminkiem ligi, Górnikiem Wałbrzych. Dlaczego o tym wspominamy? Otóż mało komu znany klub z południa był na półmetku rozgrywek liderem tabeli. Górnik Wałbrzych zawdzięczał to przede wszystkim kompletowi zwycięstw w jesiennych pojedynkach na własnym stadionie co z paroma punktami zdobytymi na wyjazdach pozwoliło mu wyprzedzać lechitów o jedno oczko.

W przerwie sezonu 1983/1984 stolicę Wielkopolski opuściło kilku zawodników i to nie z własnej woli. Problemy zdrowotne mieli Józef Szewczyk oraz Jerzy Krzyżanowski, a Janusz Małek i Andrzej Strugarek zdecydowali się odejść z Kolejorza. Nie byli to co prawda piłkarze stanowiący jesienią o sile zespołu, ale zawsze byli dobrymi uzupełnieniami „niebiesko-białej” ekipy. Gracze Kolejorza rundę wiosenną rozpoczęli bardzo przeciętnie, choć prawdziwej goryczy doznali na początku kwietnia. Wtedy poznaniacy mierzyli się u siebie z wicemistrzem kraju i najgroźniejszym rywalem do mistrzostwa, Widzewem Łódź. Lechici przegrali przed własną publicznością 0:1, a wokół tego meczu do dziś krąży wiele legend. Jedna z nich jest taka, że pojedynek obejrzał spory nadkomplet widzów, zaś zniszczeniu uległa jedna z trybun (dostawiona i drewniana). Jednym słowem kto widział ten wie, a kto wie może coś więcej napisać o tym w komentarzu poniżej.

Po porażce z Widzewem podopieczni Wojciecha Łazarka pojechali do Gdyni i tam znów przegrali. Później jednak poznański Lech pokazał klasę zwyciężając w ośmiu meczach z rzędu. Mało tego, Kolejorz znów wygrał z Legią i to w Warszawie przez co mocno oddalił „Wojskowych” od awansu do europejskich pucharów. Fantastyczna, wiosenna seria ośmiu zwycięstw z rzędu pozwoliła Lechowi nieco odsapnąć w 29 i w 30. kolejce. W przedostatniej serii spotkań poznaniacy przegrali na wyjeździe 0:2, ale domowym remisem z Pogonią Szczecin 1:1 w dniu 13 czerwca 1984 roku zdobyli Mistrzostwo Polski. W rozgrywkach 1983/1984 lechici mieli tyle samo punktów co drugi w lidze łódzki Widzew i w dodatku gorszy bilans bezpośrednich spotkań. W sezonie 1983/1984 liczyły się jednak bramki, a lepszy bilans goli miał akurat Kolejorz, więc to on mógł świętować obronę tytułu. Co ciekawe w 30. kolejce szansę na Mistrzostwo Polski miał też Widzew, aczkolwiek łodzianie musieli wygrać z Legią Warszawa aż 9:0. Ostatecznie zwyciężyli tylko 1:0 co okazało się za mało, aby wyprzedzić „niebiesko-białych”.

Lech Poznań w roku 1984 sięgnął nie tylko po Mistrzostwo Polski, ale także po Puchar Polski, gdyż w finale pokonał Wisłę Kraków aż 3:0 (więcej o tym poniżej). Tym samym przez jedyny w historii dublet Kolejorza do Pucharu Zdobywców Pucharów awansował finalista pucharu krajowego, czyli krakowska Wisła. Dla „Białej Gwiazdy” była to wielka nagroda, bowiem klub z Reymonta w sezonie 1983/1984 bronił się przed spadkiem i na koniec sezonu był dopiero jedenasty. Co ciekawe gdyby „niebiesko-biali” nie zdobyli wtedy mistrza, to Wisła nie awansowałaby do europejskich pucharów. Blisko 33 lata temu lechici sprawilikrakowianom duży prezent, ale przede wszystkim sprawili wielką frajdę kibicom Kolejorza wspomnianym już dubletem będącym jedynym w historii Lecha Poznań.

Lech Poznań w ligowym sezonie 1983/1984:

Miejsce: 1
Punkty: 42
Zwycięstwa u siebie: 13
Zwycięstwa na wyjeździe: 6
Zwycięstwa ogółem: 19
Remisy u siebie: 1
Remisy na wyjeździe: 3
Remisy ogółem: 4
Porażki u siebie: 1
Porażki na wyjeździe: 6
Porażki ogółem: 7
Domowy bilans bramek: 29-4
Wyjazdowy bilans bramek: 18-17
Ogólny bilans bramek: 47-21


Lech Poznań zdobywając Mistrzostwo Polski w czerwcu 1984 roku pragnął kolejnego sukcesu i to tuż po zakończeniu ligowego sezonu. Lechici po wcześniejszym wyeliminowaniu Celulozy Kostrzyn (0:0 k. 4:3), Piasta Gliwice (5:0), ŁKS-u Łódź (1:0, 1:2) oraz Ruchu Chorzów (1:0 i 3:0) awansowali aż do finału Pucharu Polski. W nim mistrzowie kraju zmierzyli się z krakowską Wisłą, która zajęła w lidze 11. pozycję. Milicyjny klub z Krakowa nie był lubiany w Wielkopolsce, dlatego dla fanów Kolejorza triumf nad „Białą Gwiazdą” był szczególnie ważny. Finał Pucharu Polski w 1984 roku odbył się na stadionie warszawskiej Legii co tym bardziej zachęcało każdego kibica Lecha Poznań do wyjazdu do stolicy.

19 czerwca 1984 roku do Warszawy wybrało się około 10 tysięcy fanów Kolejorza, a na obiekcie Legii przy ul. Łazienkowskiej zasiadało łącznie 15 tysięcy widzów. Arbitrem finałowego boju był wówczas słynny sędzia Wit Żelazko, który na szczęście nie był wtedy głównym aktorem widowiska. Głównymi postaciami byli piłkarze Lecha Poznań, którzy pokazali, kto rządzi w Polsce. Kolejorz już po 21 minutach prowadził 2:0, lecz nie spoczął na laurach i zaraz po zmianie stron zadał trzeci cios. Nasz zespół na murawie był zdecydowanie lepszy, zatem rozbijając wiślaków aż 3:0 sięgnął po podwójną koronę.

Tym samym do dziś rok 1984 jest jednym z najlepszych w historii Lecha Poznań, bowiem Kolejorz był wtedy bezapelacyjnie najlepszym polskim klubem i przede wszystkim miał w swoich szeregach super strzelca, czyli Mirosława Okońskiego oraz doskonałego trenera, Wojciecha Łazarka. Zespół „Białej Gwiazdy” w sezonie 1983/1984 leżał zresztą Wielkopolanom, ponieważ także w lidze nie strzelił lechitom żadnego gola (poznaniacy wygrali 1:0 i zremisowali 0:0).

Puchar Polski 1983/1984:

1/16, Celuloza Kostrzyn – Lech Poznań 0:0 k. 3:4
1/8, Piast Gliwice – Lech Poznań 0:5
1/4, Lech Poznań – ŁKS Łódź 1:0, 1:2
1/2, Ruch Chorzów – Lech Poznań 0:1, 0:3
Finał, Lech Poznań – Wisła Kraków 3:0

Finał Pucharu Polski 1983/1984 – Stadion Legii Warszawa (19.06.1984)
Lech Poznań – Wisła Kraków 3:0 (2:0)
Bramki: 8.Miłoszewicz 21.Okoński 47.Jakołcewicz
Sędzia: Wit Żelazko (Warszawa)
Widzów: 15000
Lech: Pleśnierowicz – Pawlak, Łukasik, Adamiec, Barczak – Bąk (85.Oblewski), Miłoszewicz, Jakołcewicz (69.Kofnyt), – Niewiadomski, Araszkiewicz, Okoński.
Wisła: Zajda – Motyka, Skrobowski (27.Gorgoń), Budka, Jałocha (78.Świerczewski), Targosz, Nawałka, Nawrocki, Banaszkiewicz, Iwan, Wróbel.


Dział „Historia” (58 artykułów):

> Wszyscy zdobywcy Pucharu Polski
> Najbardziej utytułowani obcokrajowcy Kolejorza
> Historyczni rywale Lecha z Poznania
> Zawodnicy mający najwięcej mistrzostw
> Cud w Międzychodzie przebił Błażejewko
> Najbardziej utytułowani trenerzy w historii
> Najwygodniejsi przeciwnicy
> Najbardziej niewygodni przeciwnicy
> Bilety i karnety na Kolejorza II (FOTO)
> Bilety i karnety na Kolejorza (FOTO)
> Rekordowe frekwencje w sezonie 1972/1973
> Fana legend Lecha Poznań
> 1/8 PZP w latach 80-tych
> Najdziwniejsi rywale Kolejorza
> Wysokie triumfy w latach 40-tych
> Najdłuższa zwycięska passa z rzędu Lecha
> Podział na sektory na starym stadionie
> Pięć meczów Kolejorza z reprezentacjami narodowymi
> Fuzja w 2006 roku
> Początki nowego Lecha + FOTO
> Jedyny stadion na świecie z bunkrem + FOTO
> Ostatni awans
> Ostatni spadek
> Herby Lecha Poznań
> Historyczny montaż podgrzewanej murawy na Lechu + FOTO
> Lech Poznań w latach 1990-1999
> Kilka lokalizacji na stadion Lecha
> Cud w Błażejewku za sprawą Jerzego Kopy
> Lech Poznań w latach 1980-1989
> Trzecie podium Lecha (sezon 1977/1978)
> Budynki na i przy stadionie + FOTO
> Drugie podium Lecha (sezon 1950)
> Lech Poznań w latach 1970-1979
> Najpiękniejsze jupitery na świecie
> Lech Poznań w latach 1960-1969
> Pierwsze podium Lecha (sezon 1949)
> Lech Poznań w latach 1950-1959
> Dlaczego Kolejorz, a nie Kolejarz
> Lech Poznań w latach 1940-1949
> Szóste mistrzostwo Lecha Poznań
> Raj w kilkanaście sekund. Ruch – Lech 1:2
> Lech Poznań w latach 1930 – 1940
> Piąte mistrzostwo Lecha Poznań
> 51 sezonów Lecha w Ekstraklasie
> Pierwsze lata klubu (1920 – 1930)
> 89 ligowych rywali Lecha Poznań
> Czwarte mistrzostwo Lecha Poznań
> Wszystkie nazwy Lecha Poznań
> Skąd i dlaczego wzięła się nazwa Lech
> Najdłuższe karne w historii + FOTO
> Trzecie mistrzostwo Lecha Poznań
> Drugie mistrzostwo Lecha Poznań
> Wspomnienie obchodów 80-lecia
> Pierwsze mistrzostwo Lecha Poznań
> Wspomnienie obchodów 85-lecia + FOTO
> Smutny mecz grany dwa razy
> Jedyny i najlepszy tercet ABC
> Im zabrali nam dali (1993 rok)

Źródło: inf. własna
Fot: KKSLECH.com

> Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat) <







komentarze 23

  1. slavus napisał(a):

    ten mecz z Widzewem był moim pierwszym meczem na Kolejorzu. Z tatą przyszliśmy dosyć późno, więc musieliśmy stać na koronie stadionu. Tata stał na skrzynce za szpalerem osób stojących za ostatnim rzędem ławek (dla niewtajemniczonych – oczywiście nie było wtedy czegoś takiego jak krzesełka, więc w każdej ławce siedziało tyle osób, na ile gabaryty pozwalały + jeszcze 2-3 osoby dodatkowe). Ja miałem za to najlepsze miejsce siedząc na ramionach taty. Tego się nie zapomina.

  2. Robert napisał(a):

    Pamiętam. Ludzie na słynnym meczu z RTSem siedzieli przy liniach bramkowych. Gnój i nadkomplet nieziemski.

  3. Szczun napisał(a):

    Stałem na koronie w 1 rzędzie więc miałem szczęście widzieć całe boisko, pamiętam kolesi na zegarze bardziej jednak utkwił mi w pamięci ostatni mecz ze śledziami. Wiara stała m.in na płycie boiska i ja tam też znalazłem kawałek miejsca niemniej jako mały szczunek widziałem tylko kawałek jednego pola karnego. Akurat na tę bramkę pamiętam karnego strzelił bodaj Kensy, gola wyrównującego już niestety nie widziałem. Generalnie Wiary wuchta, zero zabezpieczenia, zawodnicy na „wyciągnięcie ręki/pięści” a dymu żadnego nie było. Zajebiste emocje

    • leftt napisał(a):

      Kensy akurat strzelił dla Pogoni bramkę wyrównującą. Zresztą minutę po naszej. Ja wtedy jako 10 latek jechałem na wycieczkę szkolną do Torunia i tego meczu słuchałem w S-13 w autobusie. Pamiętam też, że Widzew nie wykorzystał 2 karnych w meczu ze szmatą.

  4. fox napisał(a):

    Pamiętam a ja wtedy stałem na takiej trelince w bocznym przejściu i dzięki temu coś widziałem.

  5. J5 napisał(a):

    Ja na tym meczu z Widzewem przyszedłem z tatą tradycyjnie ze 2- 2,5 godz przed meczem. Siedzieliśmy na środku i w środku sektora, po stronie od boisk treningowych. Ale przyszło tyle kiboli, że cały mecz staliśmy na ławkach żeby cokolwiek widzieć. Wiara stała na koronie stadionu, na schodach i na trawie wokół boiska. Wszyscy stłoczeni jak sardynki w puszce. Przed przerwą ci z Widzewa sfaulowali Okonia tak że musiał zejść z boiska, a Dziekan strzelił dla Widzewa. Szkoda że przegraliśmy… ale takiej wuchty wiary nigdy potem już nie widziałem na stadionie

    • kibol z IV napisał(a):

      @J5 -Okon zszedł w meczu z Widzewem w następnym sezonie(84/85). Przegralismy ten mecz 0-4 a Dziekan strzelił chyba 3 gole. Dobra spadam bo już transport czeka :)

    • J5 napisał(a):

      Dzięki za sprostowanie. Jak staremu dziadkowi, hehe, zlały się wspomnienia w jedno

  6. kibol z IV napisał(a):

    Pamiętam ten mecz doskonale.Dzień był pogodny , zza lekkich chmur przebijało się słońce. Stałem cały mecz za bramką ( odecna IV ) a na meczu byłem już około 9.30…Wuchta wiary , kontuzja sędziego w I połowie meczu , gol Myślinskiego i porażka 0-1. Była to jedyna porażka legendarnej drużyny u siebie w tym sezonie. Piękne czasy , mam nadzieję iż w obecnym sezonie Kolejorz sięgnie po dublet. Dziś Arka i za chwile wyjazd do Gdynii…Fajnie że zdążłem przeczytać ten artykuł będzie co wspominać w czasie podróży :)…”od miasta do miasta po mistrzostwo i basta ! „

  7. Panda1922 napisał(a):

    Artykuł jak najbardziej na czasie.
    Jak sie czyta Wasze wspomnienia Panowie , to aż ciarki mi przechodzą po plecach i po łbie:-)
    Tylko i wyłącznie LP!

  8. sp napisał(a):

    zazdroszczę wam takich wspomnień

  9. Siódmy majster napisał(a):

    Byłem na obu meczach opisanych wyżej.Pamiętam dostawianą trybunę na Widzew i atmosferę obu spotkań.Koledzy wspomnieli,że gola dla Widzewa strzelił Dziekan lub Myśliński.Ja nie pamiętam niestety ale bardziej bym się przychylał do Mirosława Myślińskiego.Mieliśmy wtedy legendarnego trenera i pakę o jakiej można marzyć i śnić.Okoń, Heniu, Maradona,Araś i Bączek to była ofensywa budząca postrach, a obrona to same legendy Kolejorza-Pawlak,Adamiec,Hirek i Łukasik.Były to czasy ponurej komuny, której nienawidzę jak niczego innego na świecie, a mimo to miało się wtedy 17 lat, na mecze chodziło z kumplami z technikum,słuchało zajebistej, najlepszej w historii muzyki,za rok zaczynały się „osiemnastki ” jedna po drugiej i inne imprezy z okazji lub bez.Eh, jak bardzo chciało się wtedy żyć.Gdyby można przenieść się w czasie choć na kilka tygodni…

  10. Siódmy majster napisał(a):

    Byłem na obu meczach opisanych wyżej.Pamiętam dostawianą trybunę na Widzew i atmosferę obu spotkań.Koledzy wspomnieli,że gola dla Widzewa strzelił Dziekan lub Myśliński.Ja nie pamiętam niestety ale bardziej bym się przychylał do Mirosława Myślińskiego.Mieliśmy wtedy legendarnego trenera i pakę o jakiej można marzyć i śnić.Okoń, Heniu, Maradona,Araś i Bączek to była ofensywa budząca postrach, a obrona to same legendy Kolejorza-Pawlak,Adamiec,Hirek i Łukasik.Były to czasy ponurej komuny, której nienawidzę jak niczego innego na świecie, a mimo to miało się wtedy 17 lat, na mecze chodziło z kumplami z technikum,słuchało zajebistej, najlepszej w historii muzyki,za rok zaczynały się „osiemnastki ” jedna po drugiej i inne imprezy z okazji lub bez.Eh, jak bardzo chciało się wtedy żyć.Gdyby można przenieść się w czasie choć na kilka tygodni…

    • kibol z IV napisał(a):

      @siódmy majster – szkoda że już nie mam czasu…Powspominalibyśmy. Ale zapewne jeszcze nie raz nadarzy się okazja :)

  11. leftt napisał(a):

    Józef Szewczyk był czymś więcej niż „uzupełnieniem” drużyny. A te jego problemy zdrowotne… wiadomo, jak to się niestety skończyło.
    Ryszard Szewczyk o ile pamiętam przyszedł z Arki.

  12. arek z Debca napisał(a):

    Na meczu z Widzewem nie bylem ale zaczalem chodzic na mecze jako dzieciak w 1983 roku. Scisniety jak sardynka i te pekajace plastikowe lawki. Po kazdym golu zawsze z kilkaset belek na stadionie peklo, to najbardziej pametam jako szczun, hehe

  13. zibi napisał(a):

    Mecz z Widzewem? Stadion, który mógł pomieścić 28 tys. ludzi…zmieścił ponad 40 000! Jak to możliwe? Wpuszczono wszystkich, którzy czekali przed bramami, obawiając się rozruchów. Legenda mówi że kilku sb-ków dorobiło się wtedy na fałszywych biletach ale czy to prawda? Siedzieliśmy między płotem odgradzającym trybuny od boiska a linią boczną boiska. Odległość od linii bocznej nie przekraczała 1m!!! Taki to był mecz!!! Do dzisiaj wspominam komentarz Dariusza Szpakowskiego (niektóre mecze transmitowane były w tv, z 2 godzinnym opóźnieniem) „cały stadion krzyczy kolejArz, kolejArz!!! Takie to były czasy.

  14. torreador napisał(a):

    Byłem wśród tych 10 tys. kiboli na finale PP z Wisłą w Warszawie.. Niezapomniany mecz i niezapomniane, zdecydowane zwycięstwo z tak silnym składem Wisły. Pamiętam, że znakomity mecz mimo braku gola zaliczył wtedy, wschodząca gwiazda Lecha czyli Araś.

    • Leftt telefon napisał(a):

      O ile dobrze pamietam, to ten silny sklad Wisły spierdolil sie wtedy z ligi

    • torreador napisał(a):

      Wisła z ligi spadła rok później. W sezonie o którym mowa czyli 1983/84 spadek zaliczyły Cracovia i Szombierki Bytom

  15. Michał Kalisz napisał(a):

    Panowie piękne wspomnienia! Zazdroszczę 😊